Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 24 stycznia 2010

W listopadzie ukazała się już piąta część przygód stracharza i Toma Warda w ramach serii Kroniki Wardstone. To książka, od której nie mogę się oderwać. A gdy już przeczytam, z niechęcią myślę, że miną kolejne miesiące, aż ukaże się kolejna część. Warto podebrać młodszym czytelnikom. Recenzja na blogu Półeczka z książkami.

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 17 stycznia 2010

Z ulgą wróciła do karety i sięgnęła pod poduszkę, żeby wyjąć książkę. Książki jednak nie było. Kareta ruszyła z łoskotem. Królowa, ani na chwilę nie przestając machać do poddanych, ukradkiem i po omacku zaczęła szukać zguby pod innymi poduszkami.

-Nie siedzisz na niej przypadkiem?

-Na czym?

-Na mojej książce.

-Nie. Patrzą na nas kombatanci weterani na wózkach, machaj, na litość boską!

Książka odbrązowiła królową angielską. Nagle objawiła mi się jako kobitka z krwi i kości – z CHARAKTEREM, mało tego – z pasją czytelniczą, typową tylko dla wyrafinowanych pożeraczek książek. Słyszycie hasło – królowa angielska – i co sobie zaraz wyobrażacie? Zimna, zdyscyplinowana, z zasadami, punktualna, z manierami, dobrze wychowana, na dystans. Może i taka była KIEDYŚ, ale pewnego dnia stało się coś nieoczekiwanego. W pogoni za ukochanymi psami, królowa natrafiła na bibliowóz, który zaparkował na chwilę na tyłach pałacu. I zaczęło się. Monarchini wypożyczyła pierwszą książkę z grzeczności – bo tak WYPADAŁO zrobić. Ale to, co nastąpiło potem, przeszło najśmielsze oczekiwania. Samej królowej również. Teraz, gdy widzę Jej Królewską Mość na ekranie telewizora – w karecie, przemawiającą w Parlamencie, wysilam wzrok i wypatruję książki – a nuż będzie wystawała ona z torebki, albo spod poduszki, na której właśnie monarchini spoczęła. Bo królowa kocha czytać – tak jest przynajmniej w książce Alana Benetta – świetnie skrojonej historii, pełnej humoru, ironicznych dowcipnych dygresji, niesamowitych zwrotów akcji, przemyśleń związanych z szeleszczącymi kartkami. No bo proszę sobie wyobrazić, że królowa potrafi symulować przeziębienie, by móc w cieplutkim łóżku oddawać się ulubionej lekturze, ukrywa się z książką w najmniej uczęszczanych zakamarkach jej rozlicznych posiadłości,  przestaje przykładać wielką wagę do tak starannych kiedyś w „erze przedksiążkowej” fryzur i garderoby, skraca oficjalne wizyty, wprawia w zakłopotanie głowy państw pytając o pisarzy i szczegóły z ich życia prywatnego, zamęcza członków rodziny królewskiej tematami okołoksiążkowymi, wypytuje o upodobania lekturowe, wciska im książki do rąk, aby później sprawdzić, czy na pewno je przeczytali. (O Boże, skąd ja to znam?) Każdy, kto kocha kontakt z książką, w opowieści Bennetta odnajdzie kawałek siebie. Same książki otwierają przed królową nieznany do tej pory świat, uwrażliwiają ją na drugiego człowieka, każą dostrzec rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Jako że lubię podglądać, co inni czytają, informuję, że królowa angielska czytuje takie nazwiska jak: Henry James, Sylwia Plath, Virginia Woolf, Alice Munroe i wielu innych, a nawet od czasu do czasu jakieś czytadełko pospolite się na tej liście trafiają.

Coś w tej historii musi być, ponieważ niedawno media podały, że Jej Królewska Mość część swoich obowiązków przekazała najstarszemu wnukowi. Wszyscy się głowią, dlaczego? Po tej lekturze odpowiedź jest prosta – Szanowni Państwo! Monarchini chce mieć w końcu święty spokój i duuuuuużo czasu na czytanie ulubionych książek.


Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 12 stycznia 2010

Brulion Be.el bierze udział również w konkursie na Najlepszy blog roku 2009 w kategorii KULTURA. Jeśli uważacie, że zasługuje na nominację do kolejnego etapu, proszę o wysłanie sms na numer 7144 o treści E00209 (cena sms 1,22 zł brutto). Dochód z głosowania sms-owego przeznaczony jest na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Więcej informacji można znaleźć tutaj.

Dziękuję za głosy oddane na mój blog:)

niedziela, 10 stycznia 2010

Rabia jest wychowywana przez bardzo surowego dziadka imama i matkę Emineh, jemu bardzo posłuszną i uległą. Imam całymi dniami mówi o piekle i diabłach, przeklina swojego zięcia co najmniej pięć razy dziennie, krytykuje wszelkie zabawy, a na lalkach nie zostawia suchej nitki (to bałwochwalcze próby tworzenia zakazanych wizerunków, ohyda w oczach Allacha). Dzieciństwo dziewczynki pozbawione jest śmiechu, radości, jasnych strojów. Tewfik, ojciec Rabii, człowiek kochający życie, aktor błaznujący z bosymi ulicznikami, zostaje skazany na banicję. Rabia ma wielki talent- piękny głos i dobry słuch. Dziadek postanawia zrobić z niej hafisa – śpiewającego Koran, znającego całą świętą księgę na pamięć. Wkrótce dziewczynka staje się gwiazdą meczetów, a zamożni ludzie zapraszają ją do domów, by uświetniła swoim śpiewem rodzinne uroczystości i święta. Imam staje się dzięki temu zamożnym człowiekiem. Dziewczyna chodzi do żony Paszy. Ta odkrywa w jej śpiewie smutek, gorycz i tragizm. Dzięki wizytom w obcych domach, Rabia poznaje inne życie. Nadal uczy się śpiewu u znanego nauczyciela muzyki, jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda tak naprawdę świat pięknych i bogatych. Barwne stroje, służący, kobiety z haremu, niewolnicy, pierwsza żona, druga żona, intrygi. Z wygania wraca ojciec Rabii. Pewnego dnia dziewczyna zakochuje się. I to w kim. W obcokrajowcu…

Do sięgnięcia po książkę zachęcam osoby, które interesują inne kultury. Halide Edip Adivar (1884-1964) napisała swoją powieść w 1935 roku w języku angielskim. Dopiero kilka lat później została ona przetłumaczona na język ojczysty pisarki. To nie tylko barwnie opowiedziane losy jednostki, ale też ciekawy rys historyczny i szerokie ramy społeczne. Historia zaczyna się pod koniec XIX wieku. Imperium Osmańskie ma lata swojej świetności za sobą. To właściwie kolos na glinianych nogach. Z książki dowiedziałam się dużo na temat życia religijnego w tamtych czasach, pozycji kobiety, ich prawach, politycznych i filozoficznych ideach, a przede wszystkim o historycznych zmianach, które wywróciły w Imperium Osmańskim wszystko do góry nogami. W postaci Rabii można doszukać się wielu szczegółów z życia samej autorki. Właściwie wychowywana pomiędzy różnymi kulturami i systemami wartości. Dzieciństwo u tradycyjnych, bardzo religijnych dziadków. Późniejsze lata u ojca i jego drugiej żony, preferujących angielski styl wychowania. W Rabii jest tyle sprzeczności, rzeczy, które nas denerwują – jej zachowanie względem do męża, religii, dziwią jej ciepłe wspomnienia związane z dzieciństwem. Jednocześnie trzeba cały czas mieć na uwadze fakt, kiedy ta powieść ujrzała światło dzienne. Początek minionego wieku. I tak wiele idei, które autorka chciała przemycić publikując tę powieść, było jak na tamte czasy wprost rewolucyjnymi. Popatrzmy dziś na Turcję – państwo na granicy dwóch kontynentów – jeszcze Europa, czy już Azja? Państwo, które do dziś ma problemy ze swoją tożsamością i nie umie nijak sprecyzować swojego stanowiska wobec kobiet czy kary śmierci. Przecież od tak wielu lat ojczyzna autorki jest kandydatką do Unii Europejskiej.  W jednej z blogowych recenzji przeczytałam – że jedyną słuszną reakcją na zachowanie bohaterki jest wzruszenie ramion. Nie zgadzam się z tą opinią. Biorąc pod uwagę całe tło społeczne, polityczne i historyczne, egzotykę kultur trudno nam pewne rzeczy zrozumieć i zaakceptować. Możemy się z czymś nie zgadzać, możemy się pewnym zachowaniom dziwić – ale chyba warto poznać. W końcu sami nie jesteśmy pępkiem świata, a mieszkańcy Turcji, Iranu, Iraku, Libii (jeśli jest im to tylko dane) czytając o nas, też pewnie kręcą głowami i nadziwić się nie mogą.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

środa, 06 stycznia 2010

Od koleżanki świetnie orientującej się w tym, co na rynku czytelniczym we Francji piszczy, usłyszałam, że komiksowa wersja Małego Księcia Joanna Sfara wywołała nad Loarą skrajne reakcje – od zachwytów po totalną negację. Oto ktoś śmiał sprofanować Le Petit Prince’a, którym zachwyca się przecież cały świat. Baaaaaaaa, mało tego, którego właśnie cały świat Francji tak bardzo zazdrości. Ach ci Francuzi! Wieża Eiffla też na początku miała wielu adwersarzy, a teraz proszę – Paryż bez tej żelaznej żyrafy, jak ją nazywali maruderzy, nie byłby TYM samym Paryżem. Ot – nie dajmy się zwariować. Skoro Baz Luhrmann kazał przesiąść się Capulettim i Montecchim do samochodów, by zainteresować młodych dramatem Szekspira, dlaczego nie zrobić eksperymentu z Małym Księciem i nie oddać go w nasze ręce w formie komiksu? Recenzja na blogu Półeczka z książkami.

Wydawnictwo Znak 

poniedziałek, 04 stycznia 2010

Do tej pory pisałam o Paddingtonie dla maluchów (3+). Teraz czas na wersję dla starszaków. Może na początek moja krótka refleksja – otóż cieszę się bardzo, że na rynku zalanym (dosłownie) przez disney’owskiego, skądinąd całkiem sympatycznego ale …hm, hm, no, właśnie, Kubusia Puchatka, znalazło się miejsce również dla Paddingtona. Przetłumaczony przez biegłego w pisaniu Michała Rusinka (Mały Chopin) przybył do nas po raz kolejny w całej swej okazałości. Recenzja w całości do przeczytania na blogu Półeczka z książkami.

Wydawnictwo Znak