Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Przygody dzieci z ulicy Awanturników - Astrid Lindgren/ il. Ilon Wikland

Ulica wcale nie nazywa się ulicą Awanturników, tylko ulicą Garncarzy. A jej dziwne miano? To za sprawą trójki dzieciaków. Przyjrzyjmy się zatem trzem (po poznańsku) rojbrom. Bo takie określenie jak najbardziej do nich pasuje. Jonas, trochę młodsza Mia Maria i najmłodsza czteroletnia Lotta. Mieszkają w żółtym domku przy małej uliczce. Dzieciaki mają głowy pełne różnych pomysłów na przygody i zabawy. Oj nie – nie nudzą się wcale – tego jestem pewna. Ich życie to małe miasteczko z rynkiem, szkoła, a przede wszystkim ulica, która jest plenerem, na którym rozgrywają się różne scenki z życia rodzeństwa. Są i dorośli towarzyszący „awanturnikom”: rodzice, sąsiedzi, dziadkowie. Właśnie z tymi osobami związane są tytułowe przygody: spotkania, dyskusje, rozmowy, kłótnie. Dzieciństwo jakiego na próżno szukać w dzisiejszych czasach. I tak na przykład: dzieci planują podczas wyjazdu do dziadków sadzenie cukierków, bawią się w piratów, aniołów stróżów, w szpital. Ukoronowaniem możliwości dziecięcej wyobraźni jest scena przedstawiająca małą Lottę stojącą na kupie gnoju w deszczu – po co? Jak to po co? – By urosnąć. Proste? Baaardzo proste.

Tak sobie po cichu myślę, że te historie opisane przez Astrid Lindgren dla wielu współczesnych małych czytelników zabrzmią nieprawdopodobnie. (Nie piszę, że wszystkie dzieci). Wiele maluchów dobrze obeznanych jest z obsługą gadżetów, głośnych zabawek, tabletów, laptopów. Niedawno przeczytam gdzieś o zatrważających danych, jakoby więźniowie mieli dziennie spędzać więcej czasu na wolnym powietrzu niż przeciętne dziecko w Polsce. Czy można zmienić otaczająca rzeczywistość? W takich realiach ulica Awanturników urasta do symbolu krainy dzieciństwa, gdzie czas i miejsce na zabawę, psoty, wrzaski, śmiech, brudne i podarte spodenki. Wyobraźnia  aż kipi od pomysłów, dnia nie starcza, by je zrealizować. Starsi szanują dzieci i odwrotnie. Panuje zrozumienie – choć problemów nie brakuje.

Ta książka to gratka dla miłośników Astrid Lingren i jej ilustratorki: Ilon Wikland. Takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą ulicą Awanturników, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W mojej głowie ciągle tkwi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała pisarka, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - poszukująca pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 25 maja 2017, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: