Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
poniedziałek, 29 lutego 2016

Kim zostać? Oczywiście nasze dzieci mają pewne marzenia, które na chwilę obecną pewnie mają się nijak do przeszłości, ale po to są marzenia, by się kiedyś spełniały. Czasami samo życie płata figle. Znam chłopaka, który chciał być kosmonautą, a został stolarzem. I takiego, który miał być mechanikiem, a został śpiewakiem operowym. Mimo wszystko zabawa w marzenia jest cudna – sami możemy w tym momencie cofnąć się do lat dzieciństwa i przypomnieć sobie, co nam chodziło po głowie. Aż sama uśmiecham się do swoich pomysłów, pragmatycznych komentarzy mamy.

Książka pokazuje szerokie spektrum zawodowych możliwości. Dzieci przebywające w pewnej określonej rzeczywistości nawet niekiedy nie zdają sobie sprawy z faktu, że jakiś zawód w ogóle istniej. Bo jest na przykład taki zwykły niezwykły teatr. A w tym teatrze można realizować się jako: dramatopisarz, reżyser, scenograf, montażysta dekoracji, kierowniczka literacka, aktor, realizator dźwięku, realizator światła, sufler, inspicjent, charakteryzatorka, perukarka. Uffff – dużo tego, choć to i tak na pewno nie wszystko.

Oprócz teatru można poznać profesje charakterystyczne dla farmy, statków, lotniska, hotelu, szpitala, galerii handlowej, szkoły, służb ratowniczych, budowy, dworca kolejowego, baletu i opery, planu filmowego, redakcji gazety, muzeum, atelier, kosmodromu. Bardzo nam tu brakuje świata sportu. Moi synowie chcą zostać piłkarzami w reprezentacji. Takich chłopców jak oni, na samej naszej ulicy jest jeszcze co najmniej pięciu i każdy marzy o tym samym. Bajecznie słuchać czasem kłótni moich panów jak sobie wytykają, że ten drugi nie potrafi grać. Ale cudnie jest mieć marzenia. I nie mówię, że z tego wyżyć nie można (choć z piłki w reprezentacji pewnie się da). Absolutnie. Dodajemy skrzydeł, by latać wysoko.


Książka zawiera mnóstwo barwnych ilustracji, które przedstawiają poszczególne profesje. Najpierw prezentacja danego miejsca, potem – na następnej rozkładówce, opisy poszczególnych zawodów. Krótko, zwięźle i ciekawie opisane są główne zadania. Niektórzy przedstawiciele profesji są dopuszczani też do głosu i w komiksowych dymkach dokonują krótkiej autoprezentacji.

Ta książka to strzał w dziesiątkę. Kto wie, może lektura z lat dzieciństwa zainspiruje przyszłego kosmonautę bądź rolnika.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 27 lutego 2016

Dwójka przyjaciół: Żabek i Ropuch. Jak ogień i woda. Dwa różne temperamenty, dwie różne filozofie życiowe. Jeden: to zrzęda, uparciuch i leniuch. To Ropuch. Natomiast ten drugi: ciągle optymistyczny, pozytywnie nastawiony do świata, kreatywny. Dla niego nie ma żadnych trudności – a nawet jeśli się pojawiają, robi wszystko, by je pokonać. To Żabek. W przypadku tej dwójki sprawdza sie stare powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają. Przyjaźń to cenna wartość. Trzeba o nią dbać, pielęgnować ją, a tu niejednokrotnie wystawiana jest na próbę. Oj, gdyby nie cierpliwość Żabka – to by się działo, że ho ho ho. W najnowszej książce śledzimy losy przyjaciół w różnych porach roku. Nie są to wyszukane, jakieś fantastyczne i pełen przygód opowieści. Nie, wprost przeciwnie, dotykają one dnia codziennego, zwykłych spraw. Zimą Ropuch i Żabek zjeżdżają razem na sankach, wiosną szukają … wiosny, latem objadają się lodami, jesienią, pomagają sobie nawzajem (choć o tym nie wiedzą) w pracach porządkowych w ogrodzie. Książkę zamyka ciepła i wzruszająca opowieść wigilijna o czekaniu na siebie, trosce o drugiego i radości z bycia razem. Każda historia czegoś uczy, każda przekazuje jakąś wartościową naukę. Nie ma tu jednak nachalnego moralizatorstwa.

Książka trochę w klimacie vintage. Słynna żabia seria Arnolda Lobel’a ukazała się za oceanem w latach siedemdziesiątych. Była tak popularna, że na jej podstawie powstał nawet musical. Klasyczne ilustracje, klasyczny uporządkowany tekst. Ciekawa – zielona kolorystyka – wyraźne skłaniająca się ku bagnistym szarościom. Duże litery i szeroka interlinia na pewno ucieszą początkującego czytelnika.

Podoba mi się tłumaczenie znanego i cenionego dziennikarza - Wojciech Manna. Mam takie wrażenie, że w tym tekście jest jakaś jego cząstka:)))) Może się mylę. Jednak jeśli ktoś podsłuchuje w "Trójce" pana Wojtka wie, o czym mówię. Budowa zdania, eksponowanie tego, co ważne, co warto podkreślić, troszkę ironii, troszkę humoru. Dobrze się czyta ten tekst - ot tak po prostu. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Literackie

piątek, 26 lutego 2016

Pewnego dnia mały chłopiec znajduje na swojej drodze kreskę. Mógłby jej nie zauważyć, mógłby przecież przejść obojętnie – bo to w końcu TYLKO mała kreska. Tymczasem chłopiec chowa ją zapobiegliwie do kieszeni. A ta zostaje z nim na dobre i na złe. Na dłuuuugie życie. Tak się zaczyna Wielka historia małej kreski.

Serge Bloch jest autorem niby niepozornych książek dla dzieci. Niby, bo w czasie lektury czytelnikiem targają silne emocje, niekiedy pojawiają się wzruszenie, wspomnienia, refleksje. Jego książki nie należą do tych, które przyciągają oko brokatem i lśniącym papierem. W księgarni stoją  (trochę) jak sierotki obok krzykliwych, bijących po oczach feerią barw okładek. Jak choćby „Wróg”, który przekazał więcej prawdy o wojnie aniżeli setki zapisanych przez mądrych mężów kartek. Wielka historii małej kreski też wygląda …niepozornie.

Rozbrykany chłopiec na kremowej okładce i zwój poplątanej czerwonej  kreski. Warto po nią sięgnąć – a co najważniejsze jest dla czytelnika w każdym wieku. Ja dostrzegam w niej wątki autobiograficzne -na ostatniej kartce znajduje się lista osób, którym Serge Bloch dedykuje te książkę - śród nich tuzy malarskiego świata.  Tymczasem wielu z nas może się w niej odnaleźć. Nie jest ważne, czy ktoś jest wielkim artystą. To lektura o talencie i pasji. Bibliofil, mechanik, krawcowa, aktor z pasją – każdy z nich kiedyś znalazł na swojej drodze właśnie taką małą kreskę. Może nie było to w wieku dziecięcym, może trochę później. Jakie były jej losy – to już zależało od danego człowieka. Czy tak jak książkowy chłopiec zaopiekowali się nią, zatroszczyli, byli z nią na dobre i złe, czy może zaraz porzucili ją za pierwszym rogiem? Życie weryfikuje takie wybory.

Małą kreskę widzę jako pasję, talent, szansę w życiu. Może odczytacie ją inaczej. Ciekawa jestem jak odczytają ją Wasze dzieci? Nic nie jest tu nazwane dosłownie, powiedziane do końca. Interpretacja zależy od czytelnika. Świetnym pomysłem byłoby wykorzystanie tej książki w szkołach, w pracy z dziećmi, młodzieżą. Może świadomość, że taka kreska – maleńka, prawie niewidoczna, gdzieś obok każdego z nas leży, pomoże wytężyć wzrok. By czegoś nie zaprzepaścić, przeoczyć, by w końcu – wierzyć w siebie.

