Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Invictus. Igrając z wrogiem - John Carlin

Książka zdobyła już światowy rozgłos. Doczekała się nawet ekranizacji – film Clinta Eastwooda, z Morganem Freemanem w roli głównej, właśnie wchodzi do polskich kin. Od początku była skazana na sukces, miała „papiery” na to, by stać się bestsellerem i nic w tym dziwnego, skoro jej bohater – Nelson Mandela, to postać wyjątkowa, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków na świecie. Człowiek, można rzec symbol, symbol długoletniego oporu przeciw apartheidowi i siła sprawcza jego upadku, który w imię walki o prawa i wolności czarnej większości Republiki Południowej Afryki, spędził 27 lata w więzieniu. Finał okazuje się szczególnie wdzięczny – Mandela zmienia miejsce pobytu, z celi więziennej na apartamenty prezydenckie, a potem uznanie społeczności międzynarodowej i pokojową Nagrodę Nobla. Ale najważniejsze, sam jest dziś świadkiem harmonijnej koegzystencji do niedawna dwóch całkiem sobie obcych i wrogich światów. Jak do tego doszło?

Kto wówczas, na początku tej drogi ku wolności, mógł przypuszczać, że jeden z najbardziej znienawidzonych systemów, oparty na terrorze i wyzysku, który za wrogów uznawał zdecydowaną większość mieszkańców kraju, położony w zapalnym  miejscu świata – Afryce, gdzie zmiana władzy lub władcy najczęściej odbywa się przy użyciu siły, nierzadko z przypadkami ludobójstwa, po prostu zakończy się, wygaśnie, odejdzie w przeszłość. Pokojowa rewolucja to naprawdę coś nieznanego na tej szerokości geograficznej. A jednak właśnie z czymś tak niewytłumaczalnym mieliśmy do czynienia, bez wątpienia dzięki ludziom formatu Mandeli. Autor – świadek wydarzeń, dziennikarz, świetnie odsłania kulisy i kontekst tego epokowego przeobrażenia.

Uświadamia też, jak blisko było wojny domowej, bo „ciągoty” ku pełnej konfrontacji reprezentowały obie strony – czarni choćby przez zwykły akt odreagowania upokorzenia, obowiązującego dla nich bezprawia, więzień i morderstw, a także biali – bo ucieka ich świat, świat dominacji i przywilejów, zachodniej kultury i cywilizacji, które zdawali się reprezentować, wbrew „czarnemu motłochowi”. Dość powiedzieć, że blisko było utworzenia separatystycznego państwa – swego rodzaju republiki burskiej (biali to spadkobiercy dawnych wojen burskich). A jaki scenariusz mają lokalne konflikty w Afryce łatwo sobie wyobrazić, przyglądając się dziś choćby Sudanowi, Rwandzie, czy Somalii. Tymczasem właśnie w RPA w tym roku odbędą się… finały Mistrzostw Świata w piłce nożnej.

Zresztą sport, a zwłaszcza rugby – dyscyplina narodowa tego kraju, jest motywem przewodnim książki. Jaki to ma związek? Z pozoru może nieznaczny, ale Carlin zrobił to tak, że na doświadczeniach konkretnych sportowców i ich kibicach, pokazał jakiego formatu zmiany nastąpiły, nie tylko w systemie – bo o tym można przeczytać wszędzie, ale przede wszystkim w ludziach, bo tylko te określają trwałość i wiarygodność transformacji. Gdyby nie ten kontekst – stworzony z dziennikarskim mistrzostwem – mielibyśmy do czynienia ze zwykłą historią wydarzeń przełomu lat 80. i 90., byłby to podręcznik faktów, opisanych przez bezstronnego historyka. Takich z pewnością na rynku jest już z tuzin, bo Mandela i przemiany w RPA to wdzięczny temat. Tutaj czytelnik znajdzie coś więcej. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie sobie wyobrazić siłę symbolu – kulisów jednego meczu, finałowego podczas mistrzostw świata, w rugby właśnie, rozgrywanego w Johannesburgu, pomiędzy odwiecznymi rywalami RPA i Nową Zelandią?

Drużyna narodowa RPA – Springboksi, była wśród czarnych chyba najbardziej znienawidzona, bojkotowana, bo utożsamiana z białymi, z afrykanerami, z wszystkimi okropnościami apartheidu. Do tego stopnia, że życzyli im szczerze porażek – zwłaszcza tych prestiżowych, czyli ze słynnymi All Blacks’ami z Nowej Zelandii. Z drugiej strony, sami gracze, biali, tej „czarnej” większości nie dostrzegali i ignorowali, żyli w swoim hermetycznym, zamożnym świecie. Nelson Mandela słusznie mógł uznać, że zmiana w nastawieniu obu stron, może być papierkiem lakmusowym budowy nowej jakości w kraju, jeśli to się uda, wszystko inne będzie możliwe. Co za napięcie, a nawet dramaturgia doniosłej historii, skoncentrowana w tej pigułce niezwykłego meczu rugby. 24 czerwca 1995 roku, Johannesburg, stadion Ellis Park, finał RPA – Nowa Zelandia, Mandela ubrany w koszulkę i czapeczkę Springboksów, puste ulice Johannesburga, Pretorii, i pozostałych miast, mieszkańcy Afryki Południowej kibicujący swojej drużynie narodowej, i w końcu gracze, dumni z reprezentowania wszystkich, bez podziału na kolor skóry, i śpiewający hymn … Nkosi Sikelele, dawną pieśń czarnej społeczności. Wzruszenie i łzy w oczach.

Mandela, niczym demiurg, psycholog, nie szukający odwetu, a pojednania z dawnymi wrogami, widzimy jak przyciąga na swoją stronę kolejno ministra więziennictwa – niedawnego oprawcę, szefa spec służb, prezydenta Bothę, ludzi z ich otoczenia, w końcu graczy Sprinboksów. Wspaniała historia. Nie dziwi, że John Carlin ujął nią czytelników z całego świata. My Polacy, możemy tę książkę czytać z dodatkowymi wypiekami na twarzy – też przecież obaliliśmy stary, totalitarny ustrój, też bez wystrzału. Tam jednak, w RPA, słowo „pojednanie” nabrało szczególnej mocy. Mocy, która emanowała od Nelsona Mandeli.


(recenzję napisał M.)

Wydawnictwo Muza

wtorek, 23 lutego 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/23 14:43:47
Witaj,
Dziś byłam w księgarni i dokładnie tę książkę przeglądałam :)
Jako że nie jestem miłośniczką tematyki politycznej w literaturze po pobieżnej lekturze noty na okładce, odłożyłam ją. Teraz, po przeczytaniu Twojej wnikliwej recenzji, gorzko żałuję.
Serdecznie pozdrawiam.
-
2010/02/23 22:10:03
Ja także po przeczytaniu recenzji nie kryję zainteresowania tą publikacją. Tym bardziej że postać Mandeli legendy kusi, by zapoznać się z tą historią. Serdeczności.
-
2010/03/08 14:59:22
A ja mam wielka ochotę obejrzeć film. Siostra widziała i bardzo się podobał