Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Lampy naftowe. Ocalić od zapomnienia - Teresa Jabłońska

Muza upamiętniła rok Ignacego Łukasiewicza – twórcę lampy naftowej, ciekawą publikacją na temat jego wynalazku. Wynalazku, który zmienił w decydujący sposób życie ludzi drugiej połowy XIX wieku. Jakże trudno nam to zrozumieć w dzisiejszych czasach. Przecież wystarczy tylko nadusić kontakt. A jak rwiemy sobie włosy z głowy, gdy przez chwilę jesteśmy pozbawieni światła elektrycznego. Mruczymy niezadowoleni pod nosem, może nawet złorzeczymy. Bo jak tu żyć bez światła. Świece – i owszem, od czasu do czasu przy romantycznej kolacji, ale tak na co dzień? Nieeee, na dłuższą metę tak się nie da. Jak tu czytać, sprzątać, pisać przy świetle świec, ba – świetle lampy naftowej? A jednak – tak kiedyś było. Moja mama przypomina sobie lata dzieciństwa przy lampie naftowej. Pamięta, jak czytała pierwsze czytanki właśnie w jej blasku. Książka w ciekawy sposób uświadamia wagę wynalazku Polaka. Autorka analizuje najdawniejsze sposoby oświetlenia – oczywiście pierwsze źródło światła – Słońce, ogień, lampki oliwne, świece. Dalej różne rodzaje świeczników: m.in. koptyjskie, bizantyjskie, flandryjskie o wdzięcznej nazwie pająki, żyrandole. Opisuje, jak kiedyś oświetlano dwory. Można sobie jedynie wyobrazić, że było to nie lada wyzwanie. Dwory i pałace były raczej ciemne – oszczędzano na świetle. Rozjaśniały tylko w czasie wizyt ważniejszych osobistości, przyjęć i balów. Jak tylko rozjechali się goście, natychmiast wszystko wygaszano, chowano, owijano specjalnym płótnem, by uchronić przed kurzem. Osobny dział poświęcono lampie olejnej, która przez wieki przyświecała ludziom, a nowatorskie pomysły zaproponował w tej dziedzinie sam wielki Leonardo da Vinci. Wreszcie lampa naftowa i jej twórca – Ignacy Łukaszewicz, który pracował w latach 1848-1853 w lwowskiej aptece „Pod Złota Gwiazdą”. Przez lata rozpracowywał ropę naftową, która uchodziła za szkodliwą i niebezpieczną. W końcu udało się. Umownie przyjmuje się, że pierwsza lampa naftowa rozbłysła 31 lipca 1853 roku. Książka śledzi losy bardzo aktywnego racjonalizatora, który nigdy nie poddawał się w swoich doświadczeniach. Ponad połowa książki to opis najróżniejszych i najwymyślniejszych lamp naftowych. Ta pierwsza była bardzo prosta i tania, najczęściej wykonywana za grosze przez miejscowego … blacharza. Mogli na nią pozwolić sobie biedni chłopi galicyjscy. Ale lampa trafiła przecież na salony, do dworów, zamków, kościołów, pałaców. Nie mogły to być tylko i wyłącznie: zbiornik na naftę z grubej blachy i prosty rurkowy palnik pełniący funkcję kominka. Zaczęły powstawać dzieła sztuki, dopasowane oczywiście do danej epoki. Wersje dekorowane, z wyszukanych materiałów, z podstawami w kształcie kariatydy. Wszystko w zależności od gustu i zasobności kupującego. Najbardziej zadziwia fakt, że Łukaszewicz nigdy nie opatentował swego wynalazku. Więcej energii na pewno poświęcał chemicznemu oczyszczaniu ropy naftowej,  co zostało odnotowane w Austriackim Urzędzie Patentowym. Ostatni rozdział książki traktuje o świetle w sztuce i literaturze. Na końcu bibliografia. Książka bogato ilustrowana, przejrzysta, ze słownikiem na brzegach kartek.

 

Wydawnictwo Muza

 



wtorek, 10 lipca 2012, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/07/11 10:08:09
Teraz aptekarz zamiast w wolnych chwilach kombinować z naftą, ględziłby na Facebooku;-)
-
2012/07/14 18:42:25
Zapraszam do moich recenzji książek na stronę
dodeski.pl
-
2012/07/16 16:59:00
Ta seria jest znakomita.
-
2012/07/17 12:15:06
Zgadzam się - jestem chyba nawet uzależniona od tej serii:)
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2014/10/31 12:21:13
Witam
Mamy lampy naftowe na sprzedaż. Nowe, ręcznie wyrabiane.
Zapraszamy do odwiedzenia naszej pracowni www.stylmark.pl
Pozdrawiamy serdecznie