Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Hiszpański smyczek - Andromeda Romano - Lax

Feliu rocznik 1892. Miejsce narodzin – Campo Seco w Katalonii. Przychodzi na świat prawie pod szczęśliwą gwiazdą. Prawie. Od samego początku jest zawsze jakieś ale – jego rzekoma śmierć, a potem błąd w imieniu: zamiast Feliz – Szczęśliwy -  właśnie Feliu Anibal Delargo Domenech. Ojciec – kiedyś nauczyciel muzyki, matka obdarzona pięknym głosem – chłopiec wyssał muzykę z mlekiem rodzicielki. Kiedy ojciec ginie na Kubie, Feliu dostaje na pamiątkę po nim, smyczek do wiolonczeli.

 

Dla wielu będzie to książka o Hiszpanii początku XX wieku, może niektórym skojarzy się z Cieniem wiatru Zafóna (choć mnie osobiście – mimo okładkowych zapowiedzi wydawcy jakoś to ominęło), innych zaciekawią same losy głównego bohatera. To książka o pasji. Wyobraźmy sobie taką oto scenę – Feliu pobiera nauki gry na skrzypcach i fortepianie. Robi to dość chętnie, przy czym podkreślam słowo dość, bo brak w tym wszystkim jednak serca i duszy. Ot, takie sobie granie dla przyjemności (w dużej mierze -  innych). Kiedy do rodzinnego miasteczka na prowincji przyjeżdża gwiazda muzyki, celebryta z pierwszych stron ówczesnych gazet i nadarza się okazja zaprezentowania (niby) talentu chłopca, ten (chłopiec), urzeczony grą nowego i nieznanego instrumentu – wiolonczeli, zaczyna improwizować na skrzypcach  i gra na nich tak, jakby trzymał właśnie wiolonczelę. To początek odwzajemnionej miłości do instrumentu, znacznie większego od niskiego, kruchej budowy, chorowitego Feliu. Gdzieś przeczytałam (nie podam autora, bo nie mogę odnaleźć źródła): Wszystkie wielkie osiągnięcia są wynikiem pasji i wytrwałości. To motto tej książki. Kariera od zwykłego grajka do nadwornego wiolonczelisty i jeszcze dalej. Powolne wspinanie się po szczeblach kariery – nie powiem bolesne, z licznymi upadkami, siniakami i guzami. Wątek dość popularny i lubiany w literaturze – awans społeczny – od skromnej egzystencji w ciemnych norach po uznanie na salonach. Historia, która w zawoalowany sposób w dużej mierze ponoć opowiada o życiu znanego wiolonczelisty hiszpańskiego Pabla Casalasa (1876 – 1973) nauczyciela Mścisława Roztropowicza. Ciekawa jestem, co na temat tej książki powiedzieliby muzycy? Czy oddaje klimat świata muzyki? Epoki na pewno, bo historia Feliu swoją drogą, a tło społeczno – polityczne swoją. Bogate zresztą – z plejadą najdziwniejszych charakterów – zmanierowanych, ekscentrycznych dziwolągów. Są walki o kolonie, klimat zacofanej prowincji, Barcelony, stolicy, dworu królewskiego, w końcu rządy faszystów. Dokładnie 608 stron może przerazić, ale niepotrzebnie. Czytało sie wybornie. Nie widziałam na blogach zbyt dużo recenzji – szkoda by było, gdyby książka przeszła bez echa.


Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 09 marca 2011, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/09 21:44:10
Rzeczywiście niewiele wokół niej hałasu , fajnie że o niej napisałaś . Kupiłam ją koleżance w prezencie , więc jest duża szansa że niedługo trafi w moje ręce . Cieszę się że jest na co czekać :)
Pozdrawiam !
-
2011/03/09 22:14:05
Ja byłam nią zachwycona ;)
-
2011/03/09 23:22:41
Podejrzewam że brak recenzji wynika z niepewności - ja np. chodzę wokół tej książki odkąd się ukazała ale odrzucają mnie strasznie te skojarzenia z "Cieniem wiatru". Poza tym, ostatnio bez opamiętania wydawano sporo niskich lotów literatury o tematyce hiszpańskiej (ci wszyscy "Władcy Barcelony", "Tajemnice Gaudiego", brrr!) chyba "na fali" popularności Zafona i zdążyliśmy się parę razy nabrać i wyrobić sobie odruch ucieczki ;-)
Dobrze że o niej napisałaś, i to tak pozytywnie - teraz będę patrzeć na nią inaczej i może pewnego dnia się skuszę :)
-
2011/03/10 10:18:39
Ja też podchodzę jak do jeża do książek reklamowanych jako "prawie Zafon" - sporo dobrej hiszpańskiej literatury traci przez te bezmyślne pseudozachęcające hasła. Pozytywną recenzję "Hiszpańskiego smyczka" już gdzieś wcześniej czytałam, więc chyba się wreszcie zdecyduję. Mam też chęć na "Za worek kości" Baulenasa, ale co jest napisane na okładce? Oczywiście "porównuje się autora do Carlosa Ruiza Zafona". Ble ... Lubię Zafona, ale dlaczego wydawcy wierzą, że chcemy czytać same "klony".
-
2011/03/10 19:46:09
początek XX wieku zwykle wypada tak nostalgicznie w powieściach, co właściwie mnie cieszy bo takie ksiązki miło się potem czyta :)
-
2011/03/11 09:23:32
Mogę zapewnić, że to nie jest słodkie czytadło:) Pamiętacie "Szwaczkę"? Niektórzy obawiali się, ze będzie przypominała nowelę południowoamerykańską. Tymczasem to świetna książka. Podobnie "Hiszpański smyczek". Radzę dać mu szansę;)
-
2011/03/11 19:58:47
Mam straszną ochotę na to!!