Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Małżeństwo po szwedzku - Krystyna Ylva - Johansson



Czytam w opisie okładkowym – poruszająca opowieść.... itd. Mnie ta książka po prostu frustrowała – od samego początku. A skończyłam ją tylko dlatego, by zobaczyć jak ludzie sami na własną prośbę mogą skomplikować sobie życie, a potem mieć pretensje do świata. 50 letnia Krystyna wyjeżdża w latach osiemdziesiątych do Szwecji – ma poślubić pewnego Szweda 62 – letniego człowieka, którego nigdy w życiu nie widziała – zna go tylko przez tak zwane ogłoszenie z gazety. Kontakt między nimi był mały i tylko listowny (ona nie zna szwedzkiego, on - angielskiego), i mimo że w tamtych czasach były już aparaty fotograficzne kobieta nie dysponuje zdjęciem przyszłego małżonka. Leci samolotem, a widząc wszędzie eleganckich i wysportowanych Szwedów nakręca się jeszcze – jaki będzie ten jej Elof. Marzenia podsyca jeszcze piosenka na lotnisku Power of love (jak w filmach klasy c). Przeżywa ogromne rozczarowanie, kiedy przyjeżdża po nią skwaszony staruch w kremplinowych spodniach na kant, w wyświechtanej marynarce, z pożółkłymi obwódkami wokół paznokci, a pod lotniskiem stoi jakiś wrak samochodowy. Zastanawiałam się jak kobieta z wyższym wykształceniem, starszy specjalista Ministerstwa Kultury i Sztuki, dała się wkręcić w tę historię. Czego można było oczekiwać po niewykształconym szwedzkim rolniku na zapyziałej szwedzkiej wsi? Połowa książki to płacz, jaki ten Elof jest skąpy, jak chce z niej zrobić maszynkę do zarabiania pieniędzy. Elof liczył, że jak poślubi biedną Polkę, to dostanie za nią pieniądze z socjalu. Małżonek został obsmarowany, ale czy Krystyna była do końca szczera? Bo co popycha człowieka do takiego kroku - zresztą nie mnie oceniać. Wiele w tej książce mnie denerwowało – jak można podpisywać na ślepo, bez znajomości języka, wszystkie dokumenty które podtykano pod nos. Nie było wtedy tłumaczy? Dla mnie to wyciąganie swoich prywatnych spraw na światło dzienne, nie zawsze w korzystnym świetle dla autorki. W dodatku bohaterka ewidentnie nie lubi Szwecji i Szwedów. Kobiety to damskie wydanie Wikingów z olbrzymimi stopami wciśniętymi w delikatne sandałki. Nic jej się tu nie podoba – architektura, kuchnia. Po co więc wyjechała?

Zastanawiam się po co ta książka.

Wydawnictwo Videograf II





niedziela, 30 grudnia 2012, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/30 10:42:32
Gdy ukazała się ta książka, to pani udzieliła szeregu wywiadów dla porannych programów telewizyjnych. Nie wzbudziła mego zaufania i po latach. To po prostu był taki typ człowieka, który miał ograniczoną wiedzę o świecie, życiu, a do tego chęć spełnienia marzenia Kopciuszka. Tacy ludzie są i teraz, a wykształcenie wcale nie wspiera wyborów.
-
2013/01/03 20:56:13
Jestem do teraz zniesmaczona. Pewnie inaczej bym ją przyjęła, gdyby nie była to literatura faktu. Nie wiedziałam, że była aż taka promocja tej książki:((