Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Księgołapy przeklęte

Znalazłam ciekawe informacje na temat księgołapów- czyli mówiąc współczesnym językiem, bez takich eufemizmów:) – złodziei książek.

W epoce oświecenia istniało takie oto powiedzenie:

Strzelec strzelcowi psa ukraść może, literat literatowi książkę. 

Co ciekawe- były– księgołapy zasłużone, wielcy patrioci i miłośnicy książek, założyciele wielkich bibliotek, służących obecnie całej społeczności. Wymienię kilka nazwisk ludzi, którzy swoje zbiory wzbogacali per fas et nefas:

Józef Andrzej Załuski- referendarz koronny i biskup kijowski- książki pochłonęły jego cały majątek, pożyczał na lewo i prawo, nie oddawał nigdy, nie oszczędził nawet Akademii Krakowskiej.  

Tadeusz Czacki- założyciel słynnego Liceum Krzemienieckiego- oficjalnie wypożyczał, zostawiał po sobie rewers-pokwitowanie i … cisza- nie oddawał.

Józef Maksymilian Ossoliński- twórca Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, nie honorował rewersów, wyłudzał książki, niektóre smykał.

Samuel Bogumił Linde- jak o sobie mawiał osoba szwedzko- niemiecko-polskiego pochodzenia, twórca słownika języka polskiego. Na rewersach składał oświadczenie- Pomienione książki z uprzejmą wdzięcznością w ciągu roku oddać przyrzekam. Też nie oddawał.

Ignacy Potocki- marszałek sejmu czteroletniego, współtwórca Konstytucji 3 maja i Komisji Edukacji Narodowej. W jego prywatnej bibliotece było mnóstwo książek jezuickich, na które nie ma oficjalnego potwierdzenia.

Tym księgołapom wszystko uchodziło na sucho. Były też księgołapy pospolite- czyli mniej znane osobistości, ale równie zakręceni maniacy książek. Ponoć w pewnych okresach plaga księgołapów tak się dawała bibliotekom we znaki, że te nie udostępniały swych księgozbiorów. A w prywatnych księgach pojawiły się takie oto wpisy, które miały odstraszać potencjalnych złodziei:

Kto tę książkę ukradnie, temu ręka upadnie,

A kto ją schowa pod futro, tego obwieszą jutro. 

Kto książki mi kradnie lub psuje,

Niech diabeł go porwie i srodze katuje. 

 

Chtoby smił siju knihu ukrasti,

Tomu sim lit swyni pasti.

(Kto by śmiał tę książkę skraść,

Niech idzie siedem lat świnie paść)

  

Sit maledictus per Christum

qui librum subtraxerit istum.

(Niech będzie przeklęty przez Chrystusa,

Kto skradnie tę książkę) 

 

Si vis videre Jesum Christum

noli furare librum istum.

Si furabis, caput dabis

in patibulis regnabis.  

(Jeśli chcesz widzieć Jezusa Chrystusa, nie waż się ukraść tej książki. Jeśli ukradniesz, dasz głowę, będziesz królował na szubienicy)  

Sama byłam kiedyś świadkiem wywieszenia przez Księgarnię Św. Wojciecha w Poznaniu takiej oto klątwy na złodziei książek z XVI wieku. Wpisałam ją do kilku cenniejszych książek- i o dziwo, gdy je pożyczam- zawsze wracają, i to bardzo szybko:)

 

A temu, co ukradnie książkę z tej książnicy, niech się ona w ręku w węża zamieni i w rękę go ukąsi. Niech go uderzy paraliż i niech wszystkie jego członki będą porażone. Niech wije się z bólu wołając głośno o litość i niech nie będzie ulgi dla jego konania. Niech robaki zagnieżdżą się w jego trzewiach i staną się przyczyną jego śmierci. A kiedy przyjdzie czas Kary Ostatecznej, niech płomienie piekieł pochłaniają go wiecznie. Amen

Na podstawie- Dziwne historie książki- Zbysław Arct , Ossolineum, 1969. 

 

piątek, 20 lutego 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/02/20 16:00:43
a ja się spotkałam z "ukraść dobrą książkę to nie grzech" - nawidoczniej relatywizm racji funkcjonuje i w tej płaszczyźnie, choć bliższy juz do filozofii Kalego ;)
-
2009/02/20 18:03:48
Nasze polskie społeczeństwo nie postrzega nieoddania pożyczonej książki do biblioteki albo osobie prywatnej jako kradzieży; jest to raczej forma "niegroźnej społecznie" zbiorowej amnezji - ten, kto nie oddał, po prostu ZAPOMNIAŁ - smutne, ale niestety, prawdziwe i bardzo przykre. Tylko, że ten kto użyczył komuś jakiegoś swojego książkowego skarbu, pamięta czasami lata całe kto zacz ów jegomość, który się do zwrotu nie kwapi. Ja mam jeden sprawdzony sposób na pożyczanie książek - pożyczam tylko siostrom i mamie (chyba w myśl zasady "co w rodzinie to nie zginie") i od bardzo już długiego czasu nie mam problemu z nieoddanymi mi książkami.
A tę ostatnią sentencję ściągam do siebie - podoba mi się bardzo.
-
2009/02/20 20:29:15
Ukraść dobrą książkę to nie grzech- brzmi dobrze dopóty, dopóki nie dotyczy mojej biblioteki:) Nigdy nie spotkałam się, by ktoś ukradł książkę z mojej biblioteki. Pożyczałam, a potem nie oddawali. Czy to jest to samo? Sama nie wiem. W każdym razie pożyczam chętnie, ale sprawdzonym osobom. Najpewniej, jak u Katji- rodzinie, bo nie zginie i bez ogródek mówię- Oddawaj:)

-
2009/02/25 08:07:49
Nigdy nie widziałam na żadnej ksiegarni takiego wpisu, ale pomysł bardzo mi się podoba, no i to chyba niezła reklama ksiegarni.
Zdarzyło mi się kiedyś pożyczyć ksiązki u kolegi. I kiedy je zabierałam czyli pożyczałam od niego, to wpisał tytuły i moje nazwisko na swojej specjalnej liście książek wypożyczonych. Powiem szczerze, że byłam tym zbulwersowana, że ktoś mnie posądza o to, że książek nie oddam. Potem po wielu latach i różnych doświadczeniach zmieniłam zdanie całkowicie. Uważam, że to dobry pomysł na zapominalskich moli książkowych. Ale są i tacy, że mimo iż sie dopominasz o zwrot książek to do wypożyczającego to nie dociera. I wtedy co pozostaje? nie pożyczać!
-
2009/02/25 12:19:27
Pamiętam, że ksiegarnię tę, jakby nie było, katolicką, swego czasu chyba nawet skrytykowano za praktykowanie takich czarnoksięskich trochę sztuczek, i klątawa równie szybko zniknęła z drzwi , jak się pojawiła, ale pod karteczką kłębił się długo tłumek ciekawskich. A co do pożyczania- też przestałam . Mam mnóstwo książek w terenie- a kilka osób, mimo mojego przypominania- nie wiem, dlaczego, ale zawsze niezręcznie mi to robić, a to w końcu nie ja powinnam się głupio czuć- jest głuchych na moje prośby o zwrot.