Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę - Robb Maciąg

Człowiek robi w życiu czasem rzeczy wielkie zupełnie przez przypadek. Rzeczy, których nigdy wcześniej nie planował, ba – o których mu się nigdy nawet nie śniło. Przejechanie 7000 kilometrów jest rzeczą wielką. A jak dodam – na rowerze bez żadnych wypasów, współczesnych mechanicznych gadżetów, które umożliwiają pokonywanie trudnych odcinków w dużo szybszy i łatwiejszy sposób. Nie, nie – nic z tych rzeczy. Pierwszoplanowymi bohaterami książki, obok autora, są zwykła chińska „ukraina”, ze zgrzytającym łańcuchem, bez przerzutek i skromny namiocik bez szaleństw. Autor nic lepszego w Chinach nie znalazł. No właśnie, do tych informacji muszę dodać, że owa magiczna kilometrowa cyfra podana na początku wpisu mierzy drogę przebytą w Chinach, Wietnamie, Kambodży i Laosie. Robi wrażenie? Na mnie tak. Zabójczy klimat, tony brudu, potu, nierzadko o głodzie i chłodzie – okrutne różnice temperatur, woda, na której unoszą się piana nieczystości i śmieci.  Dzienny budżet – ok. 25 złotych (nie pomyliłam się). Książka – dziennik podróży – nie znajdziemy tutaj wielu informacji na temat zabytków i atrakcji turystycznych tak typowych dla różnych lektur podróżniczych, których na rynku zatrzęsienie. Jakaś migawka, ułamek uśmiechu, machający i zaaferowani tubylcy, zajęci swoim życiem, swoim chlebem codziennym, powinnam w tym miejscu napisać - ryżem. Niepowodzenie życiowe, złamane serce – to początek tej wielomiesięcznej wyprawy – by wymęczyć, wypocić, znaleźć odpowiedź na nurtujące pytania, między innymi to – jaki ma być cdn. Swego rodzaju katharsis. To książka drogi – serpentyny, zjazdy, podjazdy, wśród pól ryżowych, zwykłe proste i monotonne, z całym światem skupionym na jej poboczu - biednymi mieszkańcami pipidówek na końcu świata, pędzącymi żywot w nędznych chatach.  A im bardziej kręte drogi, tym mniej kręte myśli – i na odwrót. Łatwiejsza droga jest łatwiejszą na niby. Bo pojawiają się myśli, których się nie chce, które zatruwają ducha. Gdy Maciąg walczy na trasie z 10-procentowymi podjazdami nie ma już sił na myśli o bólach i bolączkach. Dlatego też woli takie okrutne wyzwania. Podróż, droga po azjatyckich bezkresach, ale – i to przede wszystkim – podróż w głąb samego siebie, myśli filozoficzne, refleksje, próba odcięcia się od przeszłości, plany na nowe życie.

Czy można sobie wyobrazić podróż w tak wielkie i obce nieznane – bez mapy, bez języka. My, ludzie Europy wybierając się w nasze „malutkie” Bieszczady czulibyśmy się zagubieni bez tego magicznego kawałka papieru, nawet wówczas gdyby mijali nas inni, których zawsze można zapytać o drogę, o wskazówkę. A tam? Dziesiątki kilometrów bez żywej duszy na drodze (z wyjątkiem Chin), bez sklepiku, w którym można nabyć coś dla pokrzepienia ciała, w dżungli. Książka, która odkrywa nieznany nam, mieszkańcom Starego Kontynentu, świat – tak bardzo egzotyczny, niezrozumiały. Ludzie o innej mentalności. Czy wiedzieliście, że w takich Chinach nie ma prawie w ogóle ptaków? To co się rusza trafia do chińskich garnków i żołądków. Albo taka zaskakująca informacja, że autor książki miał niejednokrotnie problemy z rozbiciem namiotu z powodu … braku miejsca, a każdy wolny kawałek chińskiego świata wzbudzał podejrzenia.

Na początku pojawiły się pewne wątpliwości – jaka będzie ta książka, w której autor – mężczyzna, pisze o swoim złamanym sercu w klimacie laotańskiej puszczy, kambodżańskiego błota, wietnamskich gór i wszechobecnych i ciekawskich Chińczyków. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim w książce typowo podróżniczej. Często twardziele, macho - szli naprzód i rozpychali się łokciami, by osiągnąć cel, gdzie tam im w głowie sentymenty. Tutaj w miarę rozczytywania się, odkrywałam powoli postać bardzo wrażliwą, upartą, skromną, szczerą, taką zranioną duszę, która pragnie ukojenia i znajduje go w nadludzkim wysiłku. A w sobie poczułam pewien odruch sympatii i zazdrości. Oj kłuło mnie w żołądku – bo też bym chciała przeżyć podobną przygodę. Zdecydowanie bez sercowych dodatków:)

Świetna książka. Przeczytałam z zapartym tchem w jeden wieczór. Mnóstwo ciekawych zdjęć, humoru, trochę smutku – to na początku książki, wyraźna ewolucja bohatera ku lepszemu. A my poznaliśmy nową jakość w życiu, jaką jest sztuka pedałowania. Polecam!!!

Zainteresowanych odsyłam do strony autora – Ku słońcu - o podróżniczych wyczynach Roberta i Ani.

Wydawnictwo Zysk i S-ka

 

poniedziałek, 15 czerwca 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/06/16 08:11:03
O, w mordeczkę! Szacun, szacun i jeszcze raz szacun. Jako rowerowy neofita, dysponujący przerzutkami i sklepami w zasięgu kilku depnięć, który nie ruszył na razie dalej niż 50 km w ciągu dnia, jestem pod ogromnym wrażeniem wyczynu. Wielkie brawa za samozaparcie, odwagę i piękne fotografie, które podziwiałem na podanej przez Ciebie stronie. Dorzucam do koszyka :D
Bazyl
-
2009/06/16 16:13:36
Jak to się mówi na biblionetce: - Do schowka! :)
-
2009/06/16 18:07:32
Brzmi naprawde fascynujaco! I Ty potrafisz zachecic swoim wielce entuzjastycznym tekstem, nie zdradzajac za wiele. Ech, to sie nazywa prawdziwa przygoda!
-
2009/06/20 12:22:04
Jak dla mnie, wyczyn niesamowity! A i książka rzeczywiście może być interesująca.
-
2009/06/21 19:37:45
Książka naprawdę świetna. Polecam:)
-
2009/06/22 14:28:35
Wow, to dopiero wyczyn. Dziekuje Be.el za ciekawa polecanke!
-
2009/06/25 22:22:29
To się nazywa osiągnięcie! Muszę przyznać, że zainspirowałaś mnie do sięgnięcia po ten reportaż :)
-
2009/07/07 16:15:38
hmmmmmmm ... bardzo się cieszę ... że komuś chciało się coś o tej książce napisać ... i to coś tak pięknego .. .bardzo, ale to bardzo dziękuję .. bardzo serdecznie pozdrawiam

robb maciąg
-
2009/07/11 01:11:51
Hmm i mam dylemat, co mysleć, bo przed chwilą czytałam recenzję Padmy, która kompletnie zniechęciła mnie do tej książki. Ty z kolei - na przeciwnym biegunie - zachęcasz :) Zwłaszcza, że ostatnio ciągnie mnie do książek podróżniczych i czytania o przygodach. Pozwalają "zobaczyć" kawałek świata czyimiś oczami i dodają wiary w marzenia, w to, że takie szalone rzeczy są możliwe ;)
Chciałam już napisać, że jakbym sama doznała problemów sercowych, to też wyruszyłabym gdzieś w świat. Ale napiszę, że mam nadzieję jeździć w świat bez takich problemów :) I może niekoniecznie na rowerze :)
-
2009/08/06 09:22:05
robb.maciag- :))) Pierwszy raz w mojej karierze blogowej odzywa się autor:))) Trzymam kciuki za dalsze podróżnicze przedsiewzięcia!

e.milia- zawsze tak jest, że zdania na temat książki są podzielone. Tę połknęłam dosłownie - jakoś mi było blisko do tego nieszczęśliwego faceta - zakochanego i skleczonego. Poczytaj może tutaj różne opinie - są bardzo entuzjastyczne i wręcz niektóre idą w drugą stronę.
www.ku-sloncu.org/rowerem-przez-chiny/

Nie zgadzam się z Padmą, że autor tylko jechał i jęczał. Był bardzo otwarty na ludzi na to co widział dookoła. Rzadko spotyka się książki podróżnicze z takim ładunkiem emocjonalnym. Wiele razy tez mialam coś takiego inni piali zachwyty nad jakąś książką, a ja nie mogłam doczytać do 50 strony:((( Pozdrawiam
-
2009/11/27 17:27:22
witam raz jeszcze ... :-)
a nawet pozwole sobie dodac linka do tej recenzji (i recenzji Padmy) na naszej stronie. Nalezy Wam sie :-) Pozdrawiam
Robb