Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Waldorff. Ostatni baron Peerelu - Mariusz Urbanek

Są takie książki, które biorę do ręki, przekartkuję kilka stron, przeczytam tu i ówdzie i od razu wiem, że mam do czynienia z książką niezwykłą, która mnie pochłonie całkowicie bez litości, i nie da spokoju do końca, do ostatniej kartki. Taka jest właśnie biografia Jerzego Waldorffa.

Zawsze elegancki, elokwentny, starszy pan z charakterystycznym wąsikiem, zakochany w Polsce, Powązkach, muzyce. Cięty język, dosadne stwierdzenia, dyplomacja, kultura, kurtuazja i odwaga, duża przekora. To ze względu na niego kupowałam Politykę. 29 grudnia 1999 r. usłyszałam w radiu, że Jerzy Waldorff odszedł na zawsze. Baron. Jak w tytule książki Mariusza Urbanka. Mimo, że sam stwierdził - Kto chce, mówi do mnie „panie baronie", ja mam to głęboko w nosie... Miałam to szczęście obcować z postacią Waldorffa - od czasu do czasu słyszałam jego wypowiedzi w mediach - charakterystyczny, trochę zachrypnięty głos, wymawiane z niezwykłą starannością słowa, słynne aliści, obowiązkowa obecność w telewizji 1-go listopada z metalową puszką na datki- jednak tak naprawdę niewiele wiedziałam o tej postaci. A jak zareagowaliby moi uczniowie, gdybym zapytała o niego? Czy wiedzieliby, kogóż to mam na myśli?

Ta książka to szczegółowy zapis życia adwokata (z zawodu), dziennikarza, literata, krytyka muzycznego (z umiłowania). Autor korzystał między innymi z wielu materiałów udostępnionych przez rodzinę, rozmawiał z ludźmi, którzy dobrze znali Jerzego Waldorffa - dzielili się ciekawymi opowieściami, anegdotami. Pierwszy rozdział zaskoczył mnie bardzo. Jest w nim mowa o największej miłości jego życia, o której nigdy w wywiadach nie wspominał, poza tym, że taka była, bądź jest. Przez 61 lat Jerzy Waldorff związany był z tancerzem Mieczysławem Jankowskim. Z kart wyłania się nam postać bardzo realna - ze wszystkimi sukcesami, o niespożytej energii do pozytywnego działania, głowa pełna pomysłów, ale też ze słabościami, błędami - bardzo ludzka. Autor pisze o chwilowej fascynacji włoskim faszyzmem i tekstach antysemickich, co zresztą wypominano Waldorffowi do końca życia. Nie odcinał się od tych wypowiedzi. Na kopercie, w której zebrał kontrowersyjne wycinki z tekstami własnymi i atakami na swoją osobę odręcznie napisał: Przedwojenne zadziwiające wycinki prasowe (młodości własnej, głupiej, można się wstydzić, ale nie należy jej ukrywać. Trudno! Taka była...) J. Waldorff (str.72). Kurier Poranny, tygodnik Prosto z mostu, Polskie Radio, Przekrój, Express Wieczorny, I Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, Polityka, Komitet Społecznej Akcji Atma, którego celem był zakup willi Karola Szymanowskiego, prezes Społecznego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami, pomnik Ignacego Jana Paderewskiego w Ogrodzie Ujazdowskim, pochówek prochów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w katedrze warszawskiej, pomnik Józefa Piłsudskiego przy Belwederze, liczne publikacje, książki - to tylko kilka zaledwie śladów jakże aktywnej działalności. W tle ważne wydarzenia polityczne i społeczne,  znane postacie - Gałczyński, Kisielewski, Iwaszkiewicz; komentarze prasowe, przytaczane wypowiedzi.  To niezwykły obraz Polski minionej - przedwojennej, czasów okupacji, Polski zniewolonej przez Sowietów tej po wyborach w 1989 r.

Do końca trzymały go się żarty. Opowiadał, że za wszystkie grzechy swego życia ułożył już sobie epitafium, jakie powinno znaleźć się na jego nagrobku: TU LEŻY WALDORFF JERZY, KTÓRY MIAŁ RZĄD W MINIPOSZANOWANIU. LEŻ DRANIU! Kiedyś powiedział: Jeśli ktoś mi nas grobem zagra MARSZA ŻAŁOBNEGO Chopina, to wstanę, uchylę wieko i będę kąsał. (str.322)

Pamiętam moje oburzenie, na wieść o tym, gdy zarządca Powązek wystawił rachunek za pogrzeb na ponad 10 tys. zł. Tyle zrobił dla tego miejsca - organizował kwesty, pisał książki, porwał tysiące ludzi, znanych i zwykłych, wzniecił płomień, który pali się do dzisiaj [Zofia Kucówna].

Książka Mariusza Urbanka wyjaśnia wiele kwestii, zagadek z życia, ukazuje, jakim człowiekiem był tak naprawdę Jerzy Waldorff. Bardzo starannie wydana, na okładce karykatura autorstwa Szymona Kobylińskiego, w środku mnóstwo zdjęć, najważniejsze daty z życia i bibliografia. Mariusz Urbanek - pisarz i publicysta nie omija tematów trudnych, lecz pisze o tym z dystansem, bez emocji i sensacji, jednocześnie umie na długo przyciągnąć uwagę czytelnika. Pisze po prostu ciekawie - co w przypadku biografii jest zaletą bardzo pożądaną. Mój polonista ze szkoły średniej zwykł mówić o dobrych książkach - Czyta się jak kryminał. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na dobrą lekturę - to tę bardzo polecam.

Wydawnictwo Iskry

niedziela, 03 maja 2009, be.el

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/05/09 11:19:41
Dzięki wielkie za opowiedzenie o tej książce. Poszukam jej w bibliotekach, bo czuję, że będzie mi się podobać. Jerzy Waldorff był niewątpliwie nietuzinkową i barwną postacią, o której jak się okazuje, nie wiem zbyt wiele. Czas to zmienić :-)