Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu

Kobieta w bieli - Wilkie Collins

Czytając „Kobietę w bieli” aż trudno uwierzyć, że powieść ta pochodzi z 1860 roku (3 lata przed naszym Powstaniem Styczniowym) i że w chwili obecnej liczy sobie już 159 lat. Jeśli ktoś lubi klimat dawnej Anglii, czasy długich sukien, niespieszną literaturę XIX-wieczną to na pewno trafił pod właściwy adres. „Kobieta w bieli”, jak się okazuje, to połączenie wielu gatunków. Gdzieś przeczytałam, że również kryminału. Nie do końca się z tym zgadzam, ale o tym za chwilę.

Walter Hartright jest młodym nauczycielem rysunku. Pewnego dnia otrzymuje propozycję wyjazdu na wieś i objęcia intratnej funkcji nauczyciela dla dwóch panien: Laury i Marian. Jeszcze przed wyjazdem do dworu Limmeridge Walter spotyka na drodze tajemniczą kobietę w bieli. Okazuje się, że dziwnym trafem ma ona wiele wspólnego z miejscem nowej pracy. Kobieta ta dziwnie się zachowuje. Walter zaś wyczuwa, że kryje ona w sobie jakąś tajemnicę. Już na miejscu nauczyciel rysunku zakochuje się w Laurze, która niestety przyrzeczona jest innemu. Wiadomo – takie to były czasy – nie wsłuchiwano się w potrzeby i uczucia młodych ludzi. Tymczasem na horyzoncie pojawia się ktoś, kto ostrzega Laurę przed małżeństwem z podejrzanym kandydatem na męża.

Książka o słusznej liczbie stron – 650. To zdecydowanie powieść obyczajowa z wątkiem tajemnicy, który towarzyszy nam od początku powieści i który zostaje wyjaśniony na końcu. Są i elementy grozy, licznych emocji. Potrafię sobie, wyobrazić, że w dawnych czasach książka mogła budzić prawdziwą sensacje i ogromne zainteresowanie. My współcześni, bombardowani ze wszystkich stron tematami kryminalnymi, horrorami, thrillerami podchodzimy do tego tematu oczywiście z dystansem. Powieść może się podobać. Mimo swojego wieku tchnie świeżością, jest ciekawie napisana, potrafi wciągnąć. Wiele jej elementów podoba mi się: konstrukcja samej powieści. Co rusz wprowadzany jest jakiś temat poboczny, postać – niby bez znaczenia, drugoplanowa. Jednak i one wnoszą dużo do fabuły, mają swoje znaczenie. Autor poświęca dużo uwagi swoim bohaterom. Poznajemy ich wygląd, charakter, myśli, upodobania. Odnoszę wrażenie, że wszystko jest tu dopięte na ostatni guzik. Każdy z bohaterów jest charakterystyczny, ma swój styl bycia. Collins pokazuje ich w taki sposób, że jedni wzbudzają od razu sympatię, inni nie za bardzo. Och, jak bardzo irytował mnie opiekun panien, który rzadko opuszczał swój pokój, a którego najmniejszy hałas wznosił na wyżyny irytacji. Ta powieść to doskonały obraz dawnych czasów. Dużo uwagi poświęcono małżeństwu z rozsądku, ustalonemu przez opiekuna. To też sielankowe życie bogatych panien na prowincji, w okazałych dworach, spędzanie czasu na nauce rysunku i spotkaniach towarzyskich, na schadzkach i herbatkach. To dbałość o konwenanse, unikanie rozgłosu, by nie szokować opinii publicznej. Jeśli ktoś lubi takie klimaty – to polecam.

Wydawnictwo MG

wtorek, 12 marca 2019, be.el

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: