Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu - Rupert Isaacson

Rupert Isaacson – podróżnik z zamiłowania (relacje z jego wypraw publikowały m.in. Daily Telegraph, National Geographic), koniarz, obrońca praw zagrożonych plemion, mąż, ojciec. Ostatnia rola jest tą najtrudniejszą. Kiedy na świat przyszedł jego syn Rowan, razem z żoną zadawali sobie pytanie – kim będzie. I oczywiście snuli plany. Byli zachwyceni jego imponującym rozwojem. Chłopiec szybko nauczył się chodzić, zanim skończył rok wypowiadał pierwsze słowa. Wielogodzinne układanie zabawek według rozmiarów i kolorów łączono z jego zmysłem estetycznym, instynktownym poczuciem formy. Miał zostać w przyszłości malarzem, może nawet architektem. Jednak życie potoczyło się inaczej, bowiem to, co tak na początku wzruszało i cieszyło rodziców, okazało się jednym z symptomów autyzmu. Rodzice Rowana wypróbowali różnych metod leczenia. Zdawali sobie sprawę z tego, że nigdy nie wyleczą synka z autyzmu, ale chcieli choć trochę poprawić jego stan. Prawie sześcioletni Rowan miał częste napady złości, lęków, nie kontrolował swoich potrzeb, coraz bardziej zamykał się we własnym świecie. Pewnego dnia ojciec zauważył, że jego syn ma świetny kontakt z Betsy, narowistą klaczą, która wodziła rej w stadzie. Przy Rowanie Betsy robiła się dziwnie uległa, podporządkowywała mu się całkowicie. Właściwie chłopiec mógł z nią robić co chciał – kulać się między jej kopytami, tarmosić ją, wrzeszczeć przy niej, przykładać twarz do jej chrapów. Kiedy masz chore dziecko, chcesz mu nieba przychylić, zrobisz wszystko by mu pomóc. Tutaj światełkiem w tunelu jest wyprawa do Mongolii, ojczyzny dzikich koni, najlepszych jeźdźców, szamanizmu, tak tępionego przez Sowietów. I gdy pomysł na początku nierealny, szalony zaczyna w końcu dojrzewać, pojawia się nadzieja na zmianę, jakąkolwiek. Bo przychodzi taki moment, kiedy człowiek myśli – już gorzej być nie może. W poszukiwaniu cudu – tak brzmi podtytuł tej opowieści. Nie zdradzę, czy ten cud miał w istocie miejsce. Samym cudem była siła i determinacja rodziców, którzy chcą pomóc swojemu dziecku.

Ta książka pokazuje jak wielkie jest serce rodzica, jak tajemnicza i niezbadana jest natura ludzka. Odsłania nasze ludzkie słabości i wady – niestety. Jednocześnie czytamy o wielu dobrych ludziach, których rodzice Rowana spotkali na swojej drodze.

Dzięki tej książce odkryłam Mongolię. To było jak objawienie. Bo cóż ja wiedziałam o tym odległym azjatyckim kraju? Nic. Hasłem były jurty, kobyle mleko, Czyngis – chan. Mongolia jest tu bohaterem drugoplanowym, ale bardzo wyrazistym. Tutaj widoczne jest lekkie pióro autora – podróżnika. To takie reporterskie wstawki, niesłychanie wciągające.

O Opowieści ojca nie można pisać bez emocji – zdziwienia, wzruszenia, empatii, czasem też uśmiechu, bowiem autor potrafi o trudnych rzeczach pisać z pokaźną dawką autoironii, z przymrużeniem oka, humorem. Gdy pisałam o książce Ewy Błaszczyk, wspomniałam, że są książki, których nie można opisać w kategoriach: piękna, ciekawa… nawet jeśli mają w sobie piękno i potrafią wzbudzić zainteresowanie czytelnika. To są książki ponad wszystkim. Te książki napisało samo życie. I wszystko co o nich napiszę i tak zabrzmi banalnie…. Mogę zapewnić, że to nie jest tani wyciskacz łez. Autor ma bogaty warsztat pisarski – co od razu widać.

Chylę czoła przed rodzicami chorych dzieci. Zawsze po ludzku, po maminemu, wkurzam się, gdy słyszę o śmiesznych dodatkach opiekuńczych, pielęgnacyjnych. To ludzie, którzy często całkowicie podporządkowują swoje życie innemu życiu. Rezygnują z pracy, życia towarzyskiego, hobby. Najczęściej pomoc ze strony państwa jest niestety żadna albo minimalna. Ponoć o stanie społeczeństwa decyduje to, w jakim stopniu zajmuje się ono osobami chorymi. Nie wypadamy chyba w tej ocenie najlepiej. To nie tylko nasz problem. Z książki wynika, że w USA jest podobnie. Do tego dochodzi często nasza arogancja, ignorancja, brak tolerancji.

Podczas wyprawy do Mongolii został nakręcony film dokumentalny, który można obejrzeć również w Polsce (m.in. Kino Muranów w Warszawie).

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 17 listopada 2010, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/11/17 12:06:25
Wzruszyłam się czytając Twoją recenzję... nawet kilka łez uroniłam. Muszę koniecznie książkę przeczytać!
-
2010/12/01 11:47:31
Podziwiam rodziców chorych dzieci, miałam przedsmak choroby dziecka z którą walczyłam ponad 10 lat, wygraliśmy walkę na szczęście, ale nie każdemu jest to dane i wiem jak to boli.