Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Krucha jak lód - Jodi Picoult

Charlotte oczekuje dziecka. W zaawansowanej już ciąży dowiaduje się, że córeczka jest ciężko chora. Nieuleczalnie. Czy gdyby dowiedziała się o tym wcześniej, zdecydowałaby się na aborcję. Nie chce tej wiadomości przyjąć do siebie, jednak trudy dnia codziennego, wielkie koszty opieki nad dzieckiem, rehabilitacja sprawiają, że pojawia się myśl o wytoczeniu procesu położnikowi, który w odpowiednim momencie nie wykrył zmian chorobowych w płodzie. Położnikiem jest najlepsza przyjaciela Charlotte. No i co teraz zrobi?

Strasznie przeżywam wszystkie książki, gdzie dziecku dzieje się krzywda, a rodzice wystawieni są na olbrzymią próbę. Czytam, ocieram łzy, wściekam się, współczuję. Myślę też – jak dobrze, że mnie to nie spotkało. Choć z mojej strony jest to zapewne stwierdzenie bardzo egoistyczne i na wyrost, bo życie niesie z sobą wiele niespodzianek – niekoniecznie tylko tych dobrych. Pewnie inaczej odbiorą tę książkę czytelniczki – mamy, którym ciągle plączą się pociechy po całym domu, być może czasem też po trudnych doświadczeniach związanych z chorobą dziecka. Nie chcę nikogo urazić, ale mam doświadczenie ze znajomą, której książka nie przypadła do gustu. Stwierdziła, że to coś w rodzaju poradnika prawno – medycznego dla amerykańskich rodziców – Co zrobić w przypadku, gdy wyleje ci się kawa z McDonalda na nogi podczas jazdy samochodem… Mnie książka wciągnęła od samego początku. Oceniam ją zdecydowanie wyżej niż „Deszczową noc”. To solidnie napisana powieść obyczajowa, w której został podjęty ważny temat: choroba kości osteogenesis imperfecta – nieuleczalna choroba genetyczna, wrodzona łamliwość kości, która przejawia się tym, że osoba na nią cierpiąca może w ciągu życia przejść nawet przez kilkadziesiąt najróżniejszych złamań, niekiedy wręcz trudnych, niemożliwych – jak choćby złamanie łopatki. I nie trzeba wielkich wyczynów – typu podskoki, by sobie zafundować gips. Wystarczy głośniejsze a – psik, potknięcie – i już brzmi charakterystyczny dźwięk łamanej kończyny, który stawia wszystkich dookoła w pełnej gotowości.

Krucha jak lód na pewno przekazuje wiele informacji na temat samej choroby, na pewno jest swego rodzaju kroniką procesu o wielkie odszkodowanie. Niech sobie jest. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o miłości matki. Jak daleko można posunąć się w imię miłości do dziecka, co zyskać, a co stracić. Bo suma pieniędzy, jaką chce wywalczyć Charlotte dla przyszłości swojego dziecka nie jest tak naprawdę współmierna do tego, co jednocześnie traci. Odchodzi najlepsza przyjaciółka, wali się życie rodzinne, starsza córka Amelia ma bulimię, mąż staje po drugiej stronie barykady, w pewnym momencie zostaje sama na placu boju. Sekundowałam jej do samego końca…

Książka opisuje lata 2002 – 2009. Często w swoich opowiadaniach bohaterowie sięgają jeszcze wcześniej. Bo przecież było życie przed przyjściem na świat Willow i życie po jej narodzinach. Picoult stosuje  tu ciekawą narrację. Oddaje głos wszystkim członkom rodziny Charlotte, wszystkim, którzy mieli coś wspólnego z procesem. Poznajemy ich punkt widzenia, ich uczucia, interpretację wydarzeń. Wszyscy zwracają się w swoich wypowiedziach do chorego dziecka, które wypowiada się tylko raz – na końcu książki.  Co jakiś czas Charlotte podaje przepis na jakiś deser. Była w końcu kiedyś cenionym cukiernikiem, któremu wróżono wielką przyszłość. To coś w rodzaju odskoczni, powrotu do niespełnionych marzeń. Może nawet osłoda gorzkiego życia.

Wrzuciłam hasło do przeglądarki. W Polsce można dowiedzieć się na temat tej choroby tutaj: http://www.osteogeneza.pl/onas.html

Kiedy przeglądałam tę stronę, pomyślałam, jak to jest chorować na tę straszną chorobę w Polsce. Gdzie czasami szokuje bezduszność urzędników, gdzie wiecznie brakuje pieniędzy na chorych.

Ksiązka ważna, smutna, podejmuje temat marginalny – choroba występuje rzadko. Jednak uwrażliwia na ból i cierpienie ludzi, każe wręcz zauważyć rzesze anonimowych rodziców, którzy często sami toczą bój o własne dzieci.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

piątek, 21 maja 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/21 21:58:06
bu :(
a ja nadal nic nie czytałam Picoult, ale czekam w kolejce, w bibliotece :)
-
2010/05/22 21:25:01
Jestem szczerze zadziwiona płodnością pióra Picoult. Co chwilę nowość ;-)
-
2010/05/24 08:58:41
Poruszająca tematyka. Nie wiem, czy byłabym w stanie zmierzyć się z nią teraz. Ale sądzę, po zapoznaniu się z Twoją recenzją, że książkę warto przeczytać. Tylko boję się swoich łez i poczucia bezsilności, które niewątpliwe opanowałoby mnie podczas lektury. :-(
-
2010/05/24 18:02:04
m.tucha - u mnie też długo trwało, zanim się przekonałam.
joanna_czytelnik - też mnie to zastanawia. Ale co tam. Mam na liście jeszcze dwie jej książki, które się już ukazały, a które chętnie przeczytam... kiedy nadarzy się okazja...

Jolanta:) - to książka, przy której często mi leciały łzy po policzkach. Boli, boli, ale warto było:)