Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
piątek, 13 lipca 2018

Chciałoby się powiedzieć – nareszcie. Bo taka książka była potrzebna od dawna. W biblioteczkach domowych na pewno mnóstwo jest tytułów, które przybliżają mitologię starożytnych Greków i Rzymian. Przeciętny polski uczeń zna mit o Zeusie urzędującym na Olimpie i ciskającym piorunami, o pięknej Afrodycie zrodzonej z morskiej piany, Prometeuszu przykutym do skały. Natomiast niewiele wie o naszych korzeniach – mitologii słowiańskiej. Mało tego – mnóstwo wyrażeń z obcych mitologii weszło do naszego codziennego języka: Syzyfowa praca, pięta Achillesa, puszka Pandory. A co z naszą mitologią? Przewrotnie powiem: może „Do pioruna!”. Które bardziej poprawnie powinno brzmieć „Do Peruna!”.  Oj, w tej kwestii i my dorośli jesteśmy „zieloni”. Z przyjemnością przerabiałam z synami – kolejno najpierw ze starszym, potem z młodszym – tematy z historii w 4 klasie o wierzeniach naszych przodków. To wtedy właśnie po raz pierwszy pojawił się Perun. Za moich szkolnych czasów ten temat na lekcjach też był traktowany po macoszemu. Jest nadzieja, że ta książka coś zmieni. Pięć opowieści – przygód słowiańskich bogów. Zwłaszcza o tych najważniejszych, ciągle ze sobą rywalizujących, walczących o palmę pierwszeństwa. Typowi chłopacy – każdy chce być pierwszy, by jego było na wierzchu. Władają światem, jednocześnie są jakby przewodnikami po tej mitologicznej krainie. Bo dla nas tu wszystko nowe. Tyle tu nieznanych obszarów: święte drzewa, obyczaje, tradycje. Perun i Weles pokazują młodemu czytelnikowi jak stworzyli nowe lądy, kierunki na świecie, człowieka. Oprócz nich pojawia się Bannik – ci, którzy kojarzą wschodnią banię czyli łaźnię – idą w dobrym kierunku. Bannik bowiem doglądał łaźni, a poza tym był przygarbionym duszkiem. Dalej są tu również Świętowit: bóg wojny i urodzaju, Swaróg – bóg słońce i jego syn Swarożyc – bóg kowalstwa i ognia ziemskiego. Dalej Strzybóg – bóg skrzypienia, świstu, huczącego wiatru. Brzmi trochę egzotycznie, prawda? Ale zapewniam, że książka daje możliwość poznania naszej historii, dziedzictwa. A gdy do tego jeszcze dodam: ach te ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło!!! Pięknie został pokazany dawny świat kiedy to Weles zanurkował w odmęty głębokiej wody po garść piasku z dna, albo gdy Perun oczyszczał swoje ciało w bani. Piękne jest wycięte święte drzewo na początku książki. Może się skusicie do podróży w dawne czasy kiedy słońce było bogiem? Warto.

Tutaj możecie zajrzeć do środka:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

czwartek, 12 lipca 2018

W serii komiksów o dzielnym kowboju od czasu do czasu pojawiały się już duchy. Najczęściej okazywało się, że za tymi niby „duchami” tak naprawdę kryli się zwykli śmiertelnicy. Czy tym razem będzie inaczej?

Dyliżans Kompanii Przewozowej znika bez śladu. Wraz z nim wszyscy podróżni i cenne bagaże. Dyrektor firmy prosi Lucky Luke’a o pomoc. Ma nadzieję, że sprawa uniknie rozgłosu, a reputacja Kompanii zostanie uratowana. Do sprawy miesza się nie kto inny jak legenda Dzikiego Zachodu Calamity Jane - doskonały jeździec i rewolwerowiec. Kobieta koniecznie chce wyjaśnić, co stało się z jej nowym winchesterem, który również tajemniczo zaginął wraz z dyliżansem.  W komiksie oczywiście znajdziecie klimat Dzikiego Zachodu: powrót do czasów długich sukien, purytańskich konwenansów i obyczajowości – oj, Calamity Jane siała zgorszenie wśród dam, które zawsze pobożne, dobrze ubrane, grzeczne i wychowane, stroniące od alkoholu. Są tu i napady rzezimieszków, jakich w tamtych czasach na Wild West nie brakowało. Whisky leje się strumieniami, słychać co chwila świst kul, całość rozgrywa się w charakterystycznym klimacie – ale czy w rzeczywistości było inaczej? W każdym razie ta część serii to dobra zabawa, ciekawi bohaterowie, obraz dawnych czasów i kolejna zagadka, którą udaje się rozwiązać kowbojowi. Mój starszy syn w czasie posuchy komiksowej mówi: Oj tam, Lucky Luke! Jemu to się zawsze wszystko udaje, jest zbyt przewidywalny. Ale gdy tylko pojawi się nowy tytuł w domu, zaciera rączęta, po czym doskonale się bawi i nie może oderwać się od lektury. To są właśnie takie czary tej serii. U Was też?

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

środa, 11 lipca 2018

Anna Czerwińska-Rydel to gwarancja porządnej biografii dla dzieci. Tak jest i tym razem. Rzetelnie przygotowana, ciekawie napisana, wywołująca u czytelnika emocje. Poleciały łzy, oj, poleciały – wzruszenia, bezsilności, smutku. Leżałam oparta na poduchach i siąpiłam nosem – inaczej się nie dało. Nie jest to lektura łatwa – z ciężkim sercem czyta się o losie Żydów w czasie II wojny światowej, warunkach życia zwykłych warszawiaków, polityce Niemców w stosunku do narodu polskiego. Bo oprócz sporej dawki na temat życia Ireny Sendlerowej, znajdziecie tu również konkretną wiedzę o tamtych czasach, w których panował terror, za pochodzenie jechało się do obozu koncentracyjnego, a za okazanie serca drugiemu człowiekowi można było stracić życie. Tytuł tej biografii pozwoli zapamiętać, że słynne karteczki – metryczki uratowanych dzieci, były przechowywane w butelce po mleku, a nie w słoiku, jak podają niektóre źródła. Ale od początku.

Książka przedstawia pewien rozdział życia Ireny Sendlerowej – już w okresie dorosłości. Od kilku lat panuje II wojna światowa. Irena wraz ze znajomymi, jak tylko może, pomaga ludności uwięzionej w getcie. Gdy pewnego dnia staje się świadkiem wyprowadzania z getta Doktora - Janusza Korczaka i jego grupki dzieci w wiadomym kierunku – na Umschlagplatz, skąd odbywały się transporty do obozu koncentracyjnego, coś w niej pęka, a ona zdaje sobie sprawę z tego, że to co robi, to wciąż za mało, że trzeba zrobić coś więcej. Razem z innymi zaufanymi osobami zaczyna organizować wywózkę dzieci żydowskich z getta, następnie umieszczanie ich w bezpiecznych miejscach. Do szklanej butelki wkłada karteczki z prawdziwymi nazwiskami dzieci – by nie zaginęła ich tożsamość. A samą butelkę zakopuje w ogrodzie. Wzruszająco Autorka pokazała reakcje rodziców na propozycję uratowania ich dzieci. To była ZAWSZE trudna decyzja: nie wiadomo było, jaki los spotka dziecko, dokąd trafi, nie było też gwarancji, że akcja się uda. Podczas lektury skóra cierpła, gdy w tramwaju ukryte dziecko zaczęło nagle płakać. Tylko dzięki zachowaniu zimnej krwi tramwajarza dziecko zostało uratowane. Przykładów jest mnóstwo. Czytelnik ma możliwość poznania kulisów samej akcji ratunkowej, często bezimiennych bohaterów tamtych dni – którzy mimo narażenia życia gotowi byli przyjąć do siebie dziecko żydowskie. Jaki los spotkał Irenę Sendlerową w czasie wojny, po wojnie? Zrobiło się o niej głośno przez przypadek – dzięki przedstawieniu teatralnemu przygotowanemu przez młodzież w USA. Cicha, mądra i skromna osoba. BOHATERKA. Babcinka o ciepłym wyrazie twarzy, z której biło dobro. Dwukrotnie nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Warto poznawać takich ludzi. Wartościowa lektura do wspólnego czytania.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 10 lipca 2018

Smerfy uwielbiam jako kreskówkę i jako komiks. I nie wyrosnę z tego. Podoba mi się humor, akcja, neologizmy związane ze smerfowaniem wszelakiego rodzaju. To pole nieskończonych możliwości – właściwie każda część książki, każdy odcinek czymś nowym zaskakują.  I wszyscy wiedzą zawsze, o co chodzi. Smerfy łączą pokolenia – i nikt, i nic tego nie zmieni. W najnowszej części w wiosce niebieskich skrzatów pojawia się Smerfuś. Otóż „pewnej pięknej nocy” przynosi go … bocian. W małym zawiniątku zostaje podrzucony pod któryś z domków. Problem w tym, że Smerfuś znalazł się w wiosce przez przypadek. Z początku nikt go nie chce, w końcu trafia do Smerfetki, która otacza go olbrzymią miłością, troskliwością, zainteresowaniem. A gdy okaże się, że Smerfusia trzeba oddać, wszyscy mieszkańcy wioski jak mur staną za maleństwem. Czy dzidziuś zostanie w wiosce?

Oprócz tytułowego Smerfusia w książce znajdziecie jeszcze inne odrębne smerfowe przygody:

Papa Smerf wkrótce będzie obchodził swoje 542 urodziny. Cała społeczność niebieskich ludków myśli o tym jak wysmerfować mu ciekawy prezent. Może hantle? Może likier malinowy? A może buty do biegania? Nieeeee. Wszystkim podoba się pomysł upieczenia przeogromnego ciasta. A to łatwe nie jest Czy Smerfetce uda się zmobilizować przyjaciół do pracy?

Wioska Smerfów jest w fatalnym stanie. Domki należałoby odnowić, bo farba się potwornie łuszczy. Wszyscy biorą się do roboty, łapią za pędzle. Tylko, że LICHO, ooooo pardon, Gargamel, nie śpi. Właśnie wynalazł farbę, która czyni go niewidzialnym. Podstępem dociera do wioski, a tam przez przypadek zostaje odkryty. Oj, będzie się działo.

Gargamel chce dostać się na zabawę w wiosce Smerfów. Wymyśla śmieszne przebranie, które ma pomóc ukryć jego prawdziwą tożsamość. Czy mu się uda?

Czy też tak macie, że Gargamela i Klakiera lubicie mimo wszystko? Robią dużo złego, psocą się niebieskim skrzatom, ale bez nich to nie byłoby to. Świetne ilustracje, humor językowy, sytuacyjny, starzy znajomi. A przede wszystkim książka – do której zawsze można wrócić, gdy się zatęskni za dzieciństwem. A gdybyście nie wiedzieli, skąd się biorą dzieci, Papa Smerf właśnie w tej części to tłumaczy:


Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 19 czerwca 2018

Pierwsze, co mi się rzuca w oczy – to oczywiście ilustracje. Od razu kojarzą się z nadchodzącymi wakacjami, a teraz taki czas, że człowiek tylko o tym myśli): woda, drzewa, egzotyczne miejsca, rośliny, zwierzęta. Och, jak przyjemnie od razu robi się na serduchu. Już jedną nogą dzięki tej lekturze jesteśmy gdzieś tam. To krótkie bajki dla młodszych dzieci, które przenoszą czytelnika za pomocą tekstów, obrazów i wyobraźni na rafę koralową, do dżungli, na sawannę. Czyż to nie brzmi cudnie: „Na świecie nie było wtedy ludzi i nie wymyślili jeszcze fabryk ani plastiku, ani przewożenia ropy statkami. Do oceanu nie wpływały brudy. Woda była czysta i przejrzysta”. Właśnie w świecie stworzonym przez Agnieszkę Ginko nie ma obrazów znanych ze zdjęć i filmików z Internetu pokazujących dryfującą górę śmieci plastikowych po oceanie albo nurków pływających wśród tysięcy foliówek. Płakać się chce i żal, wielki żal… Świat w tych bajkach jest bez skazy. Taki, jaki powinien być. Dlatego przy tych bajkach pojawia się tęsknota za „całą” rafą koralową, za zwierzętami, które na sawannie czują się bezpiecznie i nie grozi im wymarcie gatunku. Mała Myszka ma złe sny. Boi się, że rodzice przestaną ją kochać. Z pomocą przychodzi bóbr, który radzi jak wziąć takie strachy za rogi. Bajka podpowiada dzieciom, że strach jest naturalną rzeczą i że można go pokonać. Nietoperz Miłek cieszy się z towarzystwa nowego kolegi. Razem śmigają w górę w dół, na prawo, na lewo. Jest taki szczęśliwy. Dopiero rodzice uświadamiają mu, że jego nowym przyjacielem jest jego własny cień. Zebra Cudak trafia na bardzo nieprzyjemnego osobnika: hienę Mamrota. Jest gotowa nawet poświęcić swój własny ogon aby tylko się uratować – chce odzyskać radość i szczęście. Czy tak nie mamy my, ludzie? Zawsze z chęcią uwalniamy się od złego towarzystwa i złej energii. Taak, daleko od fałszywych przyjaciół. Małpka Długa – najpierw bardzo złośliwa w stosunku do innych – potem znajduje radość w pomaganiu innym. Okalecza ptaka, pozbawia go piór – następnie próbuje naprawić swój błąd. Pomaga żabce ze skaleczoną nogą, chorej papudze przynosi wodę z wodopoju, masuje zbolałe plecki nietoperzowi.

Bajki Agnieszki Ginko oprócz wartości poznawczych i estetycznych, mają wielką moc uwrażliwiającą. Na przyrodę, na mieszkańców Ziemi – zwłaszcza na zwierzęta, które chyba najbardziej cierpią przez (niestety) niszczycielską działalność człowieka. W ogóle zwierzaki w tych bajach mają ludzką naturę: cieszą się jak dzieci, spierają, kombinują, są sprytne, przebiegłe, doświadczają smutku. Dobrze się czyta, świetnie nadają się na letnią lekturę.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 16 czerwca 2018

Wilk mieszka w Dalekim Lesie i cierpi na huśtawkę nastrojów: radość przeplata się ze smutkiem, smutek z ekscytacją. Czy można sobie wyobrazić zmianę nastroju 100 razy na minutę? Z matematycznego punktu widzenia - chyba nieeeee. Ale można, w przypadku Wilka jest to możliwe. Wilk nie radzi sobie z emocjami. Inne zwierzęta mówią mu, co należy zrobić, by nauczył się nad sobą panować. Ale łatwo powiedzieć. Czy uda się Wilkowi praca nad sobą? Czy Wilkowi pomoże kurs jogi? A może jakikolwiek inny sport? Czy ciężka praca nad charakterem zacznie przynosić efekty?

Niejeden młody czytelnik odnajdzie w postaci Wilka choć odrobinę siebie. Bo przecież nawet maluchy – radosne i optymistyczne w jednej chwili potrafią stać się markotne i smutne. Stare przysłowie mówi, że najlepiej jest uczyć się na cudzych błędach. Można wiele nauczyć się dzięki Wilkowi. Zatem może książka podpowie jakieś rozwiązanie. Dzięki Wilkowi na pewno dzieci poznają pojęcie: „emocje” i pasujące do tego słownictwo: spokojny, wściekły, zazdrosny, zadowolony, zniesmaczony, nadąsany, smutny. Na kolorowych i zabawnych ilustracjach można śledzić perypetie bohatera i jego przyjaciół. Książka nie poucza moralizatorsko, ale spokojnie tłumaczy problem i podpowiada, co robić, gdy jest naprawdę źle. Myślę, ze taka nauka przyda się nie tylko małym czytelnikom.  

Do tej pory ukazało się kilka ciekawych pozycji z serii „O Wilku”. Wilk, jak się okazuje, nie lubi czytać, nie lubi chodzić, chciałby zostać gwiazdą rocka, chciałby się zakochać i podróżować po świecie. Ciekawe, jak się skończą te historie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Adamada

piątek, 15 czerwca 2018

Dla mam o mamach, macierzyństwie, dzieciach. Niektóre teksty bardzo intymne, osobiste, trudne. Jest kilka, które można przeczytać z dzieckiem. Ale zdecydowanie to nie lektura dla dzieci. Dla kobiet w każdym wieku, dla młodych mam, które zaczynają dopiero ten etap w życiu. Dla starszych mam, które już z niejednego piec a chleb jadły, znają życie od podszewki, przeszły przez różne etapy macierzyństwa. Najpierw jest radość na wieść o tym, że dziecko pojawi się na świecie. Sama radość: dziecko zaczyna chodzić, rysować, poznaje pierwszą piosenkę, mówi: „Mamo”, „kocham”. Właśnie …. „takie piękne plany”. Wszystko przed nami – a życie przynosi i radości i smutki. Dla mnie ta książka jest też swego rodzaju wspomnieniem. Bo z jednej strony czytamy piękne, refleksyjne testy. Z drugiej - odnoszę je natychmiast do swojego życia. To książka, której nie czyta się raz. Do tego pięknie zilustrowana. I właśnie te obrazy przedstawiające mamy z całego świata mogą być wspólną lekturą rodzinną. I tak sobie myślę, może teksty Hélene Delforge zainspirują niejedną kobietę do własnych zapisków, refleksji. Kto wie… Książki w końcu popychają do działania. Jak się okazuje, tak wiele wątków, chwil, codziennych drobiazgów, może być początkiem pięknego wspomnienia: zdjęcia dziecka, moment poznania ojca pociechy, plany, które trzeba było zmienić, karmienie piersią, kołysanka dla dzieci, strach o dziecko, wspólna zabawa, śmierć. Wiele z refleksji Autorki zapada w pamięć. Mnie najbardziej utkwiła w głowie taka myśl. Smutna…

„Przeraża mnie natomiast, że kiedyś nie będziesz chciał mnie odwiedzić…”

Nie opuszcza mnie myśl, że piękną rzeczą byłaby podobna książka o tacie. Napisana z perspektywy mężczyzny. Może kiedyś ktoś…

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 10 czerwca 2018

11-letnia Gilly to Galadriel Hopkins. Swoje dzieciństwo spędza u rodzin zastępczych. Tak naprawdę nie zna swojej matki, ale bardzo za nią tęskni, snuje wyobrażenia na jej temat, karmi wyobraźnię obrazami, których nigdy nie było i prawdopodobnie nie będzie. Gilly nie jest łatwym dzieckiem. Kolejni opiekunowie pozbywają się jej jak zbędnego balastu. W ciągu trzech lat dom pani Trotter jest trzecim z kolei, który daje jej dach nad głową. Nowa opiekunka ma w sobie duże pokłady dobra i miłości. Opiekuje się też upośledzonym małym Williamem Ernestem i czarnoskórym sąsiadem – panem Randolphem, który jest niewidomy. Pewnego dnia Gilly znajduje w książkach pana Randolpha pokaźną sumę pieniędzy. Natychmiast w jej głowie pojawia się myśl, by wyruszyć na poszukiwania matki. Gilly jest kolczasta jak jeż. Nie można jej przytulić, nie wierzy w dobre intencje dorosłych. Już na samym starcie każdy opiekun, dorosły jest skazany na odrzucenie. Przecież dziewczynka od 3 roku życia była przerzucana z miejsca na miejsce jak worek kartofli. Nie ma zaufania i naprawdę dużo wody w rzece upłynie zanim się to wszystko zmieni.

Ta książka to też Ameryka, jakiej nie widać w przebojowych filmach zza oceanu. Tu nie ma życia dopiętego na ostatni guzik, wyfiokowanej pani domu i kuchni przypominającej muzeum. Jest tu biednie, brudno. Bohaterowie są dalecy od doskonałości: czy pod względem charakteru czy wyglądu. Są choroby i niepełnosprawność. W końcu są i trudne sprawy, nie ma łatwych rozwiązań ani cukierkowego happy endu. Katherine Paterson jest autorką kultowego „Mostu do Terabithii”. O ile mi wiadomo, w Polsce ukazały się do tej pory tylko dwie jej powieści. A szkoda. „Wspaniałą Gilly” polecam nie tylko zbuntowanym nastolatkom, ale też rodzicom, opiekunom i wychowawcom.

Wiek 13+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 08 czerwca 2018

Czacha tak naprawdę ma na imię Amelia. Czacha bardzo nie lubi swojego imienia. Chodzi do czwartej klasy i chce być twardzielką. Dodam tylko „zbuntowaną” twardzielką. Kiedyś zaczęła pisać pamiętnik. Ten stary, dawny, mama Czachy schowała dla potomności. Teraz dziewczynka zaczyna zapisywać nowy zeszyt. Czacha ma psa Bustera, który „lubi” czytać – niedawno pożarł „Pinokia”. Dosłownie, co odczuje budżet rodzinny, bo „Pinokio” był z biblioteki i trzeba książkę odkupić. Ma też chomika i siostrę Helgę. I trochę skomplikowaną sytuację rodzinną, bo każda z dziewczynek ma innego ojca, wszyscy po rozwodach, wszyscy z nowymi partnerami. Do tego dochodzi zwykła codzienność, która niesie wiele ciekawych bardziej i mniej skomplikowanych problemów do rozwiązania – związanych ze szkołą, przyjaciółmi, rodzeństwem. W domu się nie przelewa – najlepszą sytuację mieszkaniową ma  na przykład chomik, który ma życie jak w Madrycie w przestronnej klatce. Tymczasem Czacha ma marzenia, plany, ambicje. Ot, nawet taki Klub Bunt, który już z samej nazwy ma specjalną misję do wykonania. Bunt to zresztą nieodłączny element życia rezolutnej dziesięciolatki. Autorka Joanna Jagiełło doskonale wie, co w młodej duszy gra. Bo przecież w wieku młodego człowieka przychodzi taki  moment, by wreszcie zawalczyć o swoja niezależność, zaznaczyć swój teren, powiedzieć głośno swoje zdanie, choć innym to się nie podoba. Czacha uwielbia się przekomarzać, kłócić, wręcz awanturować. Choć muszę przyznać, że to jej buntowanie się nie jest skrajne, a nawet ma wiele … uroku. Bo Czacha buntuje się z wdziękiem, charakterem. A nawet niekiedy ten jej bunt jest uzasadniony. Uśmiech wywoła na pewno końcowa scena spontanicznego sylwestra. Bo kto chciałby siedzieć w ostatnią noc w roku w domu tylko z babcią? Czacha i na to znajdzie sposób – oczywiście się zbuntuje i znajdzie oryginalne wyjście z sytuacji.

Książka na pewno dla młodych buntowników, którzy chcieliby poznać innych rówieśników i ich problemy. Autorka przedstawia szerokie tło społeczne – na pierwszym planie są oczywiście typowe problemy nastolatki, jednak w tle pojawia się szeroka gama innych barwnych bohaterów oraz nowe, ciekawe wątki, codzienna rzeczywistość niekiedy szara i skromna. Myślę, że niejeden nastolatek odnajdzie siebie w tej książce. Mogą sięgnąć po nią również rodzice. Przede wszystkim dlatego, by trochę poznać  i zrozumieć „charakterek” swojego buntownika, podejść do problemu z uśmiechem, a przede wszystkim – może również po refleksję – inni to mają wcale nie lepiej niż ja, a może nawet gorzej (mama Czachy musi zmierzyć  się z wieloma ciekawymi i oryginalnymi pomysłami i zachowaniami córki).  By stwierdzić: niezadowolony i zbuntowany nastolatek – TO ZDROWY NASTOLATEK.

Wiek 10+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 04 czerwca 2018

Czarownica Irenka do tej pory była znana wyłącznie czytelnikom „Świerszczyka”. Aż wreszcie ktoś wpadł na pomysł (dodam tylko: dobry pomysł), by z przygód Irenki popełnić książkę. Właśnie ukazały się dzieła zebrane – ku mojej uciesze – tom 1, co daje nadzieję, że będzie/ będą następne. Irenka odczarowuje wszystkie złe czarownice znane z bajek. Postać bardzo pozytywna. To sama dobroć, uśmiechnięta, pogodna, skora do pomocy, pomysłowa, gościnna. Przyjmie w swe progi i zmokniętego pajączka i nietoperza, uratuje pisklaczka, pomoże zagubionej owieczce. Przeżywa z uśmiechem zwykłą codzienność wyczarowując same dobre rzeczy. Przeżywa liczne przygody: nurkuje w morzu i wyławia skarby, lepi bałwana, wędkuje. Bardzo podobała mi się historyjka o pamiątkach z wakacji: nie ma tu drogich gadżetów, ale są za to m.in. kamień z Jeleniej Góry, wodorost z Sopotu. Książka podzielona jest na cztery pory roku. To krótkie obrazkowe historyjki, które można czytać „po swojemu”. Można cieszyć oko wspaniałymi ilustracjami Agnieszki Żelewskiej, można zachęcać dziecko do tworzenia historyjki w oparciu o ilustracje, można w końcu dopowiadać swoje historie – każdy ciąg dalszy mile widziany. I to w wersji mówionej jak i obrazkowej. Na końcu książki znajdziecie bowiem krótki kurs rysowania czarownicy Irenki. Może dzieci pokuszą się o tworzenie własnych obrazkowych opowieści.

Wiek 3+

Wydawnictwo Bajka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 102