Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Kurs na Horn. Dziennik z rejsu - Monika Witkowska

 

Niezwykłość tego typu książek polega na tym, że z dużą realnością i wiarygodnością wprowadzają czytelnika w arkana wielkiej przygody. W powieści, np. z gatunku fantasy, jesteśmy zdani wyłącznie na talent autora, jego wyobraźnię, umiejętność kreowania wyimaginowanych historii i sytuacji. Bo tworzy w głowie i podejmuje mniej lub bardziej udaną próbę przeniesienia ich na papier. W przypadku dziennika, a zwłaszcza takiego jak ten - z wyprawy na żeglarski Everest  (tak określa się wyczyn opłynięcia przylądku Horn), za autorem stoi potężny bagaż własnych doświadczeń i często mrożących w żyłach krew przeżyć. Co innego przecież na własnej skórze i wszystkimi zmysłami poznać wprzód to, co później chce się opowiedzieć czytelnikowi. To znaczący atut.  W pełni widoczny w omawianej książce.

Monika Witkowska - autorka, pisze dziennik na wskroś autentycznie, więc każdy kto po niego sięgnie może odbyć tę niezwykłą podróż morskim jachtem „Stary",  siedząc przy tym w domowym fotelu. Książka wciąga, zachwyca i uczy. Dla adeptów żeglarstwa i tych którzy będą chcieli stać się kaphornowcami (prestiżowy tytuł przysługujący wyłącznie śmiałkom, którzy opłynęli przylądek Horn), stanie się dodatkowym bodźcem, trochę przewodnikiem, w końcu czymś, co pozwoli poznać atmosferę wyprawy, no i nabrać respektu przed najtrudniejszym z akwenów. Horn i okoliczne wody to prawdziwy czyściec dla żeglarzy. Wyzwanie podejmuje na wskroś młoda załoga jachtu, którym dowodzi 21 letni student medycyny. Wielu doświadczonych z Hornu nie wróciło, oni tak.

Co znaczą dla żeglarzy spisane dzienniki z rejsów - kto nie wie, dowie się tego także z tej książki. Nie jest przypadkiem, że na pokładzie „Starego", który opuścił chilijski port Valparaiso i zmierzał w kierunku Hornu, a potem do antarktycznych wód archipelagu Szetlandów Południowych, do  polskiej stacji naukowo badawczej im. Arctowskiego, wśród załogi niesłabnącym wzięciem cieszył się dziennik z podobnej, tylko o trzydzieści lat wcześniejszej,  wyprawy na Horn. Była to książka „Damien", autorstwa Francuza Poncet'a pływającego na tytułowym jachcie. Dzienniki stanowią bowiem bezcenne źródło informacji i wiedzy. Los potrafi być łaskawy, nawet w tak mało gościnnych  regionach - załoga Starego spotkała sędziwego autora „Damien" podczas tego rejsu na Falklandach.

Ja, która przygodę z żeglarstwem rozpoczęłam i (niestety) zakończyłam na Omedze, z książki czerpałam jak ze studni. Półtora miesiąca w dziewięć osób na 14 metrach jachtu to prawdziwy poligon dla koleżeństwa, przyjaźni, wzajemnego zaufania, gdzie trzeba nauczyć się liczyć na innych. Ale i tak masz świadomość, że to nie wystarczy, że to tylko niewielki ułamek dla końcowego sukcesu, bo koniec końców decydujące karty rozdaje zawsze Neptun. Losy naszych bohaterów to studium dla socjologów i nie tylko. Zastanawiają z pozoru proste czynności, jak choćby te związane z potrzebami fizjologicznymi. Załatwia się je najczęściej prosto do ...morza. Gotowanie i jedzenie na jachcie, mycie zębów na sucho, kąpiel od stóp do głów przy użyciu 3/4 litra słodkiej wody, mokre rzeczy, permanentna wilgoć, która wchodzi wszędzie, nie omijając śpiwora, przejmujące zimno. No i to oczekiwanie, które przy dołującym wskazaniu barometru, ma coś z Hitchcocka.

Barometr mierzy ciśnienie, a spadek ciśnienia to niechybny znak, że zbliżają się siejące zgrozę wśród żeglarzy Ryczące Czterdziestki (nazwa od szerokości geograficznej południowej gdzie panuje permanentnie sztormowa pogoda), czyli sztorm, jaki trudno wypatrzyć nawet przy najbardziej gniewnym Bałtyku. Fale długości 200 metrów i wysokości 16 metrów, pędzące z prędkością 40 węzłów, mogą z 14 metrowym jachcikiem zrobić wszystko, najczęściej jednak nic dobrego. Jeśli zaś nie sztorm, to zawsze na wodach arktycznych można i trzeba wyczekiwać growlerów - czyli małych, pływających lodów, które z łatwością rozpruwają poszycia jachtów.

Na szczęście dla pechowców śmierć w tych wodach jest lekka, jest jak sen, na który zapada człowiek, który z zimna się po prostu hibernuje. Warto przy tej okazji powiedzieć, że podczas sztormu, gdy ktoś wypadnie za burtę na pomoc kolegów nie ma co liczyć. Brutalna prawda o żeglowaniu w pobliżu Hornu. Czy to wszystko z potencjalnych i rzeczywistych zagrożeń?  Zdecydowanie nie, zawsze przecież adrenaliny może dodać silnik, który odmawia posłuszeństwa w najmniej przewidzianym i stosownym do tego momencie (bo podczas sztormu żagli się na stawia, a jachtem coś powinno kierować). Jacht wówczas podobny jest do łupiny orzecha włoskiego, miotanej dowolnie przez fale i wiatr. Z perspektywy czytającego ekscytujące.

Zakończę zagadką: czy pingwin może spotkać niedźwiedzia polarnego? Rozwiązanie w książce. Miłej lektury:)

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

poniedziałek, 18 maja 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/05/18 18:32:58
Zgadzam się z pierwszym akapitem, to chyba właśnie dlatego ostatnio coraz chętniej sięgam po tego typu książki, opisujące rzeczywiste doświadczenia. I nie za bardzo lubię powieści z gatunku fantasy. Jakoś bardziej ciekawi mnie prawdziwy świat niż czyste wytwory wyobraźni autorów.

A co do książki - brzmi interesująco. Chyba już wiem, co kupić bratu na urodziny, chociaż on przygodę żeglarską realizuje tylko na jeziorach i zalewach. Raz popłynęłam z jego załogą na 2 tygodnie na Mazury i to było niezapomniane przeżycie :) Podaruję mu więc to i kiedyś od niego pożyczę, żeby również przeczytać :)
-
2009/05/18 19:08:41
Ha, dziękuję bardzo za tę informację! Dawno temu słuchałam w radiu rozmowy z kimś, kto uczestniczył w tym rejsie. Na pewno w tym, bo opowiadała o swojej fascynacji książką "Damien" i o tym, że udało im się spotkać podczas rejsu jej autora. Zaintrygowała mnie pasja, z która opowiadał o "Damienie" i zapamiętałam ten tytuł, nie wiedziałam, że z tego polskiego rejsu również powstanie książka. "Damiena" szukałam przez kilka miesięcy, nie było łatwo, ale udało się i uważam, że to jedna z najpiękniejszych książek podróżniczych, jakie czytałam. Bardzo chętnie sięgnę teraz po "Kurs na Horn"!
-
2009/05/19 07:19:46
e.milia- ja też coraz częściej sięgam po takie książki. Na półce czeka już kolejna - o Amazonce:) Ksiązka z pewnością bratu się spodoba - Witkowska jest dziennikarką- pisze tak, że gdy się juz zacznie - to nie można skonczyć.

Padma - O Damien przeczytałam kiedyś na Twoim blogu. Od razu sobie przypomniałam, gdy ten tytuł pojawił się w tekście książki Witkowskiej:) Po Kursie na Horn też pobuszuję w bibliotece - może będzie miała , bo już nie raz przekonałam się, że na swoich półkach ma takie starszawe perełki:) A ksiażkę Witkowskiej bardzo polecam - Mój mąż czytał, i zaczytał się na amen - i nic nie kometował - tylko z przejęciem coś opowiadał - a to najlepsza recenzja:)