Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Jaskółka i koliber- Santa Montefiore

Mała miescowość nadmorska w Wielkiej Brytanii, koniec drugiej wojny światowej. Rita z utęsknieniem czeka na George'a- lotnika RAF-u. Zakochani w sobie od lat, planują po jego powrocie z wojennej tułaczki ślub. George wraca, są łzy, przytulanie w nadmorskiej grocie (oczywiście bez tego... no, hm hm- Rita jest nie z tych)- ale czegoś brakuje w ich związku- George nie potrafi tego określić i postanawia wyjechać na rok, aby u ciotki na argentyńskiej pampie znaleźć odpowiedź. Na statku poznaje Susan- no i dalszy ciąg można sobie samemu dopowiedzieć.

Książkę czyta się r-a-c-z-e-j dobrze, muszę powiedzieć, że wciągnęła mnie, ale czegoś mi w niej brakowało. Nie czytałam wcześniej innych książek tej autorki, stąd może moja rozterka czytelnicza, czy może nie za dużo spodziewałam się po jej powieści. W każdym razie uderzyła mnie swego rodzaju pobieżność i bylejakość. Dużo tu niedopowiedzeń- choćby w relacjach najważniejszych bohaterów tego love-story. Skoro Rita i George od dzieciństwa brykają razem na plaży, są nierozłączni, bez kłótni się rozstają, to moim zdaniem zasługują na jakąś głębszą rozmowę, by coś wyjaśnić, dopowiedzieć- takie rozmowy są trudne, a jakże- ale czytelnicy je uwielbiają- czekają z ciekawością na ich przebieg i dramatyzm. Niestety- skończyło się tylko na sekretnym podglądaniu byłej ukochanej w ogrodzie, gwałtownej ucieczce i przechowywaniu zdjęcia Rity w kieszonce koszuli. Dość blado wypadła w opisach autorki Argentyna- może to jednak wina mojego zachwytu nad książkami Allende, która w niesamowity spoób potrafi uchwycić TO COŚ Ameryki Południowej. Bardzo spodobała mi się natomiast babcia Rity- pani Megalith. Autorka poświęca jej dużo uwagi, ciekawie i konsekwentnie buduje nietuzinkowy typ charakterologiczny starej, trochę nieprzystępnej, jak się jednak okazuje, o gołębim sercu, Czarownicy. To ona sprawia, że w książce czuć klimat powojennej Anglii- przy innych bohaterach autorka poniosła, według mnie, sromotną klęskę. Gdyby nie tajemnicza rodzinna Wiedźma, można by odnieść wrażenie, że powieść dzieje się w czasach współczesnych. To tyle i aż tyle.

 

sobota, 11 października 2008, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/10/12 20:03:31
Najgorsza książka, jaką w życiu czytałam. Zmuszałam się do jej przeczytanie, bo szkoda mi było pieniędzy, jakie na nią wydałam. Może dlatego, ze wcześniej przeczytałam "Szkatułkę z motylem" tej autorki. Te dwie powieści to niebo i ziemia. Przy "Szkatułce ..." nie mogłam się oderwać, a kiedy skończyłam, kilka dni chodziłam, nie potrafiąc wrócić do rzeczywistości :) Dlatego po "Jakółce i kolibrze" spodziewałam się czegoś podobnego. Niestety ... nie dość, ze to jest najgorsza książka tej autorki, jak czytałam, to jeszcze najgorsza, jaką w ogóle czytałam. Również "Ostatnia podróż Valentiny" była dość ciekawa i zajmująca, ale "Jaskółka ..." to jakieś nieporozumienie.
-
2008/10/12 23:06:56
No cóż- ja przyznaję, że czytałam gorsze:) A pani Montefiore dam jeszcze jedną szansę , bo na półce stoi moja prywatna Ostatnia podróż Valentiny. Ale sobie kobieta trochę poczeka:)))
-
2008/10/13 23:40:13
mnie się ona podobała;) nie mówię, że to arcydzieło, ale wciągnęła mnie...
-
2008/10/14 07:14:03
I kolejny dowód na to, jak różnie książka może być odbierana- no i dobrze -tak powinno być:)
-
2008/10/17 18:29:15
A u mnie już od dłuższego czasu stoi inna wersja pani Montefiore - Spotkamy się pod drzewem ombu. dwa razy zaczynałam, ale tylko zaczynałam...
-
2008/10/18 07:47:19
Też miałam zamiar przeczytać- utknęłam jednak gdzieś na początku i dalej nie dałam rady:)