Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Martin Eden - Jack London

Kupiłam kilka miesięcy temu w hipermarkecie. Na wagę. Patrzyłam ze zdziwieniem jak Marin Eden, Dziwne losy Jane Eyre, Zbrodnia i kara i inne książki, leżą porozrzucane w wielkim białym sfatygowanym koszu, w którym można było tylko GRZEBAĆ bo inaczej tej czynności nazwać się nie da. W sąsiedztwie kubków i sterty talerzy Made In China, tanich kluczy i śrubokrętów.

No tak – Ideał sięgnął bruku…- cytat, który odnosił się do konkretnej sytuacji, ale tak jakoś przyszło mi na myśl w związku z ww. zakupem.

Marin Eden, autor Jack London, 25 dkg, 4 złote. Całe 4 złote. Drogocenny tani zakup ma teraz  swoje miejsce na półce – wygodne, czyściutkie, czasem troszkę zakurzone, ale naprawdę się staram. I nikomu nie oddam za żadne skarby świata, bo to jedna z piękniejszych książek jakie czytałam, i jedna z tych, do których się wraca wiele razy w życiu, które mimo upływającego czasu nigdy się nie starzeją.

Martin jest marynarzem, który przypadkowo staje w obronie paniczyka z tak zwanego dobrego domu. Ten z wdzięczności, zaprasza młodzieńca do swojego domu. Wizyta u państwa Morse’ów jest dla Martina szokiem. Chłopak do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że można tak mieszkać, tak się wyrażać, tak jeść i tak zachowywać. Pragnie dostać się do tego świata. Zaczyna od prostych rzeczy, które nas mogą dziś śmieszyć – od codziennego mycia, czyszczenia zębów i dokładnego usuwania brudu zza paznokci. Chłopak, z charakterystycznym kołyszącym chodem (w końcu to marynarz) zaczyna intensywnie pracować nad sobą. Przyszłem, łapy, morda. Tak mówił kiedyś. I pił, palił, przeklinał. W jego zdaniach latały angielskie kurki koguciki. Teraz chce pięknie się wysławiać, chce być kochanym, chce lepiej żyć, chce zostać pisarzem. Powieść pokazuje zmagania człowieka z nizin społecznych, aspirującego do czegoś lepszego. Na swojej drodze napotyka na tak wiele przeciwności  i brak zrozumienia. W końcu balansuje gdzieś pośrodku. Dla bogatych będzie zawsze kimś gorszym, natomiast dla biednego środowiska, z którego się wywodził,  dziwakiem, nijak nie pasującym do zatęchłych pokoi i kuchni śmierdzących pomyjami i szarym mydłem. Człowiek niczyj, właściwie, sam dla siebie.  Jest jeszcze miłość do Ruth Morse. Czy odwzajemni to uczucie, czy Martinowi uda odnieść się sukces? A jeśli tak, to jak przełoży się na jego dalsze życie. Książka zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Bardzo mi się podobała. Chętnych odsyłam do Biblionetki, gdzie znalazłam wiele cennych opinii na jej temat, również te, dotyczące samego autora. Ponoć Martin Eden ma wiele wątków autobiograficznych. Teraz poluję w bibliotece na zbeletryzowaną powieść o życiu Jacka Londona. Zapowiada się ciekawie, ponieważ autorem jest sam Irving Stone.

 

sobota, 12 grudnia 2009, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/12/12 13:57:27
Dziękuję za przypomnienie tej książki... z książek Londona, podobała mi się najbardziej. Muszę ją sobie odświeżyć :)
-
2009/12/12 14:03:11
wiele lat minęło od czasu kiedy przeczytałam jednym tchem "Martina Edena " Jacka Londona i jego biografię której autorem jest Irving Stone , nie pamiętam zbyt wiele , na pewno obie się przenikają co potwierdza mnogość wątków i faktów autobiograficznych w "Martinie Edenie " ,wspomnienia po owych lekturach są piękne niczym wspomnienie pierwszej nieskazitelnej miłości , muszę wrócić do tych wspomnień konfrontując z lekturą
a jak się nie mylę "Martin Eden "leży gdzieś w moim domu ,zakurzony , pożółkły i zapomniany ....

-
2009/12/13 10:06:21
To naprawdę smutne, że klasyka - ta w prawdziwym tego słowa znaczeniu - coraz częściej odbierana jest przez szalejący marketing jako towar z przeceny, niechciany, zapomniany, bezwartościowy. Podobnie wzbudza we mnie oburzenie fakt, że nawet w dużych księgarniach, obok siebie potrafią stać grube tomiszcza najsłynniejszych prozaików oraz opisy feng shui czy innej magii, co już jest kompletnym nieporozumieniem. Jednakowoż znajduję też w tym odrobinę nadziei dla siebie, bo dopóki tylko nieliczni zdają sobie sprawę z wartości danej książki, zdarza mi się zakupić białego kruka po kilka groszy. Trudno powiedzieć kto więcej traci a kto zyskuje na tej supermarketowej wyprzedaży. Ponoć nie liczy się okładka, ale treść ;]

pozdrawiam serdecznie :)
-
2009/12/16 09:45:05
Gania 76 - wydaje mi się, że można ciągle wracać do tej książki i ciągle w niej znadziemy coś dla siebie. To jest właśnie wyższość klasyki nad innymi książkami.

Niebieskaa- mam zamówionego Jeźdźca na koniu w bibliotece. Mam nadzieję, ze wkrótce do mnie trafi:)

Anhelii-Anhelli Wlasnie brak poszanowania dla klasyki. Wprawdzie Gomrowicz ją wyśmiewał, ale prawda jest taka, że wśród tych książek mnóstwo jest cennych rzeczy. W naszej malomiasteczkowej księgarni półka z klasykami faktycznie gdzieś na dole, nie wyeksponowana.
-
2009/12/16 21:17:03
Ciekawa jestem Twojej opinii o biografii Londona pióra Stone'a. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie jego powieści o van Goghu, Michale Aniele i Freudzie. Natomiast biografia Londona wydała mi się przy nich bezbarwna.
To było "parę" lat temu. Może warto do niej wrócić, dlatego czekam na Twoja recenzję na blogu.
Pozdrawiam.
-
2009/12/22 09:18:21
Sama jestem ciekawa tej książki. Znam wiele udanych biografii Stone'a i nawet nie dopuszczam myśli, że w tym przypadku miałoby być inaczej:) Na razie poluje w bibliotece