Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny - Janosch

Cholonka chciałam przeczytać od dawna. Natrafiłam na niego kiedyś w biografii Janoscha – tak, tak tego pana od Misia, Tygryska, Tygryskowej kaczki i całej dziwacznej ferajny. Bo Janosch popełnił bardzo dawno temu książkę dla dorosłych. Zresztą, jak się okazuje – nie jedyną. Cholonek znalazł się w każdym razie na liście książek pożądanych. W bibliotece – brak, na allegro cena wysoka, nawet bardzo. W końcu zmiłowano się i wydano na nowo – i jak czytamy we wstępie - w wersji nieocenzurowanej. W czasach komunizmu, kiedy to Cholonek po raz pierwszy ujrzał światło dzienne, usunięto w polskim wydaniu niewygodne fragmenty – z wiadomych względów. Bo Janosch w swojej książce ma gębę niewyparzoną i paple o Śląsku, co mu ślina na język przyniesie: i o tym jak Krasnoarmiejcy Śląsk wyzwalali i jak poczynali sobie ze śląskimi dziouchami też.

Adolf Cholonek to syn Michci i Stanika. Właśnie ma się urodzić. Pech, że to akurat końcówka lutego, w dodatku rok przestępny. A jak się urodzi 29? Wszak dziecko 29 lutego urodzone, po wsze czasy i na amen stracone. Cały ten Cholonek, zamieszanie w związku z jego  przyjściem na świat, to tylko pretekst, by opowiedzieć o Śląsku od kuchni, bez wielkich słów, z humorem, przaśnie, z przymrużeniem oka i czasem z ironią. 

A więc dziecko w drodze, a narrator w oczekiwaniu na zjawienie się chłopaka na świecie osprowio o Śląsku, rodzinie malucha, znajomych, zwłaszcza sąsiadach, rzeczywistości sprzed kilkudziesięciu lat. Raz po raz zaglądając do Michci, by zobaczyć, czy aby mały Cholonek nie raczył nas już zaszczycić swoją obecnością. Czasem mam wrażenie jakby jakiś poduszkowiec osiedlowy rozsiadł się wygodnie w oknie i zdawał relację dokładnie z tego, co widzi. O życiu w śląskim familioku, o wszystkich troskach i radościach zwykłych prostych ludzi. Narodzinach, pogrzebach, weselach, zakupach, świniobiciu, podglądaniu śląskich dziouch w toalecie. O tej swoistej symbiozie Polaków i Niemców, wzajemnych sympatiach i antypatiach. Janosch odbrązowił Śląsk, który mnie osobiście kojarzy się z filmami Kutza. Śląsk, który należy darzyć szacunkiem, ze względu na przeszłość, historię, kulturę. Dzięki Cholonkowi ten Śląsk wydał mi się jednocześnie taki jakiś bliższy i swojski. Książka – gawęda. Książka plotka, która się niesie że hej. Dzień powszedni na Śląsku w latach 30-tych i 40-tych ubiegłego wieku. Z pijanymi chłopami, wiecznie kwiączącymi babami, o tym co na talerzu, w sercu, polityce, kościele, gazecie, modzie, kurniku, kalendarzu, łóżku. Pełna mądrości i pseudomądrości ludowych – jak dzieci wychowywać, jak z chłopem poczynać, jak pluskwy wytępić, jak ptaki łapać. Bo i głupoty tu dużo, fałszu, nietolerancji. Nic to, trzeba pokornie przyznać, że – chyba i tacy jesteśmy – bo Janosch skądś musiał czerpać pomysły na swoich bohaterów. Gorzka prawda. Patrząc na życiorys najsłynniejszego Ślązaka zachodzę jednak w głowę, jak to się stało, że Janosch znalazł w sobie tyle wewnętrznej odwagi, by tam powrócić we wspomnieniach, w wymyślonych, a może i nie, opowieściach. Cholonka czyta się i co rusz wybuch rubasznym śmiechem. Nie sądzę jednak, by autor miał na celu jedynie rozbawienie nas.

Świetne tłumaczenie Leona Bielasa, ze wszystkimi zakrętasami i zawiłościami śląskiej mowy (słowniczek na końcu). Rysunki Ewy Sataleckiej do złudzenia przypominają mi makatki, które kiedyś wisiały u mojej babki w kuchni: Świeża woda zdrowia doda. Tyle że tutaj – cytaty bohaterów, nie zawsze mądre.

Polecam ciekawy wstęp autorstwa Jerzego Ilga. To szkic o perypetiach życiowych autora  i jego książki. Wstęp bądź posłowie to naprawdę cenna część każdej lektury. Gdy takowe odkrywam – zaczynam właśnie od nich. Może to błąd – może najpierw samemu przeczytać, a nie doszukiwać się drogowskazów opracowanych przez znawców. Ilg akurat w tej książce wiele spaw wyjaśnił i przekazał takie informacje, których nie znajdziemy w necie.  

 

Wydawnictwo Znak

 



wtorek, 20 grudnia 2011, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/12/21 23:24:50
Czyli warto?
-
2011/12/27 20:34:15
Polecam a jakże - książka ma i charakter i pazurki:) Naprawdę - warto!