Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

W Paryżu dzieci nie grymaszą - Pamela Druckerman

Rzadko sięgam po poradniki typu jak wychować dziecko, ażeby ono (czyli dziecko) sprostało moim oczekiwaniom. Już dawno zauważyłam, że autorzy takich książek – tzw. eksperci - swoje – a dzieci swoje. Polegam na intuicji. Podskórnie czuję, co jest dobre dla moich dzieci – i czasem jest lepiej, czasem gorzej. Czasem z górki, a czasem pod. Ten kto ma dzieciarnię, pewnie zgodzi się ze mną, że wychowanie nie jest rzeczą łatwą. Ba – by nawet nie powiedzieć – jedną z najtrudniejszych. No chyba, że się machnie ręką – i jakoś samo się kręci. Ale zaciekawił mnie tytuł – że niby w Paryżu dzieci nie grymaszą. Jak to – przecież dzieci zawsze grymaszą:)))) Nawet przed lekturą podpytałam siostrę, która była przez kilka lat w Paryżu podglądała ludziska, paryżanki i ich dzieci mniejsze i większe – i faktycznie coś w tym jest. Ale jaka jest tego tajemnica, powiedzieć już nie umiała. Tę zagadkową sprawę postanowiła zbadać amerykańska dziennikarka, która pewnego dnia uświadomiła sobie, że dzieci w Paryżu są zupełnie inne niż te, które mają jej amerykańscy znajomi. Baaa- inne niż jej amerykańskie dziecko wychowywane właśnie w Paryżu. I zaczęła drążyć. Efektem tego jest ciekawa, w wielu miejscach autoironiczna, ocena stanu wychowania nad Sekwaną i za Oceanem. Bo różnic autorka doszukała się sporo. Zupełnie tak, jakby w kwestii podejścia do ciąży, porodu i wychowania pisała o mieszkańcach dwóch różnych planet. Nie jest to typowy poradnik – że trzeba postępować tak i tak. Autorka bierze pod lupę kilkanaście zastanawiających ją zagadnień, analizuje je, stara szukać się odpowiedzi wśród Francuzów, sięga do literatury (zwłaszcza do filozofa Rousseau – ale nie tylko – bibliografia jest naprawdę pokaźna), drąży temat uparcie, szuka różnic kulturowych – bo takowe są na pewno – i stara się je po ludzku wyjaśnić. Czy jej się udało? 

Na początku napisałam, że nie jest to typowy poradnik. Jednak gdy ktoś zechce, może zastosować w swojej ciężkiej pracy wychowawczej kilka sposobów na okiełznanie dziecka. Przy czym nie ukrywam – gros metod odnosi się do najmniejszych dzieci . Już od pierwszych chwil można nauczyć dziecko … cierpliwości. Francuzi intuicyjnie stosując tzw. pauzę. Uczą dzieci czekania. Potem nie ma się co dziwić, że przy stole paryskie maluchy cierpliwie czekają na kolejne dania (pełna kultura – bez ładowania paluchów do talerza), gdy tymczasem ich amerykańscy rówieśnicy w tym samym czasie roznoszą całą restaurację i rozrzucają jedzenie gdzie tylko się da. Dzieci francuskie nie grymaszą przy posiłkach, jedzą od najmłodszych lat warzywa i sery najróżniejszej maści bez marudzenia, nie pojadają między posiłkami, które są zawsze o stałych porach. Warto przyjrzeć się też francuskim rodzicom, którzy nie wkręcają swoich pociech w wyścig szczurów, nie boją się żłobków, nie zmuszają dzieci do wcześniejszego opanowania umiejętności czytania, pisania i liczenia. Raczej „otwierają oczy” na świat, doznania. Uśmiałam się przy opisie lekcji nauki pływania. Świetnie widać różnice kulturowe – czego oczekują rodzice amerykańscy, a czego francuscy od nauczyciela. Jest kilka informacji o tym, dlaczego Francuzki nie tyją i jak nauczyć dzieci tego, że wieczór jest dla rodziców, którzy mają prawo do swojej prywatności.

Tytuł książki to pytanie, na które na pewno znajdziecie odpowiedź w środku. Lekko napisana, z humorem, jest wnikliwą analizą metod wychowawczych nad Sekwaną. Nie nakazuje, ale podpowiada. Nie neguje, ale porównuje. Mnóstwo przykładów z życia, prób wprowadzania metod na własnym podwórku. Jakby nie było – lektura skłania do refleksji nad tym, jak my wychowujemy dzieci, jak byśmy się zachowali w danym momencie. Książka, która na pewno pozwoli potraktować rodzicielstwo trochę z przymrużeniem oka, pozwoli dojrzeć w nim jasne strony. Nie – nie obiecuje, że będzie łatwiej. Wręcz przeciwnie. Przygotowuje początkującego rodzica do tego, że wychowanie to żmudna i ciężka praca. Ale dająca też wiele satysfakcji. Rodzicielstwo – to też lepsze poznanie siebie, swoich reakcji i emocji. Jaki będzie tego efekt – z książki wynika, że pracuje się na niego latami – na relacje z dziećmi, z innymi członkami rodziny. I trzeba zacząć jak najwcześniej.

Wydawnictwo Literackie 



środa, 17 lipca 2013, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/07/18 08:55:38
Powstaje pytanie: czy dzieci nie mogą trochę pogrymasić? Wiadomo, że jeśli "robią sceny" w restauracji, czujemy wstyd i boimy się, że nasze umiejętności wychowawcze zostaną niepochlebnie ocenione... Ale od grymaszenia do histerii daleko. Czy my sami nie grymasimy, gdy coś nam nie smakuje?

Pozdrawiam!