Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Ostrygojady- Susan Fletcher

Moira- babciowate imię. Jest dziwaczna, nad wiek poważna i wiecznie pogrążona w nauce. Krótko przed jej narodzinami, jakaś kobieta, może Cyganka, dotyka pękatego brzucha matki i przepowiada płeć i  inność mającego wkrótce narodzić się dziecka. Po wielu latach na świat przychodzi Amy. Między nimi są jeszcze inne, na wpół uformowane dzieci. Pojawienie się siostry, połączone z wysłaniem Moiry do szkoły z internatem, wywołuje ogromne zmiany w zachowaniu dziewczynki.  Czuje się odrzucona, niepotrzebna, nie kochana. Moira zachowuje się niekiedy jak dziecko autystyczne- niezdolne do nawiązania najmniejszego kontaktu bądź rozmowy z innymi, do odwzajemniania uczuć i zachowań, do współdziałania z otoczeniem w zakresie własnych zainteresowań i osiągnięć. Brak empatii. Nie akceptuje siostry, stara się jej nie dostrzegać i ma za złe swoim rodzicom ich wszystkie achy i ochy nad pierwszym ząbkiem, siusiu do nocnika i samodzielnym krokiem. Szczurowate stworzenie. Trwa to ponad dwanaście lat- do momentu wypadku Amy, po którym dziewczynka zapada w śpiączkę.  

Ostrygojady- to wzruszająca, bardzo bolesna, smutna, a zarazem dająca nadzieję powieść o dojrzewaniu do siostrzanej miłości i przyjaźni, poczuciu krzywdy i winy, o narodzinach nierozerwalnych więzi właściwie w momencie ich fizycznego ustania. Ponad cztery lata Moira spędza kilka dni w tygodniu przy łóżku siostry. Dostrzega szczegóły na jej ciele- gęsią skórkę, stojące włoski, mrugnięcie powieki. Ale przede wszystkim mówi do niej- o kartce od kochanej Til, pogodzie, szkole, szykanach i złośliwościach ze strony internatowych koleżanek i przezwiskach- Fasolowa Tyka, Kurze Cycki, Zdzira, o swoich kompleksach- beznadziejnie grubych okularach, dużych stopach i kościstych rękach.  Opowiada o rzeczach intymnych, małżeństwie, zdradzie i nienawiści do młodszej siostry i rodziców. Ma nadzieję, że może w ten sposób obudzi Amy.

(…) ludzkie ciało kryje w sobie nieznany potencjał. Jest rozległe, mroczne- pełne tajemniczych cieni.

  

Fletcher zastosowała ciekawy sposób narracji- ujęła całą fabułę retrospektywnie, dzięki czemu już na samym początku dowiadujemy się o wypadku- cała reszta to ciąg zdarzeń zmierzających ku katastrofie- opowiadanych na przemian przez bezstronnego narratora i Moirę. Połączenie teraźniejszości z przeszłością. Długie opisy natury nadają poetyckiego posmaku- autorka pisze jednak surowym językiem, bez zbędnych upiększeń- można wręcz poczuć klimat opisywanych miejsc- wiatr na plaży, piasek bezlitośnie wbijający się w skórę, wszechobecne chłód i wilgoć. Przy opisach szkoły z internatem miałam wrażenie, że akcja rozgrywa się na XIX-wiecznej pensji dla panien z dobrych domów. Nauczycielki to w przeważającej części stare panny bez życia prywatnego. Tylko pojawiające się od czasu do czasu rekwizyty- samochody, pociąg, telefon przypominały mi, że to jednak czasy współczesne.

  

Ostrygojady przeczytałam przypadkowo- dałam się właściwie namówić, choć wcześniej nie planowałam. To książka, która na długo zostaje w pamięci, bardzo wyczerpująca emocjonalnie. W każdym razie mi nie pozwoliła ot tak sobie przejść do porządku dziennego. Skończyłam czytanie kilka dni temu i do teraz tkwi w moich myślach, głowie. Jej czytanie zbiegło się z licznymi dyskusjami na temat eutanazji i świadomym odłączeniem we Włoszech młodej kobiety od rurek, kabelków i aparatury życia. Nic nie znacząca, zwiędnięta roślinka?- Nie sądzę. Raczej- sprawdzian z naszego człowieczeństwa i miłości, możliwość wglądu w siebie, szansa na odnalezienie w sobie pokładów dobra i oddania dla innych. To, czego czasem na próżno szukamy u ludzi fizycznie stąpających po ziemi. Bardzo polecam!

Po czym poznajesz, że mija czas? I czy w ogóle o tym wiesz? Nam, którzy chodzimy po świecie z otwartymi oczami, mamy lustra, zegary na wieżach i kalendarze odliczające dla nas dni, nietrudno odpowiedzieć na to pytanie. Bóg jeden wie, jak jest z tobą. Słyszałam o ludziach, którzy latami trwali w śpiączce, a potem budzili się i pytali: Co z psem? Albo: Kto wygrał mecz? Jakby spali minutę lub dwie. 

sobota, 21 lutego 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: