Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

List do króla - Tonke Dragt

Trochę głupio na początku 2018 pisać, że właśnie ta książka będzie Książką Roku. Ale wszystkie znaki na niebie jak i baaardzo zadowolone miny czytelników (w rodzinie) wskazują na to, że będzie miała ona mocną pozycję wśród innych kandydatek. Trochę się na nią „uwzięliśmy” – postanowiliśmy bowiem, że będziemy ją czytać stadnie – tzn. rodzinnie. I trochę to trwało, bo lektura liczy sobie 544 strony, w dodatku czcionka drobna, tekstu naprawdę dużo. Ale właśnie długie zimowe, wręcz leniwe wieczory przełomu 2017/2018 będziemy kojarzyć z przygodami Tiurego. A liczba stron? W końcu epos rycerski powinien być i wagi i gabarytów słusznych. Bo to jest taki trochę współczesny (i trochę nie, bo z lat 60-tych ubiegłego wieku) epos rycerski  - wprawdzie nie do końca wpisuje się w ramy definicji gatunku – ale ja prywatnie tak go traktuję. Może ta nasza rodzinna miłość do tej książki wynika z zainteresowań: dużo tu nawiązań do rycerskiego życia i rzemiosła, pojawiają się dzielni rycerze, o których krążą legendy. Wymyślony świat ze swoimi bohaterami, do złudzenia kojarzący się z epoką średniowiecza. Jak już wspomniałam: lektura niemłoda – jej pierwsze wydanie datuje się na rok 1962. Na okładce znajduje się informacja, że jest to „powieść rycerska, która została uznana za najlepszą holenderską książkę młodzieżową drugiej połowy XX wieku”. Fiu, fiu – a to coś znaczy. No i nasze zachwyty w pełni uzasadnione. I choć raczej jak do jeża podchodzę do rekomendacji okładkowych – akurat w tym przypadku całkowicie się z nimi zgadzam.

Powieść traktuje o przygodach i czynach 16-letniego młokosa Tiuriego, syna Tiuriego Walecznego. Jest giermkiem na dworze króla Dagonauta, gdzie co 4 lata odbywa się rycerskie pasowanie. W tym czasie trzeba wykazać się nienagannym zachowaniem, czynić dobro, ćwiczyć sztukę walki rycerskiej. Punktem kulminacyjnym tego okresu próbnego jest nocne czuwanie przed uroczystością pasowania.  Książka zaczyna się właśnie w tym momencie: Tiuri wraz z innymi kandydatami po latach terminowania jako giermek ma spędzić noc w kaplicy. Chłopcy czekają na tę noc z obawami, ale i z tęsknotą. Wszak kolejny egzamin rycerski – odbędzie się dopiero za cztery lata. Muszą jednak spełnić jeden bardzo istotny warunek: nie mogą reagować na żadne sygnały ze świata zewnętrznego, nie mogą z nikim rozmawiać, nikomu otwierać drzwi. Jednym słowem: muszą pozostać głusi i niemi. Jeśli nie podporządkują się tym ustaleniom mogą zapomnieć o zostaniu rycerzem. A gdy coś pójdzie nie tak – mogą próbować jeszcze raz, ale dopiero za cztery lata. Dla takiego młodego chłopca – to przecież wieczność. Oczywiście można się było tego spodziewać, że ktoś zapuka, ktoś coś będzie wołał, o coś prosił, a główny bohater zareaguje. I choć z jednej strony serce krzyczy: „Nie otwieraj, bo nie zostaniesz rycerzem. Nie bądź głupi, przecież znasz zasady”– to bez otwarcia tych drzwi nie byłoby tej książki, a  Tiuri nie zostałby tym, kim się stał na końcu. Nawet w jednej ze scen głupek Marius przy ponownym spotkaniu z Tiurim pod koniec książki stwierdza: : „Jesteś inny, a jednak taki sam”. Tiuri decyduje się podjąć wyzwanie i udać się w długą podróż z misją do króla sąsiedniej krainy. Ta wyprawa będzie obfitować w moc niebezpieczeństw, spotkania dobrych i  złych ludzi, pobyt w ciekawych miejscach. Oj, średniowieczni minnesingerzy, trubadurzy, czy późniejsi meistersingerzy znaleźliby niewątpliwie dużo tematów do swoich pieśni o Tiurim – o ile takie by powstały. Ta powieść ma też coś wspólnego z gatunkiem „Bildungsroman”. Główny bohater - mimo i tak wielu już pozytywnych cech, nabiera podczas swojej wędrówki nowych doświadczeń, dojrzewa, mężnieje. Nie dziwi zatem stwierdzenie wspomnianego Mariusa: niby taki sam, a jednak inny. Czy Tiuri zrealizuje tajną misję, czy zostanie mimo swojego sprzeniewierzenia się przyjętym zasadom pasowany na rycerza? Nie zdradzam.  I w końcu najważniejsze pytanie: czy możemy liczyć na kontynuację tej serii w Polsce, bo już wyszperałam w Internecie, że takowa istnieje.

Książka ma czarno-białe ilustracje, które dzięki takiej, a nie innej kolorystyce, realistycznym scenom są jakby dokumentem tej podróży.  Z jednej strony to świat baśniowy, wymyślony - z drugiej zaś posiadający wiele realistycznych elementów, postaci, wydarzeń - które mogły się wydarzyć, bądź mogły istnieć naprawdę. Jest jeszcze mapka na wyklejce, która okazała się być strzałem w dziesiątkę. Nie powiem (bo nie liczyliśmy), ile razy sprawdzaliśmy na niej aktualny punkt pobytu Tiuriego, dyskutowaliśmy, którym traktem chłopak  mógłby jechać, gdzie kto mieszka. Ale przecież bez tych wszystkich trudnych punktów zapalnych, pułapek, szwarccharakterów nie byłoby tej książki, którą Wam gorąco polecam.

Wiek 10+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 23 lutego 2018, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/03/08 08:38:04
Świetna książka, bardzo fajna historyjka aż przyjemnie się maluchom czyta :)