Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Okrążmy świat raz jeszcze - Tadeusz Perkitny

Ruszamy po przygodę - cz.1

Oko w oko z przygodą - cz.2

Dzisiaj jakoś łatwiej o wielką podróż i przygodę, niż sto lat temu. Wystarczy dotrzeć do pierwszego lepszego biura podróży i skorzystać ze specjalnej, na taką okazję, oferty. Pod warunkiem oczywiście, że owe biuro do dnia wyjazdu nie zdąży upaść, o co też niestety dziś nietrudno. Dla bardziej ambitnych, planujących we własnym zakresie podróż, mnóstwo fachowej literatury, doświadczenia innych, opisane i dostępne w Internecie, dość szerokie i chętnie wykorzystywane możliwości sponsoringu, patronatów medialnych, odpowiednie branżowe organizacje wspierające, jak związki alpinistów, kluby wysokogórskie i podróżnicze. Łatwiej zatem wyprawę zaplanować, przeprowadzić i po części sfinansować. No i co najważniejsze współczesna cywilizacja praktycznie nie stawia barier komunikacyjnych, dostać się można wszędzie i dość szybko. Pomijam oczywiste ułatwienia typu GPS, telefony komórkowe, e-mail, karty płatnicze. Świat się niebywale skurczył, jest jakby na wyciągnięcie ręki. Nawet jeśli jakiś skrawek planety pozostaje niedostępny, jest z pewnością rozpoznany i opisany na wszelkie możliwe sposoby.

Tadeusz Perkitny wraz z przyjacielem Leonem Mroczkiewiczem, nic z tych rzeczy nie mieli. Skandynawię, Francję, Brazylię, Argentynę, Stany Zjednoczone, Japonię, Chiny, Indochiny, Afrykę, pokonywali uzbrojeni jedynie w toporne plecaki, w rzeczy na upał i mróz bynajmniej nie ze specjalnych, wytrzymałych, wodoodpornych i oddychających tkanin, bez lekkich śpiworów, czy butów z Gore-tex’u. Wiedza, z jaką wyruszali w podróż dookoła świata w dniu 11 września 1926 roku z pewnością nie była zbyt bogata. Była wręcz odwrotnie proporcjonalna do ich pasji i determinacji w dążeniu do poznania innych kultur, ludzi, regionów.

Dokładną trasę i czas jej przebiegu wytyczał głównie splot wydarzeń, najczęściej sprowadzający się do faktu posiadania pieniędzy, bo to one – i to istotne podobieństwo z dniem dzisiejszym – determinowały środki transportu i warunki bytowe. Zatem i mapa była w takich okolicznościach nieszczególnie przydatna, choć takową mieli, wydartą z jakiegoś starego atlasu. A że pieniędzy chronicznie im brakowało – dość wspomnieć, że oszczędności, z którymi wyruszyli w podróż życia skończyły się już na pierwszym jej etapie, czyli w Skandynawii, planowanie czegokolwiek w szczegółach nie miało większego sensu. I tak brnęli przez trzy i pół roku, dłuższe i bardziej kapitałochłonne odcinki, jak podróż statkiem przez Ocean do Ameryki, później do Japonii, albo bardzo drogą koleją Transandiną (tą inżyniera Malinowskiego, jeszcze do niedawna najwyżej położoną koleją na świecie) musiała poprzedzać praca, najczęściej fizyczna, pozwalająca sfinansować kolejne etapy.

Trafiały im się splendory dobrej posady – jak na przykład w roli dość przypadkowych kierowników ekspedycji mierniczej w Indochinach Francuskich. Prawda, posadę przyjęli nieco na wyrost, na wyrost przedstawili też swoje kompetencje w tym zakresie, ale skoro jedyną alternatywą był głód i noce na parkowych ławkach. Rzemiosła mierniczego uczyli się szybko, w pociągu, studiując księgę z … 1860 roku (bo tylko taką naprędce znaleźli w jedynej księgarni w mieście) „O … pomiarach ziemi, tudzież ciał niebieskich”, która bardziej przypominała tę Kopernikową. No i to poczucie humoru, niby ludzi z innej epoki: „wertujemy ją coraz gwałtowniej! Coraz bliżsi płaczu! Z coraz gorszym skutkiem! Wertujemy ją wciąż szybciej i szybciej, bo jakże nie wertować, skoro sinus z cosinusem coraz bardziej się plącze, a miejsce katastrofy nieuchronnie się zbliża”. Częściej jednak parali się rolą parobków, zwykłych robotników, albo zarabiali robiąc fotki ludziom, którzy na fotografii się nigdy nie widzieli. Doświadczali ciemnej strony dalekiej  wędrówki: głodu, zimna, nieznośnego upału, morderczego wysiłku, nie wiedząc często przy tym, co przyniesie następny dzień, a czasami czy w ogóle do niego dotrwają.

 

Książka barwnie i z detalami odsłania przed czytelnikiem zakamarki podróży. Dwa tomy wspomnień, blisko tysiąc stron, wzbogacone fotografiami z podróży. Ma ona tę przewagę nad innymi, współczesnymi, że jej bohaterzy nie funkcjonowali w oderwaniu od mieszkańców terenów, na których przebywali. Oni przez te długie miesiące egzystowali – na pełnych prawach – wedle społecznych, w danym miejscu obowiązujących, uwarunkowań. Nie byli jak wycieczka bogatych turystów, którzy robią zdjęcie i uciekają w kolejne miejsce, tubylców traktując zza szyb samochodów, czy autobusów. Siłą rzeczy przechodzili więc różne koleje losu, przy czym, przeważnie bez grosza przy duszy.

W końcu, rzecz nie do przecenienia, poznajemy z bliska głównych aktorów: Tadeusza (autora książki) i Leona. Praktycznie różnił ich tylko wzrost i wygląd, stąd często cytowane autoironicznie określenia Pat i Pataszon. Była to przyjaźń, o jaką dziś trudno, bo cementowana wspólną pasją, zaprawiona na różnych frontach trudów podróżniczych. Poznali się jeszcze w gimnazjum, potem wspólne studia, po profesury na Uniwersytecie Poznańskim, uwieńczone prorektorskimi stanowiskami. I tak do końca, aż Leon nie wyruszył w swą ostatnią podróż, o dziwo tego samego dnia co w tę dookoła świata, czyli 11 września. Książka więc to coś więcej niż opis z wyprawy, to hołd przyjaźni. Elementarz podróżnika i człowieka.

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka

wtorek, 09 lutego 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/10 05:44:13
Ja tu jeszcze Kazimierza Nowaka nie przeczytałem, a Ty bach, 1000 stron. No, wiesz! :D
Bazyl
-
2010/02/10 07:41:37
Polecam! Mój mąz, ktory ma w sobie duszę podróżnika też połknął te książki, mimo, że ponoć nie ma czasu:) Ksiązki są w dodatku bardzoładnie wydane, z mnóstwem ilustracji.
-
2010/02/12 23:01:52
Be.el - zapraszam do mnie po odbiór wyróżnienia. Pozdrawiam!
-
2010/02/13 15:46:54
Dziękuję baaaardzo. Cieszę się przeogromnie. Ja naprawde obiecuję się poprawić z tymi komentarzami. Wiem, wiem, wiem......
-
2010/02/13 16:12:19
Be.el - mnie chodziło o bardzo dobry kontakt - zwłaszcza, że zdarzyła się nam wymiana, która zaowocowała przeczytaniem przez Ciebie poleconej przeze mnie książki, która nawet została wymieniona wśród Twoich książek roku :) I o takie coś mi chodziło :)
-
2010/02/13 20:20:51
To musiałam zaskoczyć:) Bo czasem się zdarza, że nie odpowiadam, i mam wyrzuty sumienia. Nie wyobrażam sobie mieć 30 komentarzy pod wpisem. I tak obiecuję się poprawić:) Ale skoro tak ,to super!!!!
-
2010/02/14 21:02:54
mam stare wydanie. Cudna opowieść
-
2010/02/17 06:50:22
Bardzo chciałabym przeczytać:)
-
2010/03/09 18:02:35
dziś mamy internet i jak chcem dowiedzieć się o warunkach w Kirgistanie wpiszę do googla dwa słówka "Kigristan"+"jedziemy" i mam aktualne opisy , z wiedzą o
przekupnych kirgiskich milicjantach, gdzie jest dworzec autobusowy w Biszkeku itp:)
gg 18642039
-
2011/05/22 10:29:10
Książka fantastyczna, czytałam całe lata temu. Było to wydanie iskier z lat 70tych. Nie omieszkam do książki wrócić. Pozdrawiam
52tygodnie.blogspot.com/
-
Gość: Krzysztof1956, *.pomet.com.pl
2012/02/15 08:22:52
Czytałem tę książkę jakieś ćwierć wieku temu i chyba do niej wrócę...przeczytanie jej polecam szczególnie młodym.
-
2012/02/20 14:50:27
Swietna recenzja!

-
Gość: werttrew, 46.31.32.*
2012/05/22 17:34:56
czytałem "100 lat temu" waliceum jeszcze. kapitalna ksiązka, bezpretensjonalnie napisana, z cudownym poczuciem humoru, ale gdy trzebo to i refleksją! kto tego nie przeczytał, to tak jakby nic nie przeczytał! ;)
GORĄCO POLECAM!
- werttrew
-
2016/01/31 10:56:31
Książka podróżnicza inna niż wszystkie. Też o niej pisałam ostatnio. pozycjeobowiazkowe.blogspot.com/2016/01/o-dwoch-takich-co-okrazyli-swiat.html