Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
wtorek, 28 lutego 2012

Przenosimy się do XV wieku – dokładnie do roku 1464. Celowo tak napisałam – przenosimy się – bo autorka pisze tak, że nie sposób oprzeć się jakiemuś dziwnemu odczuciu, że świat dookoła, czas i rzeczywistość swoje – a my w zupełnie innym wymiarze. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Byłam bardzo ciekawa tej mojej drugiej książki Gregory. Jakiś czas temu pisałam o Dwóch królowych – i oczywiście, że nie obyło się bez porównań. Choć nie ukrywam, trochę to ryzykowne – inna epoka, charakterologicznie wszystkie trzy królowe – zupełnie inne. Ta część raczej nie przypomina powieści historycznej, choć zwykło się mówić, że Gregory właśnie takowe pisze. Bardziej autobiografia. Początek wygląda tak:

Moim ojcem jest sir Ryszard Woodville hrabia Rivers, angielski arystokrata, możnowładca, poplecznik prawdziwych królów tej ziemi, Lancasterów.


Elżbieta Woodville (źródło - Wikipedia)

To Elżbieta ma głos. Opowiada o swoim życiu – najpierw przy boku pierwszego męża – z dwójką synów, potem już jako żona króla Anglii Edwarda IV. O początku tej znajomości – na rozstaju dróg, by prosić króla o łaskę. O rozmiłowaniu w sobie tego pięknego mężczyzny, o którym mówiło się, że najprzystojniejszy w całej Anglii. Elżbieta – bardzo powściągliwa, uparta, niedostępna – tylko na tym zyskała. Poślubiona potajemnie, potem wprowadzona oficjalnie na  salony, czym wzbudziła niechęć w towarzystwie i narobiła sobie wrogów. No cóż – przyjaciele z otoczenia króla marzyli o małżeństwie politycznym dla swego pana, co byłoby bardziej korzystne dla Anglii w epoce licznych wojen i zawirowań w całej Europie i Ziemi Świętej.


król Edward IV ( źródło Wikipedia)

Możemy sobie tylko wyobrazić, jak będzie wyglądało życie Elżbiety – ciągły strach o utrzymanie korony, liczne intrygi na dworze, rywalizacje rodów – tych sławnych i tych, które szukają dopiero przyjaźni pary królewskiej – dla niej samej – dążenia do wzrostu znaczenia jej rodziny, głównie braci i dzieci. A po nagłej śmierci Edwarda w kwiecie wieku – ciągły strach o życie, w końcu tajemnicze i do dziś niewyjaśnione zniknięcie dwójki jej synów z Tower.

Biała królowa znajdzie wiernych czytelników wśród tych, którzy lubią historię. Ta jest tu na każdym kroku. Prawdę powiedziawszy niewiele wiedziałam o rządach Edwarda IV. W szkołach króluje Henryk VIII i jego żony (choć nie wiem jak jest teraz po reformie). Tutaj można zobaczyć, jak rośli w siłę możni, jak łatwo można było zdradzić, by potem znów wrócić do łaski i gry. Zaciekawiła mnie sama natura króla – z jednej strony zakochany w żonie, z drugiej ciągły Romeo, który miał kochanek na pęczki. I to jego niezdecydowanie w kwestii brata – zdrajcy. Gregory świetnie przedstawiła jego wątpliwości – ludzką twarz i wyrzuty sumienia. Ciekawy jest też wątek Meluzyny – boginki – do której często odwoływała się królowa i jej matka.

Nie jest to literatura ciężkiego kalibru – choć jeśli ktoś spodziewa się akurat frywolnej i romantycznej historyjki z królem i królową w tle – będzie zawiedziony. To kawałek dobrej literatury na temat Anglii w latach  1464 – 1485, próba wyjaśnienia pewnych wydarzeń sprzed wieków. Pozostały znaki zapytania – o których pisze autorka na końcu książki. Podaje też bogatą bibliografię – jeśli ktoś połknął bakcyla, na pewno będzie szukał dalej.

 

Wydawnictwo Publicat SA

 



sobota, 18 lutego 2012

Rebecca – archeolog tkanin przybywa ze swoją córką na malutką irlandzką wyspę, by zebrać materiał do swojej książki. O gansejach usłyszała przed laty od swojej przyjaciółki – dla której ta wysepka była domem rodzinnym. Ganseje to nie są zwykłe swetry – to cała prawda o ich właścicielu, jego cechach charakteru, przywarach i zaletach, jego życiu. Kobiety z wyspy znane są z tego, że robią na drutach od dziecka i same wymyślają wzory swetrów dla danej osoby – by w razie wypadku na morzu rozpoznać ciało wyrzucone na brzeg. Swetry - według legendy były też przekaźnikiem informacji – wzory miały wyrażać to, o czym nie można było, bądź nie wypadało, mówić otwarcie. Cała historia pokoleń zaklęta we wzory, mity, legendy, gawędy, wspomnienia. Rebecca chce poznać te swetry, ich autorki i opowieści. Na zdobycie materiału ma zaledwie dwa miesiące. Przybywając na wyspę nawet nie wie co ją tam czeka. Bowiem mała wysepka ma specyficzny charakter – wszyscy się tu dobrze znają, potrafią odgrzebać historię każdej rodziny daleko w przeszłości, znają swoje przyzwyczajenia, dobre i złe strony,  ulubione potrawy i trunki, znają swoje …swetry. W końcu – jak się okazuje ku zdziwieniu bohaterki – znają również ją i jej córkę, bowiem Sharon, przyjaciółka ze studiów, w długie wieczory opowiadała o Rebecce swoim znajomym przy kominku w którym palił się miejscowy torf. A ta swoją historię – jest kobietą po przejściach, która uwolniła się od męża despoty. Z początku bardzo powściągliwa, z biegiem czasu staje się bardziej otwarta i coraz większa życzliwością darzy mieszkańców wyspy. Czy uwierzy jeszcze w miłość? Kolejnym bohaterem jest Sean – stary rybak, który stracił swoich czterech synów na morzu. Co rusz przypomina sobie przeszłość – jak źle traktował swoją żonę i chłopców. Coś lub ktoś sprawi, że ta dziwna para spróbuje dokonać rozrachunku z przeszłością, ale i z ufnością spojrzy w przyszłość.

Książka ma fajny irlandzki klimat – musiała pojawić się ruda głowa, i wiatr wiejący od morza, ruiny jakiegoś prehistorycznego fortu, wspomniany już torf, niezłomna wiara w Boga, muzyka – skrzypce i fujarka co rusz gdzieś rozbrzmiewają w różnych miejscach na wyspie . Wyspa – to trzeci z wyrazistych bohaterów. Bez niej pewnie nie byłoby tej powieści.

Autorka miesza teraźniejszość z przeszłością, wyjaśniając tym samym decyzje i zachowanie bohaterów. Miłość, przyjaźń, optymizm, nienawiść, strach, poczucie winy i żalu – dużo tu uczuć i emocji – mnie bardzo się podobało.

Ciekawa jest historia samej książki – Nicole R. Dickson wzięła udział w konkursie literackim. Nie wygrała, ale wraz z setką innych – została wyróżniona. Znalazła wydawcę i mamy fajną książkę.

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



środa, 08 lutego 2012

Polecam artykuł autorstwa Jacka Dehnela. Pewnie niejeden z nas się w nim odnajdzie:)

http://ksiazki.wp.pl/page,2,tytul,Wspollokatorzy-ksiazek,wid,18475,felieton.html