Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
poniedziałek, 30 listopada 2015

Punktem wyjścia tej opowieści jest dziewiąty października 2012 roku. Właśnie wtedy padły strzały w kierunku Malali, młodziutkiej Pakistanki, która miała odwagę przeciwstawić się talibom. Nie zakrywała twarzy, na swoim blogu opisywała życie codzienne pod rządami agresorów, wyrażała otwarcie swoje myśli. Dwóch zamaskowanych mężczyzn zatrzymało szkolny autobus, którym uczennice wracały po szkole do domu. Jeden z nich wszedł do środka i zadał pytanie: „Która to Malala?”. Padły strzały - stan dziewczynki był naprawdę ciężki, Malala wróciła do zdrowia. Nie poddawała się w walce z niesprawiedliwością. W 2011 roku otrzymała Pakistańską Nagrodę Pokojową, w 2013 roku Nagrodę Sacharowa, Międzynarodową Dziecięcą Nagrodę Pokojową, Nagrodę Anny Politkowskiej i Nagrodę Simone de Beauvoir. W 2014 – Pokojową Nagrodę Nobla.

Renacie Piątkowskiej udało się przybliżyć dzieciom postać Malali – również dziecka, które zostało wplątane w wojnę dorosłych. Temat obecnie bardzo aktualny patrząc na to, co dzieje się codziennie przed naszymi oczami na świecie, a zwłaszcza w Europie. Niebezpieczny świat, w którym nikt nie przejmuje się prawami człowieka, nie mówiąc już o postrzeganiu tych najmniejszych. Wspaniały przykład wychowania – rodzice Malali mieli odwagę przekazać dziecku swoje wartości, które w pewnych światach są krytykowane, za które można stracić życie. Pod ciekawym zbeletryzowanym życiorysem kryje się też wartościowa nauka dla współczesnego młodego czytelnika – który często nie wie co to bieda i niebezpieczeństwo – że warto mieć swoje zdanie i iść pod prąd, bo tylko wtedy można zmienić świat. Lekcja odwagi, która może inspirować nie tylko dzieci. Temat na pewno nie jest łatwy – jednak autorka unika drastycznych opisów. Koncentruje się na przeżyciach dziewczynki, reakcji jej rówieśników na wydarzenia. Dobrym pomysłem jest przytaczanie również starych baśni, które opowiada tu babcia Malali.

Książka ciekawie zilustrowana przez Macieja Szymanowicza, który kilkakrotnie wziął na warsztat pojedyncze tomy serii "Wojny dorosłych - historie dzieci".

Wydawnictwo Literatura

Przypominam o konkursie. Do wygrania ilustrowany "Harry Potter i Kamień Filozoficzny". Szczegóły tutaj.

Tagi: konkurs
06:00, be.el
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2015

 

Końcówka roku obfituje w piękne książki. 52 tygodnie jest na półce już kilka dni i jak mam tylko chwilę, sięgam po nią. Oryginalny pomysł, by pokazać jedną gałąź jabłoni w różnych ujęciach, w różnym towarzystwie, o różnych porach roku. Co tydzień na drzewie zjawia się inny ptak. Tytuł wskazuje więc, ile osobników można obserwować. Początek -  w dniu pierwszego stycznia. Odwiedziny modrej sikorki. Przyroda zatacza koło: na końcu te same ptaki odwiedzają jabłoń w zimowy dzień.

Wśród gatunków zilustrowanych są: rudzik, pokrzywnica, kowalik, pełzacz ogrodowy, szczygieł, gil, dzięcioł, pójdźka, drozd śpiewak, kos, dymówka, grubodziób, trznadel, makolągwa, raniuszek, jerzyk, pleszka, wilga, żołna, dziwonia, kapturka, dzięcioł czarny, pliszka żółta, pliszka siwa, wrona, zięba, trzcinniczek, kukułka, muchołówka szara, podróżniczek, turkawka, lelek, dudek, słowik, pokląskwa, dzwoniec, płomykówka, dzięcioł zielony, skowronek, sójka, orzechówka, sroka, szpak, wróbel, sowa uszata, strzyżyk, modraszka, zniczek, czeczotka, jemiołuszka, bogatka, czubatka.

Tak sobie półeczkowo myślę, że w prostocie tkwi siła. Bowiem pomysł na książkę tyleż właśnie prosty, co genialny i oryginalny. Obok pięknych ilustracji są króciutkie teksty przedstawiające danego osobnika. Są to proste zdania bez zbędnego i encyklopedycznego słownictwa. Dzieci na pewno poradzą sobie z nimi. Dotyczą ptaków, zmian w przyrodzie, warunków pogodowych. Kryją się w nich ciekawostki i informacje: kiedy zaczyna się astronomiczna zima, które z ptaków przylatują na zimę, a które odlatują, śnieg chroni pąki przed zmarznięciem, kora kryje w sobie niekiedy ziarna (ukryte przez ptaki) lub małe owady, nadchodzi taki czas, że jest równonoc, pójdźka jest najbardziej dzienną z sów, a kukułka podrzuca jajo innym ptakom. Wielką ciekawość budzi strona, na której nie ma ptaka, ale jest tylko o nim mowa. Musimy sobie wyobrazić małego jerzyka, który z góry przygląda się gałęzi jabłoni, ale na nią nie siada. Dzieci też obserwują przemianę gałęzi – najpierw goła, potem ma pąki, kwiaty, liście, dalej – rodzi owoce.

"52 tygodnie" sprawiają, że zaczynamy dostrzegać ptaki. Zastanawiamy się, jak się nazywają, jaki tryb życia prowadzą, rozpoznajemy je. My w książce znaleźliśmy kilka gatunków, które w naszym ogrodzie dobrze się czują.

Wiek 5+

Wydawnictwo Widnokrąg

 Książka jest ładnie wydana, ma duży format: 22 cm x 29 cm. 

środa, 25 listopada 2015

 

Mądra opowieść o tym, jakie powinno być dzieciństwo. Tytułowa księżniczka jest symbolem wielu współczesnych dzieci, które czują się samotne i nieszczęśliwe wśród drogich i wyszukanych zabawek. Czyste, ubrane na tip-top, z czasem wypełnionym do granic możliwości, z nowoczesnymi gadżetami. Tymczasem zagonieni dorośli zapominają często, co tak naprawdę jest potrzebne dziecku. W książce "Z dzieckiem w świat wartości" autorki sprowadziły to do rozpiski akronimu C-Z-A-S, czyli:

C- cierpliwość

Z- zachwyt

A-akceptacja

S-szacunek

Myślę, że można powyższe stwierdzenie odnieść do wielu aspektów współczesnego życia. Tego właśnie brakuje królewnie, która pewnego dnia pojawia się na zwykłym szarym podwórku, na którym szaleje dzieciarnia. Rozwrzeszczana, umorusana, ze zwariowanymi pomysłami. Zabawa trwa w najlepsze: stare koce, kije, guma pełna supełków. Piękna królewna nijak nie pasuje do tego świata. Czysta, niezadowolona ze zdziwieniem przypatruje się jak bawią się zwykłe dzieci. Jej mama królowa nigdy nie ma dla niej czasu. Podobnie tato król. Zajęci sprawami najwyższej wagi państwowej zostawili dziecko damom dworu. Królewna nie wie co to przegrana, co to plama na ubraniu, potargane włosy, nie wie co to zabawa do utraty tchu, na świeżym powietrzu. Dzięki dzieciom pozna na szczęście smak szaleńczych zabaw, ubawu po pachy, brudnych rąk i umorusanej buzi.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel absolutnie nie moralizuje ani nie wygraża palcem współczesnym rodzicom. Snuje swoją opowieść, jest tylko bacznym obserwatorem, natomiast wnioski każe wyciągnąć nam samym. W prosty i bajkowy sposób podpowiada, co w życiu dziecka jest najważniejsze ? nie kariera rodziców i drogie zabawki, lecz wspólna zabawa i kontakt z najbliższymi i rówieśnikami. Zwykła zabawa w pomidora, chowanego, w gumę, kolory, w berka. Nie można też zapomnieć trzepaka, na którym wychowało się całe pokolenie PRL-owskich* dzieciaków. Tutaj też królewna robi "wisielca", a ciężką koronę zostawia na boku, bo i jak się bawić z koroną na głowie.

Książka jest ciekawie zilustrowana przez Mariannę Oklejak. Zestawienie dwóch światów, każdy na swój sposób barwny. Ten pałacowy: bardzo elegancki ? z drogimi meblami, posadzkami, detalami dizajnerskimi. Natomiast ten podwórkowy ? zwykły, z mnóstwem zakamarków do chowania, przestrzeni do gier i zabaw. Chyba bardziej szary, ale też i dziki ? z gąszczem krzaków, w których mogą się zdarzyć różne przygody. Ilustratorka nie boi się kolorów. Używa ich dużo, różnorodnie. Można niekiedy dostać oczopląsów - aż w głowie się kręci. I takie powinno być dzieciństwo.

*- też się umawialiście z koleżankami i kolegami na trzepak ?koło bloków??

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka

 

wtorek, 24 listopada 2015

 

Emilia Dziubak specjalnej promocji nie potrzebuje. Już wielokrotnie dała się poznać jako ciekawa i kreatywna ilustratorka, której światy rysunkowe łączą w sobie nowoczesność i nostalgię dawnych klimatów. Można znaleźć w nich ciepło, swego rodzaju przytulność, milusińskość z jednej strony (a tego tak wszyscy w każdym wieku potrzebujemy i lubimy), a z drugiej strony pomysłowość, humor, spojrzenie na świat z przymrużeniem oka. Może tu tkwi tajemnica jej sukcesu, który daje się odczuć podczas rodzinnego czytania: bowiem i mały i duży znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli chodzi o „Rok w lesie” dodałabym jeszcze: wnikliwą obserwację rzeczywistości i dziecięce postrzeganie świata. Dorosły człowiek nie zauważa pewnych niuansów. Goni, spieszy się, nie ma czasu by się zatrzymać nad biedronką, pochylić nad motylem, zadrzeć głowę wysoko, gdy usłyszy tajemnicze pukanie w koronie drzew.  Ta książka uczy takiego „abe-en-dego”, czyli „absolutnie–nie–dorosłego” spojrzenia na świat, na przyrodę. Ta zwłaszcza przez mieszczuchów jest postrzegana jako dodatek, który jest i basta. Jako coś, co się należy, coś – na co w dniu codziennym raczej nie zwraca się uwagi, o co nawet niekoniecznie trzeba dbać. Stąd i mój zachwyt nad tą książką. Kopczyk z grudek ziemi może okazać się zwykłym niezwykłym kopczykiem przez kogoś zamieszkałym. Krzak obsypany czerwonymi (dla człowieka trującymi) jagodami natomiast wabikiem kulinarnym dla ptaków i drobnej leśnej zwierzyny. „Rok w lesie” to książkowe wyprawy do lasu – w każdym miesiącu, które, kto wie, może zaowocują jakąś ciekawą namacalną wyprawą rodzinną z ciekawymi przeżyciami i przygodami. Historie opowiedziane bez słów – może celowo z ukrytą wskazówką, by smakować przyrodę bez potrzebnego hałasu, podglądać ją na swój, ale cichy, sposób. Bez wrzasku i rozgardiaszu, który towarzyszy nam na co dzień.

Książka jest podzielona na 12 rozkładówek, z których każda przedstawia ten sam fragment lasu w kolejnym miesiącu. Rośliny, jego mieszkańcy, ożywione i nieożywione składniki przyrody o różnych porach roku, w różnym stanie. Niby to samo mrowisko, ale jakże zmieniające się w zależności od danego miesiąca. Fajnie podpatrywać małe pracowite stworzonka – zupełnie jakby ktoś wstawił do ich domku lustro weneckie. Cztery pory roku – zachowanie zwierząt podczas ich trwania. Które śpią, a które są aktywne. Jak zmienia się tryb życia w poszczególnych miesiącach. Każde kolejne „otwarcie” zdradza tajniki lasu – widać jak się zmienia cała przestrzeń: najpierw gołe drzewa, które otoczone delikatną zielona mgiełką pąków nagle wybuchają z ogromną siłą. Widać kto się lubi a kto się czubi, w jakim środowisku żyje, co lubi zjadać, jaki tryb życia prowadzi: dzienny czy nocny. Dzieci mogą zaobserwować również pracę leśniczego: jak dokarmia zimą zwierzęta, zawiesza budki lęgowe, wykonuje prace porządkowe, obserwuje, czy nie dzieje się coś niepokojącego. Niekiedy zdarzają mu się przykre niespodzianki – mam na myśli spotkanie oko w oko z gniazdem os. Ilustracje są bardzo ładne , pełno tu szczegółów, których odkrywanie może przynieść frajdę całej rodzinie. Nie brak tu też humoru: mina wiewiórki chowającej orzeszki przed łakomymi napastnikami bezcenna.

Pierwsza rozkładówka książki to przedstawionych blisko 50 gatunków, które dzieci mogą śledzić w książce – ich krótki opis i ilustracja. Na końcu zabawa – labirynt – najmłodsi szukają pary w podziemnym labiryncie. Takie małe spełnianie marzeń bohaterów tej książki. Szczegółów nie zdradzam. Książka ma duży format (231 x 310 mm, kartonowe karty. Długo będzie sprawiać frajdę dzieciakom.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 23 listopada 2015

 

W ciągu ostatnich lat na różnych forach spotkałam się nie raz z wpisami czytelników, którzy prosili o pomoc w odnalezieniu książki z dzieciństwa. Ktoś pamięta, że do snu czytali rodzice bądź dziadkowie, ktoś sam jako dziecko zatopił się lekturze. Potem zapomniał tytułu, autora. W głowie kilka zdawkowych informacji: główny bohater, jakiś element fabuły. Nie wszystkie te poszukiwania niestety kończą się sukcesem. Szkoda. Często pomagają inni. Takie miłe i ciepłe wspomnienia nie pozwalają ustawać w poszukiwaniach, śledzić książki na aukcjach. Tak bardzo chciałoby się przeczytać ulubioną książkę z dzieciństwa swoim dzieciom. Sama niedawno „odnalazłam” książkę, na której uczyłam się jako brzdąc czytać. Rozpoznałam ilustracje, które opublikowała autorka bloga, na którym można odnaleźć starocie książkowe z lamusa. Przypomniałam sobie tytuł, który w ciągu długaśnych lat wyblakł zupełnie w mojej pamięci:)


Notatnik pożeracza książek pomoże zapamiętać. Niepozorna książka, w której można uwiecznić czterdzieści przeczytanych lektur. Grube, kartonowe kartki do kreatywnego uzupełniania. Ciekawy, nowoczesny projekt graficzny. To swego rodzaju antidotum na ostatnio panującą modę w świecie książkowym, która namawia do niszczenia, gryzmolenia, miętolenia, wydzierania, nawet deptania. Pożeracze książek: rasowi mole książkowe, podchodzą do książek ze swego rodzaju delikatnością, niemalże nabożeństwem i czcią. Taki notatnik każe wręcz spojrzeć na daną książkę z dużą uwagą. Wbrew zasadzie: przeczytać i zapomnieć. Należy ją przekartkować, poszukać pewnych istotnych informacji, policzyć strony. I to co w naszym dzisiejszym głośnym i szybkim świecie wydawać może się dziwne: zachęca do tego, by zatrzymać się na chwilę, zastanowić, wyrazić swoje zdanie. W nawale tylu różnych lektur, co rusz kuszących nowości, łatwo się w tym świecie pogubić. Taki notatnik pomoże dzieciom uporządkować ich książkowy świat i ochroni je przed tym, czego wielu z nas nie udało się uniknąć. Pozwoli zapamiętać: tytuł, autora, ulubionego ilustratora, wydawnictwo. Żeby tylko. Można przy każdej stronie zanotować rok wydania, liczbę stron, rodzaj oprawy, jej charakter: czy jest śmieszna czy raczej smutna; i odbiorcę: czy przeznaczona jest dla chłopców czy dla dziewcząt. W małej ramce można naszkicować nawet głównego bohatera bądź okładkę. Oczywiście jest miejsce na notatki odnośnie miejsca akcji i głównych bohaterów. Na końcu: subiektywna ocena: w postaci krótkiego wpisu i – jak to mają w zwyczaju księgarnie internetowe i portale książkowe – w formie gwiazdek do pokolorowania, w skali – od 1 do 8. Na okładce krótki rysunkowy poradnik dla czytelników: co może się przydać podczas czytania. Temat potraktowany z humorem: obok oczywistych oczywistości jak okulary, czy zakładka i ołówek do podkreślania najważniejszych fragmentów, znajdziecie tu również takie propozycje jak małe co nieco do przegryzienia albo świeczkę – to na wypadek gdyby w latarce skończyły się baterie.


Zbliżają się mikołajki i święta Bożego Narodzenia. Nie wyobrażam sobie, żeby pod choinką nie znaleźć ciekawej książki. Proponuję, by obok lektur znalazł się taki – niby niepozorny „Notatnik pożeracza książek”. Jego kreatywne wypełnianie może sprawić dzieciom dużo radości, a za lat kilkanaście i kilkadziesiąt będzie miłym wspomnieniem przygód i światów, które dzięki ulubionym lekturom udało się przeżyć. Który pozwoli zapamiętać ukochane książki – na długo.

Wydawnictwo Kalimba 

czwartek, 19 listopada 2015

 

O Krzysi pisałam jakiś czas temu. Dziewczynka z gminu została strażniczką mieczy u sir Waltera. Dawniej była pomocą kuchenną, jednak dzięki temu, iż stanęła w obronie zamkowego kota, zaczynają się dziać dziwne i dobre rzeczy, a jej życie zmienia się o 180 stopni. 

Właściciel zamku Jutrzenki – sir Walter Łysy wraz z najdzielniejszymi rycerzami udaje się do Zamku Róż, gdzie ma się odbyć turniej rycerski. Wszyscy mają nadzieję na kilka dni oddechu – wszak kota nie ma, więc myszy mogą harcować. Krzysia też liczy na odpoczynek i nadgonienie zaległych prac. Zbrojownia prawie pusta, na dworze prawie żywej duszy. Tymczasem sir Hubert przynosi zatrważającą wiadomość: zamkowi grozi niebezpieczeństwo. Patrol odkrył, że rycerze sir Malkolma Podłego z Drańskiego Zamku chcą dokonać napaści pod nieobecność sir Waltera Łysego. Krzysia wraz z kowalem zaczyna w pocie czoła ostrzyć 20 mieczy. Wkrótce zaczyna się oblężenie zamku. Trzeba zawiadomić sir Waltera.

Seria o strażniczce Krzysi jest przeznaczona dla dzieci w wieku 6 – 9 lat. Napisana jest prostym językiem, dużymi literami, z szeroką interlinią. Dzieci mają możliwość poznania codziennego życia na zamku w dawnych czasach. W tej części są świadkami bitwy o zamek: obserwują zachowanie mieszkańców, ogniste strzały, płonące wieże i dachy, powietrze gęste od dymu, rannych, topniejące zapasy żywności i wody, przekazywanie wiadomości za pomocą gołębia pocztowego. Na szczęście wszystko skończy się dobrze – między innymi za sprawą naszej dzielnej bohaterskiej Krzysi.

Książka nadaje się dla dzieci, które interesują się tematyką rycerzy i zamków, jak również tych, które lubią dobrą przygodę. W tej niepozornej książce dzieje się dużo, poza tym najmłodsi poznają takie wartości jak odwaga, honor i wierność. Książka jest ładnie zilustrowana czarno – białymi szkicami. A cena? Bardzo przystępna. Może skusicie się na mikołajkowy prezent dla najmłodszych klas?

Za Wydawnictwem podaję wiek 6+, jednak myślę, że na głos można czytać już 5-latkom:) 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literówka

środa, 18 listopada 2015

Biografia Kazimierza Przerwy-Tetmajera autorstwa Tadeusza Januszewskiego to solidna próba przybliżenia współczesnemu czytelnikowi postaci nietuzinkowej, aczkolwiek w dzisiejszych czasach na pewno wśród młodszych czytelników zapomnianej. Sprawdziłam w "Historii literatury" mojej młodszej siostry. O Kazimierzu Przerwie–Tetmajerze zaledwie parę zdań. A przecież w okresie tzw. Młodej Polski to jeden z jej ważniejszych przedstawicieli. Nie będę się tu spierała o słuszność okrojenia materiału – kto chce poszerzyć horyzonty, niech sięga po książkę Januszewskiego. Znajdziecie tu nie tylko portret poety, ale również i przede wszystkim opis epoki, w jakiej przyszło mu żyć. Kraków, Warszawa, Tatry jakich już dzisiaj nie ma. To świat, który kochał poetów. Niech będzie i ten ogonek rozpromienionych panien w hotelu po wpisy do pamiętnika za erotyk: „Mów do mnie jeszcze”. Kto dziś tak czyta poezję? Kto jeszcze to czyni? Przerwa–Tetmajer zaznał za życia sławy. Jednak sama byłam zdziwiona podczas lektury, kiedy doczytałam, że zmarł w … 1940 r.  w Warszawie pod okupacją niemiecką. Tetmajer zostaje w ciężkim stanie przyjęty do Szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie umiera 18 stycznia wskutek niewydolności krążenia. Starzec z siwą brodą. Serce i mózg tego „wielkiego poety” zostały zabalsamowane, wykonano również maskę pośmiertną – przepadły w powstaniu warszawskim.

Początki wcale nie były łatwe. I nie mam na myśli tu wiersza, który napisał w dziewiątym roku życia  - o swojej wycieczce w Tatry. Walczył jak lew o publikację swoich wierszy, a że jako młody człowiek miał „pewne” potrzeby - na wszystko nie starczało. Januszewski nie stworzył tutaj laurki na cześć poety. Pisze o jasnych i ciemnych stronach poety. Dużo miejsca poświęca jego kłopotom finansowym – wynikających z lekkiej ręki do wydawania pieniędzy,  jak i z początkowych trudnościami druku jego wierszy i przekładów. Tetmajer aniołem nie był. Erotyki, za które uwielbiały go kobiety, to ważna część również jego prywatnego życia. Czerpał natchnienie od kobiet – a jakże – również, a może nawet i przede wszystkim, od tych z niezbyt dobrą opinią. Wydawał na nie pieniądze, zatracał się, tracił zdrowie (dosłownie – bo cierpiał na chorobę weneryczną). Były jego namiętnością i sensem życia:

„Zginę przez Ciebie – nim zginę

Krzyknę, że ginę przypadkiem…”

I był przede wszystkim poetą gór. Pamiętam do dzisiaj mojego polonistę z liceum jak deklamował jego tatrzańskie wiersze. No właśnie. Kto dziś tak czyta poezję…

My – młode dziewczyny, uczennice, bardziej zwracałyśmy uwagę na jego miłosne strofy. Można sobie jedynie wyobrazić jaką rolę w opiewaniu gór, mowy góralskiej pełnił w tamtych czasach poeta. To dzięki jego wierszom ludzie inaczej spojrzeli na góry. On sam potrafił dniami chodzić po górskich szlakach, szukać natchnienia. W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie taki stan rzeczy. Tak jak my szukamy pewnych inspiracji i informacji w Internecie, tak dawniej ludzie częściej sięgali po wiersze, które były na pewno swego rodzaju oknem na świat.

Nie tylko sam poeta jest tu postacią pierwszoplanową. Co rusz pojawiają się znane nazwiska. Dość często autor wspomina – Włodzimierza, przybranego brata poety, syna ojca z pierwszego małżeństwa. Między braćmi nie było chemii – być może i za sprawą matki Kazimierza, drugiej żony pana Tetmajera, która do końca nie akceptowała pasierba. Może wynikało to też z różnicy charakterów: Włodek zawsze otwarty i serdeczny, świetny gawędziarz. Zupełne zaprzeczenie młodszego brata. Pojawia się Tadeusz (wtedy jeszcze nie Boy) Żeleński: mroczny, zamknięty w sobie, towarzysz górskich wędrówek. Utknęło mi spotkanie z Sienkiewiczem i opis przejścia autora Trylogii przez … dziurę w  płocie. Dramaturdzy, poeci, dziennikarze, ludzie sztuki i polityki. Podróże zagraniczne, praca zarobkowa. A w centrum on: mierny uczeń w gimnazjum, z maturą za trzecim podejściem, mrukliwy ponurak, zbankrutowany ziemianin, „wyrzucony z siodła”, samotnik i zarozumialec. Nie rozumiany przez współczesnych i lekceważony.

Autor sięga po listy, wspomnienia, poezje Tetmajera, dokumenty. Powiły się rodzinne fotografie i karykatura. Indeks na końcu zawiera długą listę osób, które pojawiają się w tej książce. Mniej i bardziej znane nazwiska. Ludzie tworzący niesamowity klimat artystyczny Krakowa, co również, jeśli nie przede wszystkim, miało wpływ na to, że Kazimierz stał się poetą, a nie filozofem albo prawnikiem. I całe szczęście. 

Wydawnictwo Iskry

wtorek, 17 listopada 2015

„Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek”.

Dla wielu czytelników i młodszych i starszych to już kultowy początek. Sympatyczny prosiaczek opowiada o swoich przygodach i dniu codziennym. Zimowa część zawiera oczywiście w większości tematy związane z tą porą roku. Znalazły się wśród nich również opowieści na cały rok: o szukaniu żony, chorobie najbliższych i cieple domowego ogniska. Wesoły Ryjek uczy się jeździć na nartach, razem z tatą szuka zimy w ogrodzie i bawi się w śnieżki, szykuje święta, wybiera choinkę. Na końcu niespodzianka – prosiaczek zdradza przepis na pierniczki mamy Janka pieczone przez mamę Wesołego Ryjka. Krok po kroku opisane są wszystkie etapy prac z ciastem piernikowym. Miłego pierniczkowania.

Mądra i ciepła opowieść na jesienne i zimowe chłody. Do ogrzania zimnych wieczorów, do przytulania i bycia razem. To chyba tajemnica Ryjkowych opowieści Wojciecha Widłaka. Mimo tego, że ciągle za czymś gonimy, interesujemy się nowinkami, to tak naprawdę gdzieś głęboko w nas tkwi tęsknota za prostotą życia, w którym liczy się przede wszystkim bliskość innych. Nie góra prezentów, bogactwo, ale wspólnie spędzony czas, praca, przygotowania, rozmowy. Takie życie znajdziemy w Ryjkowych opowieściach.

Jak zwykle cudne są ilustracje Agnieszki Żelewskiej. To ona nadała twarz małemu prosiaczkowi, który wielu dzieciom będzie na pewno kojarzył się z dobrymi i beztroskimi czasami dzieciństwa. (P.S. a rodzicom z dobrym rodzicielstwem:)))) 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 16 listopada 2015

Jedna z piękniejszych książek, jakie ukazały się w tym roku. Mój prywatny typ na zwyciężczynię w konkursach. Szanse ma wielkie – tego jestem pewna.

Folklorem interesuję się od dziecka – pewnie związane jest to z tym, że praktycznie „pod nosem” mam Biskupiznę. Mój tata bardzo lubił śpiewać. Nie żyje od kilku lat, a ja mam go przed oczyma śpiewającego. Moich synów też bawił ludowymi piosenkami z regionu. Pamiętam, że sam zgłaszał się na ochotnika do pomocy przy zmywaniu, a my – dzieci - miałyśmy śpiewać i grać. Chodził po ogrodzie i nucił pod nosem – głównie piosenki ludowe, których znał całą masę. I choć ja nie pochodzę z Biskupizny, ciągle jej elementy przewijają się w moim regionie, w pracy mojej i męża. Znam ludzi, dla których tradycje i folklor są istotą życia. Dlatego chciałam podkreślić, jak bardzo ważna jest ta książka. Zawiera elementy, które bez troski i zaangażowania ludzi po prostu zginą. Ciągle wracam do Biskupizny. Jako dziecko pamiętam nasze rodzinne wyprawy do dziadka ze strony taty. Kiedy przejeżdżaliśmy przez wieś Domachowo i zbliżała się godzina mszy, z domów wysypywali się ludzie w strojach ludowych. Jakież było moje zdziwienie i miłe zaskoczenie kilka miesięcy temu, kiedy to podczas wizyty w przychodni na jednej ławce z oczekującymi zobaczyłam starowinkę biskupiankę – w codziennym stroju. Dziś już tego nie ma. Może źle określiłam – nie w takiej skali. Folklor jest, ale rozumiany też jako coś, co minęło, co nie jest modne. Ale takie myślenie jest stereotypowe. Marianna Oklejak swoim spojrzeniem na sztukę ludową i folklor, swoją wizją sprawiła, że primo) –wszystko to wydaje się być namacalne i wiarygodne; secundo) zrobiła to w tak atrakcyjny sposób, że bardzo chce się sięgnąć do tematu, choćby po to, by poszukać swoich korzeni; tertio) potraktowała folklor z przymrużeniem oka: pokazała go w dzisiejszych czasach. I tak Jasinio nie jedzie tak naprawdę na karym „kuniku”, ale na motorze, młode dziewczę chce zerwać z ukochanym za pomocą telefonu komórkowego – jej głosik leci po rosie, lecz nie z wiatrem, ale przy pomocy nowoczesnej techniki. Na ludowym festynie „wianki” nawiązującym do wycinanek ludowych wśród zebranych od razu można zauważyć młodzieńca z irokezem na głowie.

Czego w tej książce nie ma. Tytuł wyraża wszystko: cuda, wianki. Autorka wykonała mrówczą pracę w poszukiwaniu nie tylko ciekawych materiałów, ale też autorów (co wcale nie było łatwe) i punktów wspólnych dla wielu wysp folklorystycznych i mikroregionów. Zadziwia różnorodność i bogactwo. I jest czym oko cieszyć. Na samym wstępie Marianna Oklejak przyznaje, że ta książka powstała z zachwytu nad polską kulturą ludową. Zaznajamiając się z tą książką nie sposób nie odczuć tego, że stwierdzenie to jest autentyczne. Elementy strojów, biżuteria, elementy religijne, wycinanki, tkaniny, hafty, pisanki, pająki ze słomy, bibuły, papieru i włosia końskiego, instrumenty muzyczne, przedmioty codziennego użytku, jedzenie i picie, kapliczki, zabawki, święta, obrzędy związane z porami roku, tradycje rodzinne, piosenki i przyśpiewki, koronki. Marianna Oklejak sięgnęła po materiały oryginalne jak i inspirowane sztuką tradycyjną. Wiele przydatnych informacji znajduje się na końcu książki w przypisach, natomiast na początkowej mapie zlokalizować można poszczególne regiony, które co rusz pojawiają się w tych kolorowych opowieściach.

Książka jest wspaniale zilustrowana. Można oczopląsów dostać od motywów i kolorów. Ale to w tym przypadku komplement.

Wydawnictwo Egmont

 
1 , 2