Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Kądziel - Maria Rodziewiczówna

W liceum (dawno dawno temu) przeczytałam kilka powieści Rodziewiczówny: Wrzos, Między ustami a brzegiem pucharu, Czahary. Stało się to za sprawą klasowej koleżanki, która pożerała jej powieści, zachwycała, ciągle szukała czegoś nowego, jeździła do antykwariatów do Poznania. Potem na długie lata … cisza. Aż do teraz. Sięgnęłam po Kądziel (1899) m.in. ze względu na wątki autobiograficzne. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem i nie mówię „nie” Rodziewiczównie – jak tylko się nadarzy kolejna sposobność. Na okładce – czytam Polska Jane Austin. Na pewno to chwyt medialny – ale choćby taka Kądziel to ciekawy obraz społeczeństwa polskiego XIX wieku – przede wszystkim kobiet, które same borykają się z przeciwnościami losów. I to widziany oczami kobiety. Na tamte czasu musiał to być ewenement. Pamiętam mojego polonistę ze szkoły średniej, bardzo wybrednego, wymagającego – głównie od literatów:)) Jak wspominał Rodziewiczównę. Pisząca kobieta w tamtych czasach. W takich czasach. I to jak pisząca. Gdyby była mężczyzną odniosłaby jeszcze wielki sukces. Dla wielu - zawsze była tylko tą Rodziewiczówną, która i tak miała wielkie rzesze wiernych czytelniczek. Zaczęła pisać w czasach, kiedy kobiety coraz śmielej sięgały po książkach. A pamiętacie książkę Stefana Bollmana: Kobiety, które czytają są niebezpieczne. Czytające kobiety w malarstwie i fotografii. Napisał w niej tak:

Wiele stuleci musiało minąć, by kobiety mogły czytać to, co chciały. Kiedyś niewiasty mogły tylko haftować, modlić się, opiekować się dziećmi i gotować. W momencie, w którym zdały sobie sprawę z tego, że czytanie daje im możliwość wyjścia poza domową ciasnotę w świat myśli, fantazji i wiedzy - zaczęły one stanowić zagrożenie. Kobiety poprzez lekturę mogły przyswajać sobie wiedzę i doświadczenia, które do tej pory nie były przeznaczone dla nich.  

Wiek XIX i XX opisał jako wiek czytelniczego rozpasania wśród kobiet. A to przecież lata twórczości Rodziewiczówny. Kobiety mogły z jej powieści na pewno czerpać siłę. Tak jak w przypadku Kądzieli. To powieść bardzo odważna. Taida – wdowa, wychowuje samotnie dwójkę chłopców, trzyma służbę w garści, pilnuje wydatków, wszystko pod kontrolą. Nie folguje żadnym zachciankom, nie stroi nikogo z domowników, a już tym bardziej siebie, rozsądnie pobożna, niechętna gościom różnorakim, robi wszystko, by utrzymać majątek w swoich rękach. Życie jej nie rozpieszcza. Codziennie wieczorem pani Taida siada do stołu i robi notatki w księdze. Kiedyś będzie ona drogowskazem dla domowników – jak żyć, co robić, by cieszyć się dniem, jak być szczęśliwym. Kądziel przesiąknięta jest etosem pracy. Główna bohaterka krząta się po całym domostwie, wszędzie jej pełno, dogląda zwierząt, prac w polu. Co ciekawe, w swoim zachowaniu czasem bardziej przypomina mężczyznę. Nie waha się użyć rózgi, by nauczyć synów rozumu. W powieści Rodziewiczówna dokonuje rozrachunku z coraz popularniejszym w Europie ruchem emancypantek – twierdzi, że najlepszy jest złoty środek, pracę można pogodzić z rodziną. Nie powinno się i nie warto rezygnować ani z jednego ani z drugiego. Jak to zwykle w książkach Rodziewiczówny bywa, silne są wątki patriotyczne. Brak tutaj bujania w obłokach, tkliwej i głupiej miłości. Jej bohaterki, bardzo wyraziste, twardo stąpają po ziemi, wiedzą czego chcą, same chcą o sobie decydować.

Z ciekawości zajrzałam na stronę Wikipedii, by poczytać o autorce. I w pewnym momencie spojrzałam na hasło, czy aby trafiłam w odpowiednie miejsce. Rodziewiczówna z fotografii faktycznie bardziej przypomina mężczyznę – fryzura na jeża, męskie ubranie. Internet huczy od plotek i ciekawostek – wniosek i z lektury i różnorakich wpisów taki, że przydałaby się porządna biografia pisarki, która z pewnością wyjaśniłaby wiele kwestii. A wracając do Kądzieli – jeśli ktoś lubuje się w trochę staroświeckich powieściach – zachęcam do lektury.

 

Wydawnictwo MG



czwartek, 28 czerwca 2012, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/06/29 12:01:57
Ale mi narobiłaś ochoty! Wstyd się przyznać, ale jeszcze nigdy nie sięgnęłam po twórczość Rodziewiczówny.
Jak tylko moja biblioteka obudzi się po wakacyjno-remontowej przerwie (co to za pomysł w ogóle, żeby zamknąć bibliotekę na dwa miesiące !?!?!?!) to z pewnością wypożyczę którąś powieść tej autorki. Dzięki za recenzję!
-
2012/07/02 07:32:14
Pomysł z biblioteką - faktycznie fatalny. Kiedy czytać, jak właśnie nie we wakacje:( A do Rodziewiczówny też na pewno jeszcze powrócę:)