Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Drugie spojrzenie - Jodi Picoult

Połknęłam – zresztą jak to zwykle bywa, jeśli chodzi o książki Jodi Picoult. Wartka akcja, mnóstwo postaci, co rusz – przenosimy się miejsca na miejsce. Krótkie akapity, które wnoszą zawsze coś nowego. Zupełnie jakby przed moimi oczami pojawiał się kolejny kadr filmu. Zresztą niejeden mól książkowy przyzna, że powieści JP to gotowe scenariusze. Dla mnie to niezły substytut telewizji. To moje trzecie spotkanie z JP – i… najlepsze. Tym razem rzecz dzieje się na prowincji, w malutkim miasteczku, w którym to pewna firma chce wybudować centrum handlowe. I kiedy pojawiają się buldożery, zaczynają dziać się rzeczy dziwne – z nieba lecą na zmianę to płatki róż, to znów leje czerwony jak krew deszcz, mięso psuje się w zamrażarkach, a woda nie chce wrzeć. Oczywiście pojawiają się duchy, bo to w końcu niesamowita historia. Ktoś wyznał, że działka pod galerię handlową była kiedyś miejscem pochówku Indian Abenaki, żyjących w okolicy po dziś dzień. Jednych duchy nawiedzają, inni z kolei chcą duchy odnaleźć – a wszystko to w imię spokoju i jednych i drugich. Proszę się nie obawiać – to nie jest jakaś tam straszna historia – takich nie czytam, bo wolę zachować i spokój ducha i umysłu. Co mi się podobało – mnóstwo wątków, pokręcone i poplątane życiorysy bohaterów, które na końcu dają się ułożyć, jak klocki Puzzle, w zgrabną całość; sami Indianie Abenaki, którym autorka daje prawo głosu, dużo ciekawych wiadomości na temat eugeniki. Czasem odnosiłam takie wrażenie, że za dużo nam zostało przekazane, że pewne rzeczy i rozwiązania są przewidywalne – ale spokojnie – ja zupełnie inaczej rozwiązałam prawie 70-letnie morderstwo niż autorka – tak więc to dobra prognoza dla tej książki:))) Co jest „na nie” – zbyt rozbudowane wątki poboczne. Jak choćby chorego chłopca, cierpiącego na rzadką nieuleczalną chorobę. Jest to zapewne dobry temat na zupełnie odrębną książkę. Kolejna uwaga skierowana jest do tłumaczki – w pewnym miejscu pogubiłam się, gdy zaczęła nazywać Indian cyganami. Zaraz się zorientowałam w jej zamiarach, ale pierwsza myśl była taka – a skąd tam cyganie? Pisani wprawdzie z małej litery, w pejoratywnym znaczeniu, jednak myślę, że u wielu z nas wywołuje to natychmiast zupełnie inne skojarzenia. Nawet przeprowadziłam prywatne śledztwo i nie znalazłam możliwości takiego użycia tego wyrażenia. Być może się mylę, w razie czego będę wdzięczna za informację.

Książkę czyta się szybko, aż żal odkładać – bardzo spodobało mi się to, że autorka poruszyła tutaj problematykę Indian we współczesnym świecie. I jak to zwykle w jej książkach bywa, jest tu i miłość, i przyjaźń, od emocji aż kipi. Po prostu dobra książka.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

czwartek, 21 października 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/10/22 09:38:26
Książka rzeczywiście jest sympatyczna, mam wrażenie , że lżejsza niż inne "Picoult", natomiast mnie średnio podeszło to, że ostro skręca w stronę zjawisk paranormalnych. Przez to jest to raczej "opowieść niesamowita" niż realistyczna historia.
-
2010/10/24 09:04:59
Właśnie ten skręt bardzo mi przypadł do gustu. Pewnie dlatego, że rzadko sięgam po książki o takiej tematyce. Stąd - moje całkowite zanurzenie się w tej książce. Nawet zdenerwowanie, gdy zgasiłam światło:)))))))
-
2010/11/07 22:59:42
Moim zdaniem - jedna z lepszych książek Picoult, bez nadmiernie przez nią eksploatowanych wątków sądowo-medycznych.
Pochłonełam jednym tchem, duża w tym chyba zasługa oryginalnej wersji - mam wrażenie, że te klimat książek tej autorki traci czasem na tłumaczeniu....
Co do zwrotu "cyganie" - autorka używała tu słowa "gypsy", które oznacza także Indian...