Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 30 listopada 2008

Cudownie ciepła książka- o przyjaźni i miłości, o tym, jak ważną rolę w życiu dziecka odgrywa właśnie Babcia. Recenzja na blogu - Półeczka z książkami

poniedziałek, 24 listopada 2008

Tym razem Podróże w czasie . Jeżeli lubisz czytać możesz wziąć udział w naszym kolejnym wyzwaniu czytelniczym. Muszę powiedzieć, że po dwóch wyzwaniach  (Książki 6 kontynentów i Miejskie Czytanie), w których do tej pory brałam udział, to jest szczególnie bliskie memu sercu- lubię książki z wielką historią  w tle. Dla tych, którzy o naszych miłych zmaganiach z książkami nie słyszeli przedstawię zasady uczestnictwa, a następnie listę lektur, którą po naprawdę burzliwej dyskusji przygotowała Padma:). Na razie czytam listę lektur, obmyślam, co chciałabym przeczytać. Może też dacie się skusić?

Zasady są jak zwykle proste:

1. Wyzwanie może podjąć każdy, kto lubi czytać. Aby zostać uczestnikiem, należy zgłosić swój udział w komentarzach na  stronie historyczneczytanie.blox.pl lub na blogu http://miastoksiazek.blox.pl. Żeby zamieszczać recenzje na blogu Podróże w czasie, konieczne jest posiadanie konta pocztowego na gazeta.pl. Nie trzeba prowadzić własnego bloga!

2. Wyzwanie trwa od 22 listopada 2008 do 30 kwietnia 2009.

3. W tym czasie należy przeczytać przynajmniej 4 książki, każda z innej epoki. Można czytać książki z proponowanych list lub inne. Może to być beletrystyka, która opowiadaja o danej epoce, książki napisane w danej epoce, biografie, książki naukowe i popularnonaukowe. Książki napisane w danej epoce powinny być osadzone w kontekście historycznym, słowem, nie czytamy np. alegorycznych, ponadczasowych powieści, które nic nie mówią o swojej epoce.

4. Tytuły wybranych przez siebie lektur podajemy na blogu http://historyczneczytanie.blox.pl 

5. Na tym samym blogu umieszczamy recenzje przeczytanych książek, lub odnośniki do recenzji na swoim blogu.Zapraszam do udziału! Temat jest bardzo szeroki, mam nadzieję, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nie chcę rozszerzać nadmiernie list, więc oprócz moich wstępnych propozycji wybrałam część Waszych, któe zgłaszaliście na moim blogu. Jeśli pominęłam jakąś fantastyczną książkę, dajcie mi znać, lub sami uzupełnijcie listę, gdy już dostaniecie dostęp do bloga. Można wybierać też lektury spoza list, więc jeśli czegoś na nich nie ma, to nie szkodzi:)

Link dający dostęp do pisania na tym blogu może być wysłany tylko na pocztę na gazeta.pl. Sprawdźcie więc proszę skrzynkę jakiś czas po zgłoszeniu chęci uczestnictwa! Osobom, które zgłosiły się podczas wstępnej dyskusji wysyłam zaproszenia od razu.

A dla chętnych lista lektur tutaj.

wtorek, 18 listopada 2008

Nie, nie - to nie recenzja, niestety. Na ksiażkę Marianna i róże poluję od wielu lat z marnym skutkiem. Stąd moja radość- 2 grudnia 2008 wydawnictwo Zysk i S-ka przewiduje ukazanie się tej książki. O jej wartości może świadczyć fakt, że wiele osób ją poszukuje, praktycznie jest niedostępna, a jeśli już, to niestety za ogromne pieniądze. Ostatnio na allegro 199 złotych:((( Warto poczekać, bo już niedługo będzie można ją kupić za 34,90.

Notka wydawcy:

Marianna i róże to rodzaj pamiętnika napisanego przez autorki na podstawie zachowanego archiwum rodziny Malinowskich i Jasieckich, osiadłych w Wielkim Księstwie Poznańskim na przełomie XIX i XX wieku, oraz różnych źródeł historycznych dotyczących tego okresu. Są to przede wszystkim dzieje ziemiańskiej rodziny, jej zwyczajów, tradycji, "spisane" przez Mariannę z Malinowskich Jasiecką dla jej dzieci. Opisy codziennego bytowania rodziny wiążą się jednak z wypadkami o szerszym zasięgu. M. Jasiecka wspomina wydarzenia, którymi żyła Wielkopolska w dobie panowania pruskiego. Znaczne partie wspomnień są poświęcone walce ziemiaństwa i chłopstwa polskiego z germanizacyjną polityką Prusaków na przykładzie działalności Kółek Rolniczych i ich patrona M. Jackowskiego, ks. P. Wawrzyniaka i in. Ukazane też zostały społeczne i narodowe zasługi Emilii Szczanieckiej, której plenipotentem był mąż Jasieckiej, jej stryja ks. Franciszka Ksawerego Malinowskiego, znanego językoznawcy i współzałożyciela Poznańskiego Towarzystwa Naukowego, także Antoniny Estkowskiej, wdowy po głośnym pedagogu Ewaryście, założycielki renomowanej pensji w Poznaniu, w której kształciły się córki autorki wspomnień. Brała ona udział m.in. w uroczystościach w Miłosławiu, w których uczestniczył Henryk Sienkiewicz. Do interesujących epizodów wspomnieniowych należą wzmianki autorki o pobycie Jana Kasprowicza oraz Ignacego Paderewskiego w Poznaniu. Rewelacyjnie wręcz brzmią uwagi Jasieckiej o "Czarnej Księdze" i jej domniemanym autorze A. Swinarskim, który swą konspiracyjną działalnością zwalczał  pruską Komisję Kolonizacyjną. Marianna i róże to ciekawy obraz rodziny, której dobro było dla Marianny Jasieckiej najwyższym nakazem moralnym, i zarazem obraz życia w Wielkopolsce w latach niewoli pruskiej.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Świat schodzi na psy! Oj tak. Ale zanim napiszę dlaczego, zapewniam, że uczę w normalnej szkole, gdzie jest mnóstwo fajnych i myślących uczniów, którzy całkiem na poważnie przygotowują się do zdania egzaminu dojrzałości. Lubię z nimi pracować, ale czasem to mnie moi podopieczni zaskakują;(

Czas akcji- teraźniejszość

Miejsce akcji- lekcja niemieckiego

Prowadzę sobie lekcję, rozmawiamy o tym co kto lubi i nie lubi. Nagle pojawia się słówko Krimi. Bractwo patrzy na mnie, widać, że zebrani nie wiedzą o co chodzi. Więc mówię-

Agatha Christie hat Krimis geschrieben.

Cisza. Jak makiem zasiał.

- Agatha Christie?- pytam podejrzliwie, żałując jednocześnie, że nie przetłumaczyłam słówka od razu- smak rozgoryczenia OGROMNY.

-Proszę Pani, a kto to jest Agatha Christie?

niedziela, 16 listopada 2008

Matka odchodzi Tadeusza Różewicza to książka na długie czytanie i jesienne wieczory. Świetnie wpisuje się w listopadowy klimat pewnej tajemniczości, smutku i refleksji.  Miłość syna do matki, Matki do syna. Życie Stefanii Różewicz, wspomnienia o ojcu Władysławie. Liryczny portret rodzinny...

Trudno jednym słowem określić tę książkę. Tren? Nawet tylko kartkując tę książkę łatwo zauważyć, że to nie "pieśń lamentacyjna o charakterze elegijnym, wyrażająca żal z powodu czyjejś śmierci, rozpamiętująca czyny i myśli zmarłego, zawierająca pochwałę jego zalet i zasług " ( Słownik Terminów Literackich, pod redakcją J. Sławińskiego). Pod względem treści- zapewne tak, jednak formy- nie. Panuje tu prawdziwy kolaż gatunkowy

- są m.in. prywatne wspomnienia matki poety [Wieś mojego dzieciństwa, Rok 1921 -9 października]

Szynkielew jest wsią, która należała do guberni kaliskiej, powiatu wieluńskiego. (...) Przyjechałam do Szynkielewa mając pięć lat. Ogromnie mi się tu podobało. Miałam dopiero lat pięć, nie zrozumiałam, ile się kryje przy pięknie przyrody nędzy ludzkiej na takiej nawet zamożnej wsi. Zaczęłam mniej więcej od dziesiątego roku życia obserwować życie ludu. Najwięcej pamiętam z tego okresu rok 1905. Przyjeżdżali ludzie z miast i opowiadali, że ma już nie być cara, że w Łodzi ubrali kukłę podobną do cara. Obwozili ją, aby go upokorzyć.(...)

-Dziennik gliwicki- od 23 maja 1957 do 22 lipca 1957

23 V 1957r.

Dziś rano odprowadziłem Matkę do szpitala.

25 V, sobota, 1957r.

Nie mogę pracować. Wyjechać nie mogę. Muszę odwiedzić Matkę, jest tam sama. Zresztą nie potrafię się zachować- śpieszę się, jestem pusty, ona potrzebuje serdeczności. W domu mnie drażni wszystko(...)

-jest Kartka wydarta z dziennika

27 VI, niedziela, 1982r.

[...]Była 7. Deszcz padał. Zajrzałem do kalendarzyka. dziś Władysława. Imieniny Ojca. W dniu imienin Ojca składaliśmy Ojcu "laurkę", na której wymalowane były kwiatki, okolicznościowy wierszyk, czasem mówiliśmy ten wierszyk. Mama ubierała nas w tym dniu starannie (...)

-są w końcu rozważania poety  ...po dwudziestu latach

Mamo poznajesz mnie ... uśmiech na malutkiej wyniszczonej twarzy skóra przeźroczysta włosy na głowie siwe- tak przecież to ty synku

- liczne wiersze poety, choćby ten, który zapadł mi w pamięć: Powrót

Nagle otworzy się okno

i matka mnie zawoła

już czas wracać

 

rozstąpi się ściana

wejdę do nieba w zabłoconych butach

 

usiądę przy stole i opryskliwie

będę odpowiadał na pytania

 

nic mi nie jest dajcie

mi spokój. Z głową w dłoniach

tak siedzę i siedzę. Jakże im

opowiem o tej długiej

i splątanej drodze.

 

Tu w niebie matki robią

zielone szaliki na drutach

 

brzęczą muchy

 

ojciec drzemie pod piecem

po sześciu dniach pracy.

 

Nie- przecież nie mogę im

powiedzieć że człowiek człowiekowi

skacze do gardła

-klimatu nadają stare fotografie- matka poety w ludowym stroju po skończeniu kursów gospodarstwa domowego, rodzice wybierający się z wizytą, matka z synem na tle kwitnących drzew (w kwietniu 1944 roku przyszedłem z lasu na przepustkę. Mama się ucieszyła), jest  kartka z Korsyki, są zdjęcia portretowe rodziców w strojach wizytowych, rodzina przy stole.

 

(...) Mama odeszła od nas w mieście, które nazywało się kiedyś Gleiwitz, a teraz Gliwice. Czasem myślę, aby pojechać i zobaczyć Lututów, niewielką miejscowość, gdzie mama przyszła na świat w roku 1896, sto lat temu.

To, co w naszym domu było najdroższe i najpiękniejsze, to Mama.

 

Matka odchodzi- Tadeusz Różewicz, 1999,  Nagroda Nike 2000

wtorek, 11 listopada 2008

Mimo że książka ta rekomendowana jest przez wydawcę dla dzieci od lat 12-stu, ja jednak miałabym pewne opory z podsunięciem tej lektury dziecku w tym wielu. Dlaczego? Piszę o tym w recenzji na blogu Półeczka z ksiązkami

sobota, 08 listopada 2008

W wakacje przyjechałam z zakupów z jakąś gazetką i dołączonym do niej filmem. Jak ktoś ma dwójkę małych dzieci, ciągle kupuje coś na potem. Film wylądował na półce na kilka miesięcy i wczoraj w końcu doczekał się naszej domowej premiery. Monsunowe wesele przykuło moją uwagę z dwóch powodów- primo- reżyserką tego filmu jest Mira Nair, siostra Preethi Nair, autorki świetnej książki - Sto odcieni bieli; secundo- w 2001 roku dostał Złotego Lwa- na festiwalu filmowym w Wenecji.

