Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Jeździec na wielorybie- Witi Ihimaera

Dawno temu, w czasach, gdy jeszcze nas nie było, ziemia i morze odczuwały wielką pustkę, głęboką tęsknotę-Tak zaczyna  swą opowieść Witi Ihimaera.

Wieloryby- zwierzęta uosabiające dostojeństwo i siłę, są dla mieszkańców Whangary, małej miejscowości w Nowej Zelandii, święte. Według starych podań maoryskich pewnego dnia do brzegów ich krainy przybył jeździec na wielorybie- Paikea. Wcześniej zaopiekował się smutnym po śmierci matki zwierzęciem, okazał mu współczucie, przyjaźń i obdarzył miłością. Młody wieloryb pozostał z człowiekiem i dorastał pod jego troskliwą opieką.  Pan przywoływał swojego przyjaciela grając na flecie. Pewnego dnia dosiadł go i stał się  jeźdźcem na wielorybie. Razem przemierzali bezkresne oceany i głębiny. Jednak pan zszedł na ląd i poznał kobietę - córkę Te Whironui.  Ją także obdarzył miłością, spłodził z nią potomstwo i dał początek nowemu ludowi. Zmienił imię na Kahutia Te Rangi i pożegnał się ze swoim przyjacielem.

Wieloryb postarzał się i wciąż nie mógł zapomnieć swojego pana. Nawał wspomnień dręczył jego duszę, coraz częściej wędrował myślami ku czasom szczęśliwej młodości, nasłuchiwał, czy przypadkiem nie usłyszy wzywających go delikatnych dźwięków fletu. Stare samice wyczuwały to i niepokoiły się o stado. Aż pewnego dnia, ich wódz, opętany fantazjami o złotym jeźdźcu, poprowadził stado ku wyspom na południowym zachodzie, gdzie został jego złoty pan. Poprowadził je ku śmierci...

Tymczasem w Whangarze na świat przychodzi dziewczynka. Jej nagłe pojawienie się na świecie nie leży w planach pradziadka, Kora Apirana, przywódcy Maorysów, który z wielką niecierpliwością oczekuje narodzin męskiego potomka, by ten w przyszłości- wedle tradycji- mógł dziedziczyć przywództwo i insygnia wodzowskie. Kiedy dziewczynce nadano do tego imię Kahutia Te Rangi- imię założyciela plemienia- w starym patriarsze, mającym opinię bezwzględnego despoty, wrze. Koro Apirana bardzo dba o swój lud i jego interesy, broni maoryskiej ziemi i kultury. W jednych budzi strach, w innych z kolei życzliwość- przez młodych nazywany jest "Supermaorysem", człowiekiem z żelaza. Organizuje dla chłopców zajęcia w szkole, gdzie uczy języka i historii przodków, snuje opowieści o korzeniach, pieśniach; przekazuje świętą wiedzę. Koro Apirana jest również dziadkiem- dziadkiem Kahu. A ta miała przecież być chłopcem...

Prawnuczka od samego poczatku obdarza pradziadka bezgraniczną miłością- niestety miłością nie odwzajemnioną. Koro traktuje wnuczkę szorstko, bywa opryskliwy, odpycha tę, która tak bardzo go pokochała. Mój kochany paka! A im bardziej Kahu zależy na akceptacji dziadka, tym bardziej ten chce usunąć ją ze swojego życia. Kahu nie jest przecież wymarzonym wojownikiem, wybawcą Maorysów od cywilizacji białych- Kahu to "tylko" dziewczynka. Mała nie poddaje się- podsłuchuje lekcji dziadka, uczy się języka maoryskiego, wyławia z odmętów oceanu rzeźbiony kamień- i ma dar- rozumie mowę wielorybów. Pewnego dnia stado zwierząt przypływa na plażę w Whangarze- wielki samiec wielorybi chce swój klan poprowadzić na śmierć. Dla starego Kora jest to znak- jeśli święte wieloryby przeżyją- wówczas jego lud przetrwa również, a tym samym wzmocnią się również jego duma i siła. 

