Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Skrzypce z Auschwitz - Maria Angels Anglada

Kiedy czytam o milionach, które straciły życie podczas ostatniej wojny, kręcę głową z niedowierzaniem, przerażeniem, ale też z pewną ulgą, że to już na szczęście minęło. I jakoś szybko przechodzę do porządku dziennego.  Kiedy czytam o losach jednego człowieka, konkretnego, nieważne skąd, nieważne jakiej narodowości – historia siedzi w mojej głowie przez wiele dni, często do niej powracam myślami. Tak też było  w przypadku Daniela, lutnika z Auschwitz…

W 1991 roku pewien muzyk Clement poznaje w Krakowie polską żydówkę - skrzypaczkę Reginę. Jest pod wrażeniem jej osoby, również uwagę przykuwa instrument, na którym kobieta wykonuje utwory Mozarta, Beethovena i innych. Na pytanie – skąd u nie taki instrument, Regina ze smutkiem w oczach wspomina o skrzypcach z Auschwitz, a przy pożegnaniu wręcza zainteresowanemu w skrócie nakreśloną historię wuja Daniela i jego skrzypiec. I tutaj zaczyna się opowieść właściwa, którą otwierają znamienne słowa Dantego:

I przybywam do miejsca pozbawionego

wszelkiego światła.

[Boska Komedia , Piekło IV, 151]

Dreiflüsslerlager – jeden z mniejszych podobozów w kompleksie Auschwitz III – Obóz Trzech Rzek, gdzie nie obowiązywała logika, nie było miejsca na miłosierdzie. Straszne miejsce. Piekło. I to jedno konkretne życie, obok setek tysięcy innych. Walka o każdy następny dzień, czasem o kolejną godzinę. Daniel jest lutnikiem, który w obozie pracuje jako stolarz. Kiedyś przez przypadek wydaje się, że umie naprawić pęknięte skrzypce. Za chwilę dostaje rozkaz od komendanta obozu, by wykonał skrzypce równie doskonałe, jak instrumenty słynnego Stradivariusa. Daniel wie, że od skrzypiec zależy jego dalsze życie. Katalońska pisarka, absolwentka filologii klasycznej, poświęciła wiele uwagi pracy nad wykonaniem instrumentu. Specyficzny zapach, słoje pięknego drewna z węgierskiej jodły,  sinusoidalna linia, tworząca kształt równie piękny jak kobieca talia – na chwilę pozwalają Danielowi wrócić do dawnego życia, które minęło bezpowrotnie. Ale tylko na chwilę, bo radość tego, co tak dobrze się zna, możliwość dotykana tych wszystkich narzędzi, z którymi ręce lutnika jakby się zrosły –dłut, hebli, szczypiec, noży, miesza się z głodem, wielkim strachem, tęsknotą za bliskimi, których już nie ma, z uczuciami których nie umiem określić. Proste zdania, zimna relacja, krótko, konkretnie – tak pisze Anglada. Ale jak ten tekst porusza. Jakie ślady zostawia w czytelniku? Wrażenie potęgują fragmenty autentycznych dokumentów z archiwum z Auschwitz , fragmenty poezji. Czy język jest w stanie wyrazić okropność tamtych czasów?

Ból – ma w sobie coś z Luki

W Pamięci – nie umie ustalić,

Kiedy się zaczął – czy był czas,

Kiedy nie było go wcale

[Emily Dickinson, Wiersz 650, przeł. S. Barańczak]

To książka wstrząsająca. Dla mnie po takiej lekturze przerażające jest to, że nagle uświadamiam sobie, jak jeszcze niewiele wiem o tamtych czasach. Każdy człowiek – świadek tamtych wydarzeń, więzień obozu koncentracyjnego, robotnik przymusowy – każdy z nich nosi w sobie jakąś wstrząsającą historię. Smutną, wbijającą się  pamięć. Po takiej książce nie sposób szybko wrócić do normalności, nie sposób o niej szybko zapomnieć. Staję się nośnikiem tej pamięci – czy tego chcę czy nie chcę. Raczej chcę – w końcu świadomie sięgam po takie książki. To dobry zabieg, by nie zgnuśnieć, by nie utonąć w swoim wygodnictwie – że coś już bezpowrotnie minęło, i że nie wróci. Trzeba pamiętać, choć to boli, oj jak bardzo boli…

Wydawnictwo Muza

niedziela, 18 lipca 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/07/19 14:01:19
Wita Beel :) Zapraszam Cię do letniego łańcuszka, bo widzę, że jeszcze nie odpowiadałaś na pytania :)

molksiazkowyy.blogspot.com/2010/07/letni-ancuszek.html

Pozdrawiam serdecznie.
-
2010/07/19 16:16:58
Bardzo chętnie odpowiem. dziękuje za zaproszenie:)