Fabuła jest dość banalna- Aditi wychodzi za mąż za Hemanta- młodego inżyniera z USA. To rodzice wybrali jej męża i dziewczyna widzi go dopiero na kilka dni przed weselem. Goście, najbliższa rodzina i krewni zjeżdżają się do New Delhi na uroczystość- jest wesoło, są wspomnienia, zabawa, weselne przygotowania, a przy okazji pojawiają się sprawy, problemy, które mogą sprawić, że do ślubu jednak nie dojdzie.

Jakie wrażenia? Jakość filmu najlepiej zaobserwować po zachowaniu M. Jest bardzo krytyczny, często komentuje, krytykuje, jest wręcz okropny. Jak było w tym przypadku? M był zajęty czymś bardzo WAŻNYM (!!!)- zapowiedział, że do poniedziałku dla nas go nie ma i mamy mu nie przeszkadzać. Tymczasem, gdy włączyłam film, mój małżonek coraz częściej odrywał głowę od monitora w stronę ekranu telewizyjnego, aż w końcu rozłożył się wygodnie na podłodze z kieliszkiem czerwonego wina ( Praca? Ach co tam, może poczekać) i już tak został do końca, co ciekawe- bez komentarzy, w zupełnej ciszy. No, od czasu do czasu wybuchaliśmy razem śmiechem no i ja pochlipywałam sobie , bo tak na weselach raczej bywa.

Film ma niesamowity klimat- pełno tu kolorów, kwiatów, muzyki (świetne połączenie muzyki ludowej ze współczesną mieszanką techno, popu i jazzu). Wszędzie są pomarańczowe nagietki- organizator przyjęć weselnych, P.K. Dubey (ach te jego miny:), wraz ze swoją ekipą wszędzie rozwiesza, rozrzuca i rozsypuje  te małe kwiatuszki, a w wolnych chwilach łakomie je pożera. W kulturze Indii każdy kolor ma przypisane tradycyjne znaczenie i przenosi pewien ładunek emocjonalny: kolor szafranu- pomarańczowy  uosabia płomień, w którym giną wszelkie nieczystości. Czerwień natomiast, której też w filmie pełno, to kolor małżeństwa i miłości, pomyślności i męstwa. Biel - dla niewtajemniczonych dodam, która nam kojarzy się ślubami- w Indiach jest kolorem smutku i żałoby. Podczas oglądania filmu odnosiłam niekiedy takie wrażenie, pewnie zamierzony cel reżyserki, że to materiał nakręcony domową kamerą, że faktycznie mam przed sobą kasetę z jakiejś imprezy rodzinnej- latający obraz, przypadkowe migawki, zbliżenia twarzy gości podczas zabawy, sztuczne uśmiechy i wdzięczenie się do kamery. Zaciekawił mnie kontrast dwóch światów- biedy i bogactwa- bo w tle majaczą Indie pełne riksz, samochodów, głowa przy głowie, gwar, slumsy. Dwa światy- tradycyjny i ten współczesny- ręka z ornamentami z henny, a w niej  telefon komórkowy, guma do żucia ( w ustach pana P.K. Dubey'a- chyba do "życia", bo żuje ją namiętnie, zawsze i wszędzie), domy są współcześnie urządzone, ściany zdobią abstrakcyjne malowidła, jednak ich mieszkanki noszą tradycyjne i powiewne sari.

W klimacie tak gorącym, jaki panuje w Indiach, deszcze monsunowe przynoszą ukojenie, chwilę ochłody, przynoszą wytchnienie- czy padający  podczas wesela deszcz oczyści napiętą atmosferę w rodzinie?  Nic więcej nie zdradzę. To piękny film, piękna historia miłosna- Aditi i Hemant, P.K. Dubey i Alice ( takich oświadczyn się nie zapomina;) - i przyznam, że tak, jak na polskie wesela niezbyt chętnie chadzam, w takim wzięłabym udział z największą przyjemnością:)

P.S. - Zapewniam, że film ten nie ma nic wspólnego z bollywoodzkimi produkcjami:)))

wtorek, 04 listopada 2008

Na moim blogu o książkach dla dzieci nowa recenzja- Kareta z piernika- Wandy Chotomskiej. Smakowita książka pachnąca miodem i przyprawami korzennymi- na czas przedświąteczny:)

niedziela, 02 listopada 2008

Skończył się październik- a więc skończyło się i nasze Miejskie Czytanie. Dla niewtajemniczonych dodam, że co jakiś czas Mole Książkowe organizują Wyzwanie Czytelnicze- w którym udział może wziąć każdy- wystarczy wybrać sobie książki do przeczytania, a następnie opublikować recenzje tych lektur na swoim blogu, bądź na specjalnie  w tym celu utworzonym blogu. Mamy za sobą Portrety Kobiet, Książki z 6  kontynentów i wspomniane już wyżej Miejskie Czytanie. Ciekawa jestem, co czeka nas, mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości- ja optuję za- biografiami, książkami z historią w tle i za tematem- nobliści.

W Miejskim Czytaniu wybrałam sobie do przeczytania i zrecenzowania trzy lektury-

Shantaram- Gregory David Roberts  (Bombaj)- Prawdziwy 700-setstronicowy pustak, jeśli chodzi o formę!!! Książka trochę na tak trochę na nie- ale ostatecznie recenzja pozytywna:)

Wysepka- Andrea Levy (Londyn)- z początku się obawiałam, czy dam z moimi maluchami przeczytać kolejną cegłę ( ponad 600 stron), ale tak mnie wciągnęła, że nie mogłam sie oderwać:) Bardzo na TAK!!!

Łuk Triumfalny- Erich Maria Remarque  (Paryż)- to lektura dla czytelników o wyrobionych gustach i preferujących wyważoną klasykę. Dodam jeszcze, że  o delikatnym smaku calvadosu. Dla koneserów:)

 

Wszystkie moje wyzwaniowe recenzje są opisane w kategorii Wyzwania

 

Trochę odstąpiłam od mojej pierwotnej listy czytelniczej. Zaczęłam czytać Pierwszą polkę - Horsta Bienka i szybko się zorientowalam, że Die erste Polka była moją lekturą na studiach. Pierwsze fragmenty, gdzie była mowa o Familie Piontek- określenie matki- Mamusza, które na zawsze utkwiło mi w pamięci- zadecydowały o tym, że zrezygnowałam z tej książki. Nie skojarzyłam tytułu- no cóż zdarza się. Z półki wciąż szczerzą do mnie zębiska Hanemann- Stefana Chwina i Wielki Gatsby-F. Scotta Fitzgeralda. Ta pierwsza już od dawna mnie intryguje , bo swego czasu zdobyła tytuł książki roku. Czy sprawiedliwie? W końcu chciałabym się o tym przekonać. No i Wielki Gatsby, którego ekranizacja z tańczącymi R. Redfordem i M. Farrow są gdzieś  w mojej głowie. Mam nadzieję, że kiedyś po tę książkę sięgnę. I to tyle- teraz czekam na ciąg dalszy.....

sobota, 01 listopada 2008

 

Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.

Maria z Bzówka - wygody wspomina izdebne,
Słońce - w łóżku, wiatr - w sieni - i ogród macierzyn,
Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,
A wszystkie takie - trafne i drzewom - potrzebne!...

Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba -
Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze
W nieodgadle błękitnym - pełnym Boga - chabrze,
By zeń dla snu wiecznego wydłubać - źdźbło nieba.

Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,
By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny -
Kreślił palcem na próchnie list do panny Anny
Życząc rychłego w kwiatach - zmartwychwstania.

Panna Anna udaje, że jest - w bezżałobie
I biorąc na kolana młodą mgłę - pieszczochę -
Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę
Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie.

A opodal - mniej więcej naprzeciw rozstaju,
We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,
Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju
Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura.