Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Jak wychować dziecko na mola książkowego:)

Nie czyta. Kiedyś lubił/a czytać. Co to za dziecko. Siedzi nad książką godzinami i przeczyta zaledwie kilka stron. Ze szkoły znów informacja w dzienniczku- Dziecko nie przeczytało lektury. Dlaczego, dlaczego, dlaczego? No właśnie - dlaczego dzieci nie czytają? Młodzież zresztą też. Może brak im wzorców. Skoro rodzice nie czytają, to ich dzieci też nie. Ale nie zawsze. Bo bardzo często zdarza się, że i dzieci moli książkowych stronią od książek. Ach! No tak - zatem jest to zapewne wina komputera, telewizji, Internetu, brak czasu. Wielu z nas właśnie podziela to zdanie, gdy tymczasem....

Daniel Pennac w książce Jak powieść szuka przyczyn nieczytania książek przez dzieci i młodzież. Sam przez ponad 20 lat był nauczycielem, więc problem zna od podszewki. Unikanie książek nie zna granic geograficznych, problem jest niestety globalny:( Winą za to, że dzieci i młodzież i nie czytają, autor obarcza głównie nas, rodziców. Pennac zaczyna od stworzenia świata, czyli od czasów, gdy czytaliśmy chętnie i namiętnie naszym dzieciom każdego wieczora na głos - różne bajki, bajeczki. Ciągle to samo, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Codzienne głośne czytanie zaspakajało w pewien sposób potrzeby dziecka i sumienie rodzica.

Nawet jeśli nic mu nie opowiadaliśmy, nawet jeśli ograniczyliśmy się do czytania na głos, i tak byliśmy jego prywatnym powieściopisarzem, nieocenionym opowiadaczem, dzięki któremu każdego wieczoru wślizgiwało się [dziecko] w piżamę marzeń, zanim jeszcze odpłynęło w sen pod kołdrą nocy. Więcej jeszcze, byliśmy Książką. Przypomnijcie sobie tamtą intymność, nieporównywalną z niczym innym. Ależ lubiliśmy straszyć nasze dziecko, dla samej przyjemności pocieszania go później! A jak ono się domagało tego strachu! Dalekie od naiwności już wtedy, a przecież drżące całe. Prawdziwy czytelnik, jednym słowem. Taką właśnie tworzyliśmy wówczas parę: nasze dziecko było czytelnikiem, ach jakże bystrym! My zaś książką, ach, jakże przebiegłą!

Wielu rodziców zaniecha głośnego czytania dziecku w momencie pójścia do szkoły i poznania liter, opanowania samodzielnego czytania.

Pozwoliliśmy, by ten entuzjazm nas zaślepił? Uznaliśmy, że wystarczy, by dziecko rozkoszowało się słowami, a zapanuje również nad książkami? Sądziliśmy, że nauka czytania przychodzi sama z siebie, tak jak nauka chodzenia czy mówienia- że to jeszcze jeden przywilej naszego gatunku, krótko mówiąc? Cokolwiek to sprawiło, w tym właśnie momencie postanowiliśmy zakończyć wieczorne seanse czytania. (...) Był już teraz „duży", umiał czytać sam, samodzielnie przemierzać krainę znaków.

Według Pennaca to duży i niewybaczalny błąd. To, że dzieci nie czytają, to nie lenistwo. Często ta czynność naprawdę je przerasta. I tutaj właśnie ogromna rola rodziców, by pomogli im na nowo odryglować bramy świata wyobraźni. A więc- niech żyje akcja Cała Polska Czyta Dzieciom!!! Tym dużym również. Pennac pisze zresztą o swoich doświadczeniach związanych z rozczytywaniem swoich uczniów. Przynosił na lekcje grubaśne cegły i zaczynał czytać. Specjalnie wybierał wydania wagi słusznej z dużą czcionką, by i sukces czytelniczy w ich oczach był większy. Młodzież na początku niechętna, po pewnym czasie zaczęła kupować nawet kurtki z odpowiednimi kieszeniami- oczywiście tylko po to, by książki w nich nosić. Nie wystarczy naszym milusińskim mówić- Trzeba czytać! Trzeba raczej według autora samemu zakasać rękawy i czytać - dzieciom, na głos, codziennie:) Może warto spróbować? Coś w tym musi być, bo pamiętam jak mój polonista w liceum opowiadał o swoim znajomym, którego syn nie cierpiał czytać, nie lubił książek. Otóż ten znajomy zaczął czytać synowi nastolatkowi jakaś książkę - najpierw jedną, potem kolejną. Syn po pewnym czasie ponoć  pokochał i czytanie i książki. A więc? Nic nie tracimy, a tylko możemy zyskać.... Ochota na czytanie, miłość do książek to coś naturalnego, tylko trzeba to rozbudzić i pielęgnować.

Jest też druga strona medalu- z naszego polskiego podwórka - pracuję w szkole i proszę mi wierzyć- nasz system oświaty robi wszystko, by obrzydzić uczniom czytanie,  wręcz nie pozwala zachwycić się historią opowiadaną w powieści. Zwłaszcza na maturze i podczas ćwiczeń przygotowujących do niej. Wielogodzinne analizy, czytanie ze zrozumieniem, strach przed tym, że ktoś zrozumie fragment tekstu inaczej, aniżeli interpretuje to KLUCZ . Proszę mi wybaczyć moje naiwne pytanie, ale czy w takich warunkach może kwitnąć miłość do książki? Sam Pennac pisze, że młody człowiek często się boi, że nie  z r o z u m i e.

Najzwyczajniej w świecie zapomnieliśmy, czym tak naprawdę jest książka, co może nam ofiarować. Zapomnieliśmy na przykład, że powieść przede wszystkim opowiada pewną historię. Jakbyśmy nie wiedzieli, że powieść należy czytać jak powieść: zaspokajając najpierw nasze pragnienie opowieści.(115)

Autor opracował 10 nienaruszalnych praw czytelnika:

  1. Prawo do nieczytania
  2. Prawo do przeskakiwania stron
  3. Prawo do nieskończenia książki
  4. Prawo do czytania jeszcze raz
  5. Prawo do czytania byle czego
  6. Prawo do bovaryzmu (choroby przenoszonej przez tekst)
  7. Prawo do czytania byle gdzie
  8. Prawo do czytania na wyrywki
  9. Prawo do czytania na głos
  10. Prawo do milczenia

Podoba mi się:)

Czasem zdarza mi się na przykład nie doczytać książki . Wyrzuty sumienia?

Mamy zatem wybór: albo myśleć, że to nasza wina, że gdzieś nam czegoś brakuje, że przypadła nam w udziale jakaś porcja głupoty nie do przezwyciężenia, albo uciec się do jakże kontrowersyjnego pojęcia gustu i spróbować ustalić nasze własne upodobania. Rozsądnie jest polecać naszym dzieciom to drugie wyjście. Tym bardziej że dzięki temu mogą doznać rzadkiej przyjemności: przeczytać ponownie, rozumiejąc wreszcie, dlaczego to nam się nie podoba. I jeszcze rzadszej: wysłuchać bez emocji, jak jakiś palant wrzeszczy nam do ucha:

-Ależ jak można nie lubić Stendhaaaala?

Można.  

:)

Przede wszystkim Pennac pisze pięknie o samym czytaniu.  A robi to w taki sposób, że już samo czytanie o czytaniu jest czystą przyjemnością. Lekka lektura, napisana z polotem, z humorem. Mnóstwo trafnych spostrzeżeń, wniosków. Perełka. Ciekawa lektura dla nauczycieli i rodziców. Mole książkowe pokochają tę książkę- jestem tego w 100% pewna:)

środa, 25 marca 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/03/26 07:56:52
Ja osobiście jednak powątpiewam w możność nauczenia kogoś (nie tylko dziecka) "zamiłowania" do czytania. Jest to bardziej indywidualna "predyspozycja". W moim domu kompletnie nie ma tradycji czytania, nawet książek nie było, a o czytaniu maluchom (nawet nie mówię o sobie) można zapomnieć. Zresztą ja sam zacząłem czytać późno. I tyle lat nieświadomy takiego przyjemnego stanu ;)
-
2009/03/26 10:03:44
Miałem tak samo jak Krzysztof, acz z wyjątkiem takim, że przez długi czas mieszkałem nad biblioteką. No i babcia mi jednak czytała i to ona nauczyła czytać. W domu mam książki, czytam dzieciom, zobaczymy... A Pennaca zapisuję do przeczytania :)

Bazyl
-
2009/03/26 12:20:56
Ja tam myślę, że nie ma jakiejś zasady, czy dzieci moli czy nie-moli będą czytać. Moja mama czytała zarówno mi, jak i mojej siostrze. Ja czytam, ona nie. Mam ciocię polonistkę, która uwielbia czytać, ale ta pasja przeszła tylko na jej syna, a na córkę już nie. Pozdrawiam :)
-
2009/03/26 22:37:10
Dodałam do schowka.
Jestem molem książkowym :)
-
2009/03/27 07:26:25
Krzysztof_Uw -Prawdą jest,że i mi również nikt nie czytał- no może od czasu do czasu - a bez książek trudno byłoby mi żyć. Starszej siostrze też. Natomiast pozostala trójka obywa się bez książek i poczytuje od czasu do czasu:) Brat dopiero teraz odkrywa w tym przyjemność i stwierdził nawet, że gdyby wiedział, że książki sa takie fajne to nie zaczałby ich czytać dopiero w wieku lat 20 tylko wcześniej. Może to jest też kwestia spotkania swojej ksiażki, od której to ksiażkowe szalenstwo sie zaczyna? A więc- " indywidualna" predyspozycja, jak piszesz. To, że czytanie na głos może uzależnić od książek w każdym wieku to oczywiście zdanie autora ksiażki. Życie zweryfikuje to- jeśli osobiście trzeba będzie nam się przekonać o słuszności tej tezy czy nie ( wolałabym nie:) Dużo daje do myślenia w tym momencie przykład podany przez mojego polonisty- czyli coś jednak w tym jest. Po książkę Pennaca warto sięgnąć dla samej książki, a nie dla idei. Jest naprawde dobrze napisana.

Kitek77- ja też czytam dużo mojemu dziecku. Na razie to bardzo lubi - ja zresztą też:) Zobaczymy jak będzie później.....


Lilithin- absolutnie zgadzam się z tym, że choroba molowa-ksiażkowa nie jest dziedziczna. A szkoda szkoda... Oczywiście byłoby to ze szkodą dla tych, u których nie ma tradycji czytania w domu. Moze niech zostanie lepiej tak jak jest i czlowek sam decyduje. Może natrafi na swoją książke życia...

Agnes_plus- naprawdę warto:)
-
2009/03/29 17:41:01
Witam! U mnie w domu Mama czytałam nam bardzo dużo, nie przestała nawet gdy nauczyłam się czytać dobrze. Byłam nastolatką a Mama czytała mi dalej i wspaniale to wspominam. Książki zawsze były w moim życiu. Myślę, że z nimi żyje się pełniej!
Sądzę, że ta Akcja Cała Polska Czyta Dzieciom jest naprawdę dobra ponieważ nie tylko zaciekawia dzieci książkami, ale też buduje dobre relacje między dziećmi a rodzicami. To jest czas dziecka z rodzicem w krainie książek. Po za tym potem o książce można porozmawiać i to bardzo dobra metoda wychowawcza. Myślę, że czasami dziecku trzeba pokazać drogę do książek. Nie jako coś uciążliwego ale jako pasję i relaks.
Ciekawie zapowiada się ta książka o książkach;-) Dziękuję za recenzję i pozdrawiam!
-
2009/03/29 20:33:11
ja mam molizm książkowy we krwi;) wyssałam , można powiedzieć z krwią matki...w dodatku całe dzieciństwo otaczały mnie osoby czytające, nie dało się inaczej...:) a te prawa, fajne, też mi się podobają.
-
2009/03/30 23:19:39
No cóż - masz rację, nam nikt na głos nie czytał, a molami jesteśmy książkowymi straszynymi, odkąd pamiętam - zawsze książki... Moim dzieciom na głos czytałam (Wiktorii i Klarze nadal czytam) - efekt tego jest taki, że Wiktoria jeszcze sama po książki nie sięga, Klara za mała i sama to tylko poogląda, często gęsto nawet podrze, natomiast Nicole - ta no stop czyta (pozwól, że ją zacytuję: "Mamuś, wiesz jak ja uwielbiam grube książki? Im grubsze, tym lepsze"). No tak, czyta cały czas, czyta bardzo grube książki, czyta wszędzie, godzinami blokuje łazienkę (bo tam Klara jej nie przeszkadza) sięga do mojej biblioteki, a ja z nerwów po nocach nie śpię, bo za miesiąc egzamin gimnazjalny i mam nieodparte wrażenie, że ona się w ogóle nie uczy, tylko czyta, czyta, czyta...
-
2013/04/25 22:07:25
ja molem książkowym nie jestem i wolałabym aby moje dziecko również nie było :) tak o napiszę wbrew wszystkim :)