Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Kosmofobia - Lucia Etxebarria

Sięgnęłam po dwóch mało obiecujących recenzjach internetowych – mimo wszystko. I przeżyłam rozczarowanie. Recenzjami - gwoli ścisłości. Potwierdza się reguła – ilu czytelników – tyle różnych opinii na temat danej książki. Według mnie Kosmofobia to ciekawie napisana i wciągająca lektura o współczesnym kociołku kulturowym jakim jest mekka turystów z całego świata – słoneczna Hiszpania. Książka - reportaż o pewnej dzielnicy Madrytu – Levapies- ukazująca nie piękne fasady domów, pełne przyciągających oko kolorów tęczy, ale cały brud i smród podwórek ukrytych przed oczami  odwiedzających. Takich informacji o Hiszpanii i jej mieszkańcach nie znajdziemy w przewodnikach pełnych palącego słońca, lazurowego nieba, uśmiechów, wiatraków, flamenco, corridy i gazpacho. Lucia Etxebarria pisze o rzeczach niewygodnych, trudnych, śmierdzących z daleka – mianowicie – o braku tolerancji wobec emigrantów z różnych stron świata, tworzeniu enklaw kulturowych i narodowych, strachu przed wychyleniem się poza ich granice. Uczestnicy zajęć dla ofiar przemocy domowej. Najróżniejsze profesje, najróżniejsze korzenie. Najbardziej zaskoczyła mnie opinia emigrantów na temat życia w Hiszpanii.

 Przyjazna gościnność to jedna z tych cech, które najbardziej zdumiewają osoby przebywające tu po raz pierwszy. Jeżeli nawiąże rozmowę z kimś z mieszkańców, to wielce prawdopodobne, że skończy się ona zaproszeniem na kawę lub piwo.

Nie, to nie cytat z Kosmofobii. Takie informacje znajduję w jednym z przewodników wydanych ostatnio w Polsce. Brzmi zachęcająco. Może to i prawda. Tyle, że rozmówcom autorki raczej się to nie zdarzy. Żyją obok Hiszpanów. Nie z nimi. Niektórzy bez papierów, wielu jednak jako prawowici obywatele tego kraju. Niestety – mają czarną skórę albo typową arabską urodę – to wystarczy, by znaleźć się na samym dole drabiny społecznej. Ciągle dyskryminowani – z powodu języka, akcentu, pochodzenia, kultury. Emigranci nie tolerujący innych emigrantów, mało tego – emigranci z jednego kraju – a skolonizowani przez Francuzów nie tolerujący tych skolonizowanych przez Hiszpanów. Każdy rozdział przedstawia inną postać – pojawiają się nowe nazwiska, imiona, mieszkańcy tej części miasta, którzy za chwilę również usiądą przed autorką i nagrają na kasetę opowieść o swoim życiu. Są do bólu szczerzy – bo mają zagwarantowaną anonimowość. Ktoś tylko krótko wspomniany w którymś z rozdziałów zdradza swoje tajemnice w szczegółach już za chwilę, wspomina sąsiada z klatki, o którym też zaraz przeczytamy i dowiemy się, dlaczego w jego życiu wszystko ułożyło się tak a nie inaczej. Podczas czytania czuję się jak osiedlowy poduszkowiec tkwiący godzinami w oknie i czekający na lokalne sensacje, kto z kim, kto pije, kto się wydziera i leje z małżonkiem, a komu się po prostu powiodło. Życie tych ludzi nie jest słodkie. To obalenie kolejnego mitu o Hiszpanii ostatnich lat – jako kraju cudu gospodarczego. Wielu z bohaterów wiąże ledwo koniec z końcem, ma problemy natury osobistej, ukrywa swoją odmienność z powodu braku tolerancji, jest uzależniona od narkotyków, leków, albo od drugiej połowy. Toksyczne związki, toksyczne życiorysy.  Szczegóły, szczególiki. Biedni i ci, którzy odnieśli sukces. Wnikliwa analiza pewnego fragmentu społeczeństwa. Wśród tylu ludzi można być tak bezgranicznie samotnym.  I czuć strach, wielki strach – co kolejny dzień przyniesie. Nie mi oceniać, ile w tym wszystkim jest prawdy. Sama Lucia pisze w części Podziękowania, że wiele z historii tu opowiedzianych jest prawdziwa, wiele miejsc, ludzi. Hiszpanie – jak wynika z informacji okładkowej – doceniają pisarkę i co rusz obdarowują kolejną nagrodą literacką. Temat – ciekawy, warsztat pisarski – również. Mnie bardzo zainteresowałaby opinia ludzi znających panujące w tym kraju stosunki – czy potwierdziłyby zawarte w tej książce informacje, jaka byłaby ich reakcja na tę lekturę. Książka nie pozostawia obojętnym – jak życie pokazuje – albo jest się zdecydowanie na nie – albo – jak w moim przypadku – na zdecydowane tak. Mimo wszystko – Kosmofobia jest na pewno ciekawą propozycją dla wybierających się na Półwysep Iberyjski. By lepiej poznać, lepiej zrozumieć, by zobaczyć coś więcej pod powłoką uśmiechów zarezerwowanych niekiedy tylko i wyłącznie dla turystów zostawiających tam swoje eurasy i zielone.

 

Wydawnictwo Muza

piątek, 12 czerwca 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/06/12 09:47:00
To całkowita prawda, o ilości opinii i różnych gustach czytelniczych. Niemniej jednak podoba mi się Twoja recenzja tej ksiązki. Napisałaś o jej klimacie i o tym, co w Tobie pozostawiła. Na pewno z chęcią sama po nią sięgnę.
-
2009/06/13 07:47:31
Warto, jeśli ktoś lubi książki w takim klimacie. Odwiedziałam Twoją stronę - witam w gronie blogerów książkowych:)
-
2009/06/15 19:01:13
"Kosmofobia" czeka u mnie w kolejce do przeczytania, niestety kolejka ta jest dość długa. Czegoś takiego właśnie się po niej spodziewam więc dzięki, że to napisałaś i potwierdziłaś moje przypuszczenia, tym chętniej po nią sięgnę, bo czuję, że warto.
-
2009/06/25 22:24:42
Uff, kamień z serca. Ja również posiadam tę książkę, ale po tym, jak się naczytałam o niej samych złych opinii, mój entuzjazm, co do jej lektury znacznie osłabł. Czas zatem nadrobić tę zaległość i na własnej skórze przekonać się, ile powieść jest warta. Mam nadzieję, że również przypadnie mi do gustu (tak jak na początku spodobała mi się jej tematyka :)