Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Drogi Gabrielu. List - Halfdan W. Freihow

Od razu zwróciłam na nią uwagę. List napisany do syna przez ojca. W naszym środowisku, nawet powiedziałabym – kulturze – rzadko to się zdarza. To matki najczęściej piszą o swoich uczuciach w stosunku do dzieci. Ojcowie żyją w swoim tatowym świecie. Bo nie wypada, bo są ważniejsze rzeczy na świecie. Ich własny męski świat. Na refleksję na temat dzieci, rodziny, łzy, czasem strach nie ma w nim miejsca. Tak zwykło się przecież mówić i myśleć. Nawet patrząc na książki dla dzieci - to tata nie jest ich częstym bohaterem. To matka najczęściej towarzyszy maluchom w pokonywaniu trudności dnia codziennego. Freihow odkrywa przed nami nieznane mi do tej pory obszary tatowego serca. Zapewniam, że są wielkie.

O ludziach takich jak Gabriel mówi się często, że żyją we własnym świecie. Ale czy to tak naprawdę do końca prawda?

Bez nas, których jak w lustrze odbija się twoja wyjątkowa osobowość, jesteś samotny w najgłębszym tego słowa znaczeniu. – pisze autor.

Książka bardzo refleksyjna, osobista – przecież list. A takie właśnie powinny być listy. Przez to bardzo prawdziwa. Halfdan W. Freihow – norweski dziennikarz, wydawca, jest przede wszystkim ojcem trójki dzieci, w tym najmłodszego Gabriela, u którego lekarze stwierdzili autyzm. Autor pisze o swoich odczuciach i reakcjach. Gdzieś w tle pojawiają się inni członkowie rodziny, ale tylko na chwilę. Wiele tu słów o miłości, zrozumieniu. Książka szczera, bo nie każdy napisałby o swoich negatywnych reakcjach – takich jak złość, rozgoryczenie. Napisać o tym – to też swego rodzaju odwaga. Bo to przecież źle brzmi – irytować, wściekać się na dzieci, gdy tymczasem trzeba być zawsze kochającym i wyrozumiałym rodzicem. Nie zawsze tak jest, tylko nie wszyscy potrafimy o tym mówić. Freihow – tak. Życie na norweskim wybrzeżu, pustkowiu, gdzie tylko stoi chata miotana przez wichry, nie należy do najłatwiejszych. Są wzloty i upadki. Nie znajdziemy tu żadnych recept i podpowiedzi. Jest za to swego rodzaju piękne, niemalże poetyckie odkrycie ludzkiej duszy, ze wszystkimi radosnymi i smutnymi momentami w życiu. To obserwacja chorego dziecka i próba zrozumienia, wyjaśnienia, znalezienia odpowiedzi na nurtujące pytania. Jednak czy to możliwe?

Czasem trzeba życie przyjąć takie, jakim jest. Tak właśnie czyni autor. „Co za fantastyczne dziecko”

W moim egzemplarzu pełno podkreśleń ołówkiem, by coś nie przepadło. Wiele tu mądrych przemyśleń, sformułowań. Niektóre z nich już gdzieś były. W tym kontekście nabierają innego wymiaru. Stają się bardziej zrozumiałe. Czasem wzruszają. Jak choćby ten fragment:

(…) nie można ciągle dostawać od życia, niczego w zamian nie tracąc.

Pogodzić się  z tym to piekielnie trudne.

Czasem ogarniało mnie dziwne uczucie – oto czytam cudzy list, nie do mnie. Wstyd przed samą sobą, że robię coś takiego i strach, że ktoś mnie nakryje…

 

Wydawnictwo ZNAK

niedziela, 10 października 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/10/10 10:05:21
Na pewno kupię, przeczytam. Swoją drogą skojarzyło mi się z "Tato, gdzie jedziemy?", Jean-Louisa Fourniera.
-
2010/10/10 20:21:14
Nie znam tytułu podanego przez Ciebie - wpisuję na listę i rozejrzę się. A jeśli chodzi o list do Gabriela - warto!
-
2010/10/10 20:38:40
Pozwolę sobie więc odesłać Cię do mojego bloga czytadelko.blox.pl/2010/05/Tato-gdzie-jedziemy-Jean-Louis-Fournier.html ;)
-
2010/10/11 06:07:03
Dziękuję. Chętnie przeczytam i może się skuszę:)