Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Hania Bania. Tornado seksualne - Hanna Bakuła


O Hani Bani i tornadzie seksualnym usłyszałam jakiś czas temu w radiu. Właśnie szalałam jako gospodyni domowa w kuchni – bo i nią (tzn. tą gospodynią) też czasem bywam, i myślałam sobie: Boże mój, ileż to czasu człowiek marnuje na takie przyziemne sprawy jak jedzenie, przygotowywanie go, potem zmywanie, układanie w szafkach, szufladach i takie tam, które zazwyczaj wkurzają babki, które w tym czasie wolałby czytać na ten przykład. I gdy tak sobie mruczałam pod nosem i myślałam, nie zawsze poprawnie, do akcji wstąpiła Hanna Bakuła, czyli Hania Bania. Opowiadała o książce, dzieciństwie, swoich wybrykach i …smakach z dzieciństwa, które pamięta do dziś. Książka – część trzecia stała się więc przedmiotem pożądanym, a mruczenie pod nosem ustało. Hania Bania postawiła mnie do pionu. Bo jak to tak można, mrucząca matka, idąca na skróty, na łatwiznę. Już moje dzieci ciepłych skojarzeń z dzieciństwa z kuchnią mieć nie będą. I słuchałam sobie o tej Hani Bani, jej przeogromnym apetycie, zaraz (no, tak nie całkiem zaraz, bo tradycyjne gotowanie trwa i trwa), wysmażyłam dla rodziny ekstra obiad wypisz wymaluj nasz wielkopolski z szagolami, kompotem z bani (żeby było tematycznie, choć po naszemu powinno być korbol), kapustką. Dzieci zajadały się, że hej, nieświadome, że obiad taki domowy mają dzięki książce, bo plany były inne. Książkowe. A jakże.

Tornado seksualne to już trzecia część losów Hani Bani – rezolutnej dziewczynki, oczytanej i mądrej (zacznę od tego, co mi najbardziej zaimponowało -  w wieku 13 lat jest pod wrażeniem Pana Tadeusza, Anny Kareniny i Dekameronu (lektury spod kołdry )), wygadanej, uzdolnionej artystycznie (taniec, rysunek, poezja) i (co jej w ogóle nie martwi) z wielkim apetytem (godzina bez jedzenia to godzina stracona). To właśnie między innymi lektury rozbudzają wyobraźnię dziewczynki – jest romantyczna, marzy o wielkiej miłości, takiej na śmierć i życie, skradzionych pocałunkach. Raz jest Telimeną, raz Nataszą. Nie mówiąc już o tym, czego dowiedziała się od Boccaccia. Dziewczynkę spotykają różne perypetie, oprócz tego ma problemy typowe dla nastolatków w jej wieku: chce być modna, choć nie zawsze są na to pieniądze, chce mieć przyjaciółkę od serca, przeżywa trudną sytuację w domu – i nie ukrywa niechęci do ojca, który snuje się ciągle ze złą miną.

Dla mnie obok Hani najbarwniejszą postacią we wszystkich częściach jest babcia. Z papierosem w ustach, która zaradzi każdej biedzie. I przeklnie pod nosem, opieprzy porządnie, ale i przytuli, a przede wszystkim dobrze ugotuje. Kiedy Haneczka robi eksperymenty ze swoimi włosami i gdy wszyscy dyskretnie zerkają i uśmiechają się, jako jedyna wali prosto z mostu - cholera jasna i działa jak należy. Hania Bania śmieszy, bawi. Autorka, jak wielu z jej pokolenia, potrafi z ciężkich czasów wiecznych niedoborów, wykrzesać iskrę radości, humoru i autoironii, czego nie potrafią czasem zrozumieć młodsi. Takie były czasy, w których przyszło żyć. I Hania idzie przez nie przebojem. Na swój sposób oczywiście. Nylon to wprawdzie nie ortalion, toporne buciory nie mają nic wspólnego z delikatnymi włoskimi szpileczkami, ale od czego jest wyobraźnia, której Hania ma … w nadmiarze.  Ktoś tak, jak Hania, podobna do każdej najpiękniejszej aktorki świata – i do BB, i Poli Raksy, i Sophi Loren, radzi sobie w każdej sytuacji i pokazuje, że nie ma co smęcić, tylko iść o przodu. A czy uda jej się rozkochać w sobie jakiegoś młodzieńca – tego oczywiście nie zdradzę.

Wydawnictwo MUZA

piątek, 04 lutego 2011, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: