Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny - Anna Maria Goławska/ Grzegorz Lindenberg

Nasze podróże i obcowanie z różnej maści przewodnikami pokazuje, że o dobry przewodnik w wersji papierowej jest naprawdę trudno. Niektórzy autorzy koncentrują się na tym, co na prawo i lewo, na dole i do góry, tekst jest suchy, niekiedy wręcz ascetyczny. Mnie takie coś nie odpowiada – lubię przewodniki takie jak ten. Nie, nie byłam w tym roku w Toskanii i Umbrii, ale wiem, że jeśli kiedyś obrałabym sobie je za cel podróży, to chętnie zwiedziłabym je z tą książką właśnie. Nie byłam, ale nabrałam wielkiego apetytu na te miejsca. Właśnie dzięki Przewodnikowi subiektywnemu. To dowód na to, że książka spełniła swoją rolę. Po książkowych opowieściach chciałoby się odwiedzić te wszystkie miejsca, zajrzeć do kątków i zakątków – czasami w ogóle nieznanych, omijanych przez tłumy turystów, którzy jak horda Hunów, walą w kierunku Florencji i Wenecji. Napisałam wcześniej opowieściach – bo ta książka jest jak opowieść, gawęda, której słucha się przy stole, przy lampce wina. I nieważne, że balkon Julii jest na lewo czy na prawo, ważny jest klimat tych opowieści, które pozwalają poczuć smaki i zapachy, zobaczyć przed oczyma krajobrazy, których przecież się nie widzi. Zaufałam autorom dzięki kilku informacjom: choćby tej, że sama Wenecja oprócz kilku ciekawych miejsc wcale nie jest warta zobaczenia. Że szczury tam są i śmierdzi, że miasto raczej opuszczone. A przecież wszędzie słyszy się coś zupełnie innego. Autorzy stawiają na miejsca, które trudno niekiedy znaleźć na mapie czy w przewodnikach. Raczej poleca się je na zasadzie: jedna pani drugiej pani. Jak tam będziecie, to pojedźcie tam i tam. Bo okazuje się, że wystarczy tylko zboczyć z głównej trasy parę kilometrów, by zobaczyć wspaniałe freski, kamienny most czy miejscowość, która sama w sobie jest cudem architektury i cieszy oko. Książkę bardzo dobrze się czyta. Anna Maria Goławska jest poetką – co wyczuwa się w tekście. Lekkie pióro, umiejętność snucia fascynujących historii – a gdy Autorzy czasem wplatają jakąś dygresję na temat nie związany z Toskanią czy Umbrią, robią to bardzo zgrabnie, po czym płynnie się z niej wyplątują i wracają do wcześniejszego tematu. Przy czym czytelnik wcale nie odbiera tego jako zgrzyt, ale ma wrażenie, że właśnie tak miało być. Ot tak jak w zwykłej rozmowie – coś się nam przypomniało, coś jest ważne i ciekawe. Dużo miejsca Autorzy poświęcili smakom kuchni włoskiej. Polecają gdzie można dobrze zjeść, gdzie panuje wręcz rodzinna atmosfera, a które miejsca najlepiej omijać.

Całość tekstu świetnie łączy się z dobrymi zdjęciami i ciekawymi ujęciami. Autorzy starają się zaciekawić szczegółami, rzeczami na pozór nieistotnymi. Każdy zna krzywą wieże w Pizie, czy plac św. Marka w Wenecji – z tej książki można nauczyć się, że czasem niewidoczny element, bardzo mały – może wywołać naprawdę duże wrażenie.

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka



piątek, 23 sierpnia 2013, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: niebieska, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/08/23 23:14:00
Pierwsze wydanie tej książki przeczytałam 7 lat temu i tak mnie porwała że niemal natychmiast wyruszyłam do Toskanii, zaczepiłam też o Umbrię. Zakochałam się tak w urodzie tych krain że bywam tam teraz co roku i wciąż za nimi niewypowiedzianie tęsknię. Zgadzam się że książka spełnia rolę bo budzi pragnienie i ciekawość. U mnie spełniła rolę zapalnika. Co do reszty to bym dyskutowała bo jak sama nazwa wskazuje to wrażenia subiektywne autorki. Moje są już zupełnie inne i tak zapewne będzie z każdym komu będzie dane smakować uroki tego cudownego kawałka włoskiej ziemi.
Pozdrawiam)