Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 24 lutego 2019

Są momenty w życiu, w których świetnie się odnajduje ta, a nie inna książka. Którą akurat doskonale rozumiemy, przeżywamy i dzięki temu zapamiętujemy na długie lata. Właśnie jeden z takich momentów nadszedł, a ja znalazłam książkę, która już zawsze będzie mi się z nim kojarzyła. I na odwrót.

7 maja

Kocham mój ogród. Tutaj właśnie piszę w urocze późne popołudnie, odrywana co chwilę od pracy przez bzyczące komary i kuszona do podziwiania przepychu młodej zieleni, którą pół godziny wcześniej zmoczyła zimna ulewa. W pobliżu mnie dwie sowy prowadzą ze sobą długą rozmowę, którą delektuję się tak samo jak śpiewem słowika.

Elizabeth i jej ogród – to książka dobra na wiosnę i na zmiany w życiu. To w dużej mierze powieść z wątkami autobiograficznymi. Autorka kamufluje jak tylko może rzeczywistość i pisze o Gniewnym (mąż), Dzieciach – Kwietniowym, Majowym i Czerwcowym (dzieci własne). I ogród – pierwszoplanowy bohater - jest jak najbardziej prawdziwy - w pruskich Rzędzinach w okolicach Szczecina. To właśnie to miejsce po kilku latach męczącego i jednostajnego małżeństwa z byłym oficerem pruskiej kawalerii odkrywa przez przypadek Elizabeth. I zostaje na długo. Wszyscy jej żałują, że się na tej wsi zmarnuje, że uroda przemija, że nudno jak flaki z olejem, że mąż niedobry – i inne podobne dyrdymały. A Elizabeth jest przeszczęśliwa i o tym szczęściu pisze.  Czasem przyjmuje gości (fajnie, gdy już sobie odjeżdżają), walczy z konwenansami (przecież tyle rzeczy nie wypada robić uczciwej niemieckiej kobiecie), dyskutuje o miejscu kobiety w ówczesnym świecie. Jednak przede wszystkim żyje ogrodem. Angielka urodzona w Nowej Zelandii w 1866 roku chce od życia czegoś więcej niż typowa niemiecka kobieta. W 1907 roku rozstaje się z mężem i  zaczyna sama decydować o swoim losie. Jako ciekawostkę dodam, że jednym z guwernerów jej dzieci w Rzędzinach (wówczas Nassenheide) był Edward M. Forster, autor Pokoju z widokiem.

Piękna książka, gdzie czas płynie powoli, gdzie człowiek nasłuchuje jak trawa rośnie i czuje, jak róże pachną. Świat, którego już nie ma, bo jak czytamy we wstępie, nic po okazałym dworze Arnimów nie pozostało.

Bardzo mi się podobała. W natłoku codziennych spraw, obowiązków będę wracała do niej nie raz. I będę patrzyła, jak będzie rozkwitał mój ogród, na który, również dzięki tej książce, już teraz, bardzo bardzo bardzo się cieszę. Bo za chwilę wiosna:)

Wydawnictwo MG

poniedziałek, 18 lutego 2019

Powieść ta ponoć została odrzucona 78 razy przez różnych wydawców. Taaak – bo nie jest to książka łatwa. Po lekturze „Księgi nocnych kobiet” chciałam poznać kolejny tytuł jamajskiego autora, znanego na całym świecie  dzięki „Krótkiej historii siedmiu zabójstw”, za którą otrzymał w 2015 roku Nagrodę Bookera.

Rzecz rozgrywa się pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku na jamajskiej prowincji. Gdzieś na końcu świata życie płynie sobie leniwie – ludzie przyjmują, co im przynosi kolejny dzień. To miejsce, o którym zwykło się mówić, że Bóg o nim zapomniał. Wśród lokalnej społeczności żyje pastor Hector Blight. Kiedyś człowiek porządny i prawy, jakiś czas temu zaczął pić coraz więcej, i więcej – aż stoczył się na samo dno. Co rusz ktoś spotyka go pijanego w innym miejscu – to leży w rowie, to znów na ulicy. Tak jest do czasu, bowiem pewnego dnia zaczynają się dziać w wiosce i okolicy dziwne rzeczy. Nagle pojawia się skądś obcy przybysz – nikomu nieznany mężczyzna. Otacza go swego rodzaju aura osobliwości i tajemniczości. Ludzie dopatrują się znaków – czyżby sępy krążące nieopodal wróżyły jakieś grożące niebezpieczeństwo? Tymczasem tajemniczy gość każe na siebie wołać Apostoł. Zmierzy się w walce o rząd dusz ze wspomnianym pastorem – alkoholikiem. Ten ostatni nie budzi już respektu, raczej litość. Jego wygląd i rozsiewany odór bardziej odstraszają niż zjednują ludzi. Wioska staje się swego rodzaju polem walki o każdego mieszkańca. Pytanie tylko – kto będzie zwycięzcą? I kto jest tym dobrym, który powinien zwyciężyć. Anioł czy pastor? I tak kartka po kartce jesteśmy świadkami dziwnej rywalizacji – w napięciu czekamy na końcowy rezultat. Choć, co ciekawe, słowo „koniec” pojawia się na samym początku książki.

Książka wywiera ogromny wpływ na czytelnika. Tyle tu nagromadzonych emocji, manipulacji, gierek, instynktów. Nie chcę oceniać żadnego z bohaterów, by nie narzucać swojego zdania, czegoś nieopatrznie sugerować. Jednak stając po stronie tych, których chcemy wspierać, którym sekundujemy, nie jest łatwo pozbyć się złości na stronę przeciwną. No właśnie – kto zwycięży? Koniec jest niesamowity i zaskakujący.  Jednak nie oczekujcie tu czegoś podobnego do „Księgi nocnych kobiet”. Zupełnie inna literatura, bardziej dosadna, wulgarna, krwawa. Na pewno też nie dla każdego.

Wydawnictwo Literackie

czwartek, 14 lutego 2019

Tę książkę mogłabym czytać i czytać. Po pierwsze - swego czasu też lubiłam zagłębiać się w „Ballady i romanse”. I drugi powód: dzięki objaśnieniom Emilii Kiereś, jej interpretacjom, można czytać romantyczne utwory z większym zrozumieniem. Powiem nawet: to, co wydawało się trudne, teraz jest łatwe. Mało tego, wartość dodana tej książki jest taka, że ona właśnie uczy czytać dawną literaturę – nie tylko romantyczną, ale również z innych epok. Odkrywanie poszczególnych wersów krok po kroku, jak obieranie cebuli – pod niby suchą łuską, kryje się soczysty środek. Emilia Kiereś przyznaje się do wielkiej pasji, zamiłowania do tych utworów – i to wszystko tutaj wyraźnie widać. Podoba mi się, w jaki sposób autorka buduje relacje z nami, czytelnikami. Zwraca się do nas: „Widać różnice, prawda?”, „Jak się wkrótce przekonacie”, „Spróbujmy sobie wyobrazić”, „Na pewno nieraz słyszeliście”. Już we wstępie autorka stara się nas przekonać do swego zamiaru okiełznania Mickiewicza. Widać swego rodzaju nieśmiałość – bo czy ją zrozumiemy? Emilia Kiereś ma nadzieję, że przeczytamy książkę z przyjemnością. Ja mogę powiedzieć tylko o swoim odbiorze. Lektura jest REWELACYJNA. Wśród utworów te najbardziej znane: „Świteź”, „Świtezianka”, „Powrót taty”, „Pani Twardowska”, „Lilije”, „Romantyczność”. Są i te mniej znane: „Pierwiosnek”, „Kurhanek Maryli”,  „Dudarz”, „Rybka”. Razem 14 ballad i romansów. Pierwszy raz ujrzały one światło dzienne w 1822 roku.  Za cztery lata będziemy obchodzić ich 200-tny jubileusz. Nic dziwnego, że ich lektura może współczesnym sprawiać trudności. Zmienił się język, nie wszystek kontekst kulturowy, społeczny, topograficzny jest wszystkim jasny. A przecież ma to wpływ na odbiór tej poezji. Książka wygląda tak: najpierw przytoczony jest każdy z utworów Mickiewicza. Zaraz po nim następuje interpretacja Emilii Kiereś. Jej omówienia są jak gawędy, których słucha się naprawdę z przyjemnością, które czyta się z przyjemnością – powinnam właściwie napisać. Wprowadza nas do świata, który na pierwszy rzut oka wydaje się być nieprzystępny, obcy. Bo nie rozumiemy pewnych słów, które przecież wyszły dawno z użycia. Albo kontekstu – społecznego, historycznego, politycznego, kulturowego albo i biograficznego. Bo jak się okazuje, niektóre rzeczy należy czytać właśnie w oparciu o prywatne życie i doświadczenie samego poety. Dzięki komentarzom autorki poznajemy ludzi, miejsca, miejscowe legendy, fakty z życia poety, ludowe tradycje i obyczaje, które akurat w przypadku „Ballad i romansów” odgrywały niezwykle ważną rolę. I nie sięga przy tym po jakiś wyszukany język, ale tłumaczy przystępnie, zrozumiale, a co najważniejsze – ciekawie. Jest takie przysłowie: jeśli chcesz zapalić innych, sam musisz płonąć. Ta miłość do poezji Mickiewicza jest tu widoczna. Jest też mnóstwo ciekawostek, o których milczą podręczniki: zasuszony listek podarowany Adamowi przez Marylę, który ten przechowywał w swoim biurku do końca życia. Informacje o wstręcie Mickiewicza w czasie dzieciństwa do … pisania. Musiał ćwiczyć kaligrafię na deszczułkach. I o tym, że nasz wieszcz był … figlarzem, który np. w nietypowy, poetycki sposób podpowiadał koledze na lekcji historii.

Książka została pięknie zilustrowana przez Mariannę Sztymę. Jej prace świetnie budują klimat, tajemniczość, baśniowość utworów. Natomiast sama okładka z tytułem w odcieniu ostrym – żółtym to strzał w dziesiątkę.  Do tego sama czcionka, krój liter – jakby podrygiwały one w rytm jakiejś muzyki. To też swego rodzaju potraktowanie tematu na luzie, odbrązowienie Mickiewicza i ukłon w stronę współczesnego czytelnika. Jakby ktoś dodatkowo chciał powiedzieć – Mickiewicz jest naprawdę dla ludzi! Młodych ludzi  też – gwoli ścisłości.

Wydawnictwo Egmont

sobota, 09 lutego 2019

Książka Anny Karpińskiej pokazuje, że życie niesie ze sobą wiele niespodzianek – i to, niestety, nie zawsze sympatycznych i przyjemnych. Wchodząc w dorosłe życie mamy plany, marzenia i wyobrażenia o naszym życiu z inną osobą, o dzieciach, które przyjdą na świat. Tak właśnie jest z Wandą. Dojrzała kobieta, odchowała swoje dzieci, od wielu lat pracuje w szkole jako nauczycielka. Za chwilę czeka ją emerytura. Kolejny ważny etap. Kiedy spojrzy za siebie, nie wszystko ją zdawała, inaczej pokierowałby swoim życiem, dokonała być może innych wyborów. Niby zadowolona z trójki dzieci. Dobrze wykształcone, radzą sobie w dorosłym świecie. Choć najmłodsza Kasia ciągle sprawia problemy. Najpierw nieplanowana ciąża, potem decyzja o wyjeździe do Niemiec, do tego jeszcze śmierć ojca i męża Wandy. Oj, wiele zwaliło się w ostatnim czasie na barki Wandy. Pozostaje w samotności popłakać sobie, użalić się nad sobą. Bo przecież trzeba zająć się wnuczką, doczekać tej emerytury i jeszcze poprowadzić biznes rodzinny. Dużo tego i czy Wanda da radę?

Książka wcale niełatwa, pełna smutków, żalów, emocji.  Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że ten staje na rozstaju i pyta się co dalej. Gdy nadchodzi czas rozliczenia z tego, co było. I czas strachu przed tym, co będzie. W przypadku Wandy w kąt poszły wszystkie plany, marzenia. Ile trzeba poświęcić siebie dla innych? Ile można dawać  – w nieskończoność? I wiedząc, że tak nie powinno być, mimo wszystko brnąć w to dalej. Jak powinny zachować się dzieci w tej sytuacji? Dzieci, które tak są właśnie nauczone, że wiele im się od rodziców, zwłaszcza matki, należy? Gdy tymczasem ta żyje ciągle życiem innych, a nie swoim. Książka – przestroga dla tych, którzy nie potrafią być czasem egoistyczni względem najbliższych. Do refleksji. Do powściekania się – bo niekiedy sytuacja kobiety zwyczajnie złości i denerwuje. Do wyciągnięcia wniosków i zastanowienia się nad swoim życiem. W końcu – lektura aktualna, bo przecież tylu starszych rodziców przejmuje na siebie rolę rodziców dla opuszczonych dzieci,  których prawdziwi rodzice wyjechali za chlebem w daleki świat. Wrażliwcy niech przygotują chusteczki. A dla tych, którym książka się spodobała – dobra wiadomość – będzie ciąg dalszy.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka