Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
poniedziałek, 24 lutego 2014

Czekałam na te książki. Myślę, że podobne odczucia miały wszystkie czytelniczki serii Cukiernia pod Amorem. Ciekawa byłam związków z serią, ciekawa byłam postaci, które być może spotkam ponownie. Na pewno tytułowa Róża, która gdzieś zamigotała w pierwszym tomie. Na pewno Tomasz Zajezierski, od którego się wszystko zaczęło. Jednak proszę zachować spokój. Nawet ci, którzy nie czytali Cukierni – mogą spokojnie zacząć lekturę. A jednak nie mogę wyzbyć się porównań z Cukiernią. To co wspólne, to żonglowanie czasem. Raz jesteśmy we współczesności. Innym razem przenosimy się do XIX - wiecznego Paryża. Minęły trzy lata od upadku Powstania Styczniowego. Mała Róża przybywa do stolicy Francji razem ze swą matką. Dziewczynka, świadek ponurych scen, pewnego dnia ot tak po prostu, zaniemówiła. Pomóc mają zagraniczni specjaliści, oraz szlachetny wuj Izydor, były powstaniec. Jego nagła śmierć strasznie komplikuje całą sytuację – przez co ich wątek, nie ukrywajmy, staje się jeszcze bardziej ciekawszy. Życie w biedzie zmusza obydwie panie do podjęcia fizycznej pracy, a Różę popycha w ramiona sztuki. Piękna dziewczyna wzbudza zainteresowanie malarzy, pozuje do obrazów, sama zaczyna malować. Portret  Tomasza namalowany przez Różę z Wolskich zdobi wnętrza pewnego hotelu. Jego właścicielka Iga Troszyn (!) dowiaduje się, że w ostatnim czasie obrazy Róży padają łupem złodziei. Prosi o pomoc Ninę, historyka sztuki, znawcę Impresjonizmu. To własne Nina jest przewodnikiem po czasach współczesnych. Razem z Różą mają tak wiele wspólnego. Ich miłość do sztuki, trudne związki z matkami, brak ciepła rodzinnego, niełatwe związki z mężczyznami.

W drugiej części dyptyku Nina natrafia na ślad tajemniczego kupca z Ameryki Południowej, który z zapałem skupuje dzieła Rose. Bohaterka jej badań pragnie ułożyć sobie życie po śmierci ukochanego, przygarnia do swojego domu półsierotę. Obie bohaterki prześladują demony przeszłości, ciekawie zostały przedstawione też chore relacje matkami. Obie miały wiele ze sobą wspólnego – nie należą do ludzi łatwych w obejściu, intryguje ich ciekawość świata, ale też duża powściągliwość wobec innych.

Dla mnie najcenniejsze jest tutaj ciekawe tło obyczajowe. Paryż, którego już nie ma. Autorka potrafiła stworzyć specyficzny klimat, ilustruje słowem życie elit i życie biedoty. Skupia swą uwagę na Paryżu, jako mieście sztuki. Nie wiem jak ona to robi, ale człowiek nabiera ochoty, by odwiedzić opisywane miejsca. Również słynne Gutowo, a tego literackiego przecież próżno tak naprawdę szukać na mapie.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 



niedziela, 23 lutego 2014

Katarzynę Ryrych cenię bardzo za książkę Wyspa mojej siostry – nagrodzoną w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”. Z ciekawością przeczytałam jej kolejny tytuł – również nagrodzony w tym konkursie, tyle, że w trzeciej edycji. Niespodzianek nie było – piszę to oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Autorka trzyma poziom, znów sięga po ważne tematy.

Mądra i wartościowa lektura o (tym razem) dwóch braciach, z których ten starszy – Stefan jest nieuleczalnie chory a jego świat – patrząc z boku – to tylko i wyłącznie łóżko. Ale pozory mylą, dzięki technice, ambicji i samozaparciu, Stefan walczy o siebie, swoją godność - kształci się, rozwija, czyta. Oczywiście taki brat ma wielki wpływ na młodszego Piotrka. Podoba mi się ten chłopiec – oczytany mądrala, samodzielny, odważny. Bardziej na boku – jako dziecko zdrowe. W rodzinie się nie przelewa – matka po odejściu ojca, a potem po jego śmierci, sama wychowuje chłopaków.



Więcej na blogu Półeczka z książkami.

niedziela, 16 lutego 2014

Tuwim istnieje w świadomości Polaków – na pewno przez literaturę dziecięcą. Nieśmiertelne, ciągle wznawiane, na nowo ilustrowane: Rzepka, Ptasie Radio, Lokomotywa., Okulary, Zosia Samosia. Mogłabym wymieniać długo. I pewnie jakbyśmy zrobili ranking najukochańszych wierszy – głosy byłyby tu podzielone i pewnie zwyciężyłyby te dla dzieci, choć twórczość Tuwima to przede wszystkim poezja poważna, piosenki kabaretowe i rewiowe i teksty polityczne. To też tłumacz. Na naszej półce stoją Bajki Puszkina – kupione wieki temu jeszcze za czasów licealnych – perełka, niesłychanie melodyczna poezja. To w końcu i brat Ireny Tuwimowej, poetki i tłumaczki. Któż nie zna jej nieśmiertelnego przekładu Kubusia Puchatka, książek Edith Nesbith czy cyklu o Mary Poppins.

Urbanek tym razem wziął pod lupę życie Wylęknionego bluźniercy, o którym śpiewała w piosence Grande Valse Brillante Ewa Demarczyk. Po lekturze książek Urbanka o Jerzym Waldorfie i Janie Brzechwie, wiedziałam, że mogę liczyć na solidne informacje, bez wielkich wystrzałów – bo Urbanek (i to na całe szczęście) nie szuka taniej sensacji, nie ma potrzeby dzielenia się z czytelnikami od dawna chowanymi po kątach rodzinnymi tajemnicami swoich bohaterów, właśnie co dopiero – dla zaspokojenia czytelniczej ciekawości - odkrytymi. Owszem jest mnóstwo informacji na temat życia rodzinnego, zawodowego. Jeśli autor podejmuje tematy: uczucia, małżeństwo, rodzina – robi to dystyngowanie, bez oceniania, szufladkowania, pozwalając nam czytelnikom na wyrobienie swojej własnej opinii na ten temat. Dotyczy to też kwestii politycznych, emigracji, życia w komunistycznej Polsce, kontaktów ze środowiskiem żydowskim. Lektura książki zbiegła się z pewnym artykułem prasowym o Tuwimie, gdzie nie zostawiono na nim suchej nitki za swego rodzaju służalczość wobec władzy komunistycznej. Urbanek przedstawia szeroki kontekst społeczny – historyczny. Oczywiście, że pojawiają się pytania: czy można było inaczej? Ale ta strefa to już prywatne odczucia czytelnika.

Mnie bardzo interesowało dzieciństwo Tuwima, jego lata młodzieńcze. Bo przecież interesując się literaturą nie można pominąć pytania – jak to się stało, że tak się to właśnie stało. Z jakich dzieci, z jakich młodych ludzi wyrastają takie osoby. A dzieciństwo Julka wcale nie wskazywało na to, że będzie to nestor polskiej poezji. Rojber jakich mało, pomiędzy jednym głupim pomysłem a drugim słuchał poezji, którą cierpliwie i z uczuciem czytała mu matka. Wiersze tak starannie przepisywane do osobistych kajetów, znane na pamięć, to niesłychanie ważna część dzieciństwa małego Julka. Relacje z młodszą siostrą Irenką, która często wspominała pierwsze rozstanie ze starszym bratem i jej płacz za szafą z tego powodu. W końcu relacje między rodzicami – niezbyt szczęśliwe. Lata szkolne, problemy z nauką (tak, tak), powtarzanie klasy. Głupia młodość, w której trzeba było nabyć nowych doświadczeń, zdobyć nauki, cieszyć się sławą, kłócić się z rodzicami o swoją przyszłość. Taki był życiowy strat Juliana Tuwima.

Tuwim, zbuntowany, ale z drugiej strony i wylękniony bluźnierca. Miłośnik książek. Autor kontrowersyjnych tekstów, za które nie zostawiano na nim suchej nitki. Słynna skandaliczna Wiosna wyuzdana, rozpustna, deprawująca młodzież i szerząca pornografię. Z drugiej strony sama słodycza – Dwa Michały, Kotek, Abecadło, Idzie Grześ, Słoń Trąbalski. Tuwim zbieracz – wszystkiego na temat ...szczurów i myszy. Potrafił tak się zorganizować, wykorzystać znajomości, by cały świat antykwaryczny w Europie wyszukiwał dla niego szczurologiczną literaturę. Takiego Tuwima nie znałam. W książce znajdziecie również kalendarium z życia poety, bogatą bibliografię i rozmowę z Ewą Tuwim – Woźniak, adoptowaną córka Tuwimów.

Wydawnictwo Iskry



środa, 12 lutego 2014

Alexandre Dumas (generał - nie pisarz) zaintrygował mnie przez przypadek,a wydanie tej książki dopełniło swego (czyt. zaspokoiło ciekawość). Najpierw był Django Quentina Tarantino, w którym to jeden z głównych bohaterów: stomatolog Schultz, potem łowca głów, staje przed olbrzymią i bogato wyposażoną biblioteką pewnego amerykańskiego plantatora z Południa. Spogląda na grzbiety starannie oprawionych książek. Jego wzrok zatrzymuje się na książkach Aleksandra Dumasa.

-Był czarny. Wiedział pan o tym? - padło z ekranu.

To stwierdzenie dało mi do myślenia, bo prawdę powiedziawszy nie wiedziałam, że Dumas miał nieeuropejskie korzenie. Jakoś nie po drodze było mi do poznania jego biografii. A potem pojawiła się książka Reissa – Amerykanina, który z wielkim uporem postanowił sięgnąć do korzeni – by poznać ojca „Aleksandra Dumasa ojca” – autora Hrabiego Monte Christo i Trzech muszkieterów. I dziada (też) „Aleksandra Dumasa syna”, i również pisarza – tego od Damy Kameliowej. Reiss to człowiek uparty, bowiem gotów był wysadzić nawet sejf (w istocie), w którym zagorzała miłośniczka życia naszego bohatera – pracownica muzeum we francuskim Villers- Cotterets - zbierała cenne pamiątki i materiały po byłym generale armii napoleońskiej. Elaine tylko z nielicznym gronem dzieliła się swoimi prywatnymi odkryciami, a gdy nadszedł czas niespodziewanej śmierci, tajemnicę numeru do sejfu zabrała ze sobą do grobu.

Reiss śledzi losy zapomnianego bohatera począwszy od narodzin w 1762 roku we francuskiej kolonii jako syn arystokraty Antoine'a Alexandre'a de l'Isle i czarnej niewolnicy. Jego ojciec jak się okazuje był na bakier ze swoją rodziną – z rodzicami i bratem, który posiadał plantację trzciny cukrowej we wspomnianej kolonii. Kłopoty z prawem, zniknięcie na długie lata, potem ponowne pojawienie się w celu przejęcia spadku, konflikty z najbliższymi – tak w skrócie można scharakteryzować pradziadka sławnego Aleksandra. Właśnie w klimacie kłótni i sporów wzrastał mały Alexandre, który wbrew swojemu ojcu postanowił pewnego dnia wstąpić do armii francuskiej – i to jako zwykły podrzędny żołnierz. Reiss śledzi jego karierę, awanse. To człowiek bardzo odważny silny o niezłomnym charakterze. Potem okaże się, że postać tę można odnaleźć w jednej z najsłynniejszych powieści Hrabia Monte Christo. Chwalony przez samego Napoleona, porównywany był do rzymskiego bohatera, który mężnie odpierał ataki barbarzyńców.

[Dumas] codziennie prowadził swoich młodych żołnierzy do boju. Posyłany stale na wysunięte placówki, odznaczył się szczególnie pod Mouvain koło Lille, gdzie na czele czternastoosobowego patrolu uderzył na posterunek liczący czterdziestu holenderskich żołnierzy, zabijając własnoręcznie trzech z nich, biorąc szesnastu jeńców i rozpędzając resztę”.

Książka Reissa to nie tylko fascynująca biografia, swego rodzaju śledztwo, które kazało autorowi pukać do najróżniejszych drzwi na starym kontynencie (również do francuskiego Ministerstwa Wojny). To przede wszystkim bogate tło społeczne, obyczajowe i historyczne. Przenosimy się do Francji sprzed wieków, bierzemy udział w ogólnonarodowej dyskusji na temat traktowania obywateli i czarnych, którzy w tamtych czasach licznie przybywali z zamorskich kolonii. To czas wojen, Napoleona, nowego porządku w Europie, pojedynków, postępu. Wszystko to znajdziecie w tej opowieści. Oczywiście przez jej karty przewija się i słynny pisarz, który pewnej nocy, mając niespełna cztery lata, zaraz po śmierci swojego ojca, wybrał się uzbrojony do nieba zabić Boga, ponieważ ten zabił jego ojca.

Alex Dumas zmarł w wieku 45 lat. Ta książka to spełnienie fascynacji i pasji autora. Jej początek to właśnie ten mały czteroletni chłopiec, który postanowił pomścić swojego tatę. A więcej dowiecie się sami z książki:)

Wydawnictwo Literackie

wtorek, 11 lutego 2014

W kolejnej części serii „Dzieci filozofują” Oscar Brenifier bierze pod lupę dobro i zło. Ale wcale łatwo nie jest – autor absolutnie nie kreśli wyraźnej granicy, nie definiuje jednoznacznie tych pojęć. Nie myślmy więc, że książka uprości nam życie. Wręcz przeciwnie. Niekiedy granica między dobrem a złem balansuje na cieniutkiej niteczce, wszystko zależy od kontekstu, momentu w życiu. Na pewno zło nie jest tylko czarne, a dobro białe.

Więcej na blogu Półeczka z książkami.



poniedziałek, 03 lutego 2014

Nastrojowa i ciepła opowieść o perypetiach pewnej mysiej rodzinki. Myszy polnych – dodam, bo jak się okazuje - to ważne, a z różnic między nimi a myszkami hodowanymi w ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy. A te – jak się okazuje, są istotne.

Mysia rodzina w składzie: mama-mysz, tata-mysz i ich pięć córek. Wiedzie sobie ona spokojny żywot u boku ludzi – panny Maryli i jej brata Henryka. Nic nie zaburza jej spokoju. Już jakiś czas temu myszy zajęły stary kredens w Domku pod Kocią Łapką. Organizują w nim swoje życie – jedzenie i czas wolny. No i przy każdej okazji poznają swoich gospodarzy. Obserwują ich zachowania i zwyczaje (ach te oczy spozierające zza zielonej paprotki:) Nieźle orientują się w ludzkim kalendarzu świąt – o czym za chwilę, znają ludzkich gości, odkrywają co rusz coś nowego w Domku.

Więcej na blogu: Półeczka z książkami.



Lotta z ulicy Awanturników razy trzy – to gratka dla miłośników Astrid Lindgren. Trzy książki w jednej – świetnie zilustrowane przez fantastyczną i dla wielu – kultową, Ilon Wikland, w dużym formacie. I w dobrej cenie. Na okładce moja ulubiona ilustracja – Lotta na huśtawce i spadające bieluśkie płatki z kwitnących drzew. Zamarzyła mi się wiosna:) A takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą Lottą, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W głowie ciągle tkwi mi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - szukała pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Więcej o książce na blogu: Półeczka z książkami