Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Dialog biblioteczny

Chadzam sobie do dwóch bibliotek, w tym jednej wiejskiej, w której nie można niczego znaleźć. Czy to możliwe? Pewnie, że to możliwe. Nie napiszę gdzie to, bo pani jest przemiła i byłoby jej pewnie smutno, gdyby ją ktoś publicznie obsmarował. Niby są tu działy: Literatura polska i obca, i Polityka, i Ogród, i Oświata i Lektury itd. Ale wszędzie panuje wielki chaos, a mnie ogarnia poczucie bezsilności – fajnie jest, gdy idę na żywioł i przeglądam to, co mi akurat wpadnie w ręce. Ot choćby taki Mankell w dziale historycznym, albo „Gry i zabawy dla dzieci” w dziale ROMANSE. Ż kotłuje się z Z, ktoś chyba faktycznie alfabetu nie zna. Gdy szukam konkretnego nazwiska, przebieram w całej konkretnej literze i dwóch obok, tak na wszelki pożarny słuczaj, bo już nie raz tak się zdarzało, że poszukiwana książka była obok. Jednak gdy mam określony cel – i szukam tak jak wczoraj Władysława Zambrzyckiego, to wierzcie mi, ogarnia mnie czarna rozpacz.

Sprawdzam najpierw w katalogu, czy w ogóle jest. Jest! Jest! Radość moja jest wielka. No więc szukam, i szukam, i szukam. Łażę między regałami i nadal szukam. Ach,  w międzyczasie zjawia się rezolutna pani w fioletowym fartuchu (nie mam nic przeciwko fioletowym fartuchom) z mopem w ręce (była 15.30 – a biblioteka otwarta do 16.00) i staje wyzywająco naprzeciw mnie, by pokazać, że już jest. A ja sobie szukam tego Zambrzyckiego i zaczyna mnie ogarniać coś w rodzaju klaustrofobii bibliotecznej. W dodatku ta ufioletowana pani  – co wyjdę z jakiegoś działu – to ona mac, mac, maca podłogę mopem. A wiadomo, że towar macany należy do macanta, więc, patrzy srogim wzrokiem pewnie myśli – Niech no tylko pańcia wejdzie na mokre. Że też to traci czas na takie cós. Czytanie, phi. W końcu idę do sympatycznie wyglądającego młodego człowieka, przystojnego wysokiego bruneta o zniewalającym spojrzeniu ( w skrócie: SWMCPWBOZS) .

-Przepraszam – grzecznie pytam  SWMCPWBOZS a  - Gdzie mam szukać książek Władysława Zambrzyckiego?

SWMCPWBOZS rozkłada tylko bezradnie ręce i tak powiada.

-No wie pani, ja to za bardzo się na tym nie znam. Ja to tutaj tylko staż mam.

czwartek, 12 sierpnia 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/08/12 21:07:30
Piękna opowieść... w sam raz na książkę ;-)
-
2010/08/12 21:17:21
Oj..."Ja tu tylko staż mam" - widać, że z powołaniem :D
-
2010/08/12 21:26:14
a tez staż to w jakim charakterze, może to on powinien w tym niebieskim fartuchu z mopem?
-
2010/08/12 21:31:23
mnie to jakoś nie śmieszy. żałosne to jest, że ludzie mający staż (gdziekolwiek, już nie chodzi o bibliotekę) w ogóle mają w dupie wszystko. wygodnie jest powiedzieć "bo ja tu tylko mam staż". za co płacić takiemu jełopowi jednemu i drugiemu? mówię z doswiadczenia bo sama miałam niejedną osobę na stażu i szlag mnie trafiał. gorzej niż z dzieckiem.
a poza tym w bibliotekach niestety panuje ten podły zwyczaj że panie z mopem lataja dużo wscześniej po to by wyjść wcześniej, chociaz godziny pracy mają wyznaczone. No ale po co się przemęczac. Widzę to również po swojej bibliotece, gdzie pani z mopem codziennie sfochowana a kłeby kurzu na podłodze... Wstyd.
Czepiam się może ale mnie takie sytuacje cholernie irytują...
-
2010/08/12 21:59:24
U mnie jest taka pani stażystka w czytelni. Pani pracująca tam "normalnie" jest szalenie kompetentna, więc dysonans między stażystką, a nią jest tym bardziej bolesny. Ów staż trwał chyba cały rok - aż zniechęciłam się do czytania "Nowych książek", bo gdy docierałam do biblioteki po 15, to już trafiałam na stażystkę...
-
2010/08/12 22:47:58
A ja dodam tylko, że za każdym razem, gdy jestem w tej bibliotece mam ogromną ochotę posprzątać, poukładać zmęczone książki na tych zmęczonych półkach. A co do kompetencji bibliotekarzy i stażystów. Swego czasu uczyłam w szkole i powiem tak - kiedy zobaczyłam pewnego dnia kto ma staż w mojej bibliotece miejskiej i pedagogicznej, to taaaaakich oczu dostałam. Nie żebym komuś broniła, albo zazdrościła, ale miałam wrażenie i dość wyraźne wspomnienie, że obie panie myliły Mickiewicza ze Słowackim, a już na pewno Kraszewskiego z Krasickim. Staż musi być, jakiś fach też. No więc o co chodzi. Byłabym tu jednak niesprawiedliwa, gdybym przypięła łatkę paniom bibliotekarkom z mojej ukochanej biblioteki miejskiej. Z czasów szkoły, studiów - zawsze kompetentne. W dziale dziecięcym -pracują panie, które wypożyczały już za moich lat dziecięcych. Szalenie zaangażowane, szukają, polecają, doradzają. A przede wszystkim - wspominają, jakie to kiedyś książki były, jacy ilustratorzy. Wzdychają na widok Disneyowskiej siódmej wody po Puchatku i odbijają kartę w Bobie Budowniczym, którego nie da się czytać bez emocji (tj. wściekania się, bo jak takie coś można czytać). Na pewno tacy stażyści jak opisany osobnik się zdarzają i takie biblioteki, w których panuje bałagan - w końcu co tam, to tylko wiejska biblioteka, gdzieś w piwnicy, na uboczu, ale na pewno jest wielu świetnych ludzi w tym miejscu i w tym zawodzie, których mam przyjemność spotykać podczas moich wizyt w innej bibliotece.
-
2010/08/12 23:39:12
Zgroza mnie ogarnia i zazenowanie.
-
2010/08/13 00:08:19
Ci stażyści to nie studenci po bibliotekoznawstwie jak logika nakazuje. Staż w bibliotece mogą mieć wszyscy, którzy ukończyli szkołę średnią i akurat nie mają innej pracy, a studiują zupełnie inne kierunki. Taka przechowalnia młodych ludzi i to mnie najbardziej boli. Widocznie w bibliotece pracować może każdy. Niestety. Kiedy wchodzę i widzę stażystę to wiem, że studiuję gdzieś przedsiębiorczość, na pewno nie czyta, na pewno jest tutaj bo się zahaczył i na pewno z nim nie porozmawiam o przeczytanej książce, bo ostatnio, gdy wypożyczałam Ulissesa to pytał się czy to nazwisko. Jakich my maturzystów wypuszczamy ze szkół średnich? Na staż do biblioteki w sam raz.:(
-
2010/08/13 10:48:18
To co piszesz to najlepszy dowód, że nie każdy nadaje się do pracy w bibliotece. I Ci, którzy w bibliotekach pracują, albo bywają doskonale o tym wiedzą. Ci którzy o tym decydują (mianując dyrektora i przyznając fundusze na bibliotekę, również na pensje - czyli samorządy) nie zawsze sobie z tego zdają sprawę. Potem się dzieje jak się dzieje, a że złą pracę widać dużo lepiej od tej dobrej to potem sobie rośnie piękny stereotyp bibliotekarza. I potem trzeba tłumaczyć wszystkim w koło, że praca w bibliotece nie polega na czytaniu książek (bo nie ma na to czasu,chyba że się oleje swoje inne obowiązki, np. przestanie pilnować porządku na półkach - a czasem wystarczy 1 czytelnik, żeby w całej bibliotece trzeba było sprawdzać ustawienie książek).

