Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
wtorek, 14 lutego 2017

Milena ma oczy jak dwa czarne słońca, włosy jak lśniący wodospad, porusza się jak melodia na wietrze. Jest ona obiektem westchnień nastoletniego Dawida. Chłopiec ma różne pomysły  na to, by dziewczyna go zauważyła. Jednak wszystko na nic: nie udały się ani próba rozśmieszenia Mileny ani zaimponowanie jej swoją wiedzą. Z drugiej strony: z powodu tego „zakochania” chłopak wpada w coraz większe kłopoty: kradzież ciastek, bójki z chłopakami ze szkoły. Musi się z tym wszystkim zmierzyć – łatwo na pewno nie jest.

Przez cały tydzień dzieje się wiele w życiu chłopca: wzloty i upadki, z wyraźnym naciskiem na to drugie.

Książka o dziecięcych uczuciach – pokazuje, że nie tak łatwo zdobyć serce wybranki. Jednocześnie rozwiązanie i happyend przychodzą w jak najmniej oczekiwanym momencie. Dużą rolę odegrała w tej historii niepozorna suczka Busia, dla której Dawid w ostatnim tygodniu z wiadomych względów nie miał czasy. To mama wychodziła codziennie z Busią na spacery. W każdym razie potwierdza się stare porzekadło, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Busia w tym przypadku nie zawiodła.

Wiek 7+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 08 lutego 2017

 

Dorosły mógł napisać o tym książkę, ale sam by na pewno takich treści nie wymyślił. Wyobrażam sobie parę autorów: Ruth Krauss i Maurice’a Sendaka, obserwujących dzieci podczas zabawy, rozmów w dziecięcym kręgu (naprawdę podsłuchać coś takiego – to bezcenne doświadczenie) lub zbierających zapiski wśród znajomych „posiadaczy” dzieci.

Dziecięce mądrości, puenty, trafne spostrzeżenia, oczywiste oczywistości, z których dorosły nie zdawał sobie sprawy. Jak choćby takie stwierdzenie, że „ślub jest po to, żeby twoi bracia i siostry dorośli i go wzięli, i żebyś wtedy mógł być jedynakiem”.

Albo: „Nos jest po to, żeby go wściubić”.

Albo: „Gdybym miał ogon, ciągnąłbym nim wózek, a rękami zrywałbym kwiaty”.

Ta książka to kwintesencja dzieciństwa, wypełnionego zabawami, wielkimi małymi mądrościami rzuconymi ot tak sobie – niby mimochodem, a wprawiającymi dorosłych w totalne osłupienie. Dziecięce postrzeganie świata, zwracanie uwagi na rzeczy małe, prawie niewidoczne dla oka, rzeczy niby banalne, a jednak ważne. Czy dorosły wymyśliłby przyjęcie dla motyli, albo słowa piosenki „na wertepy”, albo określenie zdezelowanego rowerka, albo „małe grzmoty”?

Dla mnie cytatem roku jest: „Kiedy jesteś bardzo, bardzo zmęczona, po prostu wyrzuć ten zmęcz”.

Proste definicje dziecięce, ale nie dziecinne: mądre, zadziewające, niekiedy zabawne i śmieszne, płynące z małego serca – i przez to szczere.

Lubię książki a'la lektury mojej mamy. Kiedy ta powstała - moja mama miała 10 lat. Maurice Sendak narysował dzieci "w akcji". Ich dzieciństwo trąci myszką, ale ma tak wiele uroku. Dzieci bawią się godzinami na dworze, krzyczą piosenki, wspólnie się bawią, cieszą się przeogromnie z pierwszego śniegu, wymyślają nowe słowa, obserwują przyrodę. Nie ma tu drogich zabawek i gadżetów. I niech mi teraz ktoś powie, że bez komputera nie można żyć:)))

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

wtorek, 07 lutego 2017

Nastały wakacje. Harry spędza je u wujostwa Dursley’ów. Jednak jego myśli ciągle krążą wokół Hogwartu i poznanych tam przyjaciół. Tymczasem młody czarodziej otrzymuje wiadomość: w szkole grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy Harry zrezygnuje z nauki w Hogwarcie? Co to jest ta tytułowa Komnata Tajemnic? Jaką rolę w intrydze odegra chłopak (oj niesympatyczny oj ci jest) Lucjusz Malfoy.

Wiem, wiem. Wielu zna odpowiedź na powyższe pytania. Za sprawą filmowych odcinków Potterowej serii mogę tu zostać potraktowana jak najbardziej rasowy mugol. Powyższe pytania dla tych, którzy faktycznie nie znają ani książki ani filmu. Jak Polska długa i szeroka co rusz widzowie mają możliwość oglądania Harrego – i to w ramach programów różnych stacji telewizyjnych. Tymczasem – i myślę, że w tej opinii nie zostanę w odosobnieniu – książka jest JEDNAK książką. Pełno w niej wątków pobocznych, niuansów językowych, opisów zachowań i reakcji bohaterów, które można sobie wyobrazić, a które ze względów technicznych są pomijane przez reżyserów. Nie wszystko z książki może przecież znaleźć się w filmie. Ale nie o podobieństwach i różnicach chcę się tu rozpisywać. W każdym razie temat Harrego Pottera jest ogólnie znany. Pamiętam jak podczas wizyty gości i wędrówki po rodzinnej bibliotece, dziecko „obce” wśród gąszczu różnych książek  bezbłędnie i szybko odkryło na półce właśnie jedyną książkę pani Rowling (jaką wówczas dysponowaliśmy) – z okrzykiem pełnym radości: „OOOO, Harry!!!”. Widzicie zatem, że miłośnik Harry’ego rozpozna go nawet po … grzebiecie (książkę oczywiście).

Niedawno pojawiła się druga część ilustrowanej serii. Harry Potter rośnie wraz z czytelnikami (tak zresztą zaleca się lekturę tych książek – w odstępach wiekowych). Dalsze części są dla starszych dzieci). Choć każda książka kończy się w takim momencie, że naprawdę trudno wytrzymać do kolejnych urodzinJ Toż to męka okrutna. W tej części Autorka odkrywa kolejne tajemnice Lorda Voldemorta. Hermiona coraz bardziej da się lubić. Profesor Snape wkupuje się w łaski czytelnika – choć już mnie synowie uprzedzili, że akurat jego osoby nie ma co za bardzo darzyć sympatią. Jak miło spacerować po kątkach i zakątkach Hogwartu. Choć nie powiem – często pojawia się gęsia skórka – z emocji i strachu (ale wszystko w odpowiedniej dawce).

Jim Kay konsekwentnie buduje klimat opowieści. W porównaniu z pierwszym tomem – ta część też jest mroczniejsza, bardziej tajemnicza – ale taka jest właśnie Komnata Tajemnic. Ponoć J.K. Rowling sama wybrała Kay’a na ilustratora serii. On zresztą zalicza sam siebie do fanów czarodziejskiej serii – co widać w jego podejściu do tematu i warsztacie pracy.

Ciekawa propozycja dla początkujących wielbicieli serii, jak również dla Potterowych weteranów. Och, gdybyście widzieli  moją siostrę (dorosłą już), która wychowała się na Potterze, kartkującą ilustrowaną serię. Jej wszystkie ochy i achy, wspomnienia, sympatie i antypatie odnośnie postaci występujących. Po prostu widok bezcenny.

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 03 lutego 2017

Centrum Edukacji Dziecięcej to sprawdzona seria, krzewiąca wiedzę z różnych dziedzin. Mogę z czystym sumieniem polecić. Przyznam się, że w duchu liczyłam na jakąś część astronomiczną:) I się w końcu doczekałam. Jeśli szukacie dobrej lektury dla małego naukowca, to trafiliście pod właściwy adres. To książka o astronomii na wyciągnięcie ręki. Nie tej, która kojarzy się ze specjalistycznym sprzętem, ogromnymi teleskopami do obserwacji i szukania nowych planet, ustawianych w odludnych miejscach egzotycznych krajów. Nic z tych rzeczy. Autor przedstawia przykłady odkrywania uroków nieba nad własnym podwórkiem. Zaczyna tę zabawę w astronoma od spojrzenia w kierunku nieba, księżyca i gwiazd, uczy odnaleźć gwiazdozbiory. Obok powszechnie znanych: Małego i Wielkiego Wozu również Kasjopeję, Lutnię, Andromedę. Dzieci poznają zatem gwiazdy, Układ Słoneczny, Plejady, mgławice i czarne dziury, tajemnice wschodów i zachodów Słońca, pór roku, znanych astronomów, loty w kosmos, mapy nieba i to, co można na niebie zobaczyć w dzień i w nocy. Mnóstwo informacji i ciekawostek. Można dowiedzieć się czego wymagano od nadwornego astrologa, na podstawie czego naukowcy dokonali takiego a nie innego podziału gwiazd, kiedy spada najwięcej meteorytów, jak znaleźć północną stronę świata w pochmurny dzień i jaką rolę na kuli ziemskiej odgrywa tak krytykowany przez wszystkich CO2.

Tę podróż do nieba kończy słowniczek astronomicznych pojęć i „Dyplom małego astronoma”.

Liczne zdjęcia i ilustracje, przystępny język. Dla małego naukowca jak znalazł.

Wiek 6+

Wydawnictwo Publicat

niedziela, 29 stycznia 2017

Już okładka książki jest swego rodzaju zapowiedzią czegoś niesamowitego, jakiejś tajemniczej historii. Dom przyczajony gdzieś na odludziu, dokąd ludzie rzadko zachodzą. Jego wygląd też nie budzi pozytywnych skojarzeń: dach kojarzący się ze spiczastym kapeluszem, sam budynek przypominający ponurego jegomościa w przydługawym płaszczu. Dookoła drzewa, krzaki, spowite nocą – czy to nie odpowiednia sceneria do opowiedzenia mrocznej historii? Ale na tyle mrocznej, by zainteresować młodego czytelnika, ale by nie przestraszyć. A dzieje się w tej książę wiele - już choćby z tego powodu, że Autorka rozciągnęła tę opowieść na przestrzeni 200 lat. Pojawiają się nowi bohaterowie, jest grupka postaci, która niezmiennie trwa w  tym domu od baaaaardzo baaaaaardzo dawna. Brzmi tajemniczo, prawda? Otóż historia zaczyna się od pewnego jeźdźca, który ścigany przez żołnierzy, pojawia się w owym domu pewnej ciemnej nocy. Prosi najmłodszego z domowników, małego chłopca, by ukrył w bezpiecznym miejscu małą buteleczkę z płynem. Malec spełnia jego prośbę i umieszcza eliksir ów w tajemnej skrytce. Tyle że co rusz ktoś natrafia na ów schowek, kosztuje płynu i staje się nie do końca nieśmiertelny. Cóż  to znaczy? Oczywiście nie zdradzam:)

Katarzyna Majgier napisała wciągającą książkę dla dzieci, nagrodzoną w IV Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, który został zorganizowany przez Fundację ABC Cała Polska Czyta Dzieciom. Historia, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością, rzeczywistość z fantazją. To doskonała okazja do tego, by pokazać, jak skomplikowana jest natura ludzka. Z jednej strony czasy się zmieniają: wszystko idzie naprzód, pojawiają się coraz to nowsze i wymyślniejsze gadżety – a jednak człowiek w środku zostaje wciąż taki sam. Z drugiej strony każdy może się zmieniać, może pracować nad sobą, mieć wpływ na swoje życie. A w jakim kontekście piszę te słowa? Zainteresowanych odsyłam do lektury, która śmieszy, złości (ach to zachowanie współczesnych rodziców), wzrusza. Oj, mocno gra na emocjach.

Bardzo podobały mi się ilustracje. Kojarzyły mi się ze światem stworzonym przez Tove Jansson w serii o Muminkach – ale to tylko takie moje odczucia. Ciekawam bardzo, co Wy na to?

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 28 stycznia 2017

Liczba książek o mamach zdecydowanie przewyższa tę o tatach. Ich lista byłaby pewnie nieskończenie długa. Stąd zawsze trochę z przekory jak i z ciekawości zaglądam do książek, w których to tato gra pierwsze skrzypce. W księgarniach, bibliotece, w swoich zbiorach. A ta, autorstwa flamandzkiego ilustratora i autora książek, na długo zapada w pamięci. Dlaczego? Bo świetnie pokazuje naturę człowieka: ojca, który jest kochającym i czułym opiekunem, ma „gładkie policzki i jabłko w gardle, w kąpieli śpiewa jak mama”. Jednak są dni, kiedy ten właśnie tato przeobraża się w istotę o zimnych rękach. To tata – „piorun”, o którym małe dziecko myśli „głupi tata”. Ojciec grzmi, ciska błyskawice. Na szczęście to mija i „mój tata ma ciepłe ręce. Jego palce smakują musem jabłkowym”.

Nie jest łatwo być rodzicem w dzisiejszych czasach. I na pewno nie jest to próba usprawiedliwienia nas rodziców waśnie. Przynosimy problemy, stres, pośpiech do naszych domów i mieszkań. A przecież nasze cztery ściany miały być azylem bezpieczeństwa – dla nas i naszych dzieci. Życie sprawia, że niekiedy przeobrażamy się – niekoniecznie w takiego potworzastego ojca jak w książce Klaasa Verplancke– ale nagle smucimy się, denerwujemy. Stajemy się ojcem, matką nie  z tej ziemi. Sami z trudem rozpoznajemy się w lustrze, a  co dopiero nasze dzieci. Książka w mądry sposób pokazuje, że w relacjach dziecko – ojciec, dorosły istnieje kolor czarny. Strach, niepewność, złość – to elementy natury ludzkiej. Czasem to właśnie one są na pierwszym planie. Negatywne emocje, które potrafią zepsuć dobry kontakt z innymi. Bardzo fajnie pokazuje autor, że po takich chwilach zawsze jest czas na refleksje, na budowanie więzi. I oby takich chwil było jak najmniej.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 23 stycznia 2017

No właśnie: jak mówić? Bo TO wcale łatwe nie jest. Ktoś kiedyś powiedział: „Niezadowolony nastolatek to zdrowy nastolatek”. W książce autorki podpowiadają jak budować relacje z młodymi ludźmi, by chcieli rozmawiać z dorosłymi. By chciały wysłuchać tego, co mamy im do powiedzenia. I odwrotnie. Jak twierdzą autorki i uczestnicy warsztatów, często jest pod górkę. Może warto spróbować, by trochę odetchnąć, ale i pozwolić innym żyć. W książce dużo jest mowy o uczuciach – o tym, jak sobie z nimi radzić, ze złymi emocjami. Są zachęty do współpracy – poprzez właściwe formułowanie komunikatu.  Czy powinno się być miękkim rodzicem, który szybko wszystko puszcza płazem, czy raczej powinno się karać, być konsekwentnym. Choć konsekwencja i sprawiedliwość siebie absolutnie nie wykluczają. Autorki przedstawiają metodę pięciu kroków , która pokazuje, że rodzice i nastolatki mogą usiąść razem i wspólnie rozwiązać problem.

Dla mnie jednym z ciekawszych rozdziałów był ten, w którym dopuszczono do głosu młodych. Rodzice oraz ich dzieci, nastolatkowe, wzięli udział we wspólnych warsztatach. Szukają dobrych stron w byciu nastolatkiem, mówią o swoich zmartwieniach, relacjach z rodzicami, przyjaciółmi. To interesujące doświadczenie – zobaczyć ten świat z perspektywy młodego człowieka wchodzącego w dorosłość. Nagle okazuje się, że to, co dorosłego nie obchodzi, obok czego przechodzi obojętnie, u nastolatka urasta do problemu przez duże „P”. Błahostka u dorosłego, może spowodować zamęt w głowie nastolatka, jak nawet nie koniec świata. Ktoś (przynajmniej tak twierdzi) nie pasuje do innych, nie jest akceptowany w grupie, stracił przyjaciół, ciuchy, fryzura, sylwetka, narkotyki, seks.

O tej książce nie chcę pisać osobiście. Każdy musi sam znaleźć przepis na jej czytanie i zrozumienie. Na wyciągnięcie z niej tego, co dla danego czytelnika istotne, najważniejsze, co może przenieść na własny grunt. Na pewno można w niej znaleźć wiele przykładów i podpowiedzi, porad. Jak odnaleźć się w roli rodzica albo opiekuna człowieka, który wszedł w „trudny” okres dorastania. To co spodobało mi się najbardziej, to szukanie dobrych stron. Próba „wykorzystania” tego słowa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Odkrycie potencjału młodych ludzi, którzy nagle znaleźli się jakby w innym świecie, ale bardzo wartościowych i potrzebujących naszego wsparcia.

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 15 stycznia 2017

Rodzina Baranowskich ucieka z Doniecka przed wojną do Polski. Rodzice z trójką dzieci przez dłuższy czas obserwowali rozwój sytuacji, zniszczenia w mieście, śmierć znajomych. W końcu podjęli trudną decyzję o wyjeździe. Nie jest łatwo zostawić swój dom, bliskich, dziadków, nawet … ulubione rowery. Miasto ogarnięte działaniami wojennymi, w którym zaczyna brakować żywności, szkół, pracy, pieniędzy, dachu nad głową. Ukraińska rodzina mieszka najpierw w ośrodku dla uchodźców na Mazurach. Musi sprostać trudnościom codzienności: zaaklimatyzowania się w  nowym miejscu, nauce języka polskiego. W końcu myślenia o Polsce, jak o swojej nowej ojczyźnie. Ale jak przestawić swoje myślenie skoro nawet koledzy z klasy okazują niezrozumienie i wrogość?

Książka porusza wiele aktualnych problemów: wojna, uchodźcy, szukanie swojego miejsca na ziemi, nietolerancja w stosunku do nowych i obcych. Barbara Gawryluk przedstawiła ukraińską rodzinę w nowym środowisku, które jest dla nich obce, nieznane. Tymczasem to ludzie jak my – ze swoimi marzeniami i tęsknotami, za lepszym życiem, spokojem i … pokojem. Bez wielkich słów autorka opowiada o losie tułaczy – jak obserwator z zewnątrz i bez żadnych ubarwień. Niestety, w tej opowieści nie wszyscy Polacy życzliwie myślą o obcych. To okazja do tego, by pokazać nasze słabości i wady. To też okazja do refleksji. Bohaterowie tej książki żyją naprawdę. Zmieniono nieznacznie ich dane. Ale nie to jest ważne. Książka uczy otwartości na NOWE i OBCE. Jest to szansa nie tylko dla osób szukających swojego miejsca an ziemi. Jest to szansa dla wszystkich. A w jakim stopniu się z niej skorzysta? – na to pytanie niech każdy odpowie sobie już sam.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 14 stycznia 2017

Okres Bożego Narodzenia trwa (do 2 lutego), w wielu domach jeszcze stoją choinki. No właśnie – choinka – to ona jest bohaterką tej książki. Kto by pomyślała, że może być tyle zamieszania z zielonym drzewkiem przybranym odświętnie – nieodłącznym elementem świąt grudniowych. Ksiądz Józef Naumowicz, związany na co dzień z Uniwersytetem Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, próbuje wyjaśnić fenomen choinki. Bo, jak pisze we wstępie,  „zwyczaj strojenia choinek na Boże Narodzenie zna cały bodaj chrześcijański świat”. Pojawia się w sztuce: na obrazach, w literaturze, muzyce. W końcu – w wielu domach. Jak to się stało, że w dzisiejszych czasach nie możemy sobie wyobrazić świąt bez choinki? Jakie są tego korzenie. I jak zmieniała się i ona, i związane z nią tradycje na przestrzeni dziejów.


Trzeba przenieść się do czasów przełomu średniowiecza i renesansu. Ale zanim pojawiła się ONA były wawrzyńcowe wieńce, którymi przystrajano wejścia do domu lub całej wręcz posiadłości. Zawieszano je ku czci duchów i bóstw. W tak zwanym międzyczasie w sztuce obecne były zawsze kwiaty, liście, rajskie drzewa obwieszone owocami.

Autor stara się dowieść, co jest dokładnie ojczyzną choinki – nie jest to zdanie łatwe, bo wiele miejsc aspiruje do tego tytułu. Bada najstarsze świadectwa, przytacza nakazy panów, którzy na Wigilię pozwalali osadnikom ścinać zielone gałązki – ale jak się okazuje po latach – wszystko w  granicach rozsądku. Ciekawostką jest wynikająca z nich troska o las i gatunki drzew. Zachowały się liczne dyrektywy z okresu od XIII do XVI wieku, które próbowały uporządkować popularność „ choinki” właśnie ze względu na ochronę lasu, a być może, choć to na pewno, pańskich interesów.


W książce znajdziemy dużo informacji o tym, czym przystrajano choinkę, gdzie po raz pierwszy ustawiono drzewko publicznie, kiedy pojawił się zwyczaj dawania podarków „pod choinkę” i jak został on przyjęty. Przez dzieci – z entuzjazmem, ale przez dorosłych – zwłaszcza z kręgów kościelnych – z dużą krytyką.

A jak to było w Polsce – kiedy pojawiła się najstarsza choinka, jak powinna wyglądać nasza polska – patriotyczna wersja – a nie germańska – z „bomblami”. Patriotyczna – z szopką na gałązkach, z różnymi słodkościami dla dzieci. Autor przedstawił jej poprzedniczki: snopki zboża, sianko na stole, szopkę, sad u sufitu w Krakowie – z łakociami, podhalański podłaźnik.

Jak została przyjęta w innych krajach: Austrii, Francji, Anglii, Nowym Świecie? Choinka, jak się okazuje, ma swoje zaszczytne miejsce również w literaturze. Pisali o niej Andersen, Dickens, Goethe. W Polsce pojawiały się we wspomnieniach Bolesława Prusa (jakże ubolewał w „Kronikach”, że tylko chłopi i ich dzieci potrafią śpiewać „Bóg się rodzi” a inteligencja i wyższe sfery w ogóle słów nie znają), Melchiora Wańkowicza ( „Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru wszystko tam można było w gębę włożyć”), Stanisława Pigonia, Marii Dąbrowskiej. Była bohaterką wierszy i kolęd, które śpiewano w kościołach. Konstanty Ildefons Gałczyński napisał nawet wiersze: „Kto wymyślił choinki” i „Przed zapaleniem choinki”.  

Ciekawa pozycja dla tych, którzy lubią święta i nie mogą wyobrazić sobie tego czasu bez choinki. Mnóstwo informacji i ciekawostek. Dożo zaskoczenia i odkrywania tajemnic. Ale i pytań, które być może już na zawsze zostaną bez odpowiedzi.

Książka z licznymi ilustracjami. Niektóre z nich to prawdziwe perełki. To ciekawa podróż do przeszłości. 

Wydawnictwo Literackie

czwartek, 12 stycznia 2017

Mleczaki – to temat, na który w szufladkach pamięci rodzinnej odnaleźć można najróżniejsze historie i opowieści. W tej chwili, podobnie jak Marcyś moje młodsze dziecko (lat 9), „gimnastykuje sobie mleczaka”. A rodzic wie, że każdy mleczak jest WYDARZENIEM. Jak się pojawia i jak znika. Zarówno i to i to – zjawiska bardzo spektakularne. W myśl starego powiedzenia, że zęby się Panu Bogu nie udały. Nie da się przejść obok zębów ot tak sobie – bez problemów i zatrzymania – do porządku dziennego. Podobnie jak w rodzinie Marcysia. Naprawdę, skąd my to znamy – zamruczę pod nosem nie tylko ja.

Książka Katarzyny Wasilkowskiej zawiera dwa opowiadania. Mleczak jest w całości poświęcony kwestii ruszającego się mleczaka. Reakcji rodziny na białe „wahadełko” w buzi dziecka. Poniższa scena mówi tak wiele:

Mama powiedziała, że w takim razie umówi Marcysia do dentysty i koniec tematu. Tata powiedział, że nie będzie z głupim mleczakiem latał po dentystachJ))).

Jak skończy się ta dyskusja nad rodzinnym problemem? Bo mleczak to naprawdę temat rodzinny. Fajnie pokazany obraz w pewnym domu, przeciąganie liny: kto jest górą: spanikowany małolat, który całą uwagę kieruje na siebie, nic i nikt nie jest ważny: tylko ON i jego ZĄB? Czy może mama szukająca od razu wyjścia z sytuacji u specjalisty? Byle pomóc dziecku, byle było dobrze – i  to jak najszybciej. Czy może tata, gdzieś jakby oderwany od rzeczywistości, lądujący na Ziemi od czasu do czasu po to, by stwierdzić, że keine Panik auf dem Titanik, naprawdę nic się nie dzieje? To TYLKO ząb. Za chwilę wyleci i będzie dobrze.

Do tekstu przemycono sprytnie informacje na temat zębów, jak choćby te, że pod spodem mleczaka rośnie nowy zdrowy i silny ząb z korzeniem, i że wszystkie mleczaki kiedyś wypadną.

Drugie opowiadanie bardziej nastrojowe, refleksyjne. Mama idąca samotnie brzegiem morza i szukająca mleczaka synka. Bo był pod poduszką i znikł. A co będzie, gdy przyleci wróżka zębuszka? Ta mama, która w nocy powinna zbierać siły na ponowne zmagania z rzeczywistością, regenerować siły, ciągle się zamartwia. Zupełnie inne ilustracje niż w pierwszej części – tutaj zwrócenie uwagi na tło – zachodzące słońce, refleksy na wodzie.

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87