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 22 lutego 2016

O „Klasie” słyszałam już jakiś czas temu. Książka ma swoją historię. Ukazała się ponad dziesięć lat temu i od razu odniosła sukces. Ja mam do niej jeszcze jeden osobisty sentyment. Moja koleżanka nauczycielka – też nazywa się Czajka. I choć to nie o niej ta książka, to jednak czasem miałam ja przed oczami podczas lektury.
„Klasa pani Czajki” jest opowieścią o pewnej klasie jednego z warszawskich gimnazjów. I choć przez karty powieści przewijają się bohaterowie i tłumnie i licznie, to jednak autorka skupia się najbardziej na 8-9 postaciach plus wychowawczyni – czyli tytułowej pani Czajce. Lektura porusza tak wiele problemów nurtujących współczesną młodzież, że nie sposób ich tu wszystkich wymienić. Na pewno ostatnie dziesięć lat zmieniło wiele w tym temacie. Rzeczywistość szaleje jak w kalejdoskopie. Jednak bardziej przyczepiłabym się tutaj gadżetów, które są dostępne dla młodych ludzi, a nie problemów, które ich dotyczą. Komórki są na pewno bardziej dostępne, i wydaje mi się, że nie jest to w  chwili obecnej szczyt marzeń młodego człowieka. Nawet odnoszę wrażenie, że cool jest ich nieposiadanie. Natomiast: takie zagadnienia jak przyjaźń, miłość, szkoła, nauczyciele, relacje z rodzicami są tematami, które nigdy się nie starzeją. Stąd to lektura, która może spodobać się współczesnym nastolatkom. Jednak czy jest ich książką pokoleniową? – śmiem wątpić. Taka jeszcze przed nimi. Ja „Klasę” przeczytałam bardziej jako mama niż recenzentka. Szukam takich lektur, które traktują o młodzieży, o tym co myślą nastolatki, jak myślą, dlaczego cierpią, kiedy są szczęśliwi. Wiem, żadna książka nie daje gotowej recepty na życie, a jednak ciekawie jest podpatrzeć jak radzą sobie inni z problemami i co to są właściwie za problemy. Muszę przyznać, że z „Klasą” zarwałam noc. Na szczęście był weekend i mogłam odespać nocne Polaków czytanie. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy lekturę „Cogito” zaczynałam od „Wzrockowiska” Piekarskiej. Lekkie pióro, znajomość tego, co w młodej duszy gra. Udany przepis na dobrą książkę.

Wiek 13 +

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 21 lutego 2016

 

Trudne pojęcia wyjaśnia rodzina Miziołków. Miziołek, Mamiszon, Papiszon, Kaszydło, Mały Potwór w codziennych sytuacjach: zabawa w Klossa (czy młodsze roczniki znają?), wmawianie sobie miłości do szkoły („lubię szkołę”, „lubię szkołę”), podlewanie kwiatów na balkonie, pęknięcie rury grzewczej, wizyta gości, lektura listu od wuja Karola. Można by rzec – sytuacje jakich wiele w naszym życiu. Jednak u Miziołków w tych trudnych, miłych, niemiłych – czyli różnych sytuacjach życiowych, pojawiają się tytułowe trudne słowa. Mało tego – ze scenki rodzinnej i rozmów można łatwo odgadnąć znaczenie danego słowa bądź wyrażenia. Oprócz tego na marginesach znajdziecie już konkretną definicję, wzbogacaną niekiedy o wyrazy pokrewne. Skoro „perforacja” to i „perforować”. Dla dzieci jest to o tyle ciekawa lektura, ponieważ wychodzą one często z założenia, że znają język ojczysty. Tymczasem czy na pewno wiedzą cóż to takiego: asceza, aprobata, ultimatum, symulować, pertraktować, deportacja, somnambulik, purysta? Razem pięćdziesiąt słów plus niektóre wzbogacone o wyraz pokrewne. Do tego część zagadkowa: czyli sprawdzenie wiedzy i czytanie ze zrozumieniem. Do każdego słówka przytoczono trzy teksty. W którym z tekstów dane pojęcie zostało użyte prawidłowo. Co ciekawe te fragmenty pochodzą ze znanych książek. Zabawa o tyle ciekawsza, że można zrobić rodzinny konkurs: „ Jaka to książka?”

A tu autentyczna scenka rodzinna:

Mikołaj (8): 
-Mamo, te wszystkie inne języki to takie blabla. Nic nie można zrozumieć. A w polskim to ja już wszystkie słowa rozumiem.
Ja: Przydawka? (nie wiem, dlaczego przyszło mi tak nagle do głowy:)
-Mikołaj: Jasne. Przydawka, czyli że coś się ... przydaje.

Ten przykład pokazuje, że edukacja w tym kierunku jak najbardziej wskazana. Tak więc rodzina Miziołków ma nie lada misję do spełnienia. Taka lektura na pewno pomoże ubogacić język. No i można zabłysnąć w tzw. towarzystwie.

Książka bardzo energetyczna - dosłownie i przenośni. Rodzinie energii wszak nie brakuje. Natomiast z książki bije ostra czerwień, która pochłania i przyciąga czytelnika na całego.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

Ośmioletnia Zuzanka mieszka z mamą w pistacjowym domku. Kiedyś był jeszcze tata, ale pewnego dnia wyprowadził się i założył nową rodzinę. Ma teraz nową uśmiechniętą Monikę i wrzeszczącego berbecia Janka. Są też dwie przyjaciółki: Kasia i Renia, a wraz nimi … dodatkowe ich problemy. Przecież w przyjaźni trzeba się dzielić troskami. Jest też dziwny chłopiec Kajtek.  O dwa lata starszy,  taki jakiś nieobecny. Ma skośne oczy – gdy tymczasem jego rodzice nie. Ciekawe dlaczego tak jest?

Barbara Gawryluk w swojej książce pokazuje codzienność dorastającego dziecka i jego najbliższych. Można pokusić się o stwierdzenie, że każde wydarzenie ciekawie przekazane może stać się ciekawą opowieścią o życiu, z której można się czegoś nauczyć, dowiedzieć. Książka pokazuje świat współczesny – trochę pomieszany, w  którym nie ma babci z koczkiem na głowie czekającej z ciepłym obiadkiem na wnuki. Mama Zuzanki każe na siebie mówić Marylka, co rusz spotykamy tu niepełne rodziny, poruszony został problem adopcji. Rodzice zagonieni, nie mający na nic czasu. Dzieci z wiecznymi (ale miłymi na szczęście) opiekunkami. To ciekawy obraz współczesnej polskiej rodziny, która radzi sobie jak może z różnymi trudnymi sytuacjami i wyzwaniami, jakie przed nią stawia życie. Pewnie dlatego Zuzanka tak się podoba – dzieci odnajdują w niej siebie, swoich znajomych, nieobce im sceny z codzienności. Książka prowokuje pytania, ale też daje odpowiedzi na nie, jest punktem wyjścia do rozmów niekontrolowanych, jakie rozwijają się podczas lektury.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 20 lutego 2016

Bożena Fabiani po raz kolejny zachęca do wyprawy do świata sztuki. Tym razem koncentruje się wyłącznie na sztuce sakralnej. Książkę traktuje tematycznie – to swego rodzaju wędrówka po Nowym Testamencie – od Zwiastowania po wątpliwości w Zmartwychwstanie Jezusa niewiernego Tomasza. Konsekwentnie zapoznaje czytelnika z Tajemnicą wcielenia, historią Jana Chrzciciela, działalności i cudach Jezusa, Tajemnicy odkupienia.

Każda z gawęd (w książce naliczyłam ich 39) ma budowę trójdzielną . Najpierw „Piórem ewangelisty”. Autorka przytacza cytaty Pisma Świętego. Są to oczywiście ewangelie Łukasza, Marka, Mateusza i Jana. Niekiedy podaje fragmenty pojedyncze, niekiedy odnosi się do różnych źródeł. Następnie: „Okiem historyka”, czyli jak dane zdarzenie interpretują ludzie nauki. Jeśli mówimy o gwieździe betlejemskiej, to co o niej mówi nauka. Jeśli Maryja wybrała się do Elżbiety, to jak ta droga przebiegała, ile to mogło być kilometrów, jakim środkiem transportu.  

W końcu Fabiani przygląda się poszczególnym dziełom sztuki. Wybiera spośród różnych arcydzieł te najbardziej znane lub te, które jej najbardziej kojarzą się z danym tematem. Wyszukuje perełki pochowane w europejskich i amerykańskich muzeach, których autorzy nie zawsze są znani większości z nas - a przez to stają się bardziej intrygujący i ciekawsi. Nie jest w stanie oczywiście danego tematu potraktować wyczerpująco – wówczas książka musiałaby liczyć kilka tysięcy stron. To subiektywny wybór. Faktem jest, że tematy biblijne i ewangeliczne często pojawiają się w twórczości artystów, nawet tych, najbardziej kontrowersyjnych jak choćby Caravaggio.


Fabiani pokrótce przedstawia sylwetkę malarza, rzeźbiarza; przytacza niekiedy ploteczki, lub ciekawostkę. Jednak najwięcej miejsca zajmuje interpretacja dzieła: autorka opowiada o postaciach, również tych drugoplanowych, które nie znalazły się tam przypadkowo, o barwach, symbolach. Mnie osobiście podoba się, że Fabiani ma bardzo duży dystans do siebie, potrafi swoją osobę i … wiedzę potraktować z przymrużeniem oka. Historia piecyka na obrazie Mathiasa Grünewalda, który miał być … nocnikiem. Reakcja mamy autorki na widok obnażonego anioła: „Toż to porno”. I próba wyjaśnienia wyrazu „butny” – wywołują uśmiech.


Każda z gawęd została zilustrowana reprodukcjami. Ze względów technicznych na pewno wygodniej byłoby, gdyby dana reprodukcja była umieszczona zaraz obok omawianego dzieła.

Fabiani zachęca do poznawania sztuki sakralnej już we wstępie. Przytacza ciekawą historię podsłuchaną w znanym muzeum (wówczas radzieckim) - Ermitażu, kiedy to młody człowiek stojący przed obrazem przedstawiającym Zmartwychwstałego twierdził, że ten „mężczyzna (…) ma rany na rękach, bo odniósł je na wojnie”.

„Jest oczywiste, że aby dzieło sztuki ilustrujące jakiś temat mogło właściwie przemówić, musi trafić na odbiorcę przygotowanego, znającego zagadnienie. Inaczej pozostanie nieme, zatrzaśnięte na wszystkie spusty. A sztuka niema traci sens, staje się nieciekawa i zbędna”.

To tłumaczy, dlaczego ta książka jest ważna i dlaczego warto ją przeczytać. A Fabiani pisze tak, właściwie gawędzi, że po trafi zainteresować czytelnika w każdym wieku.

Wydawnictwo PWN

czwartek, 18 lutego 2016

 

Wciągająca opowieść detektywistyczna w klimacie Pana Samochodzika Zbigniewa Nienackiego. Sam autor – Arkadiusz Niemirski – jest autorem kilku kontynuacji samochodzikowej serii. W tej książce głównym bohaterem jest  Artur Burski – nauczyciel matematyki – ponoć „nudny aż do bólu” (to eksnarzeczona), wymagający – (to uczniowie). Po trosze dziwak uważający matematykę za naukę humanistyczną, wielbiciel zagadek i tajemnic. Burski bierze udział w tytułowym pojedynku detektywów. Ci zjechali na zamek w Oporowie koło Kutna. Tutaj stoi przed nimi zadanie: na tajemniczej tabliczce znalezionej w trumnie biskupa Władysława Oporowskiego znajdują się dziwne znaki. Muzeum Wnętrz Stylowych mieszczące się w zamku uważa, że owe hieroglify są wskazówką do kryjówki wielkiego skarbu. Przed grupą detektywów (różnorodne i skomplikowane indywidua) stoi zadanie odszyfrowania zagadki. Warto pogłówkować, tym bardziej, że nagroda jest wysoka – 20 tysięcy euro to łakomy kąsek dla każdego z uczestników. Czy się uda?

Oprócz ciekawego wątku detektywistycznego i przygodowego Niemirski wplótł do akcji historię rodziny Burskich.  Dwójka braci - Artur i Marek – różni jak ogień i woda. Ten drugi niesamowicie zdolny, Smarkacz, z „genem nowoczesności po matce”, z kryminalną przeszłością. Bracia spotykają się po latach właśnie w Oporowie. Pojedynek pojedynkiem , jednak pewne rodzinne sprawy trzeba załatwić. Czy będą ze sobą rywalizować czy współpracować? Czy się pogodzą? Oczywiście nie zdradzę żadnych  szczegółów, by nie popsuć satysfakcji podczas czytania.

 Niemirski po „Testamencie bibliofila” oferuje kolejną udaną młodzieżówkę, w której jest miejsce na wiele elementów z historii, geografii i matematyki. Mowa jest też o męskich uczuciach i odczuciach. Młody czytelnik chłonny wiedzy i przygody ma możliwość poznania tajników pracy detektywów, gdzie są niebezpieczeństwo, wielkie emocje ale i olbrzymia satysfakcja.

Wydawnictwo Skrzat 

środa, 17 lutego 2016

 

Książka Roalda Dahla, energicznie zilustrowana przez Quentina Blake’a. Tak, tak to ten znakomity duet znany z  „Charliego i fabryki czekolada“. „Matylda” jest błyskotliwie napisana, z pazurem - do tego dużo w niej humoru – a to dzieci lubią najbardziej. Książka została doceniona: znajduje się między innymi na „Złotej Liście” – dla czytelników  w wieku 8-10 lat – przygotowanej przez fundację „Cała Polska czyta dzieciom”.

Pięcioletnia Matylda jest dzieckiem niesamowitym. Ponadprzeciętnie zdolna, oczytana, rozliczona matematycznie, bezbłędnie literuje i zna ortografię.  Niestety rodzina nie docenia jej zalet. Rodzice zakochani są w telewizji, nie martwią się o edukację córki. Krytykują zamiłowanie Matyldy do książek. Sami czytają jedynie magazyny: „Samochód”  i „Motor”. Uniwersytet traktują jako miejsce, skąd się wynosi złe nawyki. Bardzo mnie rozbawił i zmroził zarazem dialog Matyldy z ojcem, panem Wormwoodem.

„(…)

-Tatusiu – zaczęła – mógłbyś mi kupić książkę?

-Książkę? – odparł. – A po kiego czorta ci książka?

-Do czytania, tatku.

-A co niby jest nie tak z telewizorem, na miłość boską? Mamy piękny telewizor z dwunastocalowym ekranem, a tobie zachciewa się książek! Robisz się rozpuszczona, moja panno! (…)”

-Dziewczynka nie ma wsparcia w rodzinie, w klasie uważana jest za dziwoląga, dyrektorka szkoły – panna Trunchbull – zakompleksiona osoba, wręcz ją prześladuje i pastwi się nad nią. Bratnią duszę dziewczynka znajduje jedynie w wychowawczyni – panny Honey . Przykre jest stwierdzenie, że dla rodziców Matylda jest jak „szpetny strupek”.

„Strupek to coś, z czym trzeba żyć aż do chwili, kiedy można go zerwać i strzepnąć z ciała”.

Biorąc pod uwagę nieżyczliwych ludzi, fatalną sytuację w szkole i domu,  trzeba przyznać, że Matylda daje sobie świetnie radę. Dziewczynka zna swoją wartość, walczy o siebie. A gdy odkrywa w sobie zdolności magiczne, wykorzystuje je niekiedy, by ułatwić sobie życie. Jednak w tym przypadku naprawdę nie ma się co dziwić.

Śledząc fabułę czytelnik ma nadzieję na iście hollywoodzkie zakończenie. Z happyendem, burzą fajerwerkiem. Nic z tych rzeczy. Roald Dahl to rasowy Anglik, z angielskim poczuciem humoru. Zaskakuje, książka jest nieprzewidywalna. Doskonale odsłania ludzkie przywary, śmieje się z nich jednocześnie pokazując bohatera, który świetnie radzi sobie  w okropnych okolicznościach. Niektóre sytuacje są przerysowane, przy niektórych włos się jeży na głowie, niemniej  trzeba przyznać, że Matylda wywołuje silne emocje. Można zobaczyć ludzką naturę w krzywym zwierciadle – nieprzewidywalną i nieokiełznaną. „Matylda” na długo zapada w pamięci.

Matylda nie jest lekturą dla każdego. Nie jest to przykład słodkiej literatury dla małych dzieci. Niektóre sceny, słowa mogą szokować. Na pewno nie zostawiłabym dziecka sam na sam z tą lekturą. Wiele spraw wymaga tu wytłumaczenia, i tłumaczenia zachowania dorosłych występujących w tej książce. Chciałabym podkreślić - tłumaczenia, ale nie usprawiedliwiana. Co ciekawe - patrząc na ocenę tej książki na stronach forów książkowych, księgarń, widać jak skrajne oceny są jej dawane - od maksimum gwiazdek, które świadczą o najwyższym zachwycie, po pojedyncze gwiazdki. Jednym się podoba, innych zniesmacza. Ocenę zostawiam Wam. 

Wiek 8+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 16 lutego 2016

Zaintrygowało mnie imię: Strasznowiłka. W oryginale brzmi jeszcze bardziej interesująco: „Groznovilca”. Proszę jednak zachować spokój. Strasznowiłka mimo swojego strrrrasznego temperamentu od samego początku zdobyła moją sympatię.

Kim jest zatem Strasznowiłka? Muszę zacząć od początku…

Cała historia rozpoczyna się w pewną sobotę. Miejsce akcji: Groźny Gąszcz. To właśnie tutaj mieszkają różne zwierzęta i stworzenia mniejsze i większe: niedźwiedź, jeż, sowa, popielica, wiewiórka. Strasznowiłka jest wróżką, które od momentu pojawienia się w Groźnym Gąszczu robi bardzo dużo szumu i zamieszania. I tak już będzie zawsze. Istotka ta, jak tylko gdzieś się pojawia, wzbudza zainteresowanie. Naburmuszona, w sukience i czapeczce z maleńkimi różkami. Bardzo energiczna, nie przebiera w słowach. Aż nie chce się wierzyć, że ktoś tak mały ma w sobie tyle wigoru, by …. kopać, pluć, złorzeczyć. Czasem w dniu codziennym zdarzają się różne dziwy. Zatem gdy tylko zobaczycie nad głową latający czajnik – może to być właśnie Strasznowiłka. Stworzenie to ma coś wspólnego z wiatrami, zakopuje monetę (w książce wyjaśnienie dlaczego), jest bardzo prorodzinna – związana ze wszystkimi ciociami, kuzynami, siostrami, prababkami.

Zachowanie Strasznowiłki gorszy inne stworzenia: na przykład rozczesuje bez pytania jeżem włosy (jakkolwiek to brzmi), włamuje się do cudzej posiadłości. Wszyscy stwierdzają zgodnie, że Strasznowiłce przyda się trochę ogłady.

Nie zdradzę, jak zakończyła się ta historia. Dla dzieci do bardzo pouczająca lekcja tolerancji. W obcym miejscu pojawia się „nowa”. Trudno zaakceptować kogoś tak różnego od siebie, trudno dostosować się do praw panujących i obowiązujących w Groźnym Gąszczu. Dwie strony konfliktu, z których każda uważa, że ma rację.

Strasznowiłka spodobała mi się choćby dlatego, że burzy wszelkie stereotypy bohatera. Jest antybohaterką. Nie ma nic wspólnego z typowym słodziakiem – ułożonym, przykładnym, jakich pełno w książkach dla dzieci. W dodatku – dziewczynka. No proszę Państwa, tego chyba jeszcze nie było. Dzieciom spodoba się świat przyrody, zwłaszcza zwierzęta, które żywo i dużo dyskutują ze sobą, wspólnie szukają wyjścia z trudnej sytuacji.

Książka Jany Bauer została wydana w ramach projektu Nasza mała biblioteka. O projekcie można poczytać tutaj. Dla mnie dużą wartością tego przedsięwzięcia jest to, że dzięki niemu możemy poznać mniej znanych twórców z takich krajów jak Litwa i Słowenia. Książki zostały dobrane bardzo przemyślanie. Nie są to tytuły przypadkowe. To laureatki nagród i wyróżnień. Dla mnie to ciekawe przeżycie, możliwość zobaczenia, co w innej kulturze piszczy. Dodam, że na pewno kulturze – obcej, bo raczej niewiele wiem na temat książki dziecięcej na Litwie czy Słowenii. „Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu” była nominowana do nagród: Desetnica, 2012 r. i Večernica, 2012 r., zdobyła odznakę jakości „Złota Gruszka”, 2012 r. W Chorwacji w 2014 r. wpisano ją na listę najlepszych książek dla dzieci.

Wiek 6+

Wydawnictwo Ezop

 
1 , 2