Nie wszędzie są tacy bibliotekarze, tacy starzyści, takie straszne sprzątaczki. Ale tych widać najbardziej i potem się wydaje ludziom, że artykuł w WO obalił jakieś stereotypy. Obalił może stereotyp niekompetentnej bibliotekarki, ale utrwalił masę innych. I tak, nasi czytelnicy wiedzą jakie jesteśmy. Ale to niecałe 20% społeczeństwa. Dla innych jesteśmy obibokami, które biorą pieniądze (na szczęście marne) za czytanie książek.

No i nie zawsze te pieniądze są aż tak marne jak myślą czytelnicy, chociaż marne i tak są. ;)
-
2010/08/15 18:17:33
Jakbym sama to zobaczyła to również chętnie bym im posprzątała. Miałam staż w bibliotece choć nie skończyłam bibliotekoznawstwa, ale miałam wiele zapału i chęci. Początki nie były różowe, ale człowiek uczy się na błędach i po 3 tygodniach miałam przyzwoite rozeznanie w księgozbiorze. Dlatego ciężko mi się współpracowało z drugim stażystą. Ma problem z alfabetem, książki z IVF lądowały na II F (oddział dla dzieci i młodzieży) i nie było tygodnia w którym nie wygłaszał swego kultowego pytania "Jak ludzie mogą czytać książki, ja tego nie rozumiem". Nie pamiętam ile razy go ochrzaniałam. Każdy jego błąd musiałam zgłaszać przełożonym inaczej byłoby na mnie-bo efekty "kazań" były krótkotrwałe. Biblioteka bierze stażystów bo nie musi płacić im pensji, proste.
Do dzisiaj odwiedzam mój oddział, mam dobry kontakt z paniami.

Czytelnia to trudniejsza "branża", przyznam, że nie chciałabym tam trafić.

A pani sprzątaczka to temat na oddzielną dyskusję, w każdym razie z mojej biblioteki była wręcz "bombowa". ^^
-
2010/08/17 21:46:42
Ja mieszkam w mieście 40-tysięcznym, bibliotekę nam odstawili jak w amerykańskim kongresie (serio!!! z dywanami i panie z mopami latać i macać nie muszą), ale za to prawie w ogóle tam nie wypożyczam, bo nowości nie mają żadnych (a mam ochotę na te właśnie) - to też jest smutne. I że faktycznie się nie znają.
U nas tylko jedna pani w dziecięcej jest naprawdę kompetentna i oby jak największy wpływ miała na to, co się zamawia - tego sobie i jej życzę.
-
2010/08/21 12:20:00
hahaha! No nieźle, swoją drogą to współczuje pani z mopem. A pan na stażu zdecydowania chyba pomylił zawód...
-
Gość: Agnieszka, 94.154.61.*
2012/03/14 23:57:06
Oj, to ja bym chętnie na ten staż poszła! Ktoś wspomniał, że w bibliotece nie ma nowości. Cóż, biblioteka to jedyna instytucja, której nikt nie sponsoruje, nie reklamuje...