Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

To była bardzo dobra telewizja - Dariusz Michalski

Zdecydowanie wolę czytać o telewizji, aniżeli ją oglądać. Z różnych powodów:  brak czasu, całe mnóstwo hobby, praca, małe dzieci. Ale przyznaję, że dla dobrego programu, filmu znalazłaby się chwilka. Winę spycham zatem na drugą stronę. Jeżeli jest coś ciekawego, to zazwyczaj bardzo późno. A ciekawych propozycji – i tak jak na lekarstwo. Dla kogoś, kto codziennie wstaje po piątej, by zdążyć do pracy, to wyzwanie nie lada. Ale rozumiem zachwyt zjawiskiem telewizji. Bo to jest zjawisko. I zawsze było. Tak wynika z opowiadań rodziców czy starszych znajomych, a które pewnie powtarzają się niemal w każdym polskim domostwie. Że pojawienie się telewizji w jakimś domu, na ulicy oznaczało tłum bliższych i dalszych znajomych, zloty rodzinne – a wszystko przez magię ekranu. I zachwyt nad gwiazdami – co przejawiało się w najbardziej prostych formach przenoszenia gwiazdorzenia na swoje rodzime podwórko – jak choćby fakt, że niemal każdy pies w promieniu kilkunastu ulic w małej mieścinie wabił się … Szarik. A podczas spotkań rodzinnych od czasu do czasu padają stwierdzenia potwierdzające niejako tytuł książki. – Kiedyś to była dopiero telewizja. Nie to, co teraz. Reklamy, reklamy , w kółko reklamy. I byle jakie filmy i programy. I tu się zaczyna wyliczanka tych wspaniałości w kolorze czarno - białym sprzed lat. Nieważne, że obraz czasem niewyraźny, że trzeszczało, że antena nie zawsze odbierała prawidłowo.

Autor wykazał się przede wszystkim znawstwem tematu. To absolutnie nie osoba przypadkowa: zna telewizję od podszewki, ludzi – tych z pierwszego planu, jak i tych z zaplecza. Pasjonat, może nawet … pracoholik, który pracę przynosił do domu – żył nią, oddychał, spał.  Wie co kto powiedział i kiedy. Wysuwa swoje teorie, interpretuje cudze. Dywaguje – co by było gdyby. Pisze i cytuje odważnie – co może nie zawsze odbije się pozytywnym echem w środowisku. Książka, która na pewno nie jest łatwą książką – bo jak objąć całościowo te 60 lat telewizji w Polsce. Wybrać co najistotniejsze, najciekawsze. I to taki trochę kij w mrowisko. Michalski nie unika tematów kontrowersyjnych – ma swoją teorię na ich temat, co może nie zawsze spotkać się ze zgodą wszystkich zainteresowanych. Zapowiada się też tom drugi, którego zawartość podana została na samym końcu.


 

W części pierwszej omówione zostały początki telewizji, które – wiadomo łatwe nie były. To co wpłynęło na jej charakter, to przede wszystkim ludzie, którzy ją tworzyli. Autor skupia się na tych, których można było zobaczyć na szklanym ekranie, których wspomina wielu, zna charakterystyczny głos, powiedzonka. Ale również tych po drugiej stronie kamery, autorów scenariuszy, dekoracji. W końcu też łowców głów. Czytając o losach niektórych osobowości telewizyjnych, łatwo stwierdzić, że ich historie brzmią jak bajki o Kopciuszku. Jak choćby przypadek Edyty Wojtczak, której zdjęcie w gazecie zobaczyła Irena Dziedzic, po czym przez ogłoszenie szukała  ładnej buzi po całej Polsce. Autor opisuje znane i popularne programy, pokazuje jak zmieniały się w  ciągu lat, stara się wyjaśnić, dlaczego musiały zostać zdjęte z programu, bądź, dlaczego w dzisiejszych czasach nie miały by wręcz racji bytu. Ciekawe jest uzasadnienie choćby dla kultowej Kobry (teatr sensacji) i programów dla dzieci. Jeden z ciekawszych rozdziałów to ten poświęcony Kabaretowi Starszych Panów. Po jego lekturze pół nocy przesiedziałam na słuchaniu starych piosenek, szukaniu tekstów i dodatkowych informacji na temat duetu Przybora – Wasowski. Nie wierzę, że tę książkę można czytać bez sentymentów: bo przecież pamiętam i początki Teleexpressu, i Piątek z Pankracym, program 5 - 10 - 15, poniedziałkowy teatr. Przez książkę przewija się masa ludzi. Wystarczy spojrzeć w indeks osób. Oczywiście, że są ploteczki i ciekawostki. Prawdę mówiąc zdębiałam, gdy wyczytałam, że gospodyni kultowego Tele - Echa sama przygotowywała wywiady z zaproszonymi gośćmi, to znaczy - pisała i pytania i ... odpowiedzi. Goście musieli się tego TYLKO nauczyć na pamięć. Ponoć nie cierpiała, gdy ktoś z zaproszonych zaczynał tworzyć coś swojego.

 

W książce informacje na temat kulisów programów sportowych, dziecięcych, młodzieżowych i rozrywkowych, Dziennika i Wiadomości, Tele-Echa, Pegaza, teatru, Kabaretu Starszych Panów.

Taka telewizja to na pewno już przeszłość. Nie było w niej reklam, często programy leciały na żywo - nie myślano z początku o tym, by je zapisywać na taśmie. Stąd wiele dobrego z przeszłości - niestety - przepadło. Tamta telewizja to niesamowita gra aktorska - gdzie na oczach tysięcy widzów aktor musiał dać z siebie wszystko, bo nie było możliwości powtórki. To też czasy, kiedy za bardzo nie przejmowano się prawami autorskimi - dotyczyło to przede wszystkim słynnych kryminałów, na podstawie których przygotowywano słynny teatr sensacji.

Napisałam na wstępie, że nie jestem miłośniczką telewizji. Zdecydowanie wolę radio. Zwłaszcza Jedynkę. Z przyjemnością przeczytałabym podobną książkę właśnie o tej stacji, która często towarzyszy nam od rana do wieczora, samochodu nie wyłączając:)



Pankracy

sobota, 26 stycznia 2013, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/01/26 23:16:04
A wiesz, że ja też jedynkę lubię? Wszyscy Trójka i Trojka, a ja często słucham i jedynki, i dwójki.
Książkę sprawiłam sama sobie pod choinke, lubię takie wydawnictwa
-
2013/01/28 21:05:11
Widziałam u Ciebie na stosie podchoinkowym i nabrałam apetytu:) A co do radia - mogłabym długo opowiadać - lubię w nim wiadomości, hejnał, polską muzykę, Radio Dzieciom, teatr, reportaże. A przede wszystkim to - że nic nie jest podane gotowe na tacy - można sobie wszystko samemu wyobrazić;)