Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

W Japonii, czyli w domu - Rebecca Otowa

Tytuł wyjaśnia wszystko. Rebecca Otowa, która dokładnie w 1976r. na stałe przeniosła się na wyspy japońskie – tak właśnie się tam czuje. No, może czasem wyczuwa się jej tęsknotę za domem rodzinnym, który jest za Oceanem, jednak nie ma co ukrywać – to właśnie Japonia jest jej miejscem na ziemi. Zdecydowanie. I jeśli ktoś szuka jakichś szokujących nowinek, może się srodze zawieść. Niekiedy miałam wrażenie, że autorka traktuje tę książkę jako osobisty pamiętnik. Zresztą zadedykowała ją swoim dzieciom. Spisuje w niej swoje spostrzeżenia, refleksje, koncentruje się na domu, choć czasem traktuje temat szerzej. Jednocześnie nie mogłam nie ulec wrażeniu, że biją z tej książki jakieś ciepło, poczucie bezpieczeństwa. Tak jakby autorka zaraziła mnie przywiązaniem do tego nowego domu, egzotycznego, z dziwnie brzmiącymi przedmiotami i pomieszczeniami. I choć od czasu do czasu można doszukać się informacji na temat jej japońskiej rodziny, niewiele tu takich dygresji. Między wierszami można wyczytać o trudnych relacjach z teściową – jednak zaraz autorka schodzi na inny temat – nie drąży, nie rozwija. Jest taktowana, dyskretna – chce przekazać jak najwięcej informacji o tym kraju, ale bez huku i wystrzałów. Bardzo osobistego charakteru tej książce nadają szkice – nie zdjęcia, ale własnoręcznie wykonane ilustracje. To jakby kronika poznawania Japonii – oswajania jej – krok po kroku, powolutku, latami. Autorka na początku przecież wyznała, że z perspektywy czasu zdaje sobie sprawę, jak mało kiedyś wiedziała o tym kraju, jego ludziach i ich zwyczajach. A jej umiejętność przystosowania sprawiła, że w chwili obecnej jest może nawet bardziej japońska, aniżeli jej skośnookie rówieśniczki – w tej chwili podążające bardziej i odważniej za nowinkami Zachodu aniżeli miało to miejsce w latach 70-tych. Rebecca Otowa jest jak dawniejsze kobiety japońskie – dziś babcie – nie narzekające, nie podążające za modą. Czerpie z tej tradycji garściami – poprzez rozmowy ze staruszkami liczącymi 80 i więcej lat – przyjmującymi wszystko godnie i z wielkim optymizmem. Wpisane w rytm czterech pór roku, żywiołów ziemi – pogodzone z myślą, że przecież kiedyś się to wszystko kończy.  Cieszę się, że natrafiłam na tę książkę właśnie teraz – u progu jesieni i zimy. Dużo w niej fragmentów refleksyjnych – które inaczej każą spojrzeć na swoje własne podwórko. Na spowity mgłą ogród, na świat który dziwnie, ale jakże pięknie przycichł i przycupnął, jakby na uboczu, jesienią.

Autorka pisze o poszczególnych pomieszczeniach w domu, przybliża problemy japońskiej wsi (np. kanalizacji), łazienki – jakże ciekawa i zarazem egzotyczna jest kolejność kąpieli poszczególnych członków rodziny, zdradza tajniki kotatsu – czyli małego stolika, który sprawia, że zimą jest cieplej; dalej butów – pozostawionych przed domem, macierzyństwa, wychowywania chłopców, relacjach z mężem i rodziną. Dużo miejsca poświęca duchom, które według tradycji japońskiej opiekują się domami i jego mieszkańcami. Mnie najbardziej urzekł jej stosunek do natury – przygląda się jej z pokorą, podziwem. Jakże wielu z nas zdziwiłoby się jej podejściem do starości. Nie na dzisiejsze czasy, gdzie królują piękno i młodość, gdy się chce ukryć wiek – a jakże ten opis daje do myślenia.

I nie jest tak, że z każdego zakamarka tej książki wyziera zachwyt nad Japonią. Co to, to nie. Autorka krytykuje co się jej nie podoba, co budzi jej wątpliwości. Ale robi to spokojnie, bez emocji. Jak domownik, który chciałby, by w jego domu było mimo wszystko bezpiecznie i spokojnie.

Wydawnictwo Świat Książki

 



piątek, 13 września 2013, be.el
Tagi: podróże

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/09/21 23:05:54
Ja też wyjechałem z kraju w którym się wychowałem, ale zawsze z chęcią wracam do domu. Poznawanie innej kultury, ludzi i ich obyczajów jest fajne ale po pewnym czasie człowiek zaczyna tęsknić za prawdziwym domem, przynajmniej ja tak miałem.
Pozdrawiam
Ebooki4u