Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Włoskie wesele - Nicky Pellegrino

Po pierwsze. Podczas czytania od razu nasunęła mi się taka myśl – Romeo i Julia w obecnych czasach. Zamiast zwaśnionych rodów Kapuletich i Montekich mamy tutaj rodziny Martinellich i DeMatteo, które kilka lat wcześniej przyjechały do Anglii szukać szczęścia i bogactwa. Beppi nie może patrzeć na Gianfranco i odwrotnie – unikają siebie, prowadzą wojnę od lat, w którą wciągają swoje dzieci. Pieta – córka, projektuje suknie ślubne i od czasu do czasu, mimo zakazu, wstępuje do kafejki rodziny DeMatteo, gdzie obsługuje ją syn wroga – Michele, zaręczony zresztą z jakąś angielską i anielską Lady. Krok po kroku są odkrywane różne rodzinne historie i tajemnice, coraz bardziej sytuacja się komplikuje. Wiadomo jak zakończyła się historia miłości w Weronie. Czy tu będzie podobnie? Ani mru, mru.

Po drugie. Włoska rodzina. Mimo, że to Anglia, Włochów pełno. No i ten włoski rozgardiasz, gestykulowanie rękoma, nogami, i czym tam jeszcze popadnie, długie dysputy przy kawie, swego rodzaju hałas, który się słyszy: w domu zwaśnionych rodzin, w ich restauracjach. No i oczywiście – zdanie papy; święte, rzecz jasna. A że szykuje się wesele drugiej córki Beppiego, przygotowaniom nie ma końca. Kłótnie co do weselnego menu, sukni ślubnej. Emocje, emocje, jeszcze raz emocje. I opowieści matki – o biednej zagubionej górskiej wiosce, bezzębnych dziadkach przywiązanych do Boga i tradycji.

Po trzecie. Włoska kuchnia. Mniam. Mimo że to kolejna książka, w którą wplecione są różne cudeńka z kuchni włoskiej, a dokładnie – przepisy Beppiego, w niczym nie burzy to konstrukcji powieści i nie nuży. Wręcz przeciwnie, jest dopełnieniem całości. Bo dla ojca Piety, gotowanie i jedzenie to istota życia. A o swoich potrawach Beppi opowiada tak, że ślinka cieknie, człowiek notuje w myślach, że kiedyś to coś musi ugotować i koniecznie spróbować. Książka pachnie bazylią, parmezanem, duszoną wołowiną w pomidorach, parującym spagetti i lawazzą.

Po lekturze książki, która przecież w znacznej mierze rozgrywa się w Anglii, nabrałam apetytu na… Włochy. Czuć w powieści tęsknotę za tym krajem, za smakami dzieciństwa, krajobrazami. Być może dlatego, że autorka, sama Włoszka, mieszka od dawna w Nowej Zelandii. 

Książkę czyta się szybko i z przyjemnością.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

niedziela, 11 października 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/10/11 09:51:59
O, ale mi narobiłaś ochoty :)
I chyba dorzucę ją do swojej listy.
-
2009/10/11 10:06:38
Skończy się pewnie tak, ja w naszej "Zemście";)
Lubię te włoskie klimaty, które są przenoszone wszędzie tam, gdzie ta nacja się znajdzie. Jedzenie(nie obżarstwo) i dobra kawa są remedium na wszystko.Dlatego też lubię czytać takie książki z Włochami (najczęściej Toskanią) w tle.
-
2009/10/11 10:27:48
Może być rzeczywiście bardzo ciekawie i smakowicie - Włosi zyskują moją sympatię nie tylko poprzez swoją "pastę", nie tylko swoim południowym gorącym temperamentem...
-
2009/10/11 14:50:33
polecam i zapraszam na naszkosz.blox.pl

pozdrawiam
-
2009/10/14 16:49:33
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Nauczyciela:)))
Samych dobrych uczniów, podwyżki i przyjaznego grona pedagogicznego:)
pozdrawiam
-
2009/10/14 23:00:10
Aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach może być podobna sytuacja między rodzinami jak w "Romeo i Julii". Teraz wszyscy są tacy "wolni" a rodzice dużych dzieci nie mają aż tak wiele do powiedzenia. Ciekawa jestem tej książki ;))
-
2010/01/10 14:38:00
Od razu poluje na tę książkę na allegro, ja też jestem zakochana w tym pięknym kraju, ale za sprawą innej książki ("Afrodyzjak") :)
Pozdrawiam