Jeździec na wielorybie - to przepięknie napisana książka. Mimo małej objętości stron nie umiałam jej przeczytać szybko. Delektowałam się jej mądrością i lirycznością, a przeplatanie akcji ze starym mitem o przodku Paikei nadało jej iście egzotycznego posmaku.  To opowieść pełna magii, o więzach człowieka z naturą, o naruszeniu pewnej granicy i konsekwencjach, o dającej siłę przetrwania tradycji i o dziewczynce, która przynosi tak wiele nadziei do swojego świata. Książka napisana jest z dużą dozą humoru- szczególnie postać babki- Nanny Flowers zasługuje na uwagę. Przez całą książkę rozwodzi się ze swoim mężem, potrafi efektownie odbrązowić postać tego powszechnie szanowanego i budzącego respekt starca- "Niech porozmawiają ze mną (...) to przestaną trząść portkami". Nazywa go- Stary paka-  starym draniem, i godzi się, by wnuczka przejęła od niej tę retorykę- choć w ustach Kahu brzmi to jak najczulsze- "dziaduniu". Ciekawym pomysłem jest wplatanie pojedynczych słów i całych wyrażeń w języku maoryskim- dla mnie tak obcym i egzotycznym. Zrozumienie nie stanowiło problemu, ponieważ książka jest na końcu zaopatrzona w słownik.

Witi Ihimaera  (ur. 7 lutego 1944 w Gisborne w Nowej Zelandii) należy do najpopularniejszych pisarzy maoryskich. Jego powieść została sfilmowana i w 2003 roku otrzymała nominację do Oskara.

Jakże mało wiem o Nowej Zelandii- nazywanej przez Maorysów- Krainą Długich Białych Obłoków (Aotearoa). Czytając książkę nie sposób nie wracać myślami do osobistych spotkań z tą wyspą. Świetny film  Jane Campion- Fortepian, czy też sfilmowana przez Petera Jacksona trylogia Władca Pierścieni- stały się ikoną kultury Nowej Zelandii. Dla miłośników książek- po przeczytaniu Jeźdźca, będzie to niewątpliwie Witi Ihimaera.

A wracając do książki- jest ona niepowtarzalna- E aruaheka ana ahau ki tenei- co znaczy- Bardzo mi się podobała;)  i gorąco polecam!!!

niedziela, 31 sierpnia 2008, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/09/02 09:40:43
Dyiękuję za miłe słowa na moim blogu:) Czytasz po niemiecku? Jeśli tak mogłabym Ci podsyłać książki do czytania:)
-
2008/09/03 09:25:58
Abiela- czytam po niemiecku- bo z tego języka żyję:) A twoja propozycja jest baaaardzo interesująca:) Pzdr
-
2008/09/04 07:58:50
... aż zapiekła mnie ciekawość jak skończyła się ta historia. Lubię mity i legendy. Ostatnio Czarną Afrykę odkrywam.
-
2008/09/05 19:10:07
Azja i Afryka, również Nowa Zelandia to miejsca , o których tak mało wiem. Dlatego, gdy tylko mam okazję, sięgam po literaturę stamtąd. Tę książkę polecam, bo jest warta uwagi czytelniczej, a Ciebie zapytuje o ciekawe propozycje z Afryki:)
-
2008/09/05 20:30:21
Ta powieść dopiero przede mną, ale... ciężko mi teraz będzie wytrwać w oczekiwaniu na jej kolej. Wprowadziłaś mnie swoją recenzją w wyjątkowy nastrój - poetyckiego oczekiwania na poznanie nieznanego :)
-
2008/09/05 21:46:22
be.el... ja nie znam Afryki literacko. Lubię maski i sztukę prymitywną tego kontynentu.
-
2008/09/06 13:39:52
Normalniejsza-Ups- jestem tak sfiksowana książkowo, że wszystko zawsze łączę tu z książkami. Musisz mi wybaczyć:)
-
2008/09/06 14:53:56
Wybaczam :-) Też lubię książki i dlatego tu zaglądam :-)
-
2008/09/06 19:12:56
Normalniejsza- Bardzo mi miło:)

Anahstasia- widziałam na stosiku u Ciebie książkę, chyba się nie mylę, prawda, a co do książki- warto przeczytać
-
2008/09/09 14:04:40
Tak, tak, mam ją :) Pewnie w weekend po nią sięgnę. Niech tylko skończę czytać Picoult... ;)
-
2008/09/10 11:04:38
Anahstasia- Warto, oj warto:)
-
2008/09/11 21:30:38
No właśnie- Warto, a dlaczego- to rozpisała się w recenzji:)