Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Elizabeth i jej ogród - Elizabeth von Arnim

Są momenty w życiu, w których świetnie się odnajduje ta a nie inna książka. Którą akurat doskonale rozumiemy, przeżywamy i dzięki temu zapamiętujemy na długie lata. Właśnie jeden z takich momentów nadszedł, a ja znalazłam książkę, która już zawsze będzie mi się z nim kojarzyła. I na odwrót.

7 maja

Kocham mój ogród. Tutaj właśnie piszę w urocze późne popołudnie, odrywana co chwilę od pracy przez bzyczące komary i kuszona do podziwiania przepychu młodej zieleni, którą pół godziny wcześniej zmoczyła zimna ulewa. W pobliżu mnie dwie sowy prowadzą ze sobą długą rozmowę, którą delektuję się tak samo jak śpiewem słowika.

Kiedy kilka miesięcy temu przeczytałam Zaczarowany kwiecień wyruszyłam na poszukiwania innych tytułów Elizabeth von Arnim. Susza. Gdzieś przeczytałam o Ogrodzie. Jakże żałowałam, że ta książka jest u nas niedostępna. Na szczęście to już przeszłość. Nie ma to jak wziąć sprawy w swoje ręce. Dwie panie: Elżbieta Bruska i Berenika Marta Lemańczyk przetłumaczyły książkę i zainteresowały nią wydawnictwo. A może było na odwrót. Nie wiem. W każdym razie książka jest. Ku mojej wiosennej radości. Bo to książka dobra na wiosnę i na zmiany w życiu. To w dużej mierze powieść z wątkami autobiograficznymi. Autorka kamufluje jak tylko może rzeczywistość i pisze o Gniewnym (mąż), Dzieciach – Kwietniowym, Majowym i Czerwcowym (dzieci własne). I ogród – pierwszoplanowy bohater - jest jak najbardziej prawdziwy - w pruskich Rzędzinach w okolicach Szczecina. To właśnie to miejsce po kilku latach męczącego i jednostajnego małżeństwa z byłym oficerem pruskiej kawalerii odkrywa przez przypadek Elizabeth. I zostaje na długo. Wszyscy jej żałują, że się na tej wsi zmarnuje, że uroda przemija, że nudno jak flaki z olejem, że mąż niedobry – i inne podobne dyrdymały. A Elizabeth jest przeszczęśliwa i o tym szczęściu pisze.  Czasem przyjmuje gości (fajnie, gdy już sobie odjeżdżają), walczy z konwenansami (przecież tyle rzeczy nie wypada robić uczciwej niemieckiej kobiecie), dyskutuje o miejscu kobiety w ówczesnym świecie. Jednak przede wszystkim żyje ogrodem. Angielka urodzona w Nowej Zelandii w 1866 roku chce od życia czegoś więcej niż typowa niemiecka kobieta. W 1907 roku rozstaje się z mężem i  zaczyna sama decydować o swoim losie. Jako ciekawostkę dodam, że jednym z guwernerów jej dzieci w Rzędzinach (wówczas Nassenheide) był Edward M. Forster, autor Pokoju z widokiem.

Piękna książka, gdzie czas płynie powoli, gdzie człowiek nasłuchuje jak trawa rośnie i czuje jak róże pachną.

Świat, którego już nie ma, bo jak czytamy we wstępie, nic po okazałym dworze Arnimów nie pozostało.

Bardzo mi się podobała. W natłoku codziennych spraw, obowiązków będę wracała do niej nie raz. I będę patrzyła, jak będzie rozkwitał mój przyszły ogród, na który, również dzięki tej książce, już teraz, bardzo bardzo bardzo się cieszę.

I na koniec – zauroczyła mnie okładka. W pastelowych kolorach, w stylu vintage. Cudo.

Wydawnictwo MG

poniedziałek, 04 kwietnia 2011, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/04/05 10:17:22
Ja też marzę o własnym ogrodzie i podejrzewam, że przemyślenia von Arnim byłyby mi bardzo bliskie. Na pewno się skuszę na tę książkę, zwłaszcza że na nadchodzącą porę roku będzie idealna - do czytania gdzieś na łonie przyrody :)
-
2011/04/05 13:37:37
Cóż teren pod ogród mam może i kiedyś wyrośnie tam coś więcej więc ta ksiązka wydaje mi się w sam raz dla mnie ku mobilizacji i powoli nadchodzących wakacji
-
2013/04/03 11:50:24
ja też się dołączam do Waszych marzeń. A jak jest tak zimno, to jeszcze mocniej marzę o swoim zielonym ogrodzie :)