Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Historia pszczół - Maja Lunde

 

Otwieram gazetę lokalną i czytam, że w pasiekach w okolicy zginęło ok. 2 mln pszczół. Prawdopodobnie zostały wytrute jakimś środkiem ochrony roślin. Pszczelarze są załamani. Ktoś widział rolnika, który robił opryski w południe. Po książce Mai Lunde, kiedy to zaczęłam trochę „śledzić” pszczele losy w moim regionie, człowiek może tylko załamywać ręce, by powiedzieć, że na głupotę ludzi rady nie ma. Ten rolnik, który wytruł „jedynie” pszczoły, nie zdaje sobie najpewniej sprawy, że bez pszczół jego po prostu nie będzie. Einstein powiedział: trzy lata bez pszczół i nas nie ma. Pytanie co można zrobić?

Książka norweskiej pisarki na pewno nie daje odpowiedzi na powyższe pytane, ale uświadamia problem. Bo problem jest. Pisarka sama przyznała w wywiadzie, że powieść, bestseller na rynku wydawniczym, powstała pod wpływem impulsu. Film dokumentalny uświadomił jej jak pszczoły są z jednej strony ważne, a z drugiej – zagrożone. Tylko że człowiek nie zdaje sobie sprawy z faktu, że śmierć tych małych owadów oznacza też śmierć człowieka.

Kiedy zaczęłam czytać książkę pomyślałam sobie, że pewnie będzie to …. historia pszczół. A że temat mnie nurtuje, zapraszam (jako jedna z nielicznych moich znajomych) pszczoły do swojego ogrodu (mnóstwo roślin miododajnych plus bluszcz na dużej części domu), trochę chciałam pogłębić wiedzę. Tymczasem nic z tych rzeczy. Lunde dała mi prztyczka w nos. Choć może nie do końca – bo przecież pszczoły – tak jak i w rzeczywistości – są nierozerwalnie złączeni z bohaterami powieści. Trzy różne epoki, różni ludzie i właśnie pszczoły.

Najpierw przyszłość – rok 2098 w Syczuanie. Ludzie malutkimi pędzelkami zapylają drzewa, by te rodziły owoce. Pszczoły wyginęły, ludzkość jest zagrożona. Zrezygnowano nawet z hodowli zwierząt, bo produkcja paszy dla nich była po prostu niemożliwa. Jedzenie jest rarytasem, skarbem. Młodziutkie małżeństwo ciężko haruje na plantacji, by po morderczej pracy nacieszyć się obecnością maleńkiego synka. Pewnego dnia pszczoły wywrócą ich świat do góry nogami.

Dalej rok 2007 – czyli czasy nam współczesne. George prowadzi farmę w USA. Z dużym zaangażowaniem dokonuje mniejszych i większych napraw, rozwija pasiekę – sam robi ule. Ma nadzieję, że za kilka lat jego dorosły syn Tom, obecnie student literatury, obejmie schedę po nim. Żona liczy na sprzedaż dobytku i przeprowadzkę w ciepłe miejsca. Tom natomiast chciałby pisać książki – a pszczelarstwo jest chyba ostatnią rzeczą, jaką chciałby się zajmować. Pewnego dnia pszczoły wywrócą ich świat do góry nogami.

Rok 1852 – ambitny William szuka recepty na życie. Po kilku życiowych niepowodzeniach wreszcie odkrywa swoją pasję: pszczoły i ule. Oddaje się jej całkowicie, łakomy słów uznania od swojego mentora, żony, dzieci. Pewnego dnia pszczoły wywrócą również ich świat do góry nogami.

Na pierwszym planie są więc w książce Lunde ludzie – ze swoimi marzeniami, porażkami, nadziejami i tęsknotami. Osadzeni w różnych realiach i środowiskach. Pszczoły są gdzieś w tle. Na drugim planie, od czasu do czasu dają o sobie znać. Jednak to one są kołem napędowym tej historii. Autorka na przykładzie losów różnych rodzin, w różnych epokach pokazuje jak ważną rolę odgrywają, pokazuje jak zmieniał się stosunek człowiek do tych małych stworzeń. Nie ma tu jakichś spektakularnych zwrotów akcji, nie ma szybkiego tempa. Ludzie żyją w naturze, oddają się ciężkiej pracy, mają nawet – coś wspólnego z pszczołami. Lektura zostawia trwały ślad w czytelniku, który przestaje być obojętny na problem. Widzę po sobie – zagaduję znajomych, edukuję moje dzieci, sprowadzamy pszczoły do ogrodu, z niepokojem czytamy takie wiadomości jak ta na początku. I ze zrozumieniem traktuję koleżankę, która opowiada mi, że jej ojciec popłakał się gdy jego pszczoły niedawno zachorowały, jak było strasznie zimno i nie mogły latać, jak sąsiad robi opryski na polu nie o tych porach co powinien, jak z dużym zaangażowaniem opracowywał ziołową kurację dla swoich podopiecznych. Tacy ludzie też są w książce Lunde.

Wydawnictwo Literackie

 

 

niedziela, 12 czerwca 2016, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: