Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Rodzinna historia lęku- Agata Tuszyńska

Bardzo lubię książki Agaty Tuszyńskiej- Zaczęło się kilka lat temu od Wyznań gorszycielki - biografii Ireny Krzywickiejpotem były książki o Isaacu Bashevisie Singerze i Marii Wisnowskiej. Wszystkie równie ciekawe i wartościowe. W tym przypadku zaintrygował mnie tytuł- Rodzinna historia lęku. Książka była dla mnie dużym zaskoczeniem. Chociażby to, że autorka jest córką znanego sprawozdawcy sportowego Bogdana Tuszyńskiego. Nigdy nie łączyłam tych dwóch nazwisk jakoś ze sobą, a przecież TEN Tuszyński przewijał się w opowiadaniach mojej Mamy o swoim dzieciństiwe- kiedy to zafascynowana, podobnie jak cała Polska w latach 50-tych Wyścigiem Pokoju, potrafiła z jakiegoś ważnego  powodu zwolnić się z lekcji i biegusiem leciała do domu, by usłyszeć sprawozdanie w.... radiu. ( do dziś kocha Polskie Radio:))) Akcja tej "ucieczki z lekcji" była tak skrupulatnie opracowana, że mała Basia zdążyła jeszcze po drodze zahaczyć o miejsce, gdzie na ulicy był wystawiony kołchoźnik i tam z lekką zadyszką, słuchała słynnego "Halo, halo tu helikopter", bo jak pisze Agata Tuszyńska, ojciec był jedynym, który nie miał lęku wysokości i zadanie opisywania wyścigu z lotu ptaka wziął na swoje barki.

Agata Tuszyńska miała 19 lat, kiedy jej matka, Halina Przedborska, również dziennikarka, wyznała jej, że jest Żydówką. Przez tyle lat świętowały Boże Narodzenie, były opłatek i choinka, śpiewały kolędy, Agatka chodziła na lekcje religii, w szufladzie leżał akt chrztu, matka nigdy choćby najmniejszym słówkiem nie wspomniała o żydowskich przodkach, nigdy się nie zdradziła, najmniejszym gestem, najmniejszym wspomnieniem, tęsknotą z dzieciństwa, jaką każdy z nas w sobie nosi- za rodzicami, zapachami, smakami, domem rodzinnym. Informacja ta u autorki nie wywołała zrazu żadnej reakcji- dowiedziała się, dobrze, schowała ją w sobie i przed światem. Przez kilka lat cisza, cisza, żadnych rozmów z matką, żadnych refleksji, znaków zapytania- tak jakby matka powiedziała jej- Agatko, wiesz jutro będzie padał deszcz. Aż coś się zaczęło dziać- ciekawość, bunt, złość, wyrzuty, zrozumienie- wszystko to pomieszło się ze sobą- pojawiły sie pytania- dlaczego, kto, kiedy? Autorka przez wiele lat dojrzewała do konfrontacji ze swoją przeszłością, historią  żydowskiej rodziny ze strony matki- zaczęła wnikać, szukać, pytać, odwiedzać miasteczka i wsie, zadała sobie dużo trudu, by zrozumieć, dlaczego matka rozpostarła nad nią w powojennej już Polsce parasol ochronny i odgrodziła ją od rzeczy i przeszłości trudnej, od gwiazdy Dawida, żydowskich przodków, synagogi, czulentu, żydowskiego Boga. Holocaust- to było zawsze coś, co jej bezpośrednio nie dotyczyło. Coraz mniej świadków historii- dlatego też czytamy niekiedy o  życiorysach zmyślonych, bo Tuszyńska wyobraża sobie, co mogła robić jej praprababka- jak wyglądała, co gotowała, jak się ubierała, jak wychowywała dzieci. To zmierzenie się z rodzinną tajemnicą. Pisanie o najbliższych- ze strzępów wspomnień, z fotografii, z cmentarzy, z opowiadań, ze spisów w urzędach i kartotekach.

Książka, niezmiernie ciekawa,  nie należy do łatwych lektur- to przez temat. Bolesny temat- dla autorki i czytelnika. Bo Tuszyńska pisze o lęku, lęku egzystencji w naszym kraju, pisze o Polakach - dobrych i  złych, choćby szmalcownikach. Pisze o lęku Żydów, ale i o lęku Polaków. Bo Żydzi przyjdą i odbiorą, to, co w gruncie rzeczy, nie nasze, co zostawili po wojnie i po marcu 68. Ale taka jest właśnie nasza historia, a temat, z czego sobie autorka doskonale zdaje sprawę, jest niewygodny, nie lubiany. 

Mam jedno marzenie. Nie wiem, marzeniem je nazywać czy życzeniem. Chciałabym mieć ich wszystkich przez chwilę w jednym pokoju. Chciałabym, żeby zjawili się wszyscy. Wszyscy, których nie miałam, których nie znałam, których mi zabrano, zanim mogłam ich poznać, albo zamilczano, żebym nie wiedziała. Niech przyjdą teraz do mnie. Babcia Jecia z Henrykiem, jej matka Salomea Herman z mężem typografem, który zmarł młodo, jej dzieci, ich dzieci. Bracia ich ojca, siostry, babki, wszyscy, wszyscy razem na wielkie spotkanie. Niech wyjdą z ciszy, z nicości, z nieistnienia. Z dymu, z grobu, z niepamięci. Zapraszam was do siebie. Do mnie. Do mojego dziecinnego pokoju, którego nie odwiedzaliście. Gdzie was brakowało. Gdzie pusta przestrzeń, gdzie milczenie. Tam, gdzie tęskniłam za wami, nie wiedząc nawet o waszym istnieniu. Jestem i czekam. 

niedziela, 13 lipca 2008, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/07/13 16:36:47
Brzmi bardzo ciekawie. Ja czasem zaluje, ze w historii mojej rodziny nie ma zadnej tajemnicy. Nie mam zydowskich przodkow, a chcialabym miec, fascynuje mnie zydowskosc. O historii przodkow wiem tyle, ile babcie mi opowiadaly, nie za wiele, szkoda, ze pamietnikow zadna nie pisala...
-
2008/07/13 21:43:43
Chihiro2-U mnie też nie ma jakiejs tajemnicy, a szkoda. Mój pradziadek był nad rzeką Marną w czasie I wojny światowej- chciał ponoć spisywać swoje wspomnienia- ale córki odżegnaly go od tego pomyslu- o co na przykład moja Mama ma do nich żal. Szkoda, wielka szkoda- też lubię wspominki rodzinne- słucham ich po raz kolejny- a ciągle odkrywam coś na nowo, przezywam, współczuję, śmieję się. A książkę Tuszyńskiej polecam- skoro Cię intersuje ta tematyka.
-
2008/08/13 13:01:36
miałam podobnie jak Ty z Agatą Tuszyńską- najpierw były "wyzwania gorszycielki", które niesamowicie mi się podobały i polubiłam tę autorkę za zredagowanie książki. Właśnie jestem świeżo po "Ćwiczeniach z utraty"- piękna książka. Coś jest w tych pamiętnikach i wspomnieniach, że tak mnie do nich ciągnie...
-
2008/08/13 13:02:03
"wyznania" znaczy się :)
-
2008/08/18 14:35:35
"Wyznania" czytałam jednym tchem- do dziś ta książka wędruje wśród moich znajomych i tak naprawdę nie wiem kiedy wróci- A du "Ćwiczeń " się przymierzam- pozdrawiam
-
2010/03/21 10:21:05
Przeczytałam tę książkę z zapartym tchem, podobnie, jak "Ćwiczenia z utraty". I ten sam ustęp zacytowałabym, głęboko poruszający, przyzywający jakieś nieokreślone tęsknoty za czymś, co było, a czego nie pamiętam i nazwać nie umiem.