Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Orzeł biały, czerwona gwiazda - Norman Davies


Książki Normana Daviesa, które w ostatnich dwóch dekadach skutecznie „okupują” eksponowane witryny i półki polskich księgarń, specjalnych rekomendacji nie potrzebują. Jednak wydana niedawno monografia wojny polsko-bolszewickiej, to coś innego, coś szczególnego.

Po pierwsze, książka trafia do polskiego czytelnika cztery dekady po jej debiucie. Ukazując się po raz pierwszy w języku angielskim musiała wywołać niezłą konsternację ówczesnych zachodnich środowisk intelektualnych czy akademickich, które generalnie  – nie ma co ukrywać – Związek Sowiecki postrzegały dość przychylnie. Dla niektórych mogła być swego rodzaju szokiem, bo okazało się, że wojna powstałego na gruzach zaborców młodego państwa polskiego z rewolucyjną Rosją bolszewicką miała swój europejski czy nawet cywilizacyjny wymiar. Jej kulminacyjny punkt – czyli Bitwę Warszawską streścił obrazowo naoczny świadek wydarzeń lord D’Abernon  nazywając ją „osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata”.

Po drugie, książka była kamieniem milowym w naukowe karierze samego autora, który wraz z nią dopiero wkroczył do grona poważnych i zauważonych historyków. Jeszcze bez doktoratu, ani nawet pewnego miejsca na uczelni, Davies dał się poznać jako znawca i pasjonat Europy Środkowo-Wschodniej.  Wykazywał w tym względzie niemałe zawzięcie, przejawiające się choćby znajomością – trudnego dla przeciętnego obcokrajowca – języka polskiego, późniejszymi studiami i doktoratem na Uniwersytecie Jagiellońskim, czy małżeństwem z Polką.  

Dzisiaj Orzeł Biały musi być konfrontowany w nowym kontekście, mierząc się z opinią mieszkańców kraju, którego burzliwe losy podejmuje. A nie jest to łatwe. Jako społeczeństwo chłoniemy jak gąbka wydarzenia i postacie z międzywojnia. Odwołujemy się do spuścizny tego okresu, czegoś co choć minęło, formowało następnie pokolenia, stanowiąc niedościgniony wzorzec nowoczesnego państwa. Zresztą wystarczy popatrzeć na obchodzone w listopadzie każdego roku Święto Niepodległości, z jakim pokładem emocji i narodowej dumy się wiąże.  Dlatego dopiero teraz możemy mówić o prawdziwym debiucie książki. Wystawiona jest na  nasz osąd, tym ostrzejszy, że dotyka naszej narodowej świętości. Bo jak inaczej interpretować gloryfikowaną II Rzeczpospolitą, jak inaczej postrzegać postać Marszałka Józefa Piłsudskiego, słusznie umieszczonego w narodowym panteonie ostatnich wielkich wodzów. Wszystko okraszone żywą tradycją legionową i niepodległościową. Dowód: pietyzm, z jakim obchodzimy 15 sierpnia jako rocznicę Cudu nad Wisłą, mistycznie wplecioną we Wniebowzięcie Maryi,  a także święto Wojska Polskiego. Czyż Davies początku lat 70., czyli historyk - żółtodziób, mógł przeczuwać, że przyjdzie mu się po tylu latach, już jako historykowi – legendzie, poddać się ocenie czytelnika w Polsce, dla którego koleje wojny z bolszewikami mają szczególny wymiar.

Orzeł Biały przedstawia całą złożoność wojny lat 1919 i 1920. Oczywiście punktem kulminacyjnym jest Bitwa Warszawska, ale wartością samą w sobie jest przedstawienie wszystkich okoliczności, które ją poprzedziły. Mamy przy tym analizę wszelkiej maści: polityczną, dyplomatyczną, wojskową i społeczną. Krok po kroku, strona po stronie odkrywamy, a w części, odkłamujemy fakty. Jak choćby ten o wyprawie kijowskiej, którą można by poczytywać za kosztowną megalomanię, która żadnych korzyści nie przyniosła. W istocie był to atak uprzedzający. Armia Czerwona uwikłana w tym czasie w wojnę domową z Denikinem, łatwo oddawała pole, ale dla Piłsudskiego było oczywiste, że w ciągu kilku tygodni byłaby w stanie zmobilizować siły o miażdżącej przewadze. 6 maja wojska polskie wkroczyły do Kijowa maszerując wcześniej w praktyce w próżni, dość obojętnie przyjęci przez mieszkańców, którzy nie „zwracali większej uwagi na piętnastą zmianę władzy w ciągu trzech lat”.  Ważnym elementem wyprawy kijowskiej było narodzenie się polskich sił powietrznych. Po raz pierwszy w tej wojnie samoloty odegrały ważną i samodzielną rolę, były oczami armii, budziły grozę i zaskoczenie wśród czerwonoarmiejców. Miało to później zaprocentować.

Autor sporo miejsca poświęca wojskom Budionnego, słynnej Konarmii, która charakteryzowała się niesamowitą mobilnością, szybkością i zwinnością manewru. Jej pojawienie się wzbudzało przerażenie i grozę – i jak oceniają znawcy przedmiotu ta formacja była najbardziej udanym wynalazkiem wojny domowej. Doświadczyli tego Polacy: Garnizon w Żytomierzu zaskoczony i wycięty w pień, w Berdyczowie spalono doszczętnie szpital z 600 rannymi polskimi żołnierzami. „Wszystkich Polaków na zachód od Dniepru ogarnęło śmiertelne przerażenie”.

Po trudnej dla obu stron zimie 1919/1920 wiosną rozpoczął się pochód Armii Czerwonej, której celem było zainstalowanie bolszewizmu w ogarniętej fermentem rewolucyjnym Europie Zachodniej. Polska była tylko etapem. Zgodnie ze słynnym rozkazem  Tuchaczewskiego: „…Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze…”. Ciekawie Davies odkrywa różnicę zdań i poglądów między samymi przywódcami bolszewickimi co do charakteru wojny i ostatecznej formy ustrojowej podbijanych państw. Dzierżyński, Cziczerin czy Karol Radek reprezentowali frakcję, która ostrożnie podchodziła do wojny. Zresztą ten ostatni głośno – ku irytacji Lenina – wyrażał pogląd, że polscy chłopi nie powitają Armii Czerwonej z otwartymi ramionami. Z kolei doświadczenie Stalina jako komisarza  do spraw narodowości podpowiadały mu, że nie da się traktować historycznych narodów jak Polska tak samo jak Ukraińców i włączyć ich do federacji, ale raczej szerszej wspólnoty państw sowieckich. Do wojny parł Trocki i Lenin, i na tym w końcu stanęło.

To co z pewnością przemawia do wyobraźni to ukazany ogromny wysiłek militarny młodego państwa polskiego. Dopiero co złączone na bazie trzech zaborów, z odrębnymi systemami gospodarczymi i tradycjami prawno-istytucjonalnymi, różnymi regulaminami wojskowymi, uzbrojeniem, narosłymi między wojskowymi animozjami, stanęło w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Do tego dochodziły walki na Śląsku oraz w Wielkopolsce. Wydatki na wojsko w tym okresie stanowiły 49% dochodu narodowego. We wrześniu 1919 roku pod bronią było już 540 tys. ludzi, w dużym stopniu – jeśli idzie o wyposażenie i uzbrojenie – w dość opłakanym stanie. Jak szacowano, brakowało 1,2 mln kompletów umundurowania i blisko 400 tys. kompletów ekwipunku. Francuska pomoc wojskowa w gruncie rzeczy – jak wyliczył Davies – nie starczyłaby na pokrycie jednodniowych kosztów utrzymania armii francuskiej podczas wojny światowej.  W sierpniu – kulminacyjnym momencie - wojsko polskie liczyło ponad 730 tys. żołnierzy.

I w końcu akt decydujący - w połowie sierpnia, na przedpolach Warszawy. Polacy mieli niewątpliwe atuty: bronili swojej ziemi, świadomi, że kolejnej szansy nie będzie, w dodatku wybitni dowódcy: Piłsudski, Rozwadowski jako szef sztabu, Sosnkowski jako mister spraw wojskowych, czy Władysław Sikorski. Ale zasadniczy atut to projekt kontrofensywy i podjęta tylko i wyłącznie przez Piłsudskiego decyzja o przegrupowaniu całego wojska w ciągu jednego tygodnia. Ryzyko ogromne. To była operacja o niewyobrażalnej skali, wojska znużone i wyczerpane kilkotygodniowym odwrotem miały przejść w wzdłuż przedpola i w poprzek linii komunikacyjnych 150-300 km. Ofensywa Tuchaczewskiego znad Bugu pozostawiła ponad 300 km odkrytej flanki, zachęcając tym samym do kontrataku, który faktycznie nastąpił. Tak zrodził się Cud nad Wisłą.



Epilog wojny: 31 sierpnia doszło do ostatniej bitwy kawaleryjskiej w historii Europy, z jednej strony znienawidzona Konarmia, z drugiej polska dywizja kawalerii pułkownika Juliusza Rómmla, zwycięska dywizja.

(Recenzję napisał mój mąż Michał)

 

Wydawnictwo Znak

 

 



wtorek, 27 grudnia 2011, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/12/28 08:35:57
"Po pierwsze, książka trafia do polskiego czytelnika cztery dekady po jej debiucie" - to trzecie wydanie, pierwsze było w 1997 r., a więc "tylko" 25 lat po debiucie. Swoją drogą fantastyczna książka. Czytałam ją jako lektur na studiach i nie mogłam się oderwać, wciąga jak najlepsza powieść.
-
2011/12/28 19:14:12
w kwestii drugiego wydania przyznam poległem (dziękuję za sprostowanie), tezy jednak pozostawiam w mocy. Generalnie książka broni się sama znakomicie i to jest najważniejsze.
pozdrawiam
michał