Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Klangor i fanfary. Opowieści z Mazowsza - Lechosław Herz

Klangor i fanfary. Założę się, że niewielu wie, cóż to takiego. Poniekąd dobry zabieg marketingowy, bo właśnie dzięki osobliwemu tytułowi zwróciłam uwagę na tę książkę. Nie lubię nie wiedzieć, ale absolutnie nie zamierzam wyjaśniać, cóż to takiego. Sami się przekonajcie sięgając po lekturę, której klimat poznałam kilka miesięcy czytając już Wardęgę (kolejny tytuł zagadka?). Do Wardęgi lubię zresztą też „zachodzić”, wpadając na chwilę do domowej biblioteki. Otwierasz byle gdzie i jesteś w zupełnie innym świecie. Podobnie tutaj. Zawsze fascynował i męczył mnie zarazem fenomen zwiedzania stadnego – tłumy turystów w kolejce do Damy z łasiczką, na Wawel, do Luwru, na krzywą wieżę w Pizie, czy żelazną żyrafę, jak niektórzy określają najsłynniejszą paryską wieżę. Uciekam, gdzie pieprz rośnie (i na wszelki wypadek dowiaduję się, jak się rzecz ma z Malborkiem, bo dzieci od dawna spokoju nie dają, mnie samą interesuje ta historia i może ktoś podpowie kiedy tam najspokojniej). Bo po co pchać się, gdy całkiem niedaleko na uboczu jest tyle zachwycających rzeczy, które pomijane są w światowych przewodnikach. Lechosław Herz zabiera nas w miejsca … ciche, spokojne, na uboczu, gdzieś na koniec świata. Gdzie czasem droga asfaltowa się kończy i żeby wydostać się z tego miejsca trzeba najzwyczajniej w świecie zawrócić. W miejsca, gdzie płoty z łyka, życie leniwie się wlecze, a ogródki nie przypominają tych nowoczesnych – otujonych a’la warownia obronna przed okiem sąsiada – ale pełne ziół, drzew owocowych z oliwką inflancką, kwiatów jak z ogródka Zosi z Pana Tadeusza, może nawet czasem z glinianym dzbanem na płocie. Dla mnie to książka osobliwa, bo ożywają wspomnienia, niektóre miejsca miałam okazję zobaczyć osobiście, w końcu przez kilka lat mieszkałam o rzut kamienia od Puszczy Kampinoskiej, godzinami spacerowałam po lesie z moim małym Tomkiem. Byłam też w Kamieńczyku z moją klasą z warszawskiego liceum, razem zwiedzaliśmy pałac w Jabłonnie, a z działki dobrego kolegi mojego męża z czasów studiów mieliśmy wspaniały widok na ruiny zamku w Czersku. W moim przypadku nie da się oddzielić czytania od sentymentów i wkładam dużo serca w tę lekturę, żałując jednocześnie, że przed laty nie zwiedzałam Mazowsza, które na kilka lat stało się moim domem, właśnie z Wardęgą albą tą książką. Każdy ma swój własny styl poznawania różnych miejsc. Autor zwraca uwagę na to, obok czego przeciętny turysta przejechałby obojętnie. Ot jakaś tam kapliczka przyrożna, krzyż, kamień, drewniana chata, a rzeka jak to rzeka. A co dopiero jakieś tam kwiecie na rowie albo w lesie. W swoich opowieściach opowiada fascynujące historie o ludziach, dawnych czasach, władcach i możnych panach, rycerzach i chłopach. Nie stroni od ciekawostek i plotek. Pojawiają się tu znani artyści, ludzie sztuki, mnóstwo odniesień do literatury. Ale najwięcej miejsca poświęca przyrodzie. Po tej książce nawet na kasztanowce patrzę już inaczej.  Czytając tę książkę nie sposób nie zadać sobie pytania – kto tak dzisiaj jeszcze pisze o świątkach, lipach, sosnach, komu na tym zależy. Godny pozazdroszczenia warsztat pisarski, zmysł obserwacji, umiejętność pochylenia się nad rzeczami maluczkim. Nastrojowość przeplata się tu z konkretnymi i cennymi informacjami. Nie brak wzruszeń i uśmiechania się pod nosem.

Dla miłośników Adama Wajraka taka informacja – ponoć on sam twierdzi, że bez Lechosława Herza nie byłby tym samym Adamem Wajrakiem. Nazywa go „Wujkiem”, który ponoć zaważył na jego wyborach życiowych.

Bardzo wartościowa książka – po cichu podpytuję, czy ktoś poleciłby coś w podobnym klimacie o …. mojej Wielkopolsce.

 

Wydawnictwo Iskry



poniedziałek, 18 czerwca 2012, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: