Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 11 sierpnia 2016

 

O istnieniu mumciusiów do pewnego dnia Wielcy (ludzie) nie mieli pojęcia. Tymczasem te stworzenia od dawna mieszkają w różnych kątkach zakątkach domów i mieszkań. Malutkie istotki, większe od biedronki i mniejsze od myszy, z dużymi oczkami, ogonkiem do ozdoby, małymi okrągłymi uszkami, perkatym noskiem czułym na najdelikatniejsze zapachy. W domu Wielkich szukają sobie wygodnych i bezpiecznych kryjówek, żeby nikt i nic nie było w stanie ich odnaleźć. Ich nieodłącznym atrybutem jest skrzynka z narzędziami i dziennik, w  którym zapisują ważne wydarzenia ze swojego życia i ważne myśli (tych w książce nie brakuje). Spytacie po co mumciusiom narzędzia? Wielcy co rusz psują różne sprzęty: a to lampkę, a to pralkę, lodówkę. I wtedy właśnie mumciuś wkracza do akcji. Naprawia je, uszczelnia kolanka pod umywalką, izoluje przewody elektryczne. Pewnego dnia mała Wielka – czyli Agatka, zaczyna się źle czuć. Dziewczynka czas spędza przed telewizorem. I właśnie wtedy po raz pierwszy dostrzega mumciusia Fika.

W książce Andrzeja Marka Grabowskiego dzieci poznają nieznany świat maleńkich stworzeń. Ludzki świat w miniaturce, bowiem mumciusie mają również swoje problemy. Nie brak tu barwnych bohaterów: a trzeba przyznać, że mumciusiowa rodzina jest bardzo liczna. Kłótnie rodzinne, dyskusje, dylematy sercowe, ulubione książki, pyszne smakołyki, plany życiowe, marzenia, oczekiwania – czy nie znamy tego z własnego podwórka? Książka uczy, że warto w życiu mieć marzenia. Czasem jest pod górkę, ale gdy się czegoś bardzo pragnie, to to się spełni. I jeszcze jedno: miłość potrafi góry przenosić, o czym można się przekonać na podstawie losów mumciusia Fika i jego narzeczonej.

Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura


 

środa, 10 sierpnia 2016

„Pax” to książka dla tych, którzy lubią serie (a nie każdy lubi), duże emocje, tajemnicę i dość pokaźną dawkę grozy (a nie każdy lubi). Dwaj bracia – starszy Arlik i młodszy Viggo, od jakiegoś czasu są strażnikami biblioteki w małym szwedzkim miasteczku Mariefred. Z jednej strony chłopcy muszą stawić czoła niebezpieczeństwom, różnym potworom, z drugiej – w życiu realnym też nie mają łatwo. Bracia należą do tak zwanych trudnych  dzieciaków z przeszłością. Pochodzą z rodziny patologicznej, rodzice nie interesują się nimi, natomiast rodzina zastępcza też nie jest w stanie, choćby nie wiem jak bardzo się starała, nadrobić braków i zaspokoić ich wszystkich potrzeb. Zaczepki kolegów, nieprzyjazne grono pedagogiczne z jednej strony są jak wampiry dobrej energii i odbierają chęć do życia. Jednak z drugiej - wzmacniają więź braterską. Arlik i Viggo wiedzą, że mogą na sobie polegać, mimo znacznej różnicy zdań i charakterów, a jeśli wiedzą, że ktoś na nich liczy – nigdy nie zawodzą. Tym razem znane i lubiane w Szwecji Świętej Łucji zostanie zakłócone przez trzy upiory, które zagrażają  mieszkańcom. Ale zanim do tego dojdzie Arlik i Viggo zostaną wybrani do roli gwiazdorków*, co wcale nie przypadło im do gustu. Skąd upiory? Grupka niesfornych dzieciaków postanowiła trochę pobawić się w ich przywoływanie. Nie spodziewali się, że zabawa może mieć tak przykre konsekwencje.

Książka ma dość mroczny klimat. Już okładka zapowiada w jakim kierunku będzie rozwijała się fabuła. Stąd warto zastanowić się, czy ten gatunek będzie odpowiadał czytelniczemu odbiorcy? Na pewno to lektura dla miłośników strachu, gęsiej skórki i grozy. W takim klimacie są ilustracje Henrika Jonssona. Są zresztą świetne. Czarno – biało - szare. W takiej scenerii nie wydarzy się nic dobrego, zło czai się tuż za rogiem. Minusem tych książek jest to, że zawsze kończą się w ciekawym momencie. I jeszcze jedno. To piąta część – zatem niech nie dziwi Was 128 rozdział na samym początku.

I jeszcze kilka słów na temat autorów: Asa Larsson znana jest jako autorka kryminałów. Ingela Korsell jest bajkopisarką. Do tego dochodzi jeszcze ilustrator – Henrik Jonsson specjalizujący się komiksach. Oczywiście po takiej dawce wiedzy o autorach pojawia się pytanie – jak taki gatunkowy miszmasz przełoży się na powieść dla młodzieży? Zapewniam, że to mieszanka wybuchowa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Seria nadal trzyma poziom. Teraz trzeba niestety czekać na kolejny 6 tom (razem jest ich 10).

 

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 09 sierpnia 2016

Pamiętacie Billie, która razem z mamą po śmierci ojca przeprowadziła się do niebieskiego domku, w którym działy się różne dziwne rzeczy? W „Szklanych dzieciach” pojawił się również pewien chłopiec Alladin, który towarzyszył Billie razem z Simoną przy wyjaśnianiu zagadki. Teraz to 12-letni Alladin jest głównym bohaterem. Przed laty rodzina chłopca przybyła do szwedzkiego Ahus z dalekiej Turcji. Od pewnego czasu rodzinny interes ponosi fiasko – mała restauracja nie zapewnia odpowiednich dochodów tak jak to było dawniej. Na dodatek ktoś kradnie jedzenie z kuchni. Rodzina musi się przenieść do wieży ciśnień i tylko jakiś cud sprawi, że nie będzie musiała wrócić w rodzinne strony. Na dworze zapanowała zima i Alladin co jakiś czas widuje tajemniczego chłopca w sweterku jakby z innej epoki i w krótkich spodenkach. Postać jak szybko się pojawia, tak szybko również znika. Czy Alladinowi uda się rozwiązać tę zagadkę? A może jemu i dwóm koleżankom uda się również rozwiązać zagadkę tajemniczego srebra, które zaginęło blisko 100 lat temu?

Wiele tu znaków zapytania, jednak najważniejszym jest ten, czy Alladin będzie musiał opuścić Szwecję, która stała się jego drugim domem. Oprócz ciekawej fabuły, porządnej dawki grozy drugi tom cyklu porusza również bardzo ważny i aktualny temat – uchodźców. Dzieci mogą poznać ich codzienne problemy, dylematy. Alladin boi się o jutro, o swoją rodzinę – to przecież tematy, które co rusz poruszane są w różnych mediach. Tutaj mają okazję poznać ten problem z perspektywy 12-letniego dziecka.

Przygody, tajemnice, napięcie, zjawa. Mieszanka powieści detektywistycznej, thrillera, obyczajowej. Lektura oprócz rozrywki daje do myślenia w różnych aspektach: empatii, tożsamości, troski o przyszłość.

Kristina Ohlsson do tej pory bardziej kojarzyła nam się z kryminałami dla dorosłych. Mając takie doświadczenie zawodowe: politolog, pracownik szwedzkiego MSZ-u, analityk policyjny,  nie sposób się dziwić, że spod jej ręki „wychodzą” dobre książki grozy. Tymczasem postanowiła napisać również książkę dla dzieci, a właściwie serię, bowiem całość obejmuje trzy tytuły: „Szklane dzieci”, „Srebrny chłopiec” i „Kamienne anioły”.

Wiek 13+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Tekturowa książka dla najmłodszych. Do pokazywania, czytania już najmłodszym dzieciom. Kolorystyka: czarno-biało-żółto-czerwona, duże twarze na słoneczku, księżycu, kości, listku, błyskawicy, chmurce, jabłuszku, gruszce, bananie. Są i ulubieni milusińscy: małpka, piesek, kotek, anonimowe postacie, o których rodzice mogą wymyślać różne historie. Ponoć taki zestaw kolorystyczny sprawia, że maluchy widzą wyraźniej, wyostrza się ich zmysł wzroku. Jackie Silberg autorka książki „Zabawy umysłowe dla niemowląt”, zachęca do tego, by pokazywać dzieciom uśmiechnięte twarze: „Śmiejąca się buzia na zawsze kojarzyć się będzie dziecku z uczuciem radości, co z kolei spowoduje utworzenie się w jego mózgu nowych połączeń”*. Myślę, że nie trzeba żadnych podpór naukowych, by zachęcić rodziców do wspólnego spędzania czasu z maluszkiem. A gdy dorośnie, można mu książkę dać do rączek. Tekturowe grube kartki są przygotowane na częsty kontakt z małym czytelnikiem.

*Jackie Silberg, „Zabawy umysłowe dla niemowląt”, str. 137, Wydawnictwo. K.E. Liber s.c 2004

Wiek 0+

Wydawnictwo Widnokrąg

niedziela, 07 sierpnia 2016

Uwielbiam Joannę Chyłkę i uwielbiam interpretację Gosztyły!

czwartek, 04 sierpnia 2016

Jakiś czas temu jechałam samochodem i słuchałam radia. W związku z jubileuszem chrztu Polski pewna pani profesor wypowiadała się na temat Mieszka II. Bardzo go chwaliła, przedstawiała go w samych superlatywach. A ja pomyślałam sobie: nie lubię faceta. Może i głupie – doczepić się do króla, który żył 1000 lat temu. Nie darzę go sympatią przez Bezpryma J. Choć w Internecie trudno o dobre wieści na temat najstarszego syna Bolesława Chrobrego. Aż tam huczy i wrze o jego niecnych uczynkach. Autorka Grażyna Bąkiewicz sama przyznaje, że niewiele wiadomo na jego temat. W książce przedstawiła ciekawą hipotezę na temat królewskiego syna. To jej wersja dawnych wydarzeń- a może i przyczyna okrutnych zachowań w wieku dorosłym. Nawet wizerunek Bezpryma dostępny w sieci jest jakiś taki nieprzyjemny. Patrzę na tę twarz i widzę człowieka pełnego złośliwości, przebiegłości, zła. Coś musiało się stać w jego życiu, że był właśnie taki, że takim go widzieli kronikarze i rysownicy. A może było tak jak w książce „Mówcie mi Bezprym”? Nie wiadomo tego. Dla historyków Bezprym wciąż jest zagadką.

Bezprym. Pierworodny syn księcia, potem króla, Bolesława, z pierwszego małżeństwa z księżniczką węgierską, prawdopodobnie z rodu Arpadów. To on miał dziedziczyć władzę po ojcu. Tak było od samego początku ustalone. Jednak historia potoczyła się inaczej. To  młodszy syn z małżeństwa z Emnildą – Mieszko II, stanął na czele państwa polskiego. A przecież Mieszko miał zostać duchownym. To  z nim nastoletni Bezprym drze koty. Tamten przedstawiony w niezbyt pozytywnym świetle: ma przywary złośliwego dzieciaka, z którego wyrasta złośliwy mężczyzna: skarżypyta, donosiciel, tchórz, majdol, maminsynek. Zupełne przeciwieństwo przyrodniego starszego brata. Bezprym przeżywa tutaj typowe katusze dla nastolatka. Czuje się niezrozumiały, odsuwany na bok. Jednak nie można go posądzić tylko i wyłącznie o błazenady młodości. Niechętnym okiem spogląda na surową Emnildę. I akurat w tym względzie ma rację.

Grażyna Bąkiewicz przenosi czytelników do początków państwa polskiego. Polska dopiero co przyjęła chrzest. Po lasach ludzie w tajemnicy oddają cześć dawnym bogom. Nie podoba się to Chrobremu, który przygotowuje się do przyjęcia samego cesarza Ottona. Ma on zjechać do Gniezna, by złożyć pokłon przy relikwiach świętego. Przenosimy się do dawnej epoki i widzimy świat oczami Bezpryma: stan przygotowań do zjazdu: służby, wojów, gospodarza. Co rusz pojawiają się ciekawostki dotyczące dawnego życia: strojów, uzbrojenia, wyposażenia domów, zachowania. Człowiekowi współczesnemu pewnie niełatwo byłoby się odnaleźć w tamtych czasach.

Bezprym zdobył moją sympatię. Imponuje jego oddanie sprawom grodu, zaangażowanie, jeszcze nieśmiałe, w politykę, naukę, walkę i dyplomację. Sam tworzy drużynę – z chłopaczków z nizin społecznych, ale oddanych i wiernych. To na nich ćwiczy swoje talenty przywódcze. Jednocześnie żal mi tego chłopaka – osamotnionego, przed laty odsuniętego od matki.  Autorka dużo czasu poświęciła przemyśleniom Bezpryma: jego ambitnym planom i marzeniom, tęsknocie i obawom. Mamy tu Bezpryma – z krwi i kości, w końcu odsuniętego od władzy z takich a nie innych przyczyn – których nie chciałabym tu wyjawiać. Polubiłam tego młodzieńca, który nie miał korzeni, nie miał swojego miejsca na ziemi. Autorka przedstawiła go jako mądrego, myślącego mężczyznę pokrzywdzonego przez los. Nie wiadomo jakim był człowiekiem do końca. Przebieg wydarzeń w tej książce jest ciekawy, prawdopodobny. Może tak właśnie było? Może krzywdy zaznane w dzieciństwie i młodości kazały się Bezprymowi potem mścić się okrutnie? Kto wie…

Wydawnictwo Literatura



środa, 03 sierpnia 2016

Miłe wspomnienie, wspaniała dziecięca literatura, najlepsi autorzy, piękne ilustracje. Myślę, że jeśli ktoś z mojego pokolenia sięga po te książki, ma … gęsią skórkę. Hahaha. Młodzi mają szansę poznać literaturę ich babć i mam. Teksty wielkiej dbałości o słowo, wartości moralne, dobra zabawa i rozrywka. Kiedyś wydawane w oddzielnych tomach, teraz zebrane siedem tytułów w jedną książkę. Po drodze niektóre z nich doczekały się nowych wydań, niekiedy nowych ilustratorskich (niekoniecznie ciekawych) wizji. Jednak to te stare właśnie wywołują niekiedy łezkę w oku, nadal zachwycają, przywołują wspomnienia, kiedy to zaszywało się z książką w jakimś miłym kącie w domu.

Tygrys o złotym sercu szuka przyjaciela. Ale to wcale nie taka łatwa sprawa. Bowiem kto widzi drapieżnika, zaraz zmyka gdzie pieprz rośnie. Przyjaźń z Króliczkiem, który Wszystkiemu Wierzy będzie trwała o wiele dłużej niż bajka.

Dzięki suczce Wawie pewne rodzeństwo trafia do poparzonego Marcinka. Piesek od dłuższego czasu w ten sposób sprowadza dobrych i prawdziwych przyjaciół do domu przy ulicy Kasztanowej. Można powiedzieć, że ma naprawdę szczęśliwą łapkę do dobrych ludzi.

„Kot w Butach” Hanny Januszewskiej  to już klasyka. Moja ulubiona wersja z ilustracjami Janusza Grabińskiego. Literacka delicja – ot co.

Losy biednego Jasia Kapelusznika chwycą każdego za serce. Ani ojca, ani matki, ani klientów. Na szczęście jego zły los wkrótce się odmieni. A za czyją to sprawką?

Kultowy „Pilot i ja”. Ta książka uczy, że w dziecięcych ilustracjach kryją się nie tylko fantazja i czary, ale i marzenia mające moc sprawczą. Wystarczy trochę wyobraźni, by przeżywać podniebne przygody. Niemożliwe staje się tu możliwe.

Również w „Apolejce i osiołku” czarów moc. To bajka dla złaknionych nadzwyczajnych i niewiarygodnych dziwów. A wszystko zaczyna się od kominiarczyka, który napił się wody z zaczarowanej studni. Konsekwencje żałosne  - na szczęście jest dobre zakończenie – jak to w bajkach bywa.

Grupka zwierząt cierpiąca głód chce się dowiedzieć, jak nazywa się dziwne drzewo, które rodzi równie dziwne owoce. W tym celu co rusz wysyła jednego ze swych przedstawicieli do króla lwa. Jednak nikt nie potrafi zapamiętać trudnej – oczywiście dziwnej – nazwy. Dopiero powolny żółw Alojzy potrafi przekazać dobre wieści od króla.

W drugim tomie możecie znaleźć następujące tytuły:

Adam Bahdaj "Pilot i ja" z ilustracjami Danuty Konwickiej

Czesław Janczarski "Tygrys o Złotym Sercu" z ilustracjami Józefa Wilkonia

Hanna Januszewska "Kot w butach" z ilustracjami Janusza Grabiańskiego

Lucyna Krzemieniecka "O Jasiu Kapeluszniku" z ilustracjami Antoniego Boratyńskiego

Maria Krüger "Apolejka i jej osiołek" z ilustracjami Zdzisława Witwickiego

Jan Edward Kucharski "Wawa i jej pan" z ilustracjami Hanny Krajnik

Irena Tuwim "Pampilio" z ilustracjami Ignacego Witza

Wydanie „Księgi drugiej” jak najbardziej nawiązuje do historycznych egzemplarzy sprzed lat: a to za sprawą m.in. charakterystycznej wyklejki w pionowe, dwukolorowe pasy. Były na nich okienka z bohaterami występującymi w danej opowieści. Również dziś zastosowano dużą czcionkę, duży format A4. Każda z książek to małe dzieło sztuki ze wspaniałymi ilustracjami. Dla nas rodziców to wręcz wzruszające wspomnienie z dzieciństwa – dla współczesnych najmłodszych możliwość zaznajomienia się z wyśmienitą literaturą dla dzieci. Czasem odnoszę wrażenie, że w  tamtych książkach nikt nie silił się na zdobycie łatwej popularności u czytelników. Bez taniego humoru, gagów. Niespieszna narracja, w której wszystko płynęło niezmącenie, swoim tempem. Nikt nie pędził przed siebie, za rogiem nie czaiło się jakieś sensacyjne i głośne hurra, szybkie tempo akcji, które miały powodować zawroty głowy. Delektowano się słowem, chwilą. Były to mądre i przemyślane książki, często z jakąś nauką moralną.

„Księga druga” niesie oczywiście nadzieję na kolejne części. Redaktor Katarzyna Piętka wspomniała w księdze pierwszej o kilkudziesięciu tytułach najwybitniejszych autorów polskich i zagranicznych. W tym miejscu oczywiście zaczynamy marzyć o tym, co nam przyniesie „Księga …. kolejna”, na którą – już prywatnie się cieszę.

Wiek 4 +

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 02 sierpnia 2016

Lubię książki z dawnej epoki. Jeśli tylko mam możliwość, sięgam po nie. Zwłaszcza takie, które po raz pierwszy zostały przetłumaczone na język polski. Stąd bardzo byłam ciekawa najnowszej powieści W. Collinsa „Córki niczyje”.

Znajdziemy w niej mieszaninę różnych gatunków: sensacji, romansu, powieści obyczajowej. Książka inna niż współczesne. Fabuła niespieszna, przebogaty język opisów. Literatura, w której słowo było zdecydowanie na pierwszym miejscu. Jest tu również intryga, która rozwija się stopniowo budząc ciekawość i napięcie. Książka bardzo gruba (768 stron) – akurat na wakacyjne delektowanie się.

Dwie siostry 26-letnia Nora i 18-letnia Magdalen Vanstone doświadczają nagłej śmierci obojga rodziców. Przy tej okazji na światło dzienne wychodzą sprawy, o których siostry wcześniej nie miały pojęcia. Okazuje się bowiem, ze obie są nieślubnymi dziećmi. Całe ich dziedzictwo: bogata fortuna ojca, piękny rodzinny dom, cenione w towarzystwie nazwisko – przepadają. Nora i Magdalen muszą stawić czoła trudnej rzeczywistości, poznać strony życia, które były im zupełnie obce w beztroskim, pełnym miłości i ciepła rodzinnym „tamtym życiu”.  Ze strony krewnych nie ma pomocnej ręki i zrozumienia. Jak hieny odbierają wszystko oprócz honoru i godności. To one trzymają w ryzach obie kobiety, które muszą od tej pory same troszczyć się o swój los, zarabiać na życie. I gdy Nora zdaje się być pogodzona z takim losem, energiczna i odważniejsza Magdalen zamierza odzyskać to, co utraciły. Mało tego – pragnie również zemsty.

Klasyczna XIX wieczna powieść. Jeśli wyobrazimy sobie, ze Wilkie Collins ze swoimi powieściami konkurował z samym Dickensem (ponoć obaj panowie też się z sobą przyjaźnili), to na pewno już wiemy, jaka proza czeka na nas w tej powieści. W dobie współczesnych, bardzo spiesznych, często przegadanych książek, znajdziemy tutaj opisy dawnej epoki, w której tak ważnym elementem życia było przebywanie w odpowiednim towarzystwie. Collins opisuje ze szczegółami tamten świat, zakamarki ludzkiej duszy, człowieczą naturę. Obnaża słabości, pokazuje do czego zdolni byli ludzie w pogoni za majątkiem, ciekawie przedstawia ówczesną sytuację kobiet. Wiek XIX to wszak epoka, w której zdecydowanie rządzili mężczyźni. To w końcu sztywne zasady współżycia, konwenanse, które były jak gorset, uciskały, jeśli nie dusiły wręcz.

 

Książkę czyta się dobrze, choć nie ukrywam, że jeśli ktoś jest przyzwyczajony tylko do współczesnej literatury musi się przestawić na inny odbiór literatury. I prywatnie cieszę się, że takie perełki znajdują miłośników na początku 21 wieku. Książka liczy sobie ponad 100  lat, a nic nie straciła na świeżości.

Wydawnictwo MG

 

Zabawna książka, którą należy traktować z przymrużeniem oka. W przeciwnym razie już nigdy nie wsiądziecie na rower, już nigdy nie zaprosicie gości („Im więcej zaprosisz gości, tym więcej zaznasz przykrości”), już nigdy nie weźmiecie książki do ręki. Człowiek nie ruszyłby się z domu, ba – a może i z własnego łóżka. Zawsze i wszędzie spodziewałby się zagrożenia i niebezpieczeństwa. Tak więc potraktujcie „Zagrożeniologię” jako źródło dobrego (niekiedy czarnego) humoru, jako swego rodzaju wywoływacza śmiechu w  różnych postaciach: subtelnego, nagłego, niekontrolowanego, przez łzy, końskiego, tubalnego, rubasznego. Potraktujcie  „Zagrożeniologię” też jako źródło różnych anegdot, którymi można „zabłysnąć w towarzystwie.

Doktorr Noel Strefa jest najznakomitszym zagrożeniologiem na świecie. Zna się na wszystkim w tej dziedzinie. Jest mistrzem w wyszukiwaniu najmniejszych zagrożeń. A te mogą nadejść w najmniej spodziewanym momencie, z najmniej spodziewanej strony.  

Książka w zabawny sposób opisuje różne niebezpieczne przypadki. Pełno tu śmiesznych i wyszukanych neologizmów wynalezionych dla dobra człowieka, nauki, mrożących krew w żyłach przykładów, teorii i definicji. Jednym słowem: pozytywnie zwariowana lektura dla pozytywnie nastwionych czytelników, którzy nie boją się eksperymentować.

P.S. Chować przed rodzicami, bo nigdy Was nigdzie nie puszczą.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Ella, dziennikarka z USA, dowiaduje się o tragicznej śmierci swoich rodziców. Od dłuższego czasu pomiędzy młodą kobietą a nimi nie układało się dobrze. Wizyta w rodzinnym domu w Norwegii jest bardzo bolesna. Na miejscu Ella dowiaduje się, że w mieszkaniu w piwnicy zamieszkała dziwna starsza kobieta. To Rachela. Obie kobiety poznają się. Do zacieśnienia stosunków dąży zwłaszcza Rachela – nachalna, narzucająca się. Początkowa niezbyt miła znajomość, taka „na przymus”, przechodzi różne etapy od niechęci, poprzez ciekawość, zrozumienie, współczucie, wzruszenie i … zdziwienie. Ella poznaje losy Racheli, która w czasie wojny musiała opuścić swoich biologicznych rodziców, dom w Bratysławie. Razem ze starszym bratem Aronem zamieszkała dzięki Pomocy Nansenowskiej u norweskiej rodziny na dalekiej Północy.

Mnóstwo wątków, postaci, poplątane życiorysy różnych ludzi. Na końcu wszystko układa się w dobrze przemyślaną całość. Ciekawe opisy życia wojennego, prześladowania, dobrzy ludzie, którzy w czasach terroru mieli odwagę pomóc innym. Również źli – którzy za parę srebrników byli zdolni, zdradzić, wydać i donieść. Ta wojna odsłania najbardziej wstydliwe i ciemne zakamarki ludzkiej duszy.

Oczywiście mamy wiedzę na ten temat, ilu ludzi zginęło w czasie ostatniej wojny. Liczby te przerażają. Jednak zawsze bardziej przerażające jest cierpienie jednostki. Losy pojedynczego człowieka bolą okropnie. Życie Racheli jest bogate w wyjazdy na zawsze, pożegnania, poszukiwania. Ludzkie dramaty, które łapią za serce – tutaj przedstawione w szczegółach, na różnych etapach od dziecka, poprzez młodość, starość.

Autorka ukazała swoje bohaterki w różnych światach. Przede wszystkim teraźniejszość. Jednak co rusz razem z Rachelą przenosimy się do przeszłości: do kamienicy, w której mieszkała z rodzicami i wścibskimi sąsiadami, do żydowskiej kawiarni, w której jej przyjaciel dobrotliwie zwany przez wszystkich Einsteinem, prowadził z innymi polityczne, społeczne i filozoficzne dysputy. Do Bergen w Norwegii, gdzie mała Rachela zamieszkała z dobrą ale bojaźliwą Siegrid i jej surowym mężem Johannem. Do powojennej Norwegii, w której Rachela próbowała odnaleźć szczęście u boku szarmanckiego czarnowłosego przystojniaka.

Książka pokazuje, że niekiedy musi upłynąć dużo wody w rzece, zanim znajdzie się odpowiedź na nurtujące pytania. Muszą paść bolesne słowa, trzeba dowiedzieć się trudnej prawdy, by po latach niezrozumienia, smutku i strachu w końcu znaleźć ukojenie i spokój serca i duszy.

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83