Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Australijczyk w Italii - Marc Llewellyn

 czyli jak mała włoska wysepka odmieniła moje życie.

Pierwsze uczucie to – zazdrość. Przede wszystkim o odwagę, jaką miał autor. Można i ją na swój sposób wytłumaczyć. Bo nie wierzę, że wcześniej nie pomyślał – pojadę, a potem to wszystko opiszę: i może z tego wyjdzie fajna książka. I może jakiś temat na kolejną powieść znajdę, nabiorę doświadczenia, a przy okazji cosik zarobię. Nie on pierwszy, i nie on ostatni. A jednak ta odwaga kołacze mi w głowie – bo ja to istota dość roztropna jestem – i zanim podejmę decyzję, to oglądam wszystko i z góry i od dołu co najmniej z dziesięć razy, zanim powiem tak albo nie. No więc kolejne uczucie – jakby nie było: podziw. Bo wywrócić swoje życie do góry nogami o 180 stopni – to w końcu nie lada wyczyn. Mam kilku znajomych i rodzeństwo rozsiane po całym świecie, i nie powiem – czasem pojawia się odważna myśl, a gdyby tak.... No strach kończyć, naprawdę. Znów moja powściągliwość, również ta podróżnicza, bierze tutaj górę. Stąd przeczytałam z ciekawością, jak to jest, gdy ktoś podejmuje karkołomne decyzje. Bo co jak co ale zamieszkanie na maleńkiej włoskiej wysepce – takiej trochę na uboczu, chyba do takich można zaliczyć.

Marc Llewellyn jest z zawodu dziennikarzem. I pewnego dnia za namową znajomych z małej zapyziałej wysepki włoskiej postanawia razem z żoną i maleńkim dzieckiem, no tak: jeszcze z psem, wynająć domek we Włoszech i posmakować innego, niż to australijskie, życia. Tyle że myli się ten, kto oczekuje tu wielkiego świata Italii, słynnych miejsc, wielkich nazwisk znanych z mediów lub książek podróżniczych. Wyspa Lipari na Morzu Tyrreńskim – poznajemy ją akurat w środku zimy. Zimno, wieją nieprzyjemne wiatry (Wyspy Liparyjskie nazywane są też Wyspami Wichrów – i są, jak się potem okazuje, ku temu powody). Nie tak kojarzą nam się Włochy. Podobnie jak bohaterom tej opowieści, którzy pierwszy raz zetknęli się z Liparią podczas upalnego lata. Powoli, aczkolwiek skutecznie, Marck i Rohan oswajają tę wyspę – mają na to mało czasu – niespełna rok. Pomagają im jak tylko mogą: znajomi, właściciele wynajętego domu, mieszkańcy pobliskiego miasteczka, którzy i dziecko potrafią zabawić i mniej policzą za ryby albo warzywa, wreszcie rybacy, z którymi Marc najpierw remontuje łódź, a potem wypływa w morze. Książka traktuje o zwykłej codzienności, w której znaleźli się dziennikarz i analityk prasowy z wielkiego świata – z Sidney. Opisują pogodę, zakupy, wygląd domów mieszkańców, ich codzienne przyzwyczajenia. Nawet kury grzebiące w ziemi pod morwą. Nawet denerwującą sąsiadkę, która w dziwny sposób odpalała codziennie samochód. Rok – zupełnie inny niż te lata poprzednie, rok na poznanie zupełnie nowego miejsca i na poznanie siebie. Rok na podjęcie ważnych decyzji – zapewne i znalezienie swojego miejsca na ziemi.

 

Kiedy mieszka się na wyspie, pojawienie się przybyszów jest wręcz upajającym doświadczeniem. Wyspiarzom reszta świata zdaje się tak odległa, że odwiedziny to coś więcej niż tylko przyjazd – człowiek staje się łącznikiem z dalekim lądem, dzięki niemu możesz przerzucić linę przez morze i przyciągnąć coś egzotycznego.

 

Niespieszna opowieść o życiu gdzieś na prowincji. Rozgryzanie włoskiej wyspiarskiej mentalności (ach to powolne odchodzenie od mężów wyspiarzy – wysyłanie swoich rzeczy powoli w świat). Poznawanie uroków rodzinnego życia – no cóż, autor wciela się tu w rolę początkującego ojca. Bez technicznych nowinek. Podglądanie ludzi. Przepowiadanie pogody z nieba. Szukanie równowagi. Wszystko okraszone pięknymi włoskimi krajobrazami – to nic, że tutaj może bardziej surowymi, aniżeli – jak chociażby – w Toskanii. I wszędzie pachnie włoska kuchnia, i kawa, i fasola – tzw. czarne oczko, gotowana na parze z pastą. I oliwa z oliwek. I zupa z borlotti, kopru włoskiego i sardynek. Włochy z perspektywy Australijczyka – nie powiem, nowe, ciekawe doświadczenie.

 

Wydawnictwo Świat Książki

niedziela, 06 października 2013, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: