Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 17 lutego 2011

Książkę zamówiłam  w bibliotece jakieś pół roku temu, a może i więcej. Na moje uparte - Czy jest już Czerwony rower? - regularnie słyszałam odpowiedź – Nie. Bo albo ktoś mi ją podbierał z kupki książek zamówionych albo ktoś strrrsznie długo ją czytał.  W końcu przestałam pytać, mąż też już nie zachodził sprawdzać (pracuje obok budynku świątyni książek). I gdy zrobiło się cicho,  ciszę biblioteczną przerwało przeraźliwe –A Czerwony rower to jeszcze pani chce? Aż podskoczyłam między regałami. I Stendhal rozbił sobie łeb o kant drewnianej półki. Chcę, pewnie, że chcę. Nareszcie – pomyślałam w duchu. I przyniosłam swoją w końcu upolowaną zdobycz do domu. I dałam się wciągnąć w tę historię – choć muszę przyznać – historia historią. Mnie spodobało się całe tło wydarzeń sprzed lat. Tak naprawdę książkowe czasy to też moje dzieciństwo i moja najmłodsza młodość. Różnica wieku z głównymi bohaterkami – to zaledwie 1 rok (na moją babską niekorzyść). Składak, plakaty z gazet, z Bravo, pamiętnik pisany w tajemnicy, stare przeboje (A – ha, Duran – Duran, Limahl), kolejne próby domowych nagrań przebojów, czekolada własnej roboty z mleka w proszku, Peweks, podróże do Czechosłowacji, NRD, Związku Radzieckiego, carmeny, bazarowe ubrania, dziesięciokolorowy długopis, lista Niedźwiedzkiego,  bezpłciowe niebieskie zeszyty w bladofioletową kratkę, kino nocne… Mogłabym tak długo wyliczać – bo choć moje życie było tak inne od losów bohaterek Czerwonego roweru (spokojniejsze i mniej burzliwe) nie da się ukryć, że gdzieś sama wpisałam się w tę historię, a specyficzny klimat lat osiemdziesiątych stworzony tak namacalnie w tej powieści kazał mi wierzyć, że na prowincji pod Warszawą dzieje się to i to, a gdzieś 300 km na zachód żyję sobie ja – i też słucham tej samej muzyki, tych samych wiadomości w dzienniku,  i staram się ułożyć nogi jak jedna pani z programu telewizyjnego (do dziś mi się to nie udało).

Czerwony rower to losy trzech przyjaciółek, które spotykają się po latach. Podczas domowych remontów znaleziono stary pamiętnik koleżanki, która dawno temu zginęła w tajemniczych okolicznościach. Czy było to samobójstwo, wypadek czy jednak morderstwo? Kiedyś dziewczynki, o różnych charakterach, marzeniach, temperamentach, ogień i woda, z jakże różnych domów, dziś kobiety – w mniej lub bardziej udanych związkach. Dzieciate – trochę przerażone po swoich doświadczeniach tym, co je czeka. Czy ustawione? – raczej wtłoczone w szarą codzienność – dziennikarka, kura domowa, żona biznesmena. Czy tego właśnie chciały od życia? Strachy, kompleksy, potwory młodzieńczych lat ciągną się za nimi jak guma do żucia, którą kupowały za dolary. Historia wciągnęła mnie – a nie mając doświadczenia w powieściach kryminalnych (nie przepadam) do końca niczego nie udało mi się odkryć. Świetnie się czytało...

 

Wydawnictwo Otwarte

piątek, 04 lutego 2011


O Hani Bani i tornadzie seksualnym usłyszałam jakiś czas temu w radiu. Właśnie szalałam jako gospodyni domowa w kuchni – bo i nią (tzn. tą gospodynią) też czasem bywam, i myślałam sobie: Boże mój, ileż to czasu człowiek marnuje na takie przyziemne sprawy jak jedzenie, przygotowywanie go, potem zmywanie, układanie w szafkach, szufladach i takie tam, które zazwyczaj wkurzają babki, które w tym czasie wolałby czytać na ten przykład. I gdy tak sobie mruczałam pod nosem i myślałam, nie zawsze poprawnie, do akcji wstąpiła Hanna Bakuła, czyli Hania Bania. Opowiadała o książce, dzieciństwie, swoich wybrykach i …smakach z dzieciństwa, które pamięta do dziś. Książka – część trzecia stała się więc przedmiotem pożądanym, a mruczenie pod nosem ustało. Hania Bania postawiła mnie do pionu. Bo jak to tak można, mrucząca matka, idąca na skróty, na łatwiznę. Już moje dzieci ciepłych skojarzeń z dzieciństwa z kuchnią mieć nie będą. I słuchałam sobie o tej Hani Bani, jej przeogromnym apetycie, zaraz (no, tak nie całkiem zaraz, bo tradycyjne gotowanie trwa i trwa), wysmażyłam dla rodziny ekstra obiad wypisz wymaluj nasz wielkopolski z szagolami, kompotem z bani (żeby było tematycznie, choć po naszemu powinno być korbol), kapustką. Dzieci zajadały się, że hej, nieświadome, że obiad taki domowy mają dzięki książce, bo plany były inne. Książkowe. A jakże.

Tornado seksualne to już trzecia część losów Hani Bani – rezolutnej dziewczynki, oczytanej i mądrej (zacznę od tego, co mi najbardziej zaimponowało -  w wieku 13 lat jest pod wrażeniem Pana Tadeusza, Anny Kareniny i Dekameronu (lektury spod kołdry )), wygadanej, uzdolnionej artystycznie (taniec, rysunek, poezja) i (co jej w ogóle nie martwi) z wielkim apetytem (godzina bez jedzenia to godzina stracona). To właśnie między innymi lektury rozbudzają wyobraźnię dziewczynki – jest romantyczna, marzy o wielkiej miłości, takiej na śmierć i życie, skradzionych pocałunkach. Raz jest Telimeną, raz Nataszą. Nie mówiąc już o tym, czego dowiedziała się od Boccaccia. Dziewczynkę spotykają różne perypetie, oprócz tego ma problemy typowe dla nastolatków w jej wieku: chce być modna, choć nie zawsze są na to pieniądze, chce mieć przyjaciółkę od serca, przeżywa trudną sytuację w domu – i nie ukrywa niechęci do ojca, który snuje się ciągle ze złą miną.

Dla mnie obok Hani najbarwniejszą postacią we wszystkich częściach jest babcia. Z papierosem w ustach, która zaradzi każdej biedzie. I przeklnie pod nosem, opieprzy porządnie, ale i przytuli, a przede wszystkim dobrze ugotuje. Kiedy Haneczka robi eksperymenty ze swoimi włosami i gdy wszyscy dyskretnie zerkają i uśmiechają się, jako jedyna wali prosto z mostu - cholera jasna i działa jak należy. Hania Bania śmieszy, bawi. Autorka, jak wielu z jej pokolenia, potrafi z ciężkich czasów wiecznych niedoborów, wykrzesać iskrę radości, humoru i autoironii, czego nie potrafią czasem zrozumieć młodsi. Takie były czasy, w których przyszło żyć. I Hania idzie przez nie przebojem. Na swój sposób oczywiście. Nylon to wprawdzie nie ortalion, toporne buciory nie mają nic wspólnego z delikatnymi włoskimi szpileczkami, ale od czego jest wyobraźnia, której Hania ma … w nadmiarze.  Ktoś tak, jak Hania, podobna do każdej najpiękniejszej aktorki świata – i do BB, i Poli Raksy, i Sophi Loren, radzi sobie w każdej sytuacji i pokazuje, że nie ma co smęcić, tylko iść o przodu. A czy uda jej się rozkochać w sobie jakiegoś młodzieńca – tego oczywiście nie zdradzę.

Wydawnictwo MUZA