Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Wyprawa do Chiwy - Frederick Burnaby


Wręcz nie przystoi zaczynać od tego, co powinno wieńczyć recenzję dobrej książki, czyli zachęcającego podsumowania.  W tym przypadku pokusa jest nazbyt silna, a co ważniejsze w pełni uzasadniona. Świetne dzieło Burnaby’ego w niemniej świetnej serii „Podróże retro” – kompozycja idealna. Nie mogło być inaczej, bo i rozkosz czytania ogromna. Uciekamy w przeszłość, w pochłaniającą podróż do dawnej Chiwy – miasta ongiś wspaniałego, położonego w dalekich stepach Azji Środkowej (Uzbekistan), na przecięciu ważnych szlaków, swoistej bramy do Indii, a więc w kategoriach polityki XIX wiecznej, strategicznego, o którego rywalizowały ówczesne mocarstwa kolonialne – carska Rosja i Anglia. Nie dziwi, że większość  jakichkolwiek ruchów w stosunku do Chanatu Chiwy  pachniała prochem. Rosja „sąsiedzkie relacje” ułożyła z chanem po swojemu (skąd my to znamy), w Anglii dojrzewał pogląd, że na więcej pozwolić już nie można, zbyt blisko perły w Koronie brytyjskiej. Takie też było przesłanie i ukryty cel podróży, misji autora – zbadać zamiary Rosji. Pokazał prawdziwe oblicze kolonializmu carskiego, tu był prawdziwym prekursorem, i  niestety … złym prorokiem.

Jak w takim kontekście odbyć podróż do zamkniętego miasta, i to jeszcze do tego będąc Anglikiem. Zrobił to i opisał właśnie Burnaby, ówczesny globtroter i nieświadomy uczestnik wyprawy ekstremalnej. Sam po raz pierwszy zetknął się z taką gamą skrajności, skrajności wszelkiej maści. Czy to w odniesieniu do warunków klimatycznych, czyli skrajnych temperatur, przyrody – od skutych lodem terenów po pustynię, w końcu skrajności kulturowych, mentalnych i cywilizacyjnych. W kategoriach trudnego do zniesienia szoku można rozpatrywać obrazek nienagannego dżentelmena, ze staro angielskimi manierami, w doskonale skrojonym garniturze, wypucowanego i być może wypudrowanego, który obleczony w skóry, pozbawiony podstawowych (w ujęciu świata cywilizowanego) środków higieny, poruszając się prymitywnymi środkami transportu, obcuje z wszami, je to, czego normalnie żołądek by nie przyjął, i zderza się z mało dla niego zrozumiałymi zachowaniami.

Poznajemy ludzi zwykłych i tych sprawujących jakiekolwiek zwierzchnictwo. U Rosjan dostrzega to, co i dziś jest poniekąd aktualne. Z jednej strony wspaniała kultura, przyjmowanie importowanych wzorców z Zachodu, widocznych w Sankt Petersburgu czy Moskwie, z drugiej strony, zamiłowanie i przyzwolenie do obłudy, wietrzenie wiecznych spisków i  niemal wszechogarniająca bieda wśród niższych warstw społecznych.  Przy tym dość lekkie podejście do obowiązków i czasu. Jak pisze, Rosjanie „słowem zawtra posługują się równie ochoczo, jak mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego słowem maňana”.

Wraz z wjazdem do azjatyckiej części imperium wszystko staje się jeszcze bardziej trudniejsze. Jedno jest pewne, ludzki organizm zdolny jest przystosować się do wielu przeciwności. Turkmeni, Kirgizi – ich życie  sprowadza się do tego by przetrwać, a większość czynności, zachowań jest determinowana perspektywą zdobycia jedzenia. Jeśli jest, pochłaniają w olbrzymich ilościach. Wieczna obawa o to, kiedy będzie następny posiłek, czy w ogóle będzie, karze gromadzić  zapasy w żołądku, niezależnie od wynikłych z tego tytułu dolegliwości. Ponadto, obcowanie w srogim klimacie, z niewiadomą czy przetrwa się burzę śniegową, czy nie zamarznie się gdzieś w czasie drogi, którą na tych bezkresnych terenach tak łatwo zgubić.  Prymitywizm, ale jednak świetnie dostosowany do warunków, czego uosobieniem są stepowi koczownicy, a bodaj najlepszym przykładem dogodnego rozwiązania technologicznego – jurty (specjalnie skonstruowane namioty).

W końcu Chiwa, legendarne miasto, cel podróży autora. Wspaniała architektura, meczety,  pałace, ogrody, mozaika kultur, widoczna na bazarach i w życiu społeczny. Porównywane do baśniowej Samarkandy, wszystko gdzieś daleko, w nieznanym świecie. Miasto tajemnicze, gdzie toczy się walka o strefy wpływów, ściąga ludzi z wielu zakątków. Jeszcze wciąż  z chanem jako władcą, ale już w rzeczywistości pod władaniem Rosjan, którzy pod różnymi pretekstami dokonują coraz to dalszych aneksji, nakładają kolejne kontrybucje. Od tego momentu zaczyna się jego schyłek, blednie dawna świetność. A dalej miało być już tylko gorzej. Dziś Chiwy i egzotycznej do niej wyprawy można zasmakować dzięki wyjątkowej książce Frederica Burnaby’ego.

(Autorem recenzji jest mój mąż Michał)

Wydawnictwo Zysk i S-ka

piątek, 25 czerwca 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/25 18:24:10
Z zachwytem autora recenzji nad książką zgadzam się w zupełności:)

pozdrawiam
-
2010/06/29 08:52:04
Oj nasłuchałam się i fragmentów książki i opowiadań o tym, co się w książce działo. Dla miłośnika podróży na pewno lektura obowiązkowa:)
-
2010/06/29 13:41:33
Czaję się na całą tę serię, choć raczej jak odczuję wyraźny zastrzyk gotówki... Dziękuję za recenzję w każdym razie. :-)
-
2010/07/02 07:57:59
Seria jest niesamowita. Jej miłośnikiem w moim domu jest przede wszystkim mój mąż, ale wiele się nasłuchałam - o niej samej, fragmentów. W każdym razie w chwili pojawienia się nowej książki w domu, z męża nie ma już żadnego pożytku:)
-
2010/12/15 08:34:27
Właśnie jestem w trakcie czytania, i myślę tez nad recenzją. W planie- kolejne powieści retro.
-
Gość: marecin, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/29 21:52:12
Ryszarda Sługockiego "Od Wisły o Rzeki Perłowej" nie omińcie, cód mniód :-)