Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Droga do domu - Rose Tremain

Droga do domu to książka nagrodzona w 2008 roku prestiżową Organe Prize. Sięgnęłam po nią ze względu na autorkę. Jeśli ktoś zna Muzykę i ciszę Rose Tremain wie, że może liczyć na ciekawą książkę. Tak było i w tym przypadku, choć nie ukrywam, że jest pewne ale…

Kiedyś przeczytałam dość osobliwą rzecz o Rosjanach, napisaną chyba przez Turgieniewa - Rosjanie wyjeżdżają z Rosji po to, by za nią tęsknić. Myślałam o tym zdaniu wiele razy czytając Drogę do domu. I choć tę książkę od Iwana Siergiejewicza dzielą całe lata świetlne, choć dotyka ona zupełnie innej rzeczywistości, to nie sposób myśleć inaczej o książce Tremain jak: melancholijna, pełna tęsknoty za rodzinnymi stronami, za tym co takie bliskie, a jednak dalekie, smutna, w kolorach szarości. Słowiańska dusza - nie tak łatwo wyrwać jej się do wielkiego świata. A jeśli już - to potem tęskni, okropnie tęskni, co świetnie uchwyciła brytyjska pisarka. A mnie podczas tej lektury nie opuszczała taka oto myśl, że pewnie niejeden z naszych rodaków odnajdzie w Lwie siebie - zagubionego w wielkim świecie, zakompleksionego, bez znajomości języka, ale jednocześnie uparcie dążącego do celu, przedzierającego się przez dżunglę nowoczesności, masy ludzi z całego świata. Taki kogel - mogel różnych kultur, który Lwa - Rosjanina zaskoczył zupełnie. Prawie czterdziestoletni mężczyzna opuszcza swoje rodzinne Auror - miasteczko bez perspektyw, pełne bezrobotnych i pijących mężczyzn, wiążących ledwo koniec z końcem, próbujących sprostać wyzwaniom, jakie postawiła przed nimi postsowiecka twarda rzeczywistość. Za chlebem udaje się do Anglii - ale myślami jest ciągle przy ukochanej córeczce, żonie, która jakiś czas temu zmarła na raka, przy przyjacielu Rudim- kolesiu, który ma swoją receptę na życie i w Anglii pewnie zachowałby się tak i tak. Właśnie to ciągłe i uparte wręcz czepianie się Rudiego - bystrego i zaradnego chłopaka z rosyjskiej prowincji daje nadzieję na lepsze jutro, które jak się okazuje, wcale lepsze nie jest - odpływanie we wspomnienia daje Lwu siły i energię do stawiania kolejnych kroków w nowym świecie. Ale czy można nazwać to krokami - to raczkowanie w zupełnie innej kulturze, tradycji, mentalności - i nic dziwnego, że główny bohater nabija sobie od czasu do czasu porządnego guza, który tak bardzo boli. Autorka w przedmowie dziękuje między innymi kilku Polakom, którzy udzielali jej informacji o ich życiu na emigracji. Książka odniosła w samej Wielkiej Brytanii duży sukces, zebrała dobre recenzje, została nagrodzona, co pewnie przyczyniło się do jej popularności. Jednak z mojej strony pozostał pewien niedosyt, który wynika pewnie z tego, że jako czytelniczka z jednego z „krajów trzeciego świata” (Cytat dosłowny. Tak wyraził się pewien Anglik o Polsce w firmie, w której pracuje mój znajomy) znam problem od podszewki. Wystarczy rozejrzeć się wśród znajomych, być może rodziny, i już uparte dążenie autorki do happy endu, zaczyna denerwować. Nie sądzę, by wynikało to ze złej woli pisarki – w końcu pisanie o człowieku z innego świata, o innej mentalności, kulturze, nie jest łatwe. Z pewnością Tremain poruszyła ważny problem imigrantów w UK. Może dzięki tej książce niejeden Anglik spojrzy inaczej na ludzi skądś tam. Mnie po tej lekturze mimo wszystko nie opuszcza taka oto myśl - jak wyglądałaby ta książka, gdyby napisał ją ktoś z naszych…

Ja ze swej strony zachęcam do sięgnięcia po wspomnianą już na samym wstępie Muzykę i ciszę – książkę z tłem historycznym. W obu przypadkach czeka was dobra proza.

Wydawnictwo Zysk i S-ka

czwartek, 15 lipca 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/08/02 09:29:46
Właśnie skończyłam "Drogę do domu", a kupiłam ją dlatego, że obie dotąd wydane w Polsce książki Tremain są bardzo dobre: "Muzyka i cisza" to moja ukochania, a "Jej portret" (o kilkunastoletnim chłopcu zauroczonym starszą kobietą) też bardzo mi się podobała. Gdybym wcześniej znała temat "Drogi do domu" to pewnie wahałabym się, czy to książka dla mnie... a jednak znów nie zawiodła mnie deliktaność, subtelność autorki, jej wyczucie w budowaniu psychologicznych portretów. Bałam się dosłowności, uproszczeń, nieznajomości specyfiki wschodniej Europy, jednak pisarka jakoś sobie z tym poradziła, a powieść pozostawiła we mnie ciepłe uczucia, trochę smutku i melancholii. A główny bohater - Lew - bardzo interesujący portret twardego, ambitengo słowiańskiego romantyka.