Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Koniec hegemonii Ameryki - Fareed Zakaria

Nie ma dziś trudniejszego zadania dla politologów i znawców polityki zagranicznej, jak zdefiniowanie obrazu świata w perspektywie kolejnych pięciu, dziesięciu, dwudziestu lat. Obecna rzeczywistość wykazuje bowiem ponadprzeciętną zmienność i nieprzewidywalność. Przykładów mamy aż nadto. Arabska wiosna, upadek Mubaraka w Egipcie, kryzys waluty euro, co stawia pod znakiem zapytania w ogóle europejską integrację, realne zagrożenie bankructwem – z powodu zadłużenia  - Grecji, Włoch (czwarta europejska gospodarka), fiasko rewolucji informacyjnej i tzw. nowej gospodarki dot-com, chaos na rynkach finansowych i giełdach. W końcu fakt, że komunistyczne Chiny stały się największym wierzycielem świata. Istny koniec świata, przynajmniej tego dotychczas nam znanego.

Czy w obliczu takiego geopolitycznego i ekonomicznego „rozgardiaszu” można być wiarygodnym prorokiem? Jak grząski to grunt doświadczyło już wielu politologów, jak choćby Francis Fukuyama, który wylansował swego czasu tezę „końca historii”. Zupełnie inny scenariusz nakreśliło życie, a autor popadł w zapomnienie. Pamiętam też, jak wynoszony na piedestał był Alan Greespan – szef amerykańskiego banku centralnego, traktowany niczym wyrocznia, nazywany „carem światowych finansów”, który „dzieli i rządzi”. Potem oskarżany, że swą polityką doprowadził Stany Zjednoczone, a tym samym i świat do kryzysu, którego końca nie widać. W tym obszarze – ferowania przyszłości, najwyraźniej… łaska Pana na pstrym koniu jeździ.

Koniec hegemonii Ameryki na szczęście nie wydaje się być książką sezonową. Autor, Fared Zakaria, publicysta i dziennikarz Newsweek’a i stacji CNN, z pochodzenia – co nie jest bez znaczenia – Hindus, podejmuje próbę określenia roli Stanów Zjednoczonych, w całej złożoności nowego globalnego układu sił. Trzeba zwrócić uwagę, że książka została wydana w momencie, kiedy międzynarodowe turbulencje już odcisnęły swe piętno. Mógł więc autor konstatować, na przykład, coraz bardziej widoczny wzrost potęgi Chin, czy innych mocarstw in statu nascendi, przy jednocześnie słabnącej dominacji i podupadającym autorytecie Stanów Zjednoczonych. To po prostu widać gołym okiem. Książkę skutecznie „bronią” nie tylko racjonalne tezy, ale także przyjęta i zastosowana analiza, poparta wieloma odniesieniami historycznymi, sięgającymi aż XVI wieku czy czasów imperium brytyjskiego, faktami politycznymi, militarnymi i gospodarczymi. Można powiedzieć, że pod tym względem opracowanie jest kompletne.

Zakaria formułuje Ameryko-centryczne, pozytywne przesłanie, że koniec hegemonii w tradycyjnym słowa znaczeniu – przykład dawnego imperium brytyjskiego, czy samych Stanów Zjednoczonych XX wieku, w niczym nie musi podważać pozycji USA jako największego mocarstwa, o niesłabnących wpływach. Przypomina w tym trochę Wolny świat, autorstwa Timoth’ego Gartona Asha. Warunek, który do tego przybliża, to umiejętność współpracy i dialogu z innymi państwami, organizacjami międzynarodowymi, poparte wiedzą i empatią, przywiązaniem do zasad ustalanych wspólnie, a nie jednostronnie. Szukając analogii, polityka Waszyngtonu ma być bliżej linii Bismarcka (dobre stosunki z mocarstwami) niż Busha juniora z najgorszymi praktykami:  zawieruchy irackiej, zapatrzonej w siebie administracji, lekceważenia sojuszników itp. Słusznie przywołane zostało trafne określenie Samuela Huntingtona o „jedno-wielobiegunowości”. Zatem, choć Stany Zjednoczone pod wieloma względami pozostają najpotężniejszym z krajów, mają już do czynienia z innymi liczącymi się siłami, które ponadto wykazują zdecydowanie większą aktywność i pewność siebie niż przedtem. Trudno nad tym przejść do porządku dziennego, konkluduje Zakaria. Czy ten wniosek znajdzie podatny grunt w Białym Domu; z pewnością prezydent Obama jest, co do takiego kierunku, bardziej predestynowany niż jego poprzednik.

Ameryka musi nauczyć się koegzystować z innymi, w tym przede wszystkim z Chinami, które śmiało wkraczają na scenę, jako mocarstwo, i to z coraz większymi ambicjami i aspiracjami. Przez ostatnie stulecia najbogatsze kraje były zarazem krajami o niewielkiej liczbie ludności. Teraz się to zmienia, pomimo, że obywatel Chin czy Indii pozostaje wciąż relatywnie biedny, w ostatecznym rozrachunku zagregowana wielkość wynikająca z ogromnej populacji decyduje, że ich gospodarki należą do największych i decydują tym samym o kondycji gospodarki globalnej. W ślad za rosnącym znaczeniem gospodarczym formułowane będą coraz dalej idące cele polityczne.

Chiny dziś zmieniają swój pogląd na własne interesy, młodsza generacja polityków wydaje się być oswojona z faktem własnej potęgi i może oczekiwać adekwatnych wpływów. Czy jest kwestią czasu, kiedy porzucą dotychczasową ostrożność kopciuszka w stosunkach zewnętrznych? Z drugiej strony, Chiny zdają sobie sprawę jak niekorzystny jest dla nich układ sił pod względem militarnym. Dlatego nie zamierzają iść w ślady Związku Radzieckiego , który usiłował dotrzymać kroku Stanom Zjednoczonym w wyścigu zbrojeń. Pekin nie wykazuje poza zarysowującą się ekspansją ekonomiczną, jakiś konfrontacyjnych ambicji. Nie zamyka się też na świat, jak to już bywało w historii tego kraju, a co na dłuższą metę zaowocowało upadkiem i poniżeniem przez inne mocarstwa. O tyle dzisiaj są wszyscy mądrzejsi. Jest zatem płaszczyzna do konstruktywnego dialogu i wspierania międzynarodowej stabilności.

A co o nas, Europejczykach, jaka nasza rola? Dziwnie skąpo jest na temat Unii Europejskiej w ogóle, nie mówiąc już o poszczególnych państwach Starego Kontynentu. Czyżby zmierzch Europy? Oby w tej mierze zawiodła intuicja Zakari.

Jednego możemy być pewni. Jeśli idzie o geopolitykę, czekają nas arcyciekawe czasy. Skoro niosą ze sobą wiele niewiadomych, warto w nie wkroczyć z wiedzą zaczerpniętą właśnie z tej książki. Świetne wprowadzenie i posłowie Andrzeja Kostarczyka. W tekście kilka literówek, czcionka niczym z maszynopisu, ale na szczęście nie wpływa to na jej wartość poznawczą.

 

Recenzję napisał mój mąż Michał:)

Wydawnictwo Nadir

piątek, 30 grudnia 2